Kiedyś bardzo chciałam gdzieś wyjechać… I to nawet nie chodziło o pieniądze, ale bardziej o przeżycie przygody, o wyrwanie się z domu. Zaraz po maturze spakowaliśmy więc dwa plecaki, wzięliśmy jakieś sto euro w kieszeń w dodatku pożyczone, bo własne pieniądze wydaliśmy na bilet i wyjechaliśmy do Irlandii. Ta moja przygoda z nią trwała krótko, bo niecałe pięć miesięcy. Okazało się, że to co miało być takie szalone i piękne, było niezwykle stresujące i trudne. Niebo tam było takie inne, zawsze zachmurzone. Sto euro starczyło na jakiś tydzień, następnie jak większość innych młodych zasuwaliśmy na zmywaku. Nic w tej Irlandii właściwie nie zobaczyłam, a tylko zdążyłam ją znienawidzić i do Polski wracałam z rozgoryczeniem wielkim i chorobą, co mi się tam napatoczyła. Tak naprawdę to wracaliśmy stamtąd oboje, ale już właściwie osobno. Ta nasza dorosłość skończyła się szybciej niż się zaczęła…
Później były czasy studenckie i wynajęte mieszkanie z Tym, z którym jakbym była w tej Irlandii, to pewnie by nie było tak strasznie. I kilka bliższych i dalszych wyjazdów, mnóstwo ludzi wokół i jeszcze więcej wspomnień. A potem gdzieś tam, w którymś momencie już człowiek nie miał ochoty gdzieś dalej pędzić, ale zrodziła się olbrzymia tęsknota za tym by na świecie pojawił się ktoś jeszcze. Każdy dojrzewa w rożnym momencie, jeden szuka dłużej, drugi krócej… Czasami siedzą w nas jakieś tęsknoty. U jednego myśli czy nie za szybko, u drugiego, że może za późno, że tyle lat zmarnowanych… A mnie się zdaje, że najważniejsze to żyć po swojemu, a to życie nas najlepiej jak może poprowadzi, bo przecież tylko jedno jest nam dane.
Ostatnio wprawiłam w osłupienie znajomą gdy powiedziałam ile mam lat. Bo przecież mąż, dwójka dzieci, a dopiero za kilka miesięcy kończę trzydziestkę. I jak to tak?! Przecież wszyscy POWINNI mieć dzieci dopiero po trzydziestce, bo wcześniej trzeba to życie przeżywać. Bo przecież z dziećmi to sobie już nie poużywamy prawda?..
—————————————————————————————————————————————————-
Całe życie Ją podziwiałam, zresztą często podziwiam nadal. Niezwykle odważna, przebojowa, niesamowicie oczytana, znająca mnóstwo języków. Żyjąca tak intensywnie jak tylko to możliwe. Czerpiąca z tego życia garściami. Ciągle gdzieś goniła, wiecznie poszukiwała nowych wrażeń. Mieszkała w najróżniejszych miejscach na świecie, zdolna niesamowicie. Jakże często nie miałam zielonego pojecie gdzie właśnie przebywa, tyle tego było. A to w Meksyku, a to we Francji, w Amazońskiej dżungli itd. Silna taka, zwiedziła tyle co ja ledwo jestem w stanie zwiedzić palcem na mapie, tylko że… Okazało się, że pragnąć ciągle więcej, mocniej, intensywniej, tęskniła za czymś zupełnie odwrotnym… I żeby to zrozumieć musiała wcześniej przeżyć ciężką depresję.
Znam również takich co rzeczywiście do tej trzydziestki świetnie się bawili, a później pełni wrażeń, jakie były im potrzebne założyli rodziny i są szczęśliwi. Śmiała się wiecznie, że po co mi to małżeństwo, że powinnam tak jak Ona teraz karierę robić, być wolna, niezależna. Ciężko pracowała, cieszyła się z wielu rzeczy, żyła na pełnych obrotach. Na śniadanie kawa i papieros, później tysiąc kilometrów do przebycia, kolejne szkolenie, nowi ludzie i powrót do domu. Aż któregoś dnia poznała Jego i świat obrócił się to osiemdziesiąt stopni. Dojrzała, zwolniła. Ma dom, synka, jest nadal niezwykle szczęśliwa, tylko jest już na zupełnie innym etapie.
I skąd my możemy wiedzieć, co kto przeżył i co komu jest potrzebne? Nie znoszę takiego generalizowania, mierzenia wszystkich swoja miarą.
Mam też taką cudowną koleżankę. I Ona potrafi tak niesamowicie pozytywnie patrzeć na świat. I dla Niej żadne pierdoły nie są problemami, bierze to życie w garść, cieszy się każdym drobiazgiem. I ja od takich ludzi się uczę. Uczę pilnie i bardzo. Bo ważne jest to aby pracować nad sobą i to szczęście w sobie odkrywać, dojrzewać wtedy, kiedy jest nasz moment, a nie kiedy metryka tak wskazuje.
Ale najważniejsza to w tym wszystkim jest rozmowa. By otwierać się na innych i różnych ludzi poznawać, różne historie. By podziwiać, uczyć się i mieć wokół siebie takich najbliższych, co nawet jak żyją zupełnie inaczej, to Ciebie nie oceniają tylko wspierają bardzo.
Tyle ludzi na świecie, na każdym kroku drugi człowiek, a nas jeszcze ciągle potrafi coś dziwić, ciągle chcemy żeby inni żyli naszą miara. Przecież skoro jest nas tylu, to naturalne i piękne, że tak się różnimy od siebie.
Czasami zastanawiam się, że ludziom na to dziwienie i ocenianie nie szkoda czasu. Za młody, za stary, wierzy w to, a nie w tamto, głosuje na tych, a nie innych, kocha nie tego co trzeba itd. A gdyby tak w tym czasie zastanowić się nad sobą? Gdzie ja jestem, jaki jestem i cieszyć się tym swoim życiem? Wydaje mi się, że Ci są naprawdę szczęśliwi i spełnieni, co najmniej oceniają, bo cóż to za różnica jak inni żyją skoro ja żyję tak, że mi dobrze. Każdy ma swoją drogę do szczęścia, nie budujmy jej na siłę dla innych.
29 komentarzy
Zgadzam się z każdym Twoim słowem :) Bardzo mądra z Ciebie kobieta <3
Pozdrawiam i ściskam,
Sylwia Świergiel
Trzeba tak żyć aby mając dziesiąt lat powiedzieć sobie jestem szczęśliwa, a to jest trudne bo życie doświadcza.
Żyj własnym życiem i bądż szczęśliwa.
buziaki
Pozdrawiam serdecznie!
PS. Śliczne masz dzieci!
Ja w Irlandii odnalazlam swoj dom prawdziwy i ukochany :-) Tutaj poznalam swojego meza i tu narodzil sie moj syn.. Ty widac musialas wrocic by swoja milosc odnalezc :-) Jak widac kazdemu co innego pisane :-) Los rozne prezenty rozdaje..
Pozdrawiam serdecznie :-)
Ps. Zdjecia jak zwykle cudne :-D
ściskam cię kochana i miłego weekendu:)
Cudowne zdjęcia:)))
Pozdrawiam!
A Antek w piachu nie ogarnia kuwety! Nasze pierwsze wakacje nad morzem dla młodszej córki tak właśnie wyglądały - posadzona w piachu nie wiedziała co ma począć z taką ilością piasku :-)
Buziaki! :-*