Żeby naprawdę wypocząć, zregenerować siły, nabrać takiego pozytywnego oddechu bardzo potrzebuję gdzieś wyjechać. Dlatego często ważniejsza jest dla mnie częstotliwość niż nawet długość wakacji. Jeśli mam do wyboru pojechać raz na wyjazd trwający powiedzmy dwa tygodnie, albo rozdzielić to na dwa wypady tygodniowe w różne miejsca, to zawsze decyduję się na ta drugą opcję. Moim chyba największym marzeniem jest to żeby podróżować stale, żyć w wiecznym ruchu, ale to na razie nierealne, dlatego też cieszę się, że chociaż raz na jakiś czas udaje nam się gdzieś wyrwać. Niedawno wróciliśmy z Korfu, do tej pory wydawał mi się to dość nudny i bardzo oczywisty wybór. Ale w marcu zwiedzaliśmy bardzo aktywnie Teneryfę, gdzie przemierzaliśmy długie kilometry, stwierdziłam, więc że tym razem możemy wyjątkowo pojechać gdzieś, aby tylko odpocząć, zrelaksować się, wygrzać na słońcu. Udało nam się dostać bardzo tanio bilety, znaleźliśmy przyjemne rodzinne apartamenty, więc nie wahaliśmy się nawet sekundę. A Korfu okazało się być… No właśnie, jakie?:)
Smaki, słońce i baseny
Grecja to dla mnie synonim smaków, słońca i uśmiechu. Okazuje się, że na każdej wyspie jest pod tym względem bardzo podobnie. To taka całkowita gwarancja pięknych widoków, malowniczych krajobrazów, cudownych kąpieli w wodzie. W Grecji kocham jeść, właściwie nic mi więcej tam do szczęścia nie potrzeba. Uwielbiam ich Musake. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji w życiu jej próbować, to, czym prędzej musicie to nadrobić. To taka zapiekanka z mięsem mielonym, bakłażanem, ziemniakami i sosem beszamelowym. Matko, jakie to pyszne! Tylko koniecznie trzeba trafić na taką, co zapiekają ją w małych glinianych miseczkach, te wielkie, dzielone później na porcje w ogóle się nie liczą. Mój mąż za to znów zajadał się jagnięciną, jeśli wierzyć Mu na słowo, to właśnie w Grecji jest najlepsza. Oprócz tego ich słodkie desery, świeże, soczyste warzywa, owoce. No nic tylko jeść, pożerać wręcz wszystko i już do szczęścia praktycznie nic więcej nie potrzeba.
Na Korfu jest wiele urokliwych zatoczek, ślicznych widoków, plaże, choć wąskie to niezwykle przyjemne. Jest to malutka wyspa, nie ma tam więc za wiele do zwiedzania. Jest to idealna opcja na taki tydzień odpoczynku, relaksu w cudownym otoczeniu. Z uwagi na to, że byliśmy z dwójką małych dzieciaków, bardzo urzekło nas to, że praktycznie w każdej knajpce, restauracji był basen. Niezwykle to wygodne;) Opalasz się na leżaku, popijasz drinka z palemką, a w tym czasie dzieci szczęśliwe pluskają się obok w brodziku, no żyć nie umierać! Oj zdecydowanie Korfu to opcja dla wygodnych. Wszędzie blisko, smacznie i słonecznie. Dzieci przeszczęśliwe, a rodzice tym bardziej. Tu może nie ma opcji na jakieś ekstremalne przeżycia, na wspomnienia, które będą nam towarzyszyć do końca dni, widoki, jakich nigdy wcześniej nigdzie nie widziałam, ale jest fantastyczny klimat, a przecież to niezwykle ważne. To był chyba najbardziej spokojny i relaksujący z naszych wyjazdów. Żadnej bieganiny, walki z czasem, aby wszystko zobaczyć, dotknąć, przeżyć. Tu siadasz na plaży, podziwiasz klify, piaszczyste skały, cieszysz się dużymi falami, grecką muzyką i spędzasz czas z rodziną. Bilety i noclegi są na tyle tanie, że naprawę warto sobie, co jakiś czas taki wyjazd realizować w celu naładowania akumulatorów.
Praktyczne informacje
Jesli mielibyście ochotę się tam wybrać to przede wszystkim polecam Wam miejscowość Sidari. Jest najbardziej malownicza, urokliwa i szybko wam się nie znudzi. Jest mocno rozwinięta pod względem turystycznym, ale wszechobecny gwar nadrabia niezwykłymi widokami. Ma piękne klifowe wybrzeże i to właśnie tam znajduje się słynny kanał miłości, który ogromnie nas zachwycił. Morze otoczone z dwóch stron wysokimi skałami, można się poczuć jak na rajskiej wyspie.
Jeśli chodzi o wyszukiwanie tanich lotów i noclegu to odsyłam Was do tego postu, gdzie już kiedyś pisałam Wam jak krok po kroku zorganizować wakacje na własną rękę. Naprawdę już w takie miejsca jak Korfu kompletnie nie opłaca się jeździć z biurem podróży.
My mieszkaliśmy w takim apartamencie, jeśli ktoś nie ma jakiś bardzo dużych wymagań to szczerze mogę polecić. Było czysto, przyjaźnie i przede wszystkim kameralnie. Rano samotnie korzystaliśmy sobie z basenu, co w wielkich hotelowych molochach jest nie do pomyślenia. Dzieciaki szczęśliwe, standard naprawdę w porządku.
Warto również zwiedzić stolicę wyspy ze starą fortecą. Nas jednak podczas tej podróży najbardziej zachwyciła droga dwudziestu pięciu serpentyn prowadząca na najwyższy szczyt Pantokrator, gdzie umiejscowiony jest klasztor z XVII w. Widoki podczas drogi zapierały dech w piersi, a na szczycie cudowna panorama na Korfu i Albanie.
Największa głupota, jaką zrobiłam…
A teraz coś ku przestrodze;) O moim roztrzepaniu legendy można by było pisać. Tysiąc razy mówiłam, że kiedyś przez nie zginę, no i…coraz bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Pisałam Wam, że w Sidari jest cudowny Canal d’Amour. Powstały tam przepiękne formacje skalne, po których można chodzić, podziwiać widoki. Są one naprawdę wysokie, ogromnie malownicze. Byliśmy na nich pierwszy raz w południe, morze spokojne, wszyscy przechodzili po takiej wąskiej półce skalnej na drugą stronę. Nie wiem jak Wam to dokładnie opisać, wyobraźcie sobie dużą skalną przestrzeń, która jest jakby podzielona na pół, pomiędzy jest wąskie przejście, a że znajdujemy się na wysokości, no to miedzy tymi dwiema wyrwami skały płynie woda i morze oczywiście otacza je z każdej strony. Ogólnie bezpiecznie, żadnego ryzyka, masa osób siedząca tam i opalająca się. My byliśmy w stanie wjechać tam wózkiem. Zdecydowaliśmy się również wrócić tam kolejnego wieczoru i wtedy to inteligentnie postanowiłam przejść tym wąskim przejściem na drugą stronę. Mąż stał odwrócony do mnie tyłem i jak zwykle…pstrykał zdjęcia. Ja nie wahając się chwili pobiegłam i tylko przeoczyłam jeden, malutki szczegół… Tym razem morze było niezwykle wzburzone. Postawiłam nogi na tej wąskiej części skalnej półki i… w całości zalała mnie fala! Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby zabrała mnie ze sobą do tej wąskiej, wysokiej szczeliny!!! W panice przeskoczyłam na szerszą część skały i odkryłam, że jestem odcięta. Moje przejście zostało zalane! Woda rozszalała się na całego, a mnie od mojej rodziny oddzielała spora strzelina wysokich skał. Byłam uwięziona na szczycie klifu. Oczywiście pięć razy zdążyłabym zginąć, za nim mój mąż zorientował się, co się stało. No, bo przecież miał takie dobre ujęcie!! Ech, małżeństwo prawie się rozpadło, ale najpierw łaskawie pozwoliłam się uratować. Na szczęście woda na moment się uspokoiła, moje skalne przejście na powrót się ukazało i mogłam w popłochu przebiec łapiąc się ręki męża. Zdjęcia tego nie oddają, ale uwierzcie mi, tam było naprawdę wysoko! Dla porównania zdjęcie, kiedy morze było spokojne i kiedy odcięło mi drogę powrotu. (Zwróćcie uwagę na poziom wody)
Najbardziej do śmiechu mi nie było, w momencie, gdy później wyczytałam, że ktoś tam już kiedyś zginął robiąc dokładnie tą samą głupotę, co ja…. Ech czy warto w ogóle to komentować?… Ale pomijając to wszystko, to był naprawdę udany wyjazd. Najważniejsze to tylko mieć zawsze oczy wokół głowy, albo po prostu trzymać roztrzepanie na wodzy;)
Korfu to idealny wybór, jeśli marzą Wam się krótkie wakacje, gdzie nie macie ochoty za dużo zwiedzać, za to chcecie po prostu poleniuchować w pięknym otoczeniu przyrody, pozachwycać się malowniczymi widokami, skosztować dobrej kuchni, śmiało łapać promienie słońca. To idealny wybór dla rodzin z dziećmi. Kocham greckie klimaty i ta wyspa również mnie zaczarowała. Było radośnie, słonecznie, z małymi przygodami i workiem kolejnych pozytywnych wspomnień. Jesli macie jakieś pytania, to zadawajcie śmiało, chętnie pomogę:)
45 komentarzy