Uwielbiam nasze mieszkanie. Te duże okna, ogródek, to ile pracy i miłości w nie włożyliśmy. Jednak są rzeczy, które ogromnie mnie irytują, które wynikają głównie z naszego złego rozplanowania oraz nieprzemyślenia różnych aspektów do końca, czyli tak zwany efekt różowych okularów. Właśnie dziś chciałabym Wam trochę o tym opowiedzieć, mam już nauczki, których na pewno nie powtórzę w nowym domu. Być może też jesteście na etapie planowania bądź wybierania nowego lokum, więc Kochani uczcie się na naszych błędach!:)
Błędy w naszym mieszkaniu, których na pewno nie popełnię w nowym domu!
Złe rozplanowanie miejsca do przechowywania
Przeprowadzając się tu, mieszkaliśmy wcześniej w maleńkiej kawalerce. Na początku wydawało nam się więc, że mamy tu ogrom miejsca. Nie przywiązywaliśmy uwagi do ilości szaf, stref do przechowywania rzeczy, bo każda opcja, jaką wprowadziliśmy i tak oferowała znacząco więcej niż mieliśmy dotychczas. Na początku i tak nie byłam w stanie zapełnić tych wszystkich szafek, półek. Nie przemyśleliśmy jednak tego, że z czasem dobytku będzie nam przybywać, że na świecie pojawi się kolejny mały człowiek, i że ta jedna, niewielka szafa świetnie pomieści rzeczy jednego dziecka, ale już przy dwójce może być słabo. Nie zastanawiałam się gdzie będę trzymać kolejne sprzęty, gdzie schowam mopa, co zrobię, kiedy przybędzie nam więcej rzeczy. Nie zaplanowaliśmy tego dobrze. I tak przy 70m2 mieszkaniu mamy tylko trzy szafy na czteroosobową rodzinę, gdzie musimy pomieścić wszystkie ubrania, okrycia wierzchnie, buty i inne niezbędne rzeczy. W dodatku przy naszym dzisiejszym układzie, nie ma możliwości, aby wstawić gdziekolwiek kolejną dużą szafę, po prostu musiałabym całkowicie przearanżować przestrzeń, pozbyć się jakiegoś innego mebla, co pewnie niezbyt pozytywnie wpłynęłoby na ogólny wizualny odbiór. Miejsce do przechowywania rzeczy jest ogromnie ważne i koniecznie trzeba je dobrze przemyśleć na etapie planowania przyszłego domu. Nawet, jeżeli na dzień dzisiejszy wydaje nam się, że tyle wystarczy – to uwierzcie mi na słowo, z czasem będzie Wam za mało. Najczęściej przeprowadzamy się w nowe miejsce z dużo mniejszego metrażu i nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jak to będzie, kiedy na przykład urodzi nam się kolejne dziecko, albo dojdą kolejne przedmioty. Zastanówmy się więc gdzie ewentualnie będziemy mogli wstawić kolejna szafę w razie potrzeby, zaplanujmy dokładnie miejsca na przechowywania rzeczy, weźmy pod uwagę sprzęty, które obecnie mamy i te, które z czasem nam dojdą. Dzieci rosną, też potrzebują coraz więcej miejsca, łatwiej zmieścić niemowlęce ubrania w jednej komodzie, ale już starsze dziecko na pewno będzie potrzebować znacznie większej przestrzeni.
Dlatego też w nowym domu pierwsze co, to właśnie na te przechowywanie kładę nacisk. Na miejsce, gdzie będę mogła wszystko trzymać, szafy, które wstawimy od razu i też możliwości, gdzie ewentualnie je dorobimy, jeśli kiedyś byłaby taka potrzeba. Będziemy mieć jedną naprawdę dużą, własną garderobę, będzie też druga mniejsza dla dzieci, będą szafy gospodarcze i z góry zaplanowane miejsca, gdzie ewentualnie tych szaf będziemy mogli jeszcze dorobić. Jasne, ze w domu z tym wszystkim jest prościej, ale w mieszkaniu też można to mądrze rozplanować, a my niestety dość lekceważąco do tego podeszliśmy.
Brak praktyczności
Zdecydowanie praktyczność to nie jest cecha, którą można mnie opisać. Jeśli mam stawiać na wygląd, bądź funkcjonalność to najczęściej wybieram pierwszą opcję. Ale niestety nie zawsze to się dobrze kończy… I tak nasza piękna, prowansalska łazienka, jest najbardziej znienawidzonym przeze mnie miejscem w naszym domu. Jest mała, dodatkowo stoi w niej kuweta i przy tak jasnych, gładkich kaflach na podłodze, kocie i dwójce dzieci, nie ma szans żeby była czysta przez dłużej niż dziesięć minut. No do szewskiej pasji mnie to doprowadza! Ładnie się też w niej prezentuje ten otwarty regał, ale jeśli byłby zabudowany to dużo więcej rzeczy byłabym w stanie w nim schować. A tak wiecznie wkrada się tam wizualny chaos, widoczny dla wszystkich. Tak samo na przedpokoju – piękna konsolka wydała mi się idealnym wyborem, jednakże zajmuje miejsce, a oprócz wizualnej funkcji nie daje nic więcej. Nasz przedpokój jest wąski, dużo lepiej więc spisałaby się tam jakoś pojemna komoda, w której mogłabym przechowywać dodatkowe rzeczy. Jasne, że warto stawiać na takie ładne meble, ale najpierw zadbajmy o funkcjonalność, praktyczność, miejsce do przechowywania, a dopiero później wstawiajmy coś, co nam tę przestrzeń będzie jedynie zdobić. Zwłaszcza jeśli to jest jedyne miejsce na kolejny, pojemny mebel.
Dlatego tym razem będę dużo bardziej praktyczna. Nasza przyszła łazienka mam nadzieję, że będzie dużo łatwiejsza do utrzymania czystości. Nadal (mam nadzieję;)) będzie ładna i stylowa, jednak na podłodze zamiast gładkich kafli, będą takie z mocnym wzorem, dzięki któremu mam nadzieję, że nie będzie tak bardzo widać brudu. Pod umywalką nie będzie konsolki, a stylowa, stara komoda z głębokimi szufladami. Zresztą już niedługo pokażę Wam projekt:) Będzie u nas też znacznie więcej wszelkich komód, półek, szafek – po prostu lepiej wykorzystana przestrzeń.
Pójście na łatwiznę
Na samym początku, kiedy urządzaliśmy się, bardzo często wybieraliśmy szybkie i łatwo dostępne opcje. Dziś już wiem, że lepiej jest chwilę dłużej poczekać, poszukać, czy zrobić coś samemu i mieć dużo ładniejszą i oryginalniejszą rzecz. Najprościej jednak było wybrać się do szwedzkiego sklepu i tam nabyć cały swój dobytek. Jasne, dalej bardzo cenię sobie tę sieciówkę, ale jednak, co za dużo to niezdrowo. Zwłaszcza, że często w tej samej cenie możemy dostać coś dużo bardziej nietuzinkowego, albo wykonać to samodzielnie. Na początku nasz salon wyglądał stricte jak z katalogu Ikea. Bardzo mnie to męczyło i wiem już, że w nowym domu, będę urządzać się wolniej i na spokojnie, wybierając rzeczy, które naprawdę mi się podobają, a nie takie, które są od ręki. Lubię wnętrza oryginalne i nietuzinkowe, a decydując się na same gotowce, ciężko jest uzyskać taki efekt.
Za dużo kompromisów
Rzadko kiedy udaje nam się kupić nieruchomość idealną. Często musimy iść na pewne kompromisy, jednakże najważniejsze żeby to były rzeczy, z których naprawdę jesteśmy w stanie zrezygnować, a nie, które będą nas męczyć na co dzień. Musimy określić swoje priorytety, potrzeby i zdecydować, co jesteśmy ewentualnie w stanie nagiąć. I nasz nowy dom ma pewne minusy, tak to jest z kupowaniem gotowych lokali mieszkalnych. Jednakże mądrzejsza o poprzednie doświadczenia, wiedziałam, co jest dla mnie najważniejsze. A mianowicie słonce w ogrodzie. Mamy teraz ten nasz ukochany zielony zakątek, busz za oknem, jednak dobija mnie to, że słońce zachodzi w nim już po trzynastej. Od początku bardzo nas to niepokoiło, ale machnęliśmy na to ręką. I przez te cztery lata chyba na nic tak nie narzekałam, jak właśnie na to. Z rana to ja lubię posprzątać, popracować, a dopiero później wygrzewać się na słońcu. Jednak wtedy w ogródku panuje już cień. Przyjemne są śniadania na tarasie i kawa w południe, ale jednak zdecydowanie wolałabym mieć inny układ stron świata.
Dlatego też pierwsze co w nowym domu sprawdziliśmy jak to słońce operuje. Od razu rozplanowaliśmy dwa tarasy. Jeden narożny od strony wschodniej i południowej i drugi mniejszy – od zachodu. No, ale to tylko przy budynku, bo tu w końcu będę miała kawał ziemi i gdzieś to słońce o każdej porze tam dotrze;)
Nadal jestem wielką zwolenniczką mieszkań na parterze, ale drugi raz kupowałabym zdecydowanie ogródek od strony południowo-zachodniej. Choć i tak smutno mi, że ten nasz mamy opuszczać, pokochałam bardzo to miejsce, ale to już inna historia…
Kolejny taki kompromis, na który bezsensu przystałam i żałowałam, przez cały okres mieszkania tutaj, to prysznic zamiast wanny. Matko, pierwsze co w nowym domu wezmę dłuuugą kąpiel! Uwielbiam to, całe życie uwielbiałam, wszędzie gdzie wcześniej mieszkałam miałam wannę, a tu nagle zmiana na prysznic. Bo układ rur, bo za dużo miejsca, bo coś tam, coś tam… Dziś wiem, ze jeśli naprawdę coś się lubi to nie warto z tego rezygnować, bo później będziemy cały czas żałować tej decyzji.
I to by były takie cztery moje podstawowe punkty, największe błędy, których na pewno już nie powtórzę. Założę się, że i w tym nowym miejscu zdarzą się jakieś wpadki, ale wiem jedno, jeśli tylko będą do naprawienia to zdecydowanie szybciej będę to realizować. Nie ma sensu się męczyć. A jak to wygląda u Was? Czy też macie ze swojego doświadczenia jakieś nauczki na przyszłość? Dajcie znać, może pomoże mi to ich uniknąć:)
27 komentarzy