Minimalizm w życiu mi nie grozi. I choć ostatnio jest bardzo mocno promowany i zresztą jak najbardziej zgadzam się z jego ideą, to jednakże to nie dla mnie. Ja uwielbiam żyć w takim lekkim chaosie, wiecznie coś zbieram, kolekcjonuję. Zapełniam ten dom z radością i tylko w takim wnętrzu dobrze mi się funkcjonuje. Nie dla mnie puste przestrzenie, jak największe ograniczanie ilości rzeczy, brak tysiąca bibelotów. Nie dla mnie ostre, zakupowe selekcje. Pewnie, że to dobre, że w końcu rzeczy szczęścia nie dają, ale cóż… Nie każdy musi być idealny. Lubię półki zapełnione po brzegi, przytulność tekstyliami budować, z iskrą w oku wymarzony kolejny kubek ustawiać. To takie moje małe radości, osobiste szaleństwo i tyle. Zdecydowanie moja rodzina już dawno z tym się pogodziła. Ten brak minimalizmu najbardziej widać w naszej kuchni. Na punkcie akcesoriów do niej mam największego hopla. Są takie drobiazgi, które potrafią całkowicie ją odmienić. Takie małe, konsumpcyjne dzieła sztuki.
Bardzo często stawiam na jakość, na rzeczy piękne i naprawdę dobrze wykonane. Warto czasem zapłacić trochę więcej, ale mieć przedmiot, który przykuwa uwagę, który ma ciekawy wzór i lepszą trwałość. Uważam, że takie kolorowe akcenty mogą zdziałać cuda. Kilka dobrze skomponowanych kubków, talerzyków, puszek, drewnianych desek i kuchnia wygląda jak nowa, na swój sposób ożywa. Tak zresztą jest z każdym pomieszczeniem. To dlatego podczas sesji do magazynów wyłapuje się te detale, podkreśla, dokłada, to one tworzą ciekawy akcent, przykuwają wzrok, dodają wnętrzu uroku.
Tak samo podczas posiłków i gotowania. Warto dbać o oprawę. Kiedy na stole świeże kwiaty, owoce i przekąski podane na ładnych talerzach, wszystko od razu nabiera innego wymiaru. Naprawdę nie potrzeba wiele, można łączyć ze sobą rożne wzory, marki, grunt to znaleźć jakiś wspólny punkt, który będzie spinać w całość. Na przykład podobna kolorystyka, albo tematyczny wzór itd.
Nie uznaję zasady żeby te ładniejsze rzeczy używać tylko na jakieś specjalne okazje, od święta. Przecież to są tylko przedmioty, jak się zniszczą to trudno. Cieszmy się nimi na co dzień, kolorujmy sobie posiłki i też o ile przyjemniej się gotuje, kiedy ma się taką cudną oprawę. Wtedy nawet zwykła, obrana marchewka wygląda wykwintnie. Ja nie lubię za bardzo stać przy garach, uczciwie mówiąc oprócz kilku dań, to z całą resztą średnio mi idzie. Ale te wszystkie rzeczy, kuchenne akcesoria to taka zachęta dla mnie, wtedy bardziej mi się chce i czas spędzony w kuchni jest dla mnie przyjemniejszy. Nasycam oczy tymi kolorami, wzorami, bawię się warzywami, owocami… To zdecydowanie mój sposób by znielubioną przeze mnie czynność, jakoś sobie umilić.
W naszym domu zawitały kolejne cuda z Livebeautifully. Ania ma u siebie same piękności, mogłabym godzinami przeglądać Jej asortymenty. I ileż radości sprawiła mi ta przesyłka, te kolejne skarby do kolekcji, o ile bardziej chciało mi się od razu do tej kuchni pobiec i coś do jedzenia wyczarować. No sami powiedzcie czy jest jakiś sposób, aby się nie uśmiechnąć na widok tych cudeniek?:)
Obojętnie czy stawiacie na minimalizm, czy też tak jak ja lubicie otaczać się masą bibelotów, uważam, że warto wprowadzać takie ładne akcenty, odmieniać sobie nimi dom, pięknie przyozdabiać stół, każdy posiłek w małe przyjęcie zamieniać. W końcu najpierw jemy oczami, warto więc zadbać o to, aby wyglądał jak najbardziej apetycznie. A jeśli w tym mogą pomóc ładne kubki, talerze itd. to czemu by z tego nie korzystać?:) A jak to wygląda u Was? Przywiązujecie dużą wagę do oprawy podczas gotowania i podawania posiłków? Co można znaleźć w Waszej kuchni? Piszcie koniecznie!
Na zdjęciach:
kubki z kwiatami/ talerzyk jade/ talerzyk lawendowy/ talerz z motylkiem/ metalowe puszki/ łyżki serce
30 komentarzy