Czas na prawdę…

by Home on the Hill
59 komentarzy

Kochani blog istniej ponad rok, równo czternaście miesięcy. Poznaliśmy się już dobrze, zobaczyliście już chyba każdy możliwy kąt naszego mieszkania. Doszłam więc do wniosku, że dzisiaj jest ten dzień, kiedy wyznam Wam prawdę… Prawdę dość krepującą, niezwykle utrudniającą życie, sprawiająca, że nieraz mój mąż jest doprowadzany do szewskiej pasji. Prawdę, która nie daje mi spać po nocach, która sprawia, że jak nic szybciej osiwieję. Bowiem moi Drodzy dolega mi rzecz straszna… Mianowicie… Moja przypadłość to…

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Wnętrzarskie natręctwa.

Stało się. Wyrzuciłam to z siebie;) Pewnie patrzycie teraz nic nie rozumiejąc. Natręctwa? Wnętrzarskie w dodatku? Ale, o co chodzi?! A tu prawdziwy dramat się rozgrywa!;) Otóż jak wiecie uwielbiam aranżować, przestawiać co się da, urządzać dom wciąż na nowo, ale mam też tak, że jak coś już ustawię, ułożę sobie idealnie, to nawet drgnąć to nie może. Musi być dokładnie pod tym a nie innym kątem, identycznie tak jak postawiłam. Wyobraźcie to sobie; dom z dwójką małych dzieci, kotem i facetem kompletnie mojego natręctwa nierozumiejącym, a tu ma się jakiś przedmiot nawet o milimetr nie przesunąć. Oczywiście nie dotyczy to wszystkiego. Kanapa na przykład może sobie po całym salonie fruwać, a co tam. Wazony z kwiatami, co chwilę gdzie indziej, świeczki itd. również. Ale! Mam taką kuchenną ściereczkę, no cudna, Green Gate’a w ukochany wzór. Jak tylko przyszła ułożyłam ją sobie idealnie, pomarszczyłam tam gdzie miała się marszczyć i powiesiłam na mojej miętowej półce kuchennej. Mój mąż raz odważył się ją ruszyć… I nawet nie, że do wycierania naczyń, czy że do rąk przetarcia, nie na aż taką zbrodnię to by się nie odważył;) On potrzebował ją do jakiś zdjęć… Następnie po prostu ją odwiesił. Normalny człowiek, w normalnym domu nawet nie zwróciłby na to uwagi. Ale u nas moje natręctwo dało o sobie znać. Bo szmatka zaczęła inaczej się zwijać(!). Śmiejcie się, śmiejcie, a ja chyba godzinę siedziałam próbując ją ułożyć tak jak to było poprzednio. I choć wszyscy domownicy z trzylatką na czele, i odwiedzający nas goście twierdzili, że nie widzą różnicy, ja wiedziałam swoje. Ba! Spoglądać w tamtą stronę nie mogłam, co mi nie przeszkadzało w tym czasie pół domu poprzestawiać, ale szmatka miała wisieć tak jak poprzednio, bo inaczej załamanie nerwowe gwarantowane!

Zaś największym źródłem rozpaczy są moje ukochane CBL. Zawsze jakimś szatańskim podszeptem skuszę się żeby je gdzieś sobie przewiesić, do jakiś zdjęć wykorzystać, a potem… Potem moi drodzy prawdziwy dramat się rozpoczyna. Bo z tymi cottonsami to ja mam tak, że one muszą być idealnie „poskręcane” tzn żeby jak najmniej kabla było widać. I zawsze mi się wydaje, że wcześniej było lepiej. I siedzę później półgodziny i je sobie „skręcam”, po czym po chwili stwierdzam, że jeszcze tam za bardzo kabel w oczy się rzuca. Postanawiam poprawić… A jak poprawię to zawsze jest gorzej… Czarna rozpacz normalnie. Mąż w osłupieniu patrzy, Maja co chwilę zerka upewniając się czy ta jej mamusia naprawdę oszalała, a ja jak wariatka dysząc siedzę i cottonsy zwijam;)

Najgorsze, że to natręctwo łapie nagle, tak bez ostrzeżenia. Kot biegł, za nim biegła Majka, łubu dubu z półki spadł foto album. Zwyczajnie człowiek by podszedł, podniósł, postawił, zapomniał. O nie! Nie w tym domu! Pranie nierozwieszone, obiad niedokończony, bałagan taki, że najlepiej to by sobie wstał i wyszedł, a ja… Ja Kochani fotoksiążkę przez półgodziny ustawiałam. Bowiem ona pod kątem stała i ja za nic w świecie pod takim samym nie potrafiłam jej na nowo ułożyć…

Już widzę Wasze załamywanie ramion, już słyszę te szepty „no taka to ma problemy”… Uwierzcie mi, dla mnie to tak samo idiotycznie brzmi jak dla Was. Ale cóż poradzę jak to silniejsze ode mnie;) No natręctwo takie, że mąż to niedługo na terapie mnie wyśle. Matko, wyobrażacie sobie takiego prawdziwego faceta z krwi i kości, co kuchenną szmatkę pod idealnym kątem próbuje odłożyć?;) No horror, koszmar! Dramat do kwadratu! A ja właśnie do tego doprowadziłam;p Naczynia mogą być niepozmywane, blaty nieprzetarte, ale szmatka ma wisieć tak jak wisiała, koniec i basta!

Ech…. Jak sami widzicie moja prawda jest bardzo bolesna. Dobrze, że na blogu jakoś te natręctwa udaje mi się opanować, bo co by było jakbym jeszcze każdego z Was ścigała, że ma mi komentarze o takiej samej długości zostawiać?;p Albo na przykład, że liczba polubień ma zawsze wynosić sto? I potem bym Was tak przez cały dzień ścigała, wiadomościami pomstowała, że macie komentarz wydłużyć, albo wpis polubić, bo ja nocy inaczej nie prześpię! Oj całe szczęście, że to moje natręctwo tylko wnętrz dotyczy… Cieszcie się moi Drodzy, cieszcie..;p


Zobacz również

59 komentarzy

caramelandwhite 20 lipca, 2015 - 6:17 pm

To się wyspowiadałaś! ..a niech Cię! ;D z takim natręctwem Ci do twarzy:* ja mam sto innych i strrrasznie mnie wkurzają:D

Odpowiedz
SeeHome .made with passion 20 lipca, 2015 - 6:19 pm

Coś mi się wydaje, że wiele z nas tak ma. Ja to jednak nazwę perfekcjonizmem, poukładaniem, świadomością wyobraźni, czy wnętrzarskich potrzeb…. itp. Prawda, że brzmi lepiej? :)))

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:14 am

Och zdecydowanie!:D

Odpowiedz
Magdalena 20 lipca, 2015 - 6:20 pm

Mam podobnie. Tylko u mnie to dotyczy raczej obrazów krzywo powieszonych, firanek i zasłonek źle zasłoniętych i książek (muszą być poustawiane od największej do najmniejszej).

Odpowiedz
Mama w Dużym Domu 20 lipca, 2015 - 9:19 pm

Ja też zasłony poprawiam po każdym, liczę fałdy, jako że zasłony z przelotkami, no i romantycznie za długie, więc muszą być zswinięte tak, żeby trochę "ciągnęły się" po podłodze, ale nie za bardzo…Do książek to rodzina prawie boi się dotykać … A już pod groźbą pozbawienia posagu nie pozwalam dotknąć mojej kolekcji porcelany…

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:16 am

Hahahaha ależ dziewczyny ja się cieszę, że nie jestem sama!:***************

Odpowiedz
Jaga Bunia 20 lipca, 2015 - 6:20 pm

Oj uśmiałam się :)) Pewnie nie o taką reakcję czytających Ci chodziło, no ale cóż. Jak wyobraziłam sobie Twojego męża i dzieci pchających kanapę na drugą stronę pokoju, przemeblowanie całe robiących, a Ty nic, tylko tę ściereczkę plisujesz.. Jak się wyśmieję przeczytam post ponownie i postaram się spojrzeć na sprawę z należną mu powagą :I A tymczasem pozdrawiam serdecznie Twojego męża 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:17 am

Kochana najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że u nas tego typu sceny jak najbardziej prawdopodobne:p

Odpowiedz
Paolla 20 lipca, 2015 - 6:20 pm

Hahaha! Mam podobnie, może nie w takim nasileniu, ale doskonale rozumiem, o czym piszesz 🙂 W domu to jeszcze ujdzie, ale w pracy po każdym sprzątaniu salowej w moim gabinecie pierwsze, co robię po przyjściu do pracy to odstawiam rzeczy na ich właściwe miejsca, w idealne ułożenia 😀

Odpowiedz
Julia Orzech 20 lipca, 2015 - 6:23 pm

Z cottonami to ja cię akurat doskonale rozumiem. Sama je układam ciągle próbując ukryć kabel. A teraz kiedy jestem z synem na wakacjach i wiem, że mąż tam malowanie urządza i mi cottony przestawia to mi skóra cierpnie 😉 A tak poważnie to musisz mieć wyrozumiałego męża 😉 pozdrawiam ciepło

Odpowiedz
Baba Ma Dom 20 lipca, 2015 - 6:25 pm

No ale na zdjęciu juz jest dobra ta ściereczka?? 😉 Olu! :-* Buziaki w chore czułko! Ale jak Tobie jest pięknie w tym stanie chorobowym! 😉 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:19 am

No właśnie nie;p Dalej nie chce się zwijać tak jak powinna!;)

Odpowiedz
Cienka 20 lipca, 2015 - 6:36 pm

Mam tak samo 🙂

Odpowiedz
Dott 20 lipca, 2015 - 6:53 pm

Właśnie sobie uświadomiłam, że ja też tak mam! I to od dziecka 🙂 Pamiętam jak wyjechałam kiedyś na kolonie a rodzice postanowili mi odświeżyć pokój. Pomalowali ściany, poprzestawiali meble a mama dodatkowo pozbyła się "zbędnych dupereli" (w jej przekonaniu). Po powrocie jak weszłam do pokoju wpadłam w histerię i ryczałam przez godzinę dopóki ojciec na nowo nie poprzestawiał mebli tak jak stały. Później ryczałam za moimi duperelami. W późniejszych latach bardzo szybko wyłapywałam czy ktoś był w moim pokoju i czy mi coś poprzestawiał. Zdjęcia w ramkach miały stać tak jak stały pod kątem tylko mi znanym 🙂 Nienawidziłam jak mama wpadała do mojego pokoju pościerać kurze i poprzestawiała mi wszystko na półkach. Później spędzałam długi czas na ustawianiu tak jak to ja ustawiłam. Do dziś mam tak, ze jak ja coś ustawię to ma tak być i już. Moja mama była u mnie i poprzestawiała mi talerze i kubki w szafce. Od razu się wściekłam i poprzestawiałam po swojemu 😉 Niedawno wściekłam się, bo narożnik ktoś mi przesunął i moje miejsce na którym zawsze siedzę nie było już idealnie na wprost telewizora. Godzinę się męczyłam przesuwając po milimetrze aż ustawiłam 🙂 A dziś półgodziny męczyłam się z przyprawami, bo mój narzeczony nie odłożył przypraw tak jak powinny (w moim przekonaniu) być ustawione 😉
Więc ja Ciebie rozumiem!
On jeszcze cierpliwie to znosi, ale nie wiem jak długo 😀

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:20 am

Myślę ,że mina Twoich rodziców musiała być bezcenna;)) Ech może jakiś klub maniakalnych wariatek założymy?;p Uściski dla Ciebie:))

Odpowiedz
Nitka Design 20 lipca, 2015 - 7:12 pm

Pewnie mi po łapach dasz za zbyt krótki komentarz…ale cóż dzięki takim natręctwom świat jest piękniejszy wokół nas bo w końcu to bardzo istotne pod jakim kątem stoi fotografia:-)
Pozdrawiam:-)

Odpowiedz
Kasia z Piątego Pokoju 20 lipca, 2015 - 7:25 pm

Nic mnie w Twoim poście tak bardzo nie zdziwilo jak to, ze prowadzisz bloga od 14 miesięcy.

Od ilu??

Ja myślalam, ze od wieków!

(Swoja drogą, wygląda na to, że Twoj blog i mój Młodszy Syn rodzili sie w podobnym czasie ;))

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:21 am

I pewnie z Młodym tez tak masz, że wydaje Ci się jakby był z Wami od wieków co nie?;))) Widzisz jak to działa!:***

Odpowiedz
Katka Ma 20 lipca, 2015 - 7:34 pm

moja ukochana ściereczka!:) nikt jej nie może używać za każdym razem źle się to kończy:)

Odpowiedz
W biegu pisane... 20 lipca, 2015 - 7:34 pm

Olu gdyby nie te natręctwa, to pewnie nie zrodziła by się Twoja pasja, a co za tym idzie – ten blog. Chwała Ci za nie 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:22 am

:************* No teraz to się wzruszyłam!:)

Odpowiedz
Natalia K 20 lipca, 2015 - 8:30 pm

Olka, mam to samo:) PRZYBIJ PIĄTKĘ!!!:):):):)
Śliczna z Ciebie kobietka:)
całusy

Odpowiedz
Anonimowy 20 lipca, 2015 - 8:31 pm

To nie choroba … nie po to się dba stylizuje urządza te nasze wnętrza żeby coś miała być nie tak, znam to … mówię do męża nie bierz do pokoju kawy bo ona jest w pomarańczowym kubku a on nie pasuje tez przestawiam wszystko równo jeśli ktoś coś dotknie mam dwoje dzieci i niemowle i nie ma mowy zeby cos stalo nie tak … moj 5 letni syn sprzatajac wieczorem pokoj poprawia poduszki rowno na lozku czy układa samochodziki rowno na polce pod katem …

Odpowiedz
Aginka 20 lipca, 2015 - 8:57 pm

Dobre 🙂 Bardzo fajnie napisany post, normalnie czułam dreszczyk emocji przy wstępie :)))

Odpowiedz
ushii 20 lipca, 2015 - 9:15 pm

he he he, dobre :))
A ja myślałam, że ze mną mają ciężko w domu 🙂 Bo ja muszę mieć zawsze wszystko odłożone na miejsce 🙂 Np w szafkach kuchennych – każdy nóż, każdy przydaś ma swoje precyzyjnie wyznaczone miejsce i po użyciu, umyciu ma wrócić dokładnie tam! Z tym ze ja sobie w pełni świadomie to natręctwo wyrobiłam (do tego stopnia świadomie, że mieszkanie z góry zaplanowałam do najmniejszej pierdółki, gdzie będzie leżała), a i powoli inni się do tego też przyzwyczaili – ale ja tak muszę, bo bałaganiara jestem straszna, straszna! A teraz – tylko przelecieć czasem odkurzaczem czy ściereczką muszę i poza tym prawie nie sprzątam 🙂 No, ale poza tym odkładaniem na miejsce, to ruszać jednak wszystko wszyscy u mnie mogą 🙂
Mam propozycję: nie poprawiaj, tylko weź tą ściereczkę połóż gdzieś indziej na chwilkę i potem podejdź do tematu na świeżo – bo przecież za pierwszym razem od razu wyszło idealnie, tak? A jak poprawiasz – to nigdy nie wyjdzie drugi raz tak samo. Trzeba od nowa zupełnie zrobić, tak jakbyś pierwszy raz to dopiero robiła – i od razu wyjdzie, zaręczam 🙂 Ja tak właśnie robię, bo chociażby z tymi cottonsami – właśnie jak próbowałam odwiesić i poprawić, żeby było jak poprzednio, to za nic nie wychodziło, a jak rozwalałam i od nowa zawieszałam, to od razu było dobrze…

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:24 am

Masz racje może to jest rozwiązanie idealne… Tylko co zrobić kiedy ta ściereczka właśnie tam perfekcyjnie pasuje, a nie gdzie indziej?;p Ech te problemy;))) Buziaki Kochana!

Odpowiedz
aigreetsucre 20 lipca, 2015 - 10:17 pm

Będę się o Ciebie modlić… -.-' *He he 😉 A te albumy, jak Ci stoją na szafce, to sobie ołówkiem obrysuj kontury i jak spadnie, to hops! I już każdy ustawi tak, jak było 😉

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:24 am

Hahahahaha, no to już byłoby przegięcie! 😀

Odpowiedz
Agata 20 lipca, 2015 - 10:35 pm

:p Alez sie usmialam.. Mysle kochana, ze z takim natrectwem da sie zyc.. 😉 Jak widac na Twoim przykladzie.. nawet nie najgorzej.. Twoj dom jeszcze nie runal a dzieci chodza zdrowe.. wiec nie jest zle 🙂

Pozdrawiam cieplo 😀

Odpowiedz
Anka Skakanka 21 lipca, 2015 - 6:04 am

o mamuniu…padłam!
ale wiesz co, łącze się z tobą w bólu! mam to samo natręctwo!!! i czasem mam tak że juz leże w łóżku i nagle dostrzege kontem oka że ktoś mi przesunął doniczkę na komodzie, albo że leży tam pasek mego M. i jakoś tak…burzy mi ład i porządek!
no i co…mimo że juz zasypiałam, wstaje i ogarniam…..i mina mego M….bezcenna. podejrzewam, że bardzo podobna do miny twojego :))))

nie ma lekko 🙂

pozdrawiam!

Odpowiedz
red artist 21 lipca, 2015 - 7:11 am

Niech się jakiś facet wypowie, bo podejrzewam, że to przypadłość kobiet 😉

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:25 am

Myślę, ze większość facetów puka się teraz bardzo wymownie w czoło;p

Odpowiedz
Ola | Mikmok blog 21 lipca, 2015 - 7:14 am

Normalna sprawa! 😉

Sama nie posiadam jeszcze dzieci, ale to moja największa obawa – że będą mi wszystko przesuwać nie tak, jak ma być 😉

Odpowiedz
Różana Ławeczka 21 lipca, 2015 - 7:18 am

Wydaje mi się, że nie Jesteś sama z tym grzechem, chociaż co to za grzech, kiedy coś jest dla nas przyjemnością…:)
Buziaki:)
Aga z Różanej

Odpowiedz
grzejnik 21 lipca, 2015 - 9:37 am

ja mam podobnie, ale tylko kilka godzin po wysprzątaniu domu….. później daję za wygraną, bo chyba bym inaczej zwariowała 😉

Odpowiedz
Elżbieta A. 21 lipca, 2015 - 8:31 am

Każdy coś ma, ale z biegiem lat, pracując nad tym – można to lekko zniwelować. Chyba, że nasze natręctwo już bardzo dokucza bliskim, więc wtedy – terapia.
Ja mam manię włosów na podłodze – niecierpię ich a leżą….haha

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:26 am

Póki co moich bliskich bardziej to śmieszy niż wkurza;) No nic sobie z tego nie robią!;p

Odpowiedz
Zuzia Kopytkowa 21 lipca, 2015 - 9:54 am

Ale to takie urocze natręctwo:)

Odpowiedz
Drewneo 21 lipca, 2015 - 12:24 pm

Mam tak podobnie. Jeszcze moim natręctwem jest sprawdzanie, czy woda nie cieknie.

Odpowiedz
Anna Samsel 21 lipca, 2015 - 10:33 am

Olu, witaj w klubie 🙂

Odpowiedz
Anita M 21 lipca, 2015 - 10:45 am

Znajoma sprawa:) ja mam podobnie ale z wiekiem zaczynam sobie odpuszczać. Zauważyłam, że to psuje relacje między domownikami i jest dla nich uciążliwe. A chyba nie warto dla takich drobiazgów niszczyć to co w życiu tak naprawdę jest ważne. Tłumaczę sobie to na różne sposoby, np. Czym wobec wszechświata jest ten przedmiot krzywo postawiony. To mi pomaga:)))

Odpowiedz
Karina Musiej 21 lipca, 2015 - 11:45 am

Olu, jestem w pracy i jak głupia śmieje się do monitora 🙂
Widzę, że większość z nas żywcem z "Dnia Świra" wyjęte.
Podobne natręctwo i mnie dręczy, ale na szczęście wraz z przybytkiem dzieci i coraz większej ilości domowych obowiązków gdzieś powoli zaczyna się we mnie kulić. Lucky me, bo w życiu z tymi naszymi natręctwami to trzeba się nachodzić i narobić 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:28 am

U mnie to wiesz tak łapie z zaskoczenia i nigdy nie wiem jakiej konkretnie teraz rzeczy będzie dotyczyć;))) I to prawda, narobić to się trzeba co niemiara;)

Odpowiedz
Fajne Wnętrze 21 lipca, 2015 - 12:44 pm

Mam podobnie 🙂 To chyba jest nas więcej 🙂 buziaki aga

Odpowiedz
Mama Sokole Oko 21 lipca, 2015 - 1:32 pm

Ha, i ta kuchenna ścierka przypomniała mi poprzednią pracą mojego męża w salonie meblowym. Mąż przygotował aranżacje z meblami i dodatkami, a moja mama przechodząc wyprostowała serwetę na stole, która była artystycznie ułożona i zawinięta. ' A , bo tu coś krzywo leży' 🙂
A z tobą chyba wszystko w porządku 🙂
Buziaki!

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:28 am

Hahahahaha no padłam po prostu:D

Odpowiedz
Krystyna 21 lipca, 2015 - 2:05 pm

Moim zdaniem powinnaś trochę wyluzować bo idziesz w niedobrym kierunku. Rozumiem zamiłowanie do porządku i estetyki ale to już chyba trochę za dużo. A na dodatek współczuję Twoim domownikom, którzy nie czują się komfortowo w swoim własnym domu. Nie odbieraj tej uwagi jako złośliwość. Jestem naprawdę zatroskana o Ciebie.Pozdrawiam Cie serdecznie.

Odpowiedz
Natalia D 21 lipca, 2015 - 6:00 pm

jezusie to nie tylko ja tak mam…pocieszające:)
buziaki dla Ciebie Kochana:)

Odpowiedz
Dessideria Life 21 lipca, 2015 - 7:52 pm

Ja się zaczynam z tego leczyć 😛 bo mój mąż nie wytrzymuje chyba już psychicznie.
Dla mnie wszystko musi mieć swoje miejsce i to chyba jest moje największe natręctwo 😉

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:30 am

U mnie na szczęście dotyczy to tylko kilku rzeczy, z większością mi nic nie przeszkadza;p

Odpowiedz
Little Dirty Angel 21 lipca, 2015 - 7:52 pm

…mama? 😀
Moja rodzicielka jest klasycznym przykładem takiego natręctwa. Sprzedała mi tę obsesję połowicznie, ja to zauważam, ale mnie nie drażni.
Aaa, właśnie sobie uświadomiłam. W jednym przypadku nie siądę, póki nie jest idealnie. Świąteczna choinka! Potrafię do połowy stycznie podchodzić i przekładać ozdoby, bo coś mi nie gra. Wariatka, no… 🙂

Odpowiedz
HeavyMetalWife 21 lipca, 2015 - 9:21 pm

Też to mam ale w minimalnym stopniu, dotyczy tylko wybranych rzeczy. Wyobraź sobie, że mój mąż wysmarował mi na czarno szarą rękawicę w gwiazdki od GG jak piekł pizzę, teraz wygląda jak ogrodowa… Może się spierze 😉

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:31 am

Aaaaa!! Zabiłabym;p Spierze się, spierze…;)

Odpowiedz
www. wkawiarence.pl 21 lipca, 2015 - 9:59 pm

jak to dobrze, że ludzie idealni nie są:) nawet w swych wszystkich różnorakich natręctwach 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2015 - 6:31 am

To prawda:)) Buziaki kochana:)

Odpowiedz
Car.o 22 lipca, 2015 - 8:48 am

Ha, ciekawa spowiedź:) Myślę, że takie natręctwo nie jest groźne…choć nie jeden psycholog miałby tu pole do popisu… hmmm sama czasem stoję i przestawiam coś na jakieś półeczce a w domu może się dziać co chce. Spać nie pójdę, póki nie osiągnę zadowalającego mnie efektu… a więc witaj w klubie :*

Odpowiedz
Magdalena Beck 22 lipca, 2015 - 2:26 pm

Trochę to Olu chorobliwe… Ale… ja w pewnych kwestiach też tak mam 🙂
Ty to zrozumiałe… Twój dom, twoja oaza, twoja pustelnia więc masz prawo by było jak chcesz.
Ja to dopiero nienormalna jestem… A czemu??? Już dawno temu na blogu przyznałam się, że nie gotuję… Troche próbowałam i nadal próbuję, ale to jednak mąż mój kochany rządzi w kuchni 🙂 Ale mimo iż to on rządzi kuchnia to moje królestwo i jeśli ktoś ośmieli się coś zmienić, przestawić czy nie daj boże wynieść bez mojej wiedzy to biada mu… W kuchni ja mam ostatnie słowo 🙂

Więc widzisz, że nie tylko z Tobą jest tak źle 🙂
Zapraszam częściej do mnie… Pozdrawaim i całusy dla Mai i Antka 🙂

Odpowiedz
Anka 24 lipca, 2015 - 8:53 am

No to nie jesteś sama 🙂 Nie wiem – pocieszenie to czy nie. Też mam swoje wnętrzarskie natręctwa, czasem to się sama wyzywam -że głupia jestem- dziecko głodne woła jeść a ja zamiast ją nakarmić jak na matkę polkę przystało, zmywam szklanki i przestawiam miseczki, bo akurat ktoś nie w takiej kolejności ustawił. Wariactwo normalnie 🙂
Ale z natręctwami już tak jest- ciężko je wyleczyć :))) A może wcale nie warto leczyć ??? Przecież nie musimy byś idealne :))) Ja nie chcę…

Odpowiedz
Anita Adamczyk 24 lipca, 2015 - 9:13 am

Haha, ile osób się przyznaje, do tego typu natręctw, więc co mi tam, też się przyznam! Mogę mieć w domu totalny bałagan, pod warunkiem, że to mój bałagan 😉 Nie usiądę spokojnie, choćbym nie wiem jak była zmęczona, dopóki wszystko nie stoi i nie leży tak, jak chcę. Od zawsze wiem dobrze, kto i kiedy moje rzeczy ruszał, choćby mu się zdawało, że odłożył idealnie, co do milimetra. Może to z powodu bardzo dobrej, wzrokowej pamięci? Co lepsze, uwielbiam, jak przyjeżdżam do rodziców i ktoś z domowników mnie pyta, gdzie coś leży, choć już mnie nie było w domu z dwa tygodnie 😉 (i prawie zawsze wiem)

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej