Każda z nas mam chce być dla swoich dzieci jak najlepsza, dać z siebie wszystko, ale często łatwiejsze jest to w teorii niż praktyce. A jak rzadko przyznajemy się do tego na głos… Nie zawsze łatwo jest zachować równowagę, odłożyć na bok to, co nieistotne i zająć się tym, co naprawdę znaczące. Niekiedy trudno wykrzesać z siebie entuzjazm by znów przez półgodziny lepić z plasteliny, albo nic nie robić i tylko być obok tych dzieci, a wtedy to najczęściej nawiązują się najciekawsze rozmowy. Nie zawsze łatwo jest nie mówić nie teraz, później, ciszej proooszę, nie dam rady. Zbierać po raz setny klocki z podłogi, odczepić oczy od monitora, zignorować kolejne maile i słowa, które muszę natychmiast przeczytać i po prostu być dla nich, tak w stu procentach, tak, choć przez chwilę.
Ile razy dziennie łapię się na zniecierpliwieniu, niemocy, na braku ochoty na kolejną zabawę. Bywają wieczory, kiedy jesteśmy w stanie z mężem pokłócić się o to, kto dziś ma Majce bajkę na dobranoc poczytać, bo tak oboje jesteśmy zmęczeni. Czas z dziećmi potrafi być nużący, męczący, ileż w kółko można wymyślać zabawy, grać w te planszówki, podawać kubeczek z piciem, piec wspólnie babeczki. I każdy wokół powie zobaczysz, jeszcze zatęsknisz za tym czasem. I ja się z tym zgadzam całkowicie, ba! Po jednym weekendzie ich niewidzenia już nie mogłam się tego wszystkiego wręcz doczekać, ale umówmy się, mało kto ma w sobie tyle pokładów cierpliwości, chęci, żeby na co dzień nie czuć tym zmęczenia. Mówimy dużo o beztroskim dzieciństwie, o relacjach budowanych od pierwszych chwil, o tysiącach czytanych wspólnie książeczek, wymyślaniu kreatywnych zadań, rozwojowych zabaw. Ale ile z nas tak naprawdę czasem gdzieś nie gubi tej równowagi? Kiedy tyle obowiązków, kiedy zakupy nie chcą zrobić się same, obiad ugotować, praca poczekać na później, albo po prostu tak zwyczajnie, po ludzku nie chce nam się i już. Nie bawi nas kolejny dzień zabawy lalkami, nie chce nam się rysować kolorowych koników, iść na trzy place zabaw pod rząd. A potem wieczorem siadam i myślę ile straciłam, że kolejny dzień jakiś taki nie bardzo był, że znów zagubiłam tą równowagę, że częściej te moje dzieci usłyszały, że później, może jutro, niż tak oczywiście, zróbmy to, pewnie nie ma sprawy. Że znów gdzieś tam wirtualny świat mnie wciągnął, że wcale nie trzeba było przyjmować kolejnego zlecenia i nic by się nie stało jakbym dzisiaj w ogóle nie włączyła komputera. I wszystko wokół błaga o posprzątanie, a ja zignorowałam to tak po prostu, trzeci dzień z rzędu. Bo gdzieś tam za brakło motywacji i sił. Czasami tych takich dni robi się aż za wiele, wleczą się jeden za drugim i ciężko samemu sobie powiedzieć stop.
Tyle wyobrażeń mam w swojej głowie jak bym chciała żeby dzieci mnie widziała, a jak mogą mnie w rzeczywistości postrzegać. Moim zdaniem podczas wychowywania nie ma nic ważniejszego niż przykład. Tylko tym najwięcej uczymy nasze dzieci. Obserwują nasze relacje z innymi, to jak spędzamy czas, jakie mamy pasje, jak odzywamy się do nich i traktujemy siebie samych. Wydawało mi się, że idealnym rozwiązaniem będzie to żebym mogła pracować w domu i być z nimi, ale z drugiej strony przez to tak często widzą mnie przy komputerze, zajętą i nieobecną dla nich i to też nie jest dobre. Nie jestem w stanie robić tego wszystkiego tylko wieczorami… Prawda też jest taka, że czas gdzieś między placami ucieka, tak łatwo poddać się braku chęci… Ostatni usłyszałam jak Majka mówi do Małego; „jaki tu bałagan! I kto to zrobił, no, kto? I kto to wszystko posprząta?! No oczywiście Maja posprząta!!”, Matko moje własne słowa oczywiście. Dziecięcy tok myślenia jest tak często zbudowany tym, co słyszą od nas samych. Ileż to razy obserwuję Majkę i jakbym sama siebie widziała. I tak bardzo pragnę uczyć ją tego wszystkiego co najlepsze, co ważne, a tak często wcale mi to do końca nie wychodzi… Nie ma nic cenniejszego niż czas, jaki możemy ofiarować dzieciom, wspólne chwile. Żadne zabawki ani przedmioty nic nie znaczą, najważniejsza jest nasza uwaga. To ona procentuje, buduje wartość i relacje.
Próbują poukładać sobie to wszystko w głowie, znaleźć równowagę. Na każde szybko sunące się nie, mówić zamiast tego tak, czerpać przyjemność z tych wszystkich zabaw, beztroskich chwil. Biegać razem po zielonej trawie, urządzać pikniki, podziwiać te ich uśmiechy. Tak krótko to wszystko trwa, tak łatwo przemija. Nakreślać wciąż głośno priorytety. I choć tak bardzo jest to potrzebne, ważne to nie zawsze łatwo wykrzesać z siebie chęci. Ale staram się, staram się zapisywać im jak najwięcej pięknych chwil. Dbać o to jak mnie postrzegają i głośno przyznawać się do błędu, że znów mi nie wyszło, że znów zamiast na to co ważne, poświęciłam czas na to, co nieistotne. Bo przecież nikt z nas nie jest doskonały. Popracuję jutro, posprzątam później, a teraz… Teraz idę popatrzeć na prawdziwe szczęście, które mam na wyciągnięcie ręki. Na czas, który jakkolwiek nie byłby męczący jest też najlepszy, bo nimi wypełniony.
30 komentarzy