Kochani blog istniej ponad rok, równo czternaście miesięcy. Poznaliśmy się już dobrze, zobaczyliście już chyba każdy możliwy kąt naszego mieszkania. Doszłam więc do wniosku, że dzisiaj jest ten dzień, kiedy wyznam Wam prawdę… Prawdę dość krepującą, niezwykle utrudniającą życie, sprawiająca, że nieraz mój mąż jest doprowadzany do szewskiej pasji. Prawdę, która nie daje mi spać po nocach, która sprawia, że jak nic szybciej osiwieję. Bowiem moi Drodzy dolega mi rzecz straszna… Mianowicie… Moja przypadłość to…
………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..
Wnętrzarskie natręctwa.
Stało się. Wyrzuciłam to z siebie;) Pewnie patrzycie teraz nic nie rozumiejąc. Natręctwa? Wnętrzarskie w dodatku? Ale, o co chodzi?! A tu prawdziwy dramat się rozgrywa!;) Otóż jak wiecie uwielbiam aranżować, przestawiać co się da, urządzać dom wciąż na nowo, ale mam też tak, że jak coś już ustawię, ułożę sobie idealnie, to nawet drgnąć to nie może. Musi być dokładnie pod tym a nie innym kątem, identycznie tak jak postawiłam. Wyobraźcie to sobie; dom z dwójką małych dzieci, kotem i facetem kompletnie mojego natręctwa nierozumiejącym, a tu ma się jakiś przedmiot nawet o milimetr nie przesunąć. Oczywiście nie dotyczy to wszystkiego. Kanapa na przykład może sobie po całym salonie fruwać, a co tam. Wazony z kwiatami, co chwilę gdzie indziej, świeczki itd. również. Ale! Mam taką kuchenną ściereczkę, no cudna, Green Gate’a w ukochany wzór. Jak tylko przyszła ułożyłam ją sobie idealnie, pomarszczyłam tam gdzie miała się marszczyć i powiesiłam na mojej miętowej półce kuchennej. Mój mąż raz odważył się ją ruszyć… I nawet nie, że do wycierania naczyń, czy że do rąk przetarcia, nie na aż taką zbrodnię to by się nie odważył;) On potrzebował ją do jakiś zdjęć… Następnie po prostu ją odwiesił. Normalny człowiek, w normalnym domu nawet nie zwróciłby na to uwagi. Ale u nas moje natręctwo dało o sobie znać. Bo szmatka zaczęła inaczej się zwijać(!). Śmiejcie się, śmiejcie, a ja chyba godzinę siedziałam próbując ją ułożyć tak jak to było poprzednio. I choć wszyscy domownicy z trzylatką na czele, i odwiedzający nas goście twierdzili, że nie widzą różnicy, ja wiedziałam swoje. Ba! Spoglądać w tamtą stronę nie mogłam, co mi nie przeszkadzało w tym czasie pół domu poprzestawiać, ale szmatka miała wisieć tak jak poprzednio, bo inaczej załamanie nerwowe gwarantowane!
Zaś największym źródłem rozpaczy są moje ukochane CBL. Zawsze jakimś szatańskim podszeptem skuszę się żeby je gdzieś sobie przewiesić, do jakiś zdjęć wykorzystać, a potem… Potem moi drodzy prawdziwy dramat się rozpoczyna. Bo z tymi cottonsami to ja mam tak, że one muszą być idealnie „poskręcane” tzn żeby jak najmniej kabla było widać. I zawsze mi się wydaje, że wcześniej było lepiej. I siedzę później półgodziny i je sobie „skręcam”, po czym po chwili stwierdzam, że jeszcze tam za bardzo kabel w oczy się rzuca. Postanawiam poprawić… A jak poprawię to zawsze jest gorzej… Czarna rozpacz normalnie. Mąż w osłupieniu patrzy, Maja co chwilę zerka upewniając się czy ta jej mamusia naprawdę oszalała, a ja jak wariatka dysząc siedzę i cottonsy zwijam;)
Najgorsze, że to natręctwo łapie nagle, tak bez ostrzeżenia. Kot biegł, za nim biegła Majka, łubu dubu z półki spadł foto album. Zwyczajnie człowiek by podszedł, podniósł, postawił, zapomniał. O nie! Nie w tym domu! Pranie nierozwieszone, obiad niedokończony, bałagan taki, że najlepiej to by sobie wstał i wyszedł, a ja… Ja Kochani fotoksiążkę przez półgodziny ustawiałam. Bowiem ona pod kątem stała i ja za nic w świecie pod takim samym nie potrafiłam jej na nowo ułożyć…
Już widzę Wasze załamywanie ramion, już słyszę te szepty „no taka to ma problemy”… Uwierzcie mi, dla mnie to tak samo idiotycznie brzmi jak dla Was. Ale cóż poradzę jak to silniejsze ode mnie;) No natręctwo takie, że mąż to niedługo na terapie mnie wyśle. Matko, wyobrażacie sobie takiego prawdziwego faceta z krwi i kości, co kuchenną szmatkę pod idealnym kątem próbuje odłożyć?;) No horror, koszmar! Dramat do kwadratu! A ja właśnie do tego doprowadziłam;p Naczynia mogą być niepozmywane, blaty nieprzetarte, ale szmatka ma wisieć tak jak wisiała, koniec i basta!
Ech…. Jak sami widzicie moja prawda jest bardzo bolesna. Dobrze, że na blogu jakoś te natręctwa udaje mi się opanować, bo co by było jakbym jeszcze każdego z Was ścigała, że ma mi komentarze o takiej samej długości zostawiać?;p Albo na przykład, że liczba polubień ma zawsze wynosić sto? I potem bym Was tak przez cały dzień ścigała, wiadomościami pomstowała, że macie komentarz wydłużyć, albo wpis polubić, bo ja nocy inaczej nie prześpię! Oj całe szczęście, że to moje natręctwo tylko wnętrz dotyczy… Cieszcie się moi Drodzy, cieszcie..;p
59 komentarzy
Więc ja Ciebie rozumiem!
On jeszcze cierpliwie to znosi, ale nie wiem jak długo :D
Pozdrawiam:-)
Od ilu??
Ja myślalam, ze od wieków!
(Swoja drogą, wygląda na to, że Twoj blog i mój Młodszy Syn rodzili sie w podobnym czasie ;))
Śliczna z Ciebie kobietka:)
całusy
A ja myślałam, że ze mną mają ciężko w domu :) Bo ja muszę mieć zawsze wszystko odłożone na miejsce :) Np w szafkach kuchennych - każdy nóż, każdy przydaś ma swoje precyzyjnie wyznaczone miejsce i po użyciu, umyciu ma wrócić dokładnie tam! Z tym ze ja sobie w pełni świadomie to natręctwo wyrobiłam (do tego stopnia świadomie, że mieszkanie z góry zaplanowałam do najmniejszej pierdółki, gdzie będzie leżała), a i powoli inni się do tego też przyzwyczaili - ale ja tak muszę, bo bałaganiara jestem straszna, straszna! A teraz - tylko przelecieć czasem odkurzaczem czy ściereczką muszę i poza tym prawie nie sprzątam :) No, ale poza tym odkładaniem na miejsce, to ruszać jednak wszystko wszyscy u mnie mogą :)
Mam propozycję: nie poprawiaj, tylko weź tą ściereczkę połóż gdzieś indziej na chwilkę i potem podejdź do tematu na świeżo - bo przecież za pierwszym razem od razu wyszło idealnie, tak? A jak poprawiasz - to nigdy nie wyjdzie drugi raz tak samo. Trzeba od nowa zupełnie zrobić, tak jakbyś pierwszy raz to dopiero robiła - i od razu wyjdzie, zaręczam :) Ja tak właśnie robię, bo chociażby z tymi cottonsami - właśnie jak próbowałam odwiesić i poprawić, żeby było jak poprzednio, to za nic nie wychodziło, a jak rozwalałam i od nowa zawieszałam, to od razu było dobrze...
Pozdrawiam cieplo :-D
ale wiesz co, łącze się z tobą w bólu! mam to samo natręctwo!!! i czasem mam tak że juz leże w łóżku i nagle dostrzege kontem oka że ktoś mi przesunął doniczkę na komodzie, albo że leży tam pasek mego M. i jakoś tak...burzy mi ład i porządek!
no i co...mimo że juz zasypiałam, wstaje i ogarniam.....i mina mego M....bezcenna. podejrzewam, że bardzo podobna do miny twojego :))))
nie ma lekko :)
pozdrawiam!
Sama nie posiadam jeszcze dzieci, ale to moja największa obawa - że będą mi wszystko przesuwać nie tak, jak ma być ;)
Buziaki:)
Aga z Różanej
Ja mam manię włosów na podłodze - niecierpię ich a leżą....haha
Widzę, że większość z nas żywcem z "Dnia Świra" wyjęte.
Podobne natręctwo i mnie dręczy, ale na szczęście wraz z przybytkiem dzieci i coraz większej ilości domowych obowiązków gdzieś powoli zaczyna się we mnie kulić. Lucky me, bo w życiu z tymi naszymi natręctwami to trzeba się nachodzić i narobić :-)
A z tobą chyba wszystko w porządku :)
Buziaki!
buziaki dla Ciebie Kochana:)
Dla mnie wszystko musi mieć swoje miejsce i to chyba jest moje największe natręctwo ;)
Moja rodzicielka jest klasycznym przykładem takiego natręctwa. Sprzedała mi tę obsesję połowicznie, ja to zauważam, ale mnie nie drażni.
Aaa, właśnie sobie uświadomiłam. W jednym przypadku nie siądę, póki nie jest idealnie. Świąteczna choinka! Potrafię do połowy stycznie podchodzić i przekładać ozdoby, bo coś mi nie gra. Wariatka, no... :-)
Ty to zrozumiałe... Twój dom, twoja oaza, twoja pustelnia więc masz prawo by było jak chcesz.
Ja to dopiero nienormalna jestem... A czemu??? Już dawno temu na blogu przyznałam się, że nie gotuję... Troche próbowałam i nadal próbuję, ale to jednak mąż mój kochany rządzi w kuchni :) Ale mimo iż to on rządzi kuchnia to moje królestwo i jeśli ktoś ośmieli się coś zmienić, przestawić czy nie daj boże wynieść bez mojej wiedzy to biada mu... W kuchni ja mam ostatnie słowo :)
Więc widzisz, że nie tylko z Tobą jest tak źle :)
Zapraszam częściej do mnie... Pozdrawaim i całusy dla Mai i Antka :)
Ale z natręctwami już tak jest- ciężko je wyleczyć :))) A może wcale nie warto leczyć ??? Przecież nie musimy byś idealne :))) Ja nie chcę...