Czy masz tak samo?… Rozterki nieidealnej mamy.

by Home on the Hill
30 komentarzy

Każda z nas mam chce być dla swoich dzieci jak najlepsza, dać z siebie wszystko, ale często łatwiejsze jest to w teorii niż praktyce. A jak rzadko przyznajemy się do tego na głos… Nie zawsze łatwo jest zachować równowagę, odłożyć na bok to, co nieistotne i zająć się tym, co naprawdę znaczące. Niekiedy trudno wykrzesać z siebie entuzjazm by znów przez półgodziny lepić z plasteliny, albo nic nie robić i tylko być obok tych dzieci, a wtedy to najczęściej nawiązują się najciekawsze rozmowy. Nie zawsze łatwo jest nie mówić nie teraz, później, ciszej proooszę, nie dam rady. Zbierać po raz setny klocki z podłogi, odczepić oczy od monitora, zignorować kolejne maile i słowa, które muszę natychmiast przeczytać i po prostu być dla nich, tak w stu procentach, tak, choć przez chwilę.

Ile razy dziennie łapię się na zniecierpliwieniu, niemocy, na braku ochoty na kolejną zabawę. Bywają wieczory, kiedy jesteśmy w stanie z mężem pokłócić się o to, kto dziś ma Majce bajkę na dobranoc poczytać, bo tak oboje jesteśmy zmęczeni. Czas z dziećmi potrafi być nużący, męczący, ileż w kółko można wymyślać zabawy, grać w te planszówki, podawać kubeczek z piciem, piec wspólnie babeczki. I każdy wokół powie zobaczysz, jeszcze zatęsknisz za tym czasem. I ja się z tym zgadzam całkowicie, ba! Po jednym weekendzie ich niewidzenia już nie mogłam się tego wszystkiego wręcz doczekać, ale umówmy się, mało kto ma w sobie tyle pokładów cierpliwości, chęci, żeby na co dzień nie czuć tym zmęczenia. Mówimy dużo o beztroskim dzieciństwie, o relacjach budowanych od pierwszych chwil, o tysiącach czytanych wspólnie książeczek, wymyślaniu kreatywnych zadań, rozwojowych zabaw. Ale ile z nas tak naprawdę czasem gdzieś nie gubi tej równowagi? Kiedy tyle obowiązków, kiedy zakupy nie chcą zrobić się same, obiad ugotować, praca poczekać na później, albo po prostu tak zwyczajnie, po ludzku nie chce nam się i już. Nie bawi nas kolejny dzień zabawy lalkami, nie chce nam się rysować kolorowych koników, iść na trzy place zabaw pod rząd. A potem wieczorem siadam i myślę ile straciłam, że kolejny dzień jakiś taki nie bardzo był, że znów zagubiłam tą równowagę, że częściej te moje dzieci usłyszały, że później, może jutro, niż tak oczywiście, zróbmy to, pewnie nie ma sprawy. Że znów gdzieś tam wirtualny świat mnie wciągnął, że wcale nie trzeba było przyjmować kolejnego zlecenia i nic by się nie stało jakbym dzisiaj w ogóle nie włączyła komputera. I wszystko wokół błaga o posprzątanie, a ja zignorowałam to tak po prostu, trzeci dzień z rzędu. Bo gdzieś tam za brakło motywacji i sił. Czasami tych takich dni robi się aż za wiele, wleczą się jeden za drugim i ciężko samemu sobie powiedzieć stop.

Tyle wyobrażeń mam w swojej głowie jak bym chciała żeby dzieci mnie widziała, a jak mogą mnie w rzeczywistości postrzegać. Moim zdaniem podczas wychowywania nie ma nic ważniejszego niż przykład. Tylko tym najwięcej uczymy nasze dzieci. Obserwują nasze relacje z innymi, to jak spędzamy czas, jakie mamy pasje, jak odzywamy się do nich i traktujemy siebie samych. Wydawało mi się, że idealnym rozwiązaniem będzie to żebym mogła pracować w domu i być z nimi, ale z drugiej strony przez to tak często widzą mnie przy komputerze, zajętą i nieobecną dla nich i to też nie jest dobre. Nie jestem w stanie robić tego wszystkiego tylko wieczorami… Prawda też jest taka, że czas gdzieś między placami ucieka, tak łatwo poddać się braku chęci… Ostatni usłyszałam jak Majka mówi do Małego; „jaki tu bałagan! I kto to zrobił, no, kto? I kto to wszystko posprząta?! No oczywiście Maja posprząta!!”, Matko moje własne słowa oczywiście. Dziecięcy tok myślenia jest tak często zbudowany tym, co słyszą od nas samych. Ileż to razy obserwuję Majkę i jakbym sama siebie widziała. I tak bardzo pragnę uczyć ją tego wszystkiego co najlepsze, co ważne, a tak często wcale mi to do końca nie wychodzi… Nie ma nic cenniejszego niż czas, jaki możemy ofiarować dzieciom, wspólne chwile. Żadne zabawki ani przedmioty nic nie znaczą, najważniejsza jest nasza uwaga. To ona procentuje, buduje wartość i relacje.

Próbują poukładać sobie to wszystko w głowie, znaleźć równowagę. Na każde szybko sunące się nie, mówić zamiast tego tak, czerpać przyjemność z tych wszystkich zabaw, beztroskich chwil. Biegać razem po zielonej trawie, urządzać pikniki, podziwiać te ich uśmiechy. Tak krótko to wszystko trwa, tak łatwo przemija. Nakreślać wciąż głośno priorytety. I choć tak bardzo jest to potrzebne, ważne to nie zawsze łatwo wykrzesać z siebie chęci. Ale staram się, staram się zapisywać im jak najwięcej pięknych chwil. Dbać o to jak mnie postrzegają i głośno przyznawać się do błędu, że znów mi nie wyszło, że znów zamiast na to co ważne, poświęciłam czas na to, co nieistotne. Bo przecież nikt z nas nie jest doskonały. Popracuję jutro, posprzątam później, a teraz… Teraz idę popatrzeć na prawdziwe szczęście, które mam na wyciągnięcie ręki. Na czas, który jakkolwiek nie byłby męczący jest też najlepszy, bo nimi wypełniony.

4 5 8 3 6 7 2 1

Zobacz również

30 komentarzy

Beata 10 sierpnia, 2016 - 9:48 am

Życie…. Mi też brakuje czasem cierpliwości, czasem mi się nie chce, czasem mam ochotę uciec, zniknąć. Wczoraj też tak miałam. A jak już Jaś zasnął to poryczałam się, że tak miałam. Że mi się nie chciało, że nie byłam fajna. I źle mi z tym do dzisiaj 🙁

Odpowiedz
Home on the Hill 10 sierpnia, 2016 - 3:11 pm

No właśnie, najgorsze są potem te wyrzuty i człowiek tak strasznie żałuje i roztrząsa… A dziecko tak naprawdę często nic nie zauważa. Kiedyś prawie cały dzień Majce puszczałam bajki, bo byłam chora, źle się czułam nie miałam na nic siły. Na co moje dziecko pod wieczór stwierdziło, że to był fantastyczny dzień;) Ech…mnie oczywiście zjadły wyrzuty, no bo jak to tak żeby tyle czasu bajki itd…

Odpowiedz
Rodzinna 10 sierpnia, 2016 - 10:03 am

Słońce 🙂 myślę, że Twoje rozterki są tak naprawdę rozterkami każdej mamy 🙂 och jakże czasem mam dość tych porozrzucanych zabawek, mam dość prosić i wręcz błagać aby dzieci bawiły się na piętrze 😛 mam dość stąpania po klockach LEGO choć powiem Ci znalazłam i na to patent 🙂 kupiłam sobie chodaki i służą mi jako kapcie 🙂 Nie dość, że żaden klocek mi nie straszny to jeszcze jestem wyższa o te 5 cm a to bardzo istotne w kuchni 🙂
Czasami na prawdę nie umiem wytrzymać ich kłótni i ciągłego krzyku ” No maaaaMoo” zwłaszcza gdy przychodzę z pracy po nadgodzinach i ciężkim dniu. Ale gdy tyko jadą do babci choćby na dzień czy wspomniany przez Ciebie weekend to strasznie cni mi się za nimi 🙂 Taka już nasza natura, my mamy tak mamy 😉 Nie ma ludzi idealnych, perfekcyjnych. Trzymaj się słońce 😉
P.s. taras macie z jakiego drewna? Mam dylemat pomiędzy modrzewiem syberyjskim, a europejskim. Ten ostatni cenowo jest korzystny ale słabo osiągalny 🙁

Odpowiedz
Home on the Hill 10 sierpnia, 2016 - 4:25 pm

Nawet nie wiesz jak dobrze czasem takie coś usłyszeć, o ile lepiej człowiek się czuje kiedy przeczyta, że inni mają tka samo 🙂 Dziękuję Ci ogromnie za ten komentarz :* Co do tarasu to my mamy z modrzewia syberyjskiego, to naprawdę twarde drewno i nic się z nim złego po zimie nie stało.

Odpowiedz
Karina 10 sierpnia, 2016 - 11:00 am

Olu, kocham swoje dzieci nad życie ale z radością wróciłąm do pracy. Często się wkurzam, że wszystko w biegu, że poranki pełne stresu i akurat teraz Antoś chce te ślimaki i mrówki oglądać, a ja muszę zdążyc na 8. Z jednej strony zazdroszczę tym mamusiom spokojnie prowadzącym dzieci za rączkę, czekające, aż zdejmą buciki w żłobku czy przedszkolu, ale z drugiej strony ta moja praca choć także stresująca, jest pewnego rodzaju oazą dla mnie gdzie mogę chwilę odpocząć od krzyków dzieci i nigdy nie kończących się próśb. Wychowanie dzieci i zajmowanie się nimi 24 h/dobę to najtrudniejsza i najmniej doceniana praca. Często jestem zła na siebie, że wracając po pracy mam jeszcze tyle rzeczy do zrobienia w domu, a tak niewiele czasu dla nich. Ale takie jest Olu życie. Kobieta jest wielozadaniowa, od wszystkiego. A przecież robotami nie jesteśmy. Zresztą one też się czasem psują. Musimy też czasami pomyśleć o sobie i rozgrzeszyć się z tego, że zamiast poukładać puzzle z dzieckiem idziemy na siłownię. Szczęśliwa i spełniona mama to szczęśliwe dziecko. I jeszcze jedna ważna rzecz, nie zapominajmy, że nasze dzieci też mają tatusiów 🙂 Pozwólmy sobie pomóc.

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:37 pm

U nas akurat jest tak, że tatuś jest bardzo aktywny i mogę na Niego w stu procentach liczyć, tylko w tygodniu pracuje, więc może pomagać dopiero późnym popołudniem i wieczorami 🙂 To prawda, że my kobiety jesteśmy wielozadaniowe… Czasami też tęsknię za taką „normalną” pracą, zastanawiam się czy to by nie było lepsze. A z drugiej strony lubię ten mój rozwój w domu, to że mogę robić coś swojego, na swoich warunkach i tylko martwi mnie to, że tak często dzieci widzą mnie przy pracy, nie rozumieją tego, pewnie czasem mogą przez to poczuć się zepchnięte na dalszy plan… Z drugiej strony pracując na etacie i tak nie miałabym możliwości spędzać z nimi tyle czasu co teraz. Ech, ciężko znaleźć ten złoty środek, czasem wyzbyć się wyrzutów sumenia itd…

Odpowiedz
Cinnamon Home 10 sierpnia, 2016 - 11:11 am

O tak, ciężko znaleźć równowagę. Chciałoby się czasem łapać kilka srok za ogon jednocześnie. Ale się nie da. Dlatego ja, przynajmniej teraz, na czas wakacji, odpuściłam sobie trochę mój wirtualny świat. Chcę wycisnąć ten letni czas jak cytrynę. Cieszyć się wspólnie słońcem, spacerami, jazdą na rowerach. Ale i ja bywam tym zmęczona. I nie ukrywam, nie jestem mamą idealną, czasem moje dziecko bawi się samo, a ja po prostu czytam lub przeglądam coś w necie. My tez mamy prawo do czasu dla siebie 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:40 pm

Masz rację dobrze czasem trochę odpuścić, wyzwolić się z jakiegoś biegu, złapać oddech i spędzać jak najwięcej czasu z dzieciakami, a z drugiej strony pamietać też o sobie. Dziękuję i przesyłam uściski 🙂

Odpowiedz
Ania z Osobiedlamnie 10 sierpnia, 2016 - 2:32 pm

Mnie tez ciągle takie same rozterki dopadają. Uczę się je sobie sama spokojnie powyjaśniać i dzięki temu coraz częściej udają mi się dwie sprawy: na czas gryzę się w język, kiedy chcę podnieść głos, to nie ma sensu, a na pewno skutek przynosi odwrotny do zamierzonego. A drugi z sukcesów? Przykładem właśnie staram się pokazać dzieciom, że mama jest równie ważna, że ma marzenia, potrzebuje odpocząć i usłyszeć głos w telewizorze, gdy oglądam ulubiony film:) Dzieci są ważne. Ale rodzice również! A ja mam teraz luksus, bo mój Mąż, nauczyciel, podaje obiad, ogarnia i sprząta. Wakacje! Od września to się zmieni, ale planuję zaangażować naszą 7-latkę do obowiązków domowych – opróżnianie zmywarki, wieszanie prania – już teraz radzi sobie z tym doskonale:)

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:46 pm

Masz rację to bardzo ważne pokazać dzieciom, że my też się liczymy, zaznaczyć, ze jest wspólny czas na zabawy, ale też taki kiedy mama chce po prostu odpocząć, albo musi wykonać jakieś swoje obowiązki. Tylko mi czasami strasznie ciężko złapać tą równowagę… Po drugie moje dzieci są jeszcze male Antek ma 20 miesięcy, Majka cztery latka i przez to są mocno absorbujące 😉 Dobrze masz z tym mężem nauczycielem 😉 Ściskam serdecznie!

Odpowiedz
GosiaSkrajna 10 sierpnia, 2016 - 4:00 pm

Ja mówię swojej 4 latce, że mama tez ma prawo odpocząć, bo inaczej zwariuje…chyba nie chcesz mieć Matki-Wariatki córciu?
A ona ze śmiechem woła chce, chcę…Niestety ale nie jesteśmy robotami. Mamy prawo do zmęczenia, odpoczynku, nic nie robienia.
Mysle, że o i tak o niebo lepsze mamy podejście do naszych dzieci, niż nasi rodzice,
wsłuchujemy się w ich potrzeby, emocje…ale nasz też są ważne..szukajmy balansu 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:51 pm

Mów mi tak jeszcze, od razu lżej mi się na duchu robi 😀 :* Dziękuję Gosieńko za ten komentarz!

Odpowiedz
Sabina Kobus-Śmietanka 10 sierpnia, 2016 - 4:59 pm

A weź, moja do mnie paluchem zaczęła wymachiwać i mówi „idź za szafę”/moje słowa (pokój przedzielony na pół, z jednej strony jej część z drugiej nasza). Wysłałam ją ostatnio za szafę-do siebie jak mi się cierpliwość skończyła. Mam DOKŁADNIE TO SAMO!!!! Też jestem na etapie układanie sobie tych naszych relacji w głowie, czasem mam wrażenie że jestem beznadziejną mamą:/. I ta pogoda taka beznadziejna ostatnio…

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:54 pm

Pogoda jest straszna! Zdecydowanie mi nie ułatwia… Pocieszające jest to, że nie tylko ja tak mam 😉 Buziaki Kochana!

Odpowiedz
Natalia K 10 sierpnia, 2016 - 8:07 pm

Olka, wiesz, że mamą nie jestem, ale uważam, ze ty jesteś nią w 100% idealną!!!Boska ta Twoja dwójeczka!!!
I upiekłyście babeczki0 też różowe-ach te dziewczyny!!!:)
całusy

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:55 pm

No jasne, że różowe, nawet nie było rozmowy 😛 Dziękuję Natalka, dziękuję ogromnie :*

Odpowiedz
katalog inspiracji 10 sierpnia, 2016 - 8:16 pm

Myślę, że każda mama ma takie momenty w życiu, że uciekłaby, gdzie pieprz rośnie, żeby choć na chwilę oderwać się od codzienności, nawoływania własnych dzieci itd. Ale tak jak szybko uciekłaby, by być z dala od zgiełku – tak szybko wróciłaby z tęsknoty za swoimi mały skarbami. Myślę (na 100% ), że każda kobieta miewa momenty zwątpienia w swoje umiejętności rodzicielskie. Zastanawia się także, czy postępuje właściwie. Ale tak to już bywa, gdy kochamy i nam zależy.
Cieszcie się dziewczyny póki macie małe dzieci, z ich bliskości, chęci spędzania z Wami czasu. Przyjdzie taki moment, że tego kontaktu będzie coraz mniej. Wiem coś na ten temat. Serdecznie pozdrawiam – mama nastoletniej córki:)

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 8:58 pm

No tak się domyślam, że ta ich wieczna potrzeba mamy, tulenia, mojej ciągłej uwagi itd. będzie przemijać 😉 Ach, bo to nigdy nie może być wyśrodkowane, jak są małe to aż do przesady pragną naszej obecności ,tak że nawet w nocy najlepiej żeby razem spać, a jak większe to znowu w drugą stronę… Ech 😉

Odpowiedz
Prosto z wnętrza 10 sierpnia, 2016 - 10:44 pm

Ostatnio usłyszałam od syna ” Mamo kocham Cię ponad życie!Jesteś moją najlepszą przyjaciółką”. Serce mi zmiękło i oczywiście byłam bliska wylewania łez, bo kilka godzin wcześniej byłam dla tych łobuzów okropna. Po chwili usłyszałam „Mamo ja się na Ciebie nie złoszczę jak nie chcesz się z nami bawić, ja też nie zawsze chcę sprzątać!” Logika pokrętna, ale jak widać małe lobuzy mają dla Nas matek serce i trochę wyrozumiałości!:) Pozdrawiam

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:01 pm

Bo to też jest prawda, że często my się przejmujemy a Oni nic nie zauważają i dla nich jesteśmy najlepsze na świecie. Zdecydowanie jest to pocieszające 😀

Odpowiedz
Littlecraftsbees 11 sierpnia, 2016 - 8:43 am

Ja na czas wakacji zawiesilam działalnośc bloga, nic nie muszę, telefon chowam i ileż jestem szczęśliwsza, obecna tu i teraz! Detoks od internetu uświadamia mi jak glupio tracę często czas i energię

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:04 pm

Taki detoks zdecydowanie jest często potrzebny i bardzo dobrze robi. Tylko u mnie to jest też trochę tak, że ten blog to rodzaj mojej pracy, oprócz tego mam dużo rzeczy około blogowych, jakieś zlecenia sesji itd. I nie łatwo mi to tak wszystko zawiesić… Pozdrawiam ciepło 🙂

Odpowiedz
Michał 11 sierpnia, 2016 - 9:14 am

Wychowanie dziecka jest niełatwym zadaniem każdy z nas jak się z tym jeszcze nie spotkał to raczej na pewno spotka i przekona ze praktyka jest duzo gorsza od cudownej wyidealizowanej teorii 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:05 pm

Oj czasem nie jest łatwo to prawda, ale z drugiej strony ileż dzięki dzieciakom cudownych emocji, radości, szczęścia, które wszystko jest w stanie wynagrodzić 🙂

Odpowiedz
Simply About Home 11 sierpnia, 2016 - 9:23 am

Doskonale Cię rozumiem Olu. Też tak mam, jak chyba wszystkie. I z tego powodu, z tych wyrzutów sumienia i niemożności pogodzenia wszystkich aspektów dom/dzieci/praca, zrobiłam krok do tyłu, odpuściłam sobie i jestem teraz szczęśliwa. Bardzo długo tkwiłam w przekonaniu, że przecież można wszystko połączyć – pracę w domu z prowadzeniem go i wychowywaniem dzieci. Ale gdy po raz setny zwalało mi się coś an głowę, a „akurat” dzieci się rozchorowały i zamiast pójść do przedszkola siedziały w domu, mąż wyjechał w kolejną delegację… to powiedziałam dość. Po paru latach takiego rollercoastera wiedziałam, że to nie jest tego warte. Nie jesteśmy przecież robotami i nikt od nas tego nie wymaga… to my same sobie nakładamy tyle obowiązków na głowę:)

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:07 pm

Masz rację. U nas to jest też tak, że teraz w sierpniu przedszkole jest zamknięte, Majka jest w domu i dlatego tak mi ciężko z tym wszystkim, od września pewnie wrócimy do swojego stałego rytmu. A teraz chyba po prostu muszę trochę odpuścić, bo inaczej zwariuję.

Odpowiedz
arleta 11 sierpnia, 2016 - 6:24 pm

Nasze własne słowa w dziecięcych buziach najpierw bawią, a potem przerażają 😉 Nie mówię tu o niczym strasznym, ale o tym właśnie co Twoja córa powiedziała o sprzątaniu – tak i ja u mojego syna coraz częściej wyłapuje moje ‚teksty’ i czasami nie wiem czy śmiać się czy płakać 😉 Myslę, że to dobra szkoła dla nas, by się czegoś nauczyć i spojrzeć na siebie z boku 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:09 pm

O to prawda, jak Oni to mówią to nagle nasze słowa zupełnie inaczej wybrzmiewają, wtedy łapię się na tym, że wcale nie chcę tego ich uczyć, dawać im takiego przykładu itd. To dobra lekcja, tylko że nie zawsze łatwo tak wszystko kontrolować 😉 Uściski wielkie!

Odpowiedz
Home on the Hill 11 sierpnia, 2016 - 9:09 pm

O to prawda, jak Oni to mówią to nagle nasze słowa zupełnie inaczej wybrzmiewają, wtedy łapię się na tym, że wcale nie chcę tego ich uczyć, dawać im takiego przykładu itd. To dobra lekcja, tylko że nie zawsze łatwo tak wszystko kontrolować 😉 Uściski wielkie!

Odpowiedz
Agnieszka F. 11 sierpnia, 2016 - 10:12 pm

I masz rację, trzeba się cieszyć z Tu i Teraz. Ja jestem jeszczce troszkę jakby przed takimi rozterkami (moja Laurka ma 8 miesięcy), też czasem padam z sił, ale wiem, ze nie można dać sie zwariować. Nigdy nie jest tak, zeby było idealnie. Idealna jest miłość matki do swoich dzieci. To jest najważniejsze 🙂

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej