Wypadek.




Antek się już przekręca, przekręca jak szalony. Właściwie potrafi to robić już od dobrego miesiąca ale ostatnio to chyba o jakiś tytuł mistrza się ubiega, bo nic tylko na podłodze piruety robi i w ten sposób pół salonu jest w stanie przemierzać. Majka zaś coraz mądrzejsza, buzia jej się nie zamyka. No gada i gada, non stop, a czym więcej tym mniej wyraźnie i skubana zawsze patrzy czy ja nadążam i nieraz potrafi obrażona stwierdzić „Mamusiu Ty mnie chyba nic nie rozumiesz!” Roboty przy nich masa. Antoś sobie moje ramiona upodobał i jak nie piruety na ziemi to najchętniej tylko w nich by czas spędzał. Dla Mai zaś jestem najlepszą kumpelą na świecie, właściwie to chciałaby żebyśmy się cały dzień tylko razem bawiły. Ostatnio jest na etapie lalek, więc nie dość, że Antka to jeszcze lalę muszę ciągle bujać i przewijać, no zwariować idzie!

I jeszcze mąż mnie zdenerwował. No czapka Mai zniknęła, tzn potem okazało się, że wcale nie zniknęła tylko magicznym sposobem w wózku Antka się znalazła… No i ja szukam tej czapki, szukam jak wariatka, a On stoi nade mną i marudzi, że do pracy się spóźni, a miał Maję do dziadków wcześniej zawieść. No to się na Niego wydarłam, no bo jak się nie wydrzeć. Jak mi tak stoi i marudzi, a ja przecież szukam do jasnej cholery!!! No a potem poszli sobie z Mają, Antek zasnął, w domu cicho i błogo. I tylko to pranie tak na mnie patrzyło, że zrobić je trzeba, na Was też tak patrzy? No złośliwe jak nic. Ale ja je sprytnie zignorowałam, zaparzyłam kawę, odpisałam na dwadzieścia zaległych maili i siedzę jeszcze taka całkiem nabuzowana, siedzę i myślę o tym jaka to ja zła, wkurzona i zmęczona. A potem przez przypadek natknęłam się po raz kolejny na tę historię, głośno o tym było bardzo…Kobieta w ósmym miesiącu ciąży prowadziła samochód, a wraz z Nią jechał Jej mąż i synek. Pewnie coś tam rozmawiali między sobą, snuli plany. Może przeżywali ostatnie usg, albo liczyli przydrożne latarnie z malcem. A może się sprzeczali właśnie o jakiś drobiazg za pewne. Albo w ciszy sobie jechali, każde swoimi myślami pochłonięte. I nagle…  Uderzył w nich pijany kierowca. Huk, hałas, rozsypujące się szkło… Jedna chwila, sekunda, tyle bólu. Przeżył tylko chłopczyk…  Pamiętam, że jak to się zdarzyło, to jeszcze z Antkiem w ciąży byłam. Otrząsnąć się z tego nie mogłam, szok i niedowierzanie…Tysiące panicznych obrazów, niemy krzyk i taka złość, że tak być nie powinno, że to po prostu pod żadnym pozorem nie powinno się wydarzyć. Od razu oczywiście myśli, że to niedaleko Gdańska, że równie dobrze to my mogliśmy jechać… Wyobraziłam sobie moją Mamę, Tatę i Siostrę jakby telefon dostali, że my… I Maję… Jakby tylko Ona przeżyła, tak jak ten maleńki chłopczyk, co to właściwie w jej wieku był…

A potem życie biegnie dalej i człowiek już o tym nie myśli, temat schodzi z nagłówków gazet i tylko najbliżsi tamtych na co dzień żyją z tym tak jakby to zdarzyło się wczoraj.

No i ostatnio natrafiłam na artykuł, z przed kilku miesięcy, że sprawcę skazali na czternaście lat, że po siedmiu może się ubiegać o warunkowe zwolnienie… I nie wiem czy to dużo czy mało, źle czy dobrze. Są sądy i mądrzejsi ode mnie co prawo ustalali. Ale jak to przeczytałam to znów nie mogłam przestać myśleć o losie tej rodziny…I taki żal ludzki, tak po prostu strasznie mi ich szkoda. I o tym nienarodzonym dziecku myślę, co by jak ten Antoś teraz przez pół pokoju pełzał i o tym chłopczyku co oboje rodziców stracił i na pewno tak beztrosko nie nawija jak Maja,.. I w końcu o tej kobiecie sobie myślałam, co to już nigdy z mężem się o błahostkę nie pokłóci… Takie życie bywa ulotne, tak kruche, tak niesprawiedliwe.  Jedna chwila, jedna sekunda i… Koniec. Ot tak po prostu. Całkowicie bezsensowny, za szybki, a jednakże niezaprzeczalny koniec.
Jakże ważne jest te życie doceniać. Każdy drobiazg, każdą cudowną chwile, każdy dany nam dzień. Nagle może się okazać, że to na co się złościmy, że zmęczenie, frustracja, to wszystko stanie się naszą jedną wielką tęsknotą… Jak dobrze móc się z mężem pokłócić, poczuć zmęczonym po całym dniu z dzieciakami i mieć dla kogo to pranie zrobić…

Nagle wszystko wraca na odpowiednie tory. I taka śmieszna się sobie w tej mojej poprzedniej złości i zmęczeniu wydaję… Bo przecież pełną piersią oddycham, dzieci przytulam, męża całuję. Żyję tu i teraz, w każdej sekundzie mi danej. Jak dobrze…

Related posts

Jesteś.

Nie zabierajmy dzieciom wyobraźni.

Mówili, że tak będzie…

53 komentarze

MAZGOO 14 maja, 2015 - 6:40 pm
Matka, Żona i Pani domu nie ma lekko :) Prawdziwy z Ciebie Bohater a do tego Mistrz zen i to tez na najwyższym levelu ,że nie dałaś się sprowokować i wariactwo się nie udzieliło :) podziwiam Cię :) mnie mimo iż, powoli zaczyna gonić wiek i mimo iż z rozczuleniem coraz częściej spoglądam na dzieci to jeszcze nie planuje swoich... zobaczymy, najpierw trzeba pozamykac inne sprawy aby zajac się budowaniem rodziny :)Tak czy inaczej uwielbiam zdjęcia z Twoimi malcami :) przesliczne Szkraby :)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:31 pm
Dziękuję i pozdrawiam ciepło:)
Ola Fotownętrza 14 maja, 2015 - 7:07 pm
Zgadzam się, że trzeba doceniać każdą chwilę, a przynajmniej raz na jakiś czas przypominać sobie o tym. Ja od kiedy mam swojego synka staram się jeszcze bardziej cieszyć i doceniać to, co mam, chociaż oczywiście dość często błahe sprawy wyprowadzają mnie z równowagi i za bardzo przejmuję się nieistotnymi sprawami.
Pozdrawiam serdecznie
Ola
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:33 pm
Też tak mam z tymi nieistotnymi sprawami, a potem właśnie nadchodzi takie otrzeźwienie, że przecież nie warto nad tym się skupiać tylko trzeba doceniać to co najważniejsze. Uściski wielkie!
caramelandwhite 14 maja, 2015 - 7:08 pm
Och Oleńko..akurat dziś takie właśnie myśli mam...nagła śmierć sąsiada,wracającego ze sklepu z ciepłymi bułkami na rodzinne śniadanie.. moje paskudne poranne dziś niedomaganie z odwiedzinami u lekarza włącznie (ze strachu oczywiście..bo przecież dziecko mam!!więc na zimne lepiej dmuchać..) ..i człowiek puka się w głowę-po cholerę złości..nerwy....po-cho-le-rę.Przecież jesteśmy.Mamy to ponadludzkie szczęście.Ściskam mocno:*
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:34 pm
Dmuchaj, dmuchaj ja tez muszę lekarza odwiedzić bo odwlekam i odwlekam, a przecie z to niepoważne... Straszne to co spotkało Twojego sąsiada, bardzo współczuję Jego rodzinie... Pozdrawiam ciepło.
anka_skakanka 14 maja, 2015 - 7:11 pm
Tak to właśnie w życiu jest....człowiek tego nie planuje, nie zdaje sobie sprawy kiedy się to stanie, a przecież nie zawsze jesteśmy idealni...gdziesbtam coś powiemy komuś w złości nie myśląc że to mogą być ostatnie nasze słowa, no bo z kolei pogadamy w paranoja i nie myślimy codziennie że to może być już ostatnia kłótnia, ostatnie słowo...nie można tak żyć z myślą że zaraz koniec, jednak trzeba to wyposrodkowac i starać się być dobrym człowiekiem, korzystać z życia i doceniać co się ma, dokładnie tak jak to ujęłas

Pozdrawiam gorąco, dobry temat :)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:36 pm
Ja właśnie jestem taka w gorącej wodzie kąpana, zawsze coś palnę za nim pomyślę i wybucham milion razy dziennie ale tak samo szybko zapominam;p Ech, najważniejsze to właśnie samemu czasem do pionu się doprowadzić i pamiętać o tym co naprawdę jest ważne:) Uściski!
Panna Matka 14 maja, 2015 - 7:20 pm
Przeczytałam od deski do deski.Takie prawdziwe wszystko że na codzień o tym zapominamy jak kruche jest nasze życie...
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:37 pm
Uściski Kochana:***
Julia Orzech 14 maja, 2015 - 7:24 pm
Oj takie myśli dopadają i mnie dzisiaj. Od rana rozdrażniona, bo wszystko na mojej głowie, bo już nie pracuję zawodowo. I ciągle źle, bo przecież powinnam od rana do nocy szorować podłogi, myć naczynia, prać, prasować i cały dzień jeszcze bawić się z dzieckiem. Mąż zarabia, więc ma prawo być zły, sfrustrowany, zmęczony. Ma prawo po przyjściu z pracy ledwo pocałować dziecko na powitanie i zapaść w sen, a wieczorem, kiedy my padnięci z podwórka wracamy, zasiąść przed komputerem, bo przecież sprawy zawodowe. I tak się nakręcam cały dzień, a potem siadam, czytam twój post i coś mnie jakby wali po głowie. STOP kobieto! Syna masz, męża masz, jedzonko masz, mieszkać gdzie masz? To masz szczęście. A że zwykła codzienność nie bywa różowa... w sumie to chyba dobrze. Zbyt dużo lukru powoduje mdłości:)
PS moje pranie też na mnie patrzy. A już najbardziej to do prasowania. potrafi nawet skubane z garderoby wyleźć, kiedy je tam upycham :)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:39 pm
No własnie, ja też tak mam, że rozdrabniam na części pierwsze tą codzienność, marudzę, narzekam, a przecież nie zawsze musi być różowo. Ale najważniejsze, że mimo wszytko w sercu radość i maj:) Uściski!
Klimaty Agness 14 maja, 2015 - 7:39 pm
Czasami w pędzie jaki jest na co dzień, nie doceniamy tego co mamy. A tymczasem trzeba cieszyć się najbliższymi i każdą chwilą w życiu, bo nikt nie wie co będzie za moment.
Twoje dzieciaczki są przesłodkie, cudne szkraby . Tyle szczęścia dają , każda chwila z nimi spędzona jest najwyższą wartością :)
Moja starsza córcia ma już skończone 20 lat i z prawdziwym wzruszeniem wspominam jej dzieciństwo i wspólny czas :))
Pozdrawiam Was serdecznie i przesyłam uściski dla maluszków <3
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:46 pm
Dziękuję Ci bardzo i tak ogromnie się cieszę, że tu do nas zaglądasz! Uściski wielkie:))
PatchTworki 14 maja, 2015 - 7:45 pm
Moje pranie patrzy, wyłazi i goni mnie po całym mieszkaniu! A i gary nie pozostają w tyle. Jak dołączę do tego listę ToDo'sów i dzieciaki to wychodzi dom wariatów. Ale potem trafiam na taki post, artykuł, opowieść i... carpe diem. Pozdrawiam
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:47 pm
:)))) U nas na co dzień podobny dom wariatów;) Uściski!:))
Kasia z Piątego Pokoju 14 maja, 2015 - 7:47 pm
Ola, wzruszyłam się. A Twój strumień świadomości porwał mnie jak rwąca rzeka - jednym tchem przeczytałam, jakbym w Twojej głowie była. :D
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:48 pm
Dziękuję....:****
Natalia D 14 maja, 2015 - 8:07 pm
Poruszyl mnie Twoj tekst.To prawda,ze czesto klocimy sie o tak blahe rzeczy,ze az wstyd.Zamiast cieszyc sie z tego ze mamy siebie.
sciskam Mocno
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:49 pm
Takie to nasze życie pokręcone ale najważniejsze to choć czasem złapać tę chwilę refleksji i pamiętać tym co jest najważniejsze. Pozdrawiam Cie radośnie:)
Baba Ma Dom 14 maja, 2015 - 9:19 pm
Faktycznie czasem warto machnąć ręka na pierdoły bo ważne rzeczy nam umykają... a potem dziwimy się, że czas szybko płynie, że nie powiedzieliśmy ważnych słów komuś, że nie dokończyliśmy czegoś bo pranie było ważniejsze... trzeba się zastanawiać i miarkować...
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:52 pm
To prawda, tylko wiesz czasami nawet człowiek nie pomyśli, emocji nie potrafi okiełzać... Jak tak chlapie czasem tym jęzorem, a potem mi tak wstyd strasznie... Uściski:)
pastelowa karusia 15 maja, 2015 - 5:37 am
Mądrze napisane! A sprzeczki durne każdemu się zdarzają. Pozdrowienia dla Ciebie i Twoich wszystkich skarbów!
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:53 pm
Dziękuję i również pozdrawiam Cię najserdeczniej jak się da!:))
red artist 15 maja, 2015 - 6:02 am
Aż mi się coś ścisnęło jak przeczytałam nagłówek, już tak nie rób :-P
Czasem potrzeba takich momentów żeby przystosować i zastanowić się nad sobą.
Moje pranie nie patrzy, za to prasowanie lubi na mnie czasem wyskoczyć z szafy ;-)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:53 pm
Okey obiecuję; więcej nie będę;))) Uściski:****
Ali 15 maja, 2015 - 6:03 am
Oj wzruszyłaś mnie Kobitko !!!
Czasami tez nachodzą mnie takie przemyślenia. Że życie kruche, że nie wiadomo kiedy i nas dopadnie ostatnie tchnienie, ech, żyjmy i cieszmy się tym czym mamy, i kłóćmy sie też, bo jakże miło jest potem , po takiej kłótni, ech , ŻYCIE !
pozdrawiam cieplutko
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:54 pm
Życie pełne barw, kolorów i różności... Pięknie to napisałaś! Uściski wielkie:)
Ola Lewczuk 15 maja, 2015 - 6:17 am
To samo życie. Raz wesoło, raz smutno... Carpe diem ;)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:54 pm
Dokładnie tak Oleńko!:)) Uściski wielkie:)
Skandichic 15 maja, 2015 - 7:02 am
Widzę, że też miałaś ciężki tydzień ;) Dobrze, że już weekend!
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:56 pm
;))
Lifestyle Inspiracje 15 maja, 2015 - 8:21 am
Smutno strasznie mi się zrobiło...
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:56 pm
No tak to we mnie siedziało....
Ryba GDYBYRyby 15 maja, 2015 - 9:02 am
Czasem też nachodzą mnie takie myśli. Ale ciężko jest sobie wyobrazić co czują bliscy tych ludzi, jakie wspomnienia będzie miał chłopiec.. W głowie się to nie mieści. Trzeba celebrować życie i tyle.
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:57 pm
To prawda, nie da się wyobrazić sobie ich bólu...straszne...
Anita M 15 maja, 2015 - 9:27 am
Od dawna mam wielki problem z takimi informacjami jeśli tylko do mnie dotrą. Przeżywam je jak swoje, jakby mnie bezpośrednio dotyczyły. Podobnie wyobrażam sobie o czym myśleli tuż przed, co planowali...Bardzo się wczuwam we wszystko i cierpię, czasem nawet płaczę. To takie smutne...trudno mi się z tym pogodzić.
Również mam maleńką córeczkę, ledwie skończyła roczek, często boję się jechać samochodem, mam różnego rodzaju lęki przez to co wydarza się wokół. To niekiedy męczące. Ale tak bardzo chcę z nią pobyć, nacieszyć się nią, towarzyszyć jej jak najdłużej, obserwować cały jej rozwój...bardzo długo na nią czekałam. Często zadaję sobie to pytanie: Jak się nie bać?
Piękne są Twoje zdjęcia, śliczne dzieciaczki, szczęśliwe:) życzę wszystkiego spokojnego i optymistycznego, jak najmniej takich przykrych wieści.
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 6:08 pm
Mnie też to czasami męczy bardzo... Ten lęk co aż mnie tak ścisnąć mocno potrafi kiedy na te moje dzieci patrzę. I też zawsze przeżywam takie historie bardzo głęboko w sobie i wyrzucić ich z głowy nie potrafię...
Mama w Dużym Domu 15 maja, 2015 - 10:28 am
Po prostu być, ale jednocześnie być bardziej. Każda chwila jest ostatnią w ty sensie, że już minęła, nie wróci, rzeczywistość przesunęła się o te parę sekund w kierunku wieczności...
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 6:09 pm
Pięknie....Dziękuję Ci...:****
Anna D. 15 maja, 2015 - 8:16 pm
Też nie raz jestem przerażona, gdy słyszę takie historie. Zawsze mam swoją rodzinę przed oczami i mnie strach o nią paraliżuje. Wtedy najbardziej doceniamy, to co mamy przy sobie:) Te nasze skarby, bliskich i nawet te męczące codzienne obowiązki czy jakieś przeszkody. Cieszmy się chwilą i łapmy każdy mały momencik życia tych naszych pociech:)
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 6:09 pm
To prawda Aniu...Jak ja dobrze znam ten paraliż...
Świerkowa Dolina 15 maja, 2015 - 9:16 pm
Czasami drzemie w nas złość na najbliższych, ale na szczęście chwilowa, ponieważ w obliczu wielu tragedii, przykrych sytuacji uświadamiamy sobie, że pewne słowa, czyny są tylko mało istotną błahostką. Pozdrawiam cieplutko
Home on the Hill 18 maja, 2015 - 7:40 am
To prawda i jakże ważne jest o tym wszystkim pamiętać.. Buziaki Kochana!:)
aldia arcadia 16 maja, 2015 - 11:18 am
Kochana, przede wszystkim przepiękne zdjęcia robisz dzieciaczkom. Lubię je oglądać. Ładnie napisałaś. Masz oczywiście rację. Na co dzień martwimy się błahostkami, złościmy z byle powodu, a dla innych byłoby to największym szczęściem...
Z artykułem też trafiłaś do mnie... Mam bardzo ciężki, wręcz niesamowity czas własnie w życiu, kilka wiadomości na raz w jednym czasie, ciężko to ogarnąć, pogodzić się z odejściem i szykować na tyle nowego....
Nie mam aż siły czytać blogów, ale cieszę się, że natrafiłam na ten artykuł u Ciebie.
Ściskam mocno, a maleństwo gilgam w nózie ;)
Home on the Hill 18 maja, 2015 - 7:41 am
Dziękuję bardzo, że tu zaglądasz, to niezwykle ważne dla mnie.. Życzę Ci żeby wszystko się poukładało, przede wszystkim duży siły i przytulam mocno...
Little Dirty Angel 17 maja, 2015 - 11:21 am
Uwielbiam sposób, w jaki fotografujesz Antka, cudnie dynamiczne są te zdjęcia.
Ech, ile życia tracimy, nie doceniając prostych rzeczy to po prostu przerażające...
Home on the Hill 17 maja, 2015 - 5:50 pm
T ja dziękuję za ten komentarz Dorotko, uściski dla Ciebie wielkie!:)
Fajne Wnętrze 18 maja, 2015 - 7:00 am
Kochana Twoje dzieciaczki są bajeczne :) Robisz im wspaniałe zdjęcia, pełne miłości :) Pozdrawiam Was cieplutko aga
Home on the Hill 18 maja, 2015 - 7:42 am
Dziękuję Aguś, uściski wielkie!:)
Avrea 18 maja, 2015 - 10:07 am
takie to zycie
Mama Sokole Oko 18 maja, 2015 - 12:21 pm
Ten post i wogle takie sytuacje powinny dawać nam mocno do myślenia. A co jeśli 'taka' rozmowa będzie naszą ostatnią? Jeśli ostatnią rzeczą, którą powiemy do męża będą pretensje o jakąś tak naprawdę 'pierdołę'?
Jesteśmy razem, cali i zdrowi... Pewnie, że czasami takie duperele wytrącają nas z równowagi, cierpliwość i pokłady energii się kończą. Ale lepiej taką złość przekuć na mycie okien, sprzątanie w szafce niż krzyczenie na siebie. A wieczorem usiąść wspólnie przy stole i cieszyć się, że jesteśmy wszyscy razem.
Buziaki :*
Magdalena Beck 20 maja, 2015 - 12:46 pm
Wzruszyłam się...
Ale nie to chciałam pisać... Dzięki temu co napisałaś na nowo uświadomiłam sobie jaka jestem szczęśliwa... Mimo zmęczenia, krzyków i płaczu ząbkującej Amelki, doceniam nawet te nasze sprzeczki o głupoty...
Cóż warte byłoby nasze życie bez tego wszystkiego...

Dziękuję
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej