W poprzednim mieszkaniu mieliśmy kuchnię ciasną, maleńką, ale zrobioną jako osobne pomieszczenie. Pomieszczenie gdzie jak gary się piętrzyły, to wystarczyło zamknąć drzwi i nikt nie widział;) W obecnym domu, układ mieszkania sprawia, że kuchnia występuje jako aneks w pokoju głównym tudzież dziennym. Co prawda jest możliwość zrobienia tak, żeby ją zamknąć ścianą i całkowicie rozdzielić z salonem, ale póki co na pewno się na to nie zdecydujemy.
Kuchnia w salonie czyli o aneksie kuchennym słów więcej niż kilka.
Jeśli chodzi o aneksy kuchenne, to mają one zarówno wielu zwolenników jak i przeciwników. Jedni lubią taką dużą, otwartą przestrzeń, połączoną z pokojem dziennym, inni zdecydowanie są za tym, że kuchnia to kuchnia i powinna istnieć jako odrębne pomieszczenie.
Nie ma co ukrywać, że zwłaszcza mając dzieci spędzamy w niej naprawdę sporo czasu. U nas jest tak, że gotuję zarówno ja jak i mój mąż, a tak naprawdę często bywało w naszym życiu tak, że On gotował dużo więcej;p Jak to ma się do układu naszego mieszkania? Ano tak, że uwielbiamy spędzać czas razem. Odkąd mamy więc aneks, to żadne z nas nie musi znikać za zamkniętymi drzwiami kuchennymi na długie chwile, nawet przygotowując posiłki możemy cały czas przebywać razem. Łatwiej jest o wspólne gotowanie, smakowanie i bliskość.
Kiedy jestem sama z Mają, siedzi sobie ona grzecznie na kanapie, ogląda ukochane bajki, a ja mając ją cały czas na oku mogę w spokoju robić obiad. Nie plącze mi się pod nogami, nie boję się, że coś ją oparzy, jest to dla mnie niezwykła wygoda. Moja przyjaciółka ma dość dużą zamkniętą kuchnię, z wielkim stołem, ale kuchnia to kuchnia i nie ma tam aż tyle miejsca by dzieci mogły swobodnie się bawić, a Ona w spokoju gotować. Mając aneks i małe dziecko ten problem nas nie dotyczy. Maleństwo ogląda bajki, tudzież bawi się zabawkami w pokoju tuż przy nas, a my w spokoju gotujemy.
Niesamowicie cenię sobie taki układ. Bliskość dużego stołu, drzwi do ogrodu, spoglądania na całość domu z mