Mamą być…nie zawsze tak łatwo.

Są takie krótkie momenty, takie sekundy zatrzymania. Zawsze przychodzi to nagle, bez wcześniejszej analizy, bez uprzedzenia. Biegnie sobie tak szybko ta codzienność i w pewnej chwili dostrzegam coś jak na zwolnionym filmie. Nic nieznaczącego, zwyczajne rzeczy. Majkę robiącą piruety, Antka, co z uporem maniaka próbuje rozprostować po kolei każdy z moich loków, które mam pierwszy raz w życiu na głowie… On wchodzący do domu z tym swoim uśmiechem i dzieci lecące przez cały przedpokój z okrzykiem TATAAAA. A potem te obrazy żyją we mnie, są jak zdjęcia w albumie, które mogę wyciągnąć w dowolnym momencie. Tak jakbym podczas dnia stanęła naraz gdzieś z boku i te drobnostki łapała, zapamiętywała każdy szczegół na zaś, na jutro, na gorszy dzień. To przychodzi samo. Po prostu, co jakiś czas codzienność zwalnia i pokazuje mi wyraźnie, co to jest szczęście.


Siedzieliśmy pod białymi drzwiami. Siedzieliśmy oboje lekko spięci, przestraszeni. Przed nami w kolejce czekała kobieta z wielkim brzuchem i ten brzuch tak Jej się trząsł śmiesznie, co jakiś czas podskakiwał. Tak bardzo Jej zazdrościłam, tak mocno byłam niepewna. Minęło dziewięć miesięcy, tyle, co okres donoszonej ciąży. Dla wszystkich wokół TYLKO dziewięć miesięcy. Dla mnie wieczność. Czekaliśmy pod tymi drzwiami, jakby na  wyrok, a z drugiej strony pełni nadziei. W rękach garść jakiś dokumentów medycznych, z których niewiele potrafiliśmy wyczytać. Siedziałam tam pełna myśli, pytań i mimochodem obserwowałam ten brzuch. To był dla mnie najpiękniejszy widok na świecie.


Minęło kilka kolejnych długich miesięcy. Zmusiłam go żeby kupił mi test, że nie wytrzymam już ani chwili dłużej. On chciał jeszcze poczekać, żeby tak na spokojnie, żeby nie było wątpliwości, żebym zapewne znów nie wyła całą noc. Zamknęłam się w łazience… Nie musiałam nawet czekać tej całej znienawidzonej minuty, kiedy to zawsze z nadzieją obserwowałam, czy może jakimś cudem pojawi się ta druga kreska. Tym razem wyskoczyła od razu. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam dodatni test. Darłam się jak wariatka, a potem z całej siły zacisnęłam nogi kurczowo, bałam się, że jeśli tylko wstanę, jeśli je rozluźnię to zaraz je stracę. Całe to moje szczęście, póki co w dwóch kreskach zaklęte.


Chodziłam po schodach góra dół i znowu góra, przysiad na półpiętrze. I tak cały dzień, a On biedny ze mną ramię w ramię. Czterdziesty drugi tydzień, matko ile ja mam jeszcze czekać! I znów ta moja niecierpliwa natura i ta tęsknota wielka żeby już przytulić, dotknąć, powąchać, żeby już była, tutaj, żeby to wszystko było jeszcze bardziej realne. Urodziła się dzień po moich dwudziestych szóstych urodzinach. Świat na chwilę stanął w miejscu. Sekundy zatrzymania leciały niedbale, a ja nie byłam w stanie oddychać. Nic się nie liczyło, nic do mnie nie docierało. Była. Była cała moja, maleńkie zawiniątko z burzą włosów. Najidealniejsze dziecko na świecie. Puszek okruszek, moje szczęście.

Leżałam całą noc wpatrując się w Nią. Nie zasnęłam nawet na minutę. Te Jej maleńki usteczka, mimowolne ruchy przez sen, ten Jej ciepły oddech na moim policzku. Bolało mnie wszystko, dosłownie wszystko. Byłam bardzo słaba, straciłam dużo krwi. Ale nic nie miało znaczenia. Tylko ten Jej oddech, ta Jej bliskość. To była najpiękniejsza noc w moim życiu.


– No to się Pani pomyliła, żadnej dziewczynki nie widzę, za to jest tu stu procentowy chłopak.  – Lekarz spojrzał na mnie z rozbawieniem. Majka latała wokół maszyny usg, Jasiek próbował przytrzymać Ją żeby nie zdemolowała całego gabinetu. A ja się wpatrywałam w ten ekran jak urzeczona. Chłopak, maleńki chłopczyk, tu zaraz pod moim sercem. Będę mieć synka… Niemożliwe! Będę mieć SYNA. Dostaliśmy głupawki, cała drogę do domu się śmieliśmy. Tak naprawdę płeć nie miała żadnego znaczenia, ale ta cała magia, to, że zdrowe, że tam we mnie naprawdę żyje maleńki, drugi człowiek… Najważniejszy na świecie.

I ta nadzieja, ze tym razem znów wszystko będzie dobrze, że nie będziemy musieli przechodzić po raz kolejny tego, co było pomiędzy.


Latałam jak nakręcona. Biegałam po szpitalnym pokoju, nie mogłam usiedzieć w miejscu. – Proszę się położyć, Pani dopiero, co urodziła! – Nakazała surowo położona. Ale gdzie tam, ja miałam  w sobie tyle energii, że pierwszy raz w życiu miałabym szansę w maratonie wystartować. A On patrzył na tą swoją matkę-wariatkę, patrzył tymi ufnymi oczkami. Był taki spokojny, pulchny, cudowny. Cały mój. I Jego. Stał z boku i pękał z dumy, te szklane oczy, ten maleńki brzdąc i ja latająca jak nakręcona. Świat kolejny raz się zatrzymał, generując najpiękniejsze obrazy z możliwych.


Majka płacze, krzyczy – Tatusiu! Ale naprawdę Antoś będzie moim mężem, Ty mi nie mów, że On nie może być, bo ja chce go i żadnego innego!! – Śmiejemy się do siebie pod nosem, za dobrych kilka lat, z przyjemnością Jej to przypomnę. Antek tańczy na środku pokoju, robi te swoje obroty, Maja przyłącza się drąc się na całe mieszkanie „A ja wolę moja Mamę…”.  To nic, ze wydarłam się dzisiaj ze sto razy, że znów jakby tsunami przez ten dom przeszło, że tak często zmęczeni i zniecierpliwieni jesteśmy. Tak mało chwil dla siebie, takie niedobory snu i odpoczynku… To nic. Jesteśmy rodziną.

Najpiękniejszą, jaką mogłam sobie wymarzyć.

Na zdjęciach ukochany króliczek Maileg, który już jakiś czas temu przybył do nas ze Sweet Village i te piękne kubeczki z melaminy, które rozczulają mnie niesamowicie. Z okazji z zbliżającego się dnia dziecka mam dla Was niespodziankę! W  sklepie Sweet Villige w dniach 20- 25.05 specjalnie dla Was będzie obowiązywała darmowa wysyłka od 60 pln oraz rabaty na różne produkty z działu dziecięcego. Warto skorzystać, bo same cuda można u nich znaleźć 🙂

Related posts

Jesteś.

Nie zabierajmy dzieciom wyobraźni.

Mówili, że tak będzie…

27 komentarzy

Simply About Home 20 maja, 2016 - 9:12 am
Piękne, wyjątkowe chwile, wzruszyłam się... i dziękuję, że się nimi tu z nami podzieliłaś :*
Ania 20 maja, 2016 - 9:37 am
Wiem co czułaś, bo nam się jeszcze nie udało...
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 6:56 pm
Aniu z całego serca życzę żeby jak najszybciej zamieszkał w Twoim brzuchu maleńki człowiek... Trzymam kciuki i ściskam serdecznie.
Kasia 20 maja, 2016 - 9:39 am
Wzruszająca opowieść o pięknej rodzinie :) Dużo szczęścia Wam życzę !
Agnieszka z Mierzei Wislanej 20 maja, 2016 - 10:02 am
Ryczę miałam podobnie też czekałam na 2 kreski długo. Jestem mamą 2 synków, najszczęśliwsza na świecie
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 6:56 pm
Cudowne uczucie, prawda? :) Uściski dla was wielkie!
Ania z Osobiedlamnie 20 maja, 2016 - 10:23 am
Nasze Radości pojawiały się od razu, zaraz po podjęciu decyzji o tym, że chcemy:) Marysia - ze względu na to, że ślub brałam w wieku 30 lat i nie mogłam doczekać się już macierzyństwa - urodziła się dokładnie 9 miesięcy po nim - jest naszą prowansalską Pamiątką z podróży poślubnej:) O Janku też wystarczy, ze pomyśleliśmy i - bingo! Świadomie nie planujemy rodzeństwa dla naszej Dwójki, więc śmieję się, kiedy mój Mąż za długo na mnie patrzy - że coś - lub raczej Ktoś - z tego patrzenia jeszcze wyniknie!:)
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 6:58 pm
Hahahaha no to Wy może tak dłużej na siebie popatrzeć musicie :P Dobrze macie, cieszę się bardzo Waszym szczęściem, macierzyństwo to najpiękniejsza sprawa na świecie :*
Bee 20 maja, 2016 - 10:25 am
Kobieto wiesz jak wzruszyc, zakapalam caly ukran tel... u nas dokladnie tak samo... Ps. Maja zlornetka the best off the...
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 6:58 pm
Też uwielbiam to zdjęcie :D
alucha 20 maja, 2016 - 10:26 am
Pięknie spisane... wzruszyłam się nie raz czytając Twoją opowieść. A zdjęcia wspaniałe!
GosiaSkrajna 20 maja, 2016 - 11:09 am
Kochana...u nas też raz słońce raz deszcz...momenty pełne wkurw...przeplatane łzami, śmiechem, wzruszeniem... Warto zapamietac takie cudne chwile..Kadry boskie...jak zawsze :P
Cinnamon Home 20 maja, 2016 - 12:05 pm
My nie planowaliśmy, nie wyczekiwaliśmy - tak jakoś wyszło ;) wtedy, nie potrafiłam tego docenić. Przez tydzień ryczałam, że to juz koniec, koniec wolności, życia, wszystkiego. Dziś stawiam, że to hormony przeze mnie przemawiały. Dziś, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Teraz wiem, z jakimi problemami muszą się zmagać niektórzy, żeby w końcu trzymać w ramionach taką kruszynę. Teraz doceniam, to co mam. Nie cofnęłabym czasu za nic w świecie :) A pewnie za jakiś czas, znowu będę trzymała w dłoni test. Pewnie też ze strachem, ale mam nadzieję, że tym razem z nadzieją i uśmiechem na twarzy :) pięknie napisane. Jak zawsze. pozdrawiam!
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 7:00 pm
Różnie się te nasze historie układają... Ale najważniejsze, że ostatecznie kochamy najmocniej jak się da. Tylko to ma znaczenie. Życzę Wam wszystkiego co najlepsze i jak najmniej strachu przed kolejnym testem ;) Buziaki wielkie!
:* 20 maja, 2016 - 12:47 pm
Ech... nie dałam rady doczytać do końca... Poryczałam się... Nigdy nie zobaczę dwóch kresek, nigdy nie będę mogła przeżyć tego co Wy, nasz wyrok zapadł pół roku temu po latach starań... Cudownie, że możesz to wszystko przeżyć i chociaż nie potrafię jeszcze w pełni cieszyć z Waszego szczęścia, to cieszę się, że nie wszyscy muszą zmierzyć się z tą "moją" niemocą. Macie cudowną rodzinę :) I wybacz, że tym razem wyjątkowo nie podpiszę się pod swoimi słowami, ale choć znamy się nie od dziś, nie potrafię powiedzieć światu o dramatach, których na moim blogu nie widać. Ściskam Was serdecznie jak zawsze!
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 7:09 pm
Tak bardzo mi przykro... Wiem, że cokolwiek nie starałabym się Ci teraz napisać te słowa i tak nie mają żadnego znaczenia. Z takim rzeczami niestety trzeba uporać się samemu, wewnętrznie choć wyobrażam sobie jakie to trudne i niesprawiedliwe. Tak bardzo chciałabym móc jakkolwiek pomóc, czy choćby za rękę potrzymać... Czasami życie piszę naprawdę okrutne scenariusze. Przytulam bardzo mocno i życzę dużo siły...
:* 25 maja, 2016 - 2:01 pm
Dziękuję Ci bardzo, poryczałam się drugi raz :*
szWaczka 20 maja, 2016 - 1:17 pm
cudownie napisane:) cudowna rodzinka wzruszyłam sie i przypomniałam sobie swoją walkę, swój pobyt w szpitalu i te cudne chwile po:) niezapomniane chwile.
Magdalena 20 maja, 2016 - 4:44 pm
Olu najpiękniejsze wyznanie jakie czytałam :)
arleta 20 maja, 2016 - 7:49 pm
Ciesze się, że w końcu zobaczyłaś upragnione dwie kreseczki, a potem znowu ;) Ja miałam to szczęście, że jak chciałam tak miałam, zarówno z pierwszą i drugą ciążą - i jak by się dało, to bym chętnie się tą płodnością podzieliła, ale niestety się nie da, więc jeśli wiem, że ktoś z moich bliskich znajomych czeka na pozytywny wynik testu, to mocno trzymam kciuki żeby im się udało... bo ja tylko mogę sobie wyobrazić jakie to trudne. Pozdrawiam i życzę by takie uściski jak na ostatnim zdjęciu były codziennością :)
Sabina Kobus-Śmietanka 20 maja, 2016 - 9:52 pm
Kochana, ile razy ja siedziałam nad negatywnym testem....! Mi też się udało, mam śmietaneczkę, jestem najszcześliwsza na świecie bo kiedy wyjmowali mi ją w 29ty ciąży nie wiadomo było co z nią...co ze mną...!Pierwsze pół roku było w szpitalu....dałyśmy radę! Dziękuję, za piękny post,miło się czyta coś takiego! Idą popatrzyć na młodą jak śpi.
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 7:12 pm
My mieliśmy to szczęście, że nasze dzieci były donoszone, choć zwłaszcza w czasie pierwszej ciąży było trochę strachu. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze prawda? :) To takie niewyobrażalne szczęście, ściskam Was najserdeczniej!
Prosto z wnętrza 20 maja, 2016 - 10:26 pm
Piękne, wzruszające wyznanie... Zdjęcie na koniec ściskających się maluchów wspaniałe:)
W Szczerym Polu 21 maja, 2016 - 8:46 am
Pięknie napisane Olu:) Niestety nie wszyscy potrafią docenić To szczęście...co prawda moje dzieci to nastolatka i tegoroczny maturzysta, ale ja zawsze pozostanę Mamą z którą podzielą się troską i szczęściem. Twój post sprawił, że wróciły wspomnienia, piękne wspomnienia.Pozdrawiam serdecznie Waszą czwórkę.Ps. Piękne kadry.Ania
Ka-Sia 22 maja, 2016 - 9:50 pm
Jak zawsze pięknie napisałaś. Uczucia, emocje i tak, piękno ubrane w proste słowa. Masz talent, uwielbiam czytać urywki Twojego życia, wiesz, ile napisać, żeby nie było za dużo. I chociaż trafiłam tu szukając inspiracji wnętrzarskich i DIY, kiedy widzę że w poście są Twoje refleksje- świat staje w miejscu- ważna jest Twoja historia, to co masz do napisania. Dziękuję.
Home on the Hill 23 maja, 2016 - 7:14 pm
Kasiu dziękuję... Takie komentarze to dla mnie najcenniejszy skarb, taki wielki uśmiech mi podarowałaś... Dziękuję! I ściskam z całych sił :)
Nieulotne 24 maja, 2016 - 8:26 pm
Witaj Olu, zaglądam do Ciebie od jakiegoś czasu, podziwiam wnętrza, uśmiecham się, patrząc na Twoje pociechy... Zawsze myślałam, że to wszystko tak łatwo przyszło... Cieszę się, że podzieliłaś się swoją historią. Ja też wiem, co to znaczy czekać długo na dwie kreski. My czekaliśmy trzy lata. Potem niewymowne szczęście. Aż do 9 miesiąca, dniu terminu, kiedy synek przestał się nagle ruszać. Nikomu nie życzę tego, co przeżyliśmy. Teraz zaczęliśmy walkę od nowa.
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej