Dzisiejszy post powstał trochę pod wpływem chwili. Bowiem co jakiś czas, a zresztą czym Was więcej tym częściej, dostaję komentarz pod tytułem „wszystko ładnie, wszystko pięknie, ale jaka jest rzeczywistość. Jak niby przy dwójce dzieci można tak mieszkać, te dzbanki, dekoracje no jak? Przecież to musi być jakaś ściema…” Ogólnie zauważyłam zresztą nie tylko na moim blogu taką tendencję. I zawsze się zastanawiam czy Ci ludzie pytają tak na serio, czy to tylko prowokacja?
Bo naprawdę nie rozumiem. To, że mamy dzieci kompletnie nie wyklucza tego, że możemy ładnie mieszkać. Nasz dom jest dla wszystkich, dla naszych pociech ale również i dla nas. Wychowujemy dzieci, no dobra póki co to głównie Majkę, uczymy pewnych zasad i tyle. Nie rozumiem dlaczego posiadanie maluchów miałoby wykluczyć ładne dekoracje w domu? Maja nie skacze po stole, nie ściąga z parapetów kwiatów, nie rzuca piłką w kawowy stolik i.t.d Wychowujemy ją w duchu szacunku do rzeczy, do otoczenia. Oczywiście, że rozrzuca wszędzie zabawki, że prawie codziennie zapieram kanapę po rozlanym soku, że zrzuca poduszki na ziemię… Ale czy to oznacza, że ja tych poduszek powinnam nie mieć? Czy jakbym mieszkała brzydziej, to bym też tych zabawek nie musiała na okrągło sprzątać?
U nas jest zasada, że je się przy stole, a po zabawie się sprząta. Oczywiście, ze najczęściej jest tak, że za nim wejdę do pokoju Mai to muszę się mocno przeżegnać, ale cóż po prostu to ogarniam i znów jest ładnie. Nie pozwalamy jej znosić tumanu zabawek do salonu, po każdej skończonej zabawie ma je odnieść z powrotem do siebie. I tyle. Malujemy farbami, wycinamy, robimy z plasteliny. Pieczemy razem babeczki, obsypujemy się mąką.Nie mieszkamy katalogowo. Po prostu dla mnie ważne jest otoczenie w jakim przebywam. To, że mam dzieci nie oznacza, że muszę rezygnować z ładnych rzeczy i dekoracji. Najbardziej zaskoczyło mnie kiedy ktoś spytał „jak książki ustawione na ziemi? Przecież dzieci zaraz to rozniosą!” Hmmm…. Tak samo w takim razie rozniosą je ułożone na półkach. Uczymy Maję, że książki trzeba szanować, nie niszczyć. Zresztą Majka ma tyle własnych, że po prostu nasze ją nie interesują. Po drugie mimo wszystko dom to nie plac zabaw. Oczywiście Maja skacze sobie po kanapie, po łózkach, tworzy domki z koców, na środku podłogi malujemy na wielkich kartkach brystolu rysunki, ale wyznaczamy też jej pewne granice, tak że dom nie musi się zmieniać tylko w plac dla dzieci.
Nie wiem, może czegoś nie rozumiem, może mam wyjątkowe dzieci. Ale u nas to wszystko przebiega jakoś tak naturalnie. Nigdy nie wpadłabym na to, że nie mogę mieć kolorowych dzbanków, lampionów, wazonów z kwiatami i poustawianych wszędzie książek bo mam dzieci…
Dom to dom. Radosny, wesoły, zadbany i taki, w którym po prostu nam wszystkim jest wygodnie.
A na zdjęciach na przekór, nasze Wielkanocne ozdoby, kolejne kwiaty w dzbanach, lampiony i.t.d. Zapewniam wszystko to stoi u nas od dobrego tygodnia, jak do nas wpadniecie też będzie, a nie tylko na zdjęciach;) W dodatku stoi nienaruszone, moje boskie dzieci i tym razem nie sieją zniszczenia;))
112 komentarzy
Zresztą on tez dekoruje swój pokój i sam dobiera np. Ozdoby na okno.
Pozdrawiam serdecznie
Agata
https://www.facebook.com/638972076191910/photos/a.642531315835986.1073741828.638972076191910/823044167784699/?type=1&theater Uściski wielkie!
Czy to prowokacja, że ktoś tak pisze? Wydaje mi się, że to po prostu zazdrość. Bo co innego? Ona ma dzieci i tak ładnie? Ożesz ty! To napewno studio, a nie dom w którym są dzieci.
Uderz w stół, nożyce się odezwą!
Nieanonimowa Ewa mama dwojki urwisów :)
pozdrawiam
Karolina z MMS
jestem mamą dorosłej już córki.W naszym domu zawsze panował ład,skład i ogólny porządek,były również zasady (nie mylic z rygorem) .Oczywiście był również taki moment kiedy córka była malutka i przyszedł czas gdy zaczęła być ,,mobilna" i pewne rzeczy na jakiś okres czasu powędrowały nieco bardziej ponad metr od podłogi (głównie szkło) Był to oczywiście czas nauki chodzenia.Nie trwało to jednak miesiącami,ponieważ sztuką jest (tak uważam ja i wcale nie musicie sie ze mną zgadzać) sztuka wychowania i rozmowy,a może raczej sztuka przekazu informacji do tak małego dziecka,które powiedzmy sobie szczerze,że nie bardzo kojarzy z czym dokładnie związany jest szacunek do różnych przedmiotów....do tego potrzeba dużo czasu i cierpliwości-a zwłaszcza poświęcania uwagi wychowaniu dziecka.Chciałabym jeszcze nadmienić,że w czasach pózno pieluchowych w domu pojawił sie również pies-duży pies.Ale nie przeszkadzało to nikomu ( a zwłaszcza mi ) w utrzymywaniu porządku i czystości w domu.Na podłodze stały (i do dzis stoją) różnego rodzaju zdobiennicze bibeloty,świeczniki itp.Książki,jak i różnego rodzaju czasopisma również znajdują się w zasięgu ręki.Nikt niczego nie zniszczył.Ale jak już wspomniałam sztuka tkwi w mądrym zarządzaniu wszystkim i nie ma rzeczy niemożliwych :) Ponadto przez te wszystkie lata dorobiłam się wśród niektórych moich kąśliwych koleżanek ksywki PERFEKCYJNEJ PANI DOMU :D
Te wszystkie lata nauczyły mnie jednak,że można mieć dziecko,męża,wielkiego psa i porządek w domu.Można również dobrze i mądrze wychować dzieci- trzeba tylko chcieć :)
To jakaś bzdura, że dzieci oznaczają bałagan . Zdążają się dni , że nie jest wszystko perfekcyjne, ale od razu mówić, że nie można mieć ładnego domu bo ma się dzieci - bzdura!
Pozdrawiam
Uwierzysz lub nie, ale komentarz pozostawiony przeze mnie pod wczesniejszym twoim postem byl chyba pierwszym komentarzem jaki pozostawilam gdziekolwiek. czasem zagladam na rozne blogi, ogladam sobie , sama szukam inspiracji bo wbrew pozorom tez lubie ladnie mieszkac, ale nie komentuje bo po co:) Dzis skomentowalam akurat twoj post po tym jak na twoich zdjeciach PIEKNEGO (naprawde mi sie podoba i nie jestem uszczypliwa) domu zauwazylam te nieszczesne bibeloty roznego rodzaju. Zainteresowalo mnie to ze zwyklej ciekawosci. Nie podwazylam w zadnym komentarzu twojego zaangazowania w dom i rodzine. Nie napisalam nigdzie ze jestem zazdrosna i ze napewno klamiesz bo w rzeczywistosci pewnie nawet to nie twoj dom....wyrazilam tylko zainteresowanie zaleznoscia miedzy obecnoscia dzieci w domu a tymi konkretnymi dekoracjami uzytymi w poprzednim poscie. Zamiast zwyklej odpowiedzi pod moim komentarzem, pofatygowalas sie napisac osobny post na temat przeze mnie poruszony. super...tylko czemu odezwaly sie od razu rozzloszczone panie sugerujace ze kieruja mna zazdrosc a moje dzieci sa niegrzeczne, bo jak to zeby nie mozna bylo sobie wazonu postawic. Piszesz ze to ja atakuje czytelnikow twojego bloga, a tymczasem to Twoi czytelnicy w kolko jak mantre w kazdym komentarzu powtarzaja ze zazdrosze ci ze sobie posprzatalas i nie masz balaganu bo jestes super zorganizowana. Tylko jedna mama bez lukru napisala szczerze ze tez musiala rzeczy z dolnych polek poprzekladac na wyzsze bo dziecko zjada papier. Da sie szczerze?...A no da sie:)
Odnoszac sie do tego czemu pisze tu anonimowo...a no temu ze jak wyzej napisalam, nie posiadam bloga i nie posiadam nicku, nie udzielam sie na blogach...ot zwykly anonim, a nie jakis internetowy hejter ktoremu zal sciska cztery litery ( co sugeruja panie)
Coz ...czlowiek nauczony kolejnym doswiadczeniem zyciowym wiecej sie w polemike na cudzym blogu nie wda bo niestety posiadanie innego zdania niz reszta widac jest juz passe.
Pozdrawiam i zycze powodzenia
Ewa mama dwojki urwisów
Teraz jest spokojnie u nas zresztą, gorzej pod tym względem było, gdy młody się urodził, a potem zaczął raczkować... Mieliśmy bibeloty na wierzchu - powtykane na półeczce pod stolikiem kawowym - które co chwila lądowały na podłodze. No trudno, kupiliśmy kosze, do których wrzuciliśmy te wszystkie szpargały i zagrało - Młody zostawił w spokoju, my mieliśmy porządek. Ale równie zainteresowany podchodził do regałów z książkami i ściągał z półek figurki. Rady najbliższej rodziny: pochować to wszystko, bo to niebezpieczne dla dziecka. Moje działanie? Przełożyłam wszystkie "regałowe" bibeloty kilka półek wyżej, by synek nie mógł ich dosięgnąć. I spokój! Ale prawdziwie wkurzyłam się dopiero wtedy, kiedy usłyszałam, że w ogóle bez sensu, żebym trzymała COKOLWIEK na pierwszych dwóch półkach regału, bo przecież dziecko tam dosięga - że powinnam tę przestrzeń opróżnić i wypełnić maskotkami (sic!), bo tylko tak będzie bezpiecznie i tylko tak stworzę przestrzeń przyjazną dziecku. Bitch please! - że tak powiem! To - było nie było - regały w dużym pokoju, przestrzeni - choć wspólnej - przede wszystkim mojej i męża! Synkowi oddaliśmy naszą sypialnię - ma teraz swój własny pokój. Jeszcze resztę domu mam pod niego ustawiać? Jak mówiłam, że będę tłumaczyć dziecku, że pewnych rzeczy się nie rusza, rodzina patrzyła na mnie bez zrozumienia, zupełnie zaskoczona "nieżyciowym" podejściem. A może myśleli, że krzywdę dziecku robię, nie naginając całej rzeczywistości pod jego dyktando? Nie no, w końcu dom to przestrzeń dla wszystkich... Każdy ma prawo czuć się tam swobodnie i dobrze - a jeśli to gwarantują regały zapełnione książkami albo dzbanki z kwiatami: te mają prawo mieć swoje miejsce i BASTA! :P
Przeczytałam Twojego posta i zgadzam się z Tobą. Ale chyba rozumiem, co mają na myśli Ci, do których adresujesz ten wpis.
Ja w ostatnim czasie:
1. Musiałam opróżnić trzy dolne kondygnacje Expedita z ksiązek i innej drobnicy (Mój młodszy syn zżera papier. Normalnie wyrywa kartki z książek i żre, jak babcię kocham. Ja nawet paragonu na podłogę nie mogę upuścić, a co dopiero postawić na podłodze książki...)
2. Straciłam już wiele naczyń, bo zachciało mi się mieć obrus. Ale nie ustaję w próbach, bo kocham moje obrusy.
3. Musiałam usunąć wszystkie doniczki z parapetów, bo były za nisko. Teraz kwiaty mają za mało światła i marnieją.
itp. itd.
Ja Ciebie rozumiem. I podziwiam. I zazdroszczę.
Ale Ty masz dużą córkę i niemobilnego synka. A ja mam dwa ŻYWIOŁY. I nie potrafię ich czasem okiełznać, nie mówiąc o wtłumaczeniu czegoś (zresztą, jak mam wytłumaczyć 11-miesięczniakowi, żeby nie wspinał się po tripp-trappie na stół?)
Dlatego rozumiem też tych, którzy się tak bardzo dziwią Twojemu pięknemu domowi :)
Buziaki
Ja też robię zdjęcia moim wnętrzom i też wychodzą fajnie, tylko po prostu muszę sobie najpierw posprzątać, coś tam poprzestawiac, a męża i dzieci wyprawic na spacer.
Żeby nie było: nie uważam, że dzieci wykluczają ładne mieszkanie, ale wiem, że z niektórych rzeczy trzeba na jakiś czas zrezygnować.
Na szczęście dzieci rosną i szybko mądrzeją :)
Ja mam dwoch chlpcow 7 i 2 lata. Duza dos roznica wieku pomiedzy nimi. Starszy to halasliwy bardzo,ale mlodszy to jak to mowia typowy chlopak.
Nie sciaga serwetek itp, ale ma tendencje ciskania przedmiotow o podloge. Plastikowy kubek, plastikowe miski itp. Zje i ciska miska o podloge, napije sie i juz ciska kubkiem, czasem nie dopije porozlewane wszedzie. Nie da sie wytlumaczyc i oduczyc, czekam az troszke podrosnie. Juz zdaza mu sie teraz sporadycznie,ale wciaz musze uwazac na szklo:D...
Po co ten sarkazm?
A dzieci Pani ma? Bo ja mam dwojke. Schody tez mam i dlatego mam tez bramke zeby jeden z drugim karku nie skrecili. Mam tez stolik kawowy...ktorego kanty zabezpieczone sa specjalnymi okraglymi zalepkami. Mam tez blokady bezpieczenstwa w gniazdkach, mam tez szafki z detergentami zabezpieczone specjalnymi blokadami bezpieczenstwa zeby dziecko nie dostalo sie do zawartosci. Czy wyglada to estetycznie - nie, ale wiem ze moje dzieci sa bezpieczne w naszym domu. Wbrew opini mam tez roznego rodzaju dekoracje w domu, ale ustawiam je na wyzszej polce, po to zeby dziecka nie kusic niepotrzebnie.Nie widze potrzeby dawania dziecku obiadku na porcelanie skoro ma swoje sliczne dzieciece talerzyki z ulubionymi postaciami. Dzieci sa rozne. Moj starszy nie robil mi takich problemow, ale mlodszy to alpinista i juz nawet na najwyzsze polki wylezie. Powiem wiecej...bylam zmuszona zainstalowac bramke bezpieczenstwa do kuchni bo mlodszy synek zakradal sie tam i grzebal po szufladach i przy kuchence gazowej. Ma 2,5 roku i pomimo usilnych tlumaczen psoci dalej. Bedac sama w domu z dwojka dzieci wole brzydziej mieszkac i zajac sie moimi chlopakami niz miec nastawiane bibelotow i tlumaczyc caly dzien 2,5 latkowi dlaczego wazon ktory mu postawilam przed nosem ma tam stac i nie wolno go dotykac.
Pozdrawiam
Ewa mama dwojki urwisów
Nie,nie uważam bym przesadziła,....
A Wasze dekoracje przecudne :D
Ja tez mam balagan w domu a jak sobie posprzatam to on nawet znika....czary :)
Chodzilo od samego poczatku o duza ilosc roznych dodatkow widniejacych na zdjeciach np. ksiazki na podlodze, swiece, wazinki, swieczki, itp i powstalo pytanie JAK SIE TO MA DO DZIECI W DOMU? Czy nie jest tak, ze autorka musi upominac dziecko aby cennych dekoracji nie ruszalo, czy dekoracje te obecne sa caly czas czy tylko na potrzeby zdjec do bloga. Zwykla CIEKAWOSC nie ZAZDROSC. Czegoz mam niby zazdroscic...swoja dwojke dzieci mam, dom tez, jak posprzatam to nawet mam w nim czysto hehe :) no naprawde az sie czlowiek musi usmiechnac jak czyta komentarze niektorych pan :)
Pozdrawiam
Anonimowa mama dwojki urwisów :)
Wiesz dobrze, że dla mnie jesteście zawsze powodem do zachwytu. Że DA SIĘ, że MOŻNA mieć piękny, zadbany dom mając małe dzieci. Że nad wszystkim można zapanować jeśli w domu najważniejsza jest miłość i rodzina. I jeśli w takiej atmosferze się wszystko odbywa, to i siły na porządki się znajdą. A dbanie o dom, małe dekoracje i upiększanie to przecież nie żaden wysiłek ale przyjemność. Bo jeśli kogoś kocham, to chcę, żeby mu w tym naszym wspólnym domu było dobrze. Trzymam dalej za Was kciuki i podglądam co tam u Was pięknego się dzieje.
Buziaki :)
Reasumując dzieci są częścią naszego życia, najważniejszą częścią, więc myślę, że powinny wzrastać w dobrym ciepłym i ładnym domu, bo zwyczajnie na to zasługują. Dodam jeszcze, że nie raz spotkałam się z ogromnym zdziwieniem na widok pięknych porcelanowych talerzyków przy nakryciu dla mojego synka. Nie uważam, by fakt, że jest małym dzieckiem, miał go dyskwalifikować z jedzenia ładnie podanego śniadania, obiadu czy kolacji. Skoro dbam o oprawę swojej i męża codzienności, to o oprawę codzienności swojego dziecka tym bardziej będę dbała ;) Ślę ucałowania! Aga
Wręcz przeciwnie, przebywając w zadbanym wnętrzu, same przesiąkają potrzebą piękna i cenią sobie estetyczne, wysmakowane otoczenie :))
Pozdrawiam cieplutko, Agness:)
Uwielbiam Twoje detale i ten klimacik
Zdrowych, cieplutkich od rozgrzanych serc domowników Świąt Wielkiej Nocy
Pozdrawiam :)
Swoją drogą uwielbiam oglądać blogi wnętrzarskie, bo na zdjęciach zawsze tak pięknie, ale mam świadomość, że wszystko to m.in. na potrzeby fotografii - wszyscy chcemy pokazać to właśnie w taki piękny/wyjątkowy sposób
Poza tym wiadomo, że do sesji się sprząta, przecież blog ma być ucztą dla oczu. A dom jest do mieszkania.
PS1. Zawsze możesz zrobić akcję jak Joasia z My little white home i pokazać "nieidealne" kadry ;-)
PS2. Mój syn interesował się maszyną do szycia, więc żeby opanować jego ciekawość choć na chwilę, wyciągałam igłę i dotykał sobie te wszystkie gałki i był zadowolony (dla mnie to nie problem, a dziecko miało radochę). Potem odgrzebałam starą maszynę do zabawy pamiętającą moje dzieciństwo - teraz szyje na swojej, a mama na swojej. Da się? Najgorzej jest z wszystkiego robić problem.
Sami dobrze znamy możliwości swoich dzieci. Jednym wystarczą zasady, inni muszą przeczekać, bo dziecko zjada czarniutką ziemię z ogromnej donicy, której nie da się postawić wyżej. Nasz synek przez jakiś czas traktował taką jak piaskownicę, upominanie i tłumaczenie 2,5 latkowi, że nie wolno, nie przynosiło rezultatów. Ja niedawno postanowiłam sobie oszczędzić stresów i poprzestawiać niektóre dekoracje lub wręcz ograniczyć ich ilość. Mniej krzyczę, mnie strofuję, a nowości wprowadzam stopniowo. Mimo to, udaje mi się na swoim blogu umieścić zdjęcia najładniejszych fragmentów naszego domu, co daje wrażenie, że jest tak w każdym jego zakamarku. A wierzcie mi, to iluzja:) Kwestia umiejętnego robienia zdjęć, co widać u Oli, w tym blogu - to jedno. A faktyczny codzienny nieład, to drugie.
W każdym razie fajnie, jeśli dyskusja jest na poziomie i można wynieść z niej coś pozytywnego dla siebie:)
Umarłam! Oleńko, "haters gonna hate" i tyle. Rozumiem to co piszą nawet pod tym postem rodzice dzieci szalejących, sama mam chrześniaczkę, która na miejscu nie może wysiedzieć, ale u mojego brata na oknach stoją szklane latarenki, a choinka miała bombki :) Fakt, większość była nietłukąca, ale jednak wszystko było fajnie :) Każdy dostosowuje się swoich możliwości. Masz piękny dom, fajową rodzinę i proponuję po prostu moderować niemiłe komentarze :) Nie te, w których ktoś pisze, że nie może mieć tak urządzonego mieszkania, bo pociechy wyjadają ziemię z kwiatka, tylko to które podważają Twoją wiarygodność. Kiedyś Wiola z INTERIORSpl napisała coś, co mnie bardzo przekonało: blog i komentarze to moje podwórko i to ja będę decydowała, czy ktoś może mi na nim "narobić" ;) To to święta prawda :)
Home on the hill- love it and keep calm :D
Życzę Tobie i Twojej rodzince Wesołych i zdrowych Świąt!! Beata
Anka
Nie muszę dodawać, że dzieci wychowywane identycznie...
Magda od dębowych okien ;)
Na stoliku nocnym nic do tej pory nie stawaiałam, bo Misiek lubił jeździć samochodzikami, nie oponowałam ale jak kupiłam nowy, biały, to powiedziałąm , ze ma swój obok stolik, ma pufę, ma podłogę, i jakoś podziałało, czasami owszem się zdaży ale i nawet oko przymykam, bo dizecko to moje i przecież strażnikiem we własnym domu nie będę. Ale jakiś czas temu postawiłam tacę z dekoracją bo zdjęcia robiłam i nie zdjęłam, przestała tydzień, nie dotknęło dziecko tego, nic się nie stało, wcale się tym nie interesowało, bo po co, skoro zabawki sa takie ciekawe ? Tak więc często mamy są przewrażliwione, dziecko, to mądre stworzonko, dajmy mu szansę, a nóż widelec nic złego się nie stanie a uwrażliwi, nauczy. Patrzeć obserwowac i tłumaczyć i dostosowywac naszą przestrzeń , każdy w inny sposób.
Dyskusję jak widac wywołałaj pyszną !!!!! ha ha ha , pozdrawiam cieplutko i wesołęgo jaja i pięknuch dekoracji wielkanocnych !!!
Olu uwielbiam przechodzić z Wami przez Wasz dom, ten udekorowany, ten może czasem bardziej wysprzątany do zdjęć, ale żywy i prawdziwy. Czasem zastanawiam się, kiedy mogłabym wykonać coś tak jak u Ciebie, ale brak czasu przeszkadza. Mówię wtedy trudno i cieszę się przyjemnym widokiem u Ciebie a u siebie wymyślam coś co dam radę zrobić łatwiej, szybciej.
Pozdrawiam ciepło i oby nic się na blogu nie zmieniało:)
Wiosenne słonko przesyłam! :) Buziaki
Pozdrawiam :)
Pozdrawiam I trzymaj się Moja Droga:)))
Mnie nigdy dzieci nie ograniczały... Owszem czasem są momenty kiedy siadam i załamuję ręce. Ale czy to coś da :)??
Nawet teraz Andrea (2latka) siedzi na podłodze i bawi się podkładkami ;) Nie, nie, nie ściągnęła ich sama ze stołu... Sama jej dałam... Znając zamiłowania mojego dziecka muszę jakoś ją zainteresować :) Wiecie, że buduje z nich ulice i samochodziki :) Poza tym kolorowe to i uczy się kolorów, no i liczy je za każdym razem...
A książki? Owszem weźmie czasem moją, choć swoich ma mnóstwo, ale poprzewraca parę kartek, zobaczy brak obrazków i odkłada na miejsce :)
Dekoracji świątecznych jeszcze brak u nas ale świeczek i lampionów mnóstwo i wiecie co? jakoś ich nie tyka ;)
Więc da się mieszkać ładnie z dwójką rozrabiaków hihihi
Pozdrawiam
Basia
Basia
Ewa
Bardzo proszę się nie przejmować negatywnymi komentarzami.Wynikają one z zazdrości i lenistwa osób, które tak się wypowiadają a same nic nie robią, żeby ich otoczenie było ładne.
Żeby się Pani uśmiechnęła, to napiszę że całkiem niedawno usłyszałam, że skoro mam pięciu synów i męża(czyżby chodziło o męża, bo na to słowo był położony nacisk???) to nie powinnam pracować zawodowo!!!!!!!
Bzdura to straszna, wypowiedziana przez przypadkowo spotkaną na placu zabaw sfrustrowaną mamę z jednym rozwrzeszczanym dzieckiem.
Kasia
Bardzo proszę się nikomu nie tłumaczyć z tego, że jest Pani estetką i osobą dbającą o dom.Myślę, że dla wielu osób to naturalne, że dba się o miejsce w którym się żyje z całą rodziną.
Zdrowia i Alleluja!(za Kabaretem Starszych Panów powtarzam, bo to genialne określenie).
Katarzyna
Otóż da się i Ty jesteś tego najlepszym przykładem!
Pokaż wszystkim, że można i tyle. Jak się chce to się potrafi.
Pozdrawiam cieplutko!
Ewa
Pozdrawiam cieplutko i Wesołego Alleluja :)
Uwielbiam kadry z moich ulubionych blogów. Doceniam wasze zdjęcia. Wiem ile pracy trzeba w nie włożyć. I mimo, że nie znam się na fotografowaniu, z autopsji mogę się domyślać jak to wygląda od zaplecza.
Zrolowany koc, przełożone poduszki - to są drobiazgi. Cenniejsze rzeczy trzymam na półkach :)) U mnie jak tylko próbuję zrobić zdjęcia wpadają dzieciaki, wygłupiają się, wchodzą w kadry...śmiechu jest co nie miara, ale zdjęcia nie nadają się na opublikowanie. więc czekam...aż usną, albo zajmie się nimi tata.
I wiadomo chwalę się zdjęciami, które wg mnie są w miarę estetyczne. staram się nie wrzucać armagedonu jaki zostaje gdy tylko wpuszczę dzieci do pokoju :)).
A co do samego bloga...Ja nie czuję tu sztuczności...bo niby czemu? że piękne zdjęcia wstawiasz? czasem zazdroszczę, ale bardziej traktuję to jako inspirację i zachęty do własnego rozwoju, poznania nowinek z wnętrzarskiego świata...no bo chyba taka jest idea - aby pokazywać piękno, które inspiruje...
Naprawdę macie (anonimki) ochotę oglądać bałagan aby samemu poczuć się lepiej? To, że ktoś wrzuca dopracowane zdjęcia, nie znaczy chyba, że jest niewiarygodny i nie musi się z tego tłumaczyć...
ja tam kibicuje...proszę o jeszcze :)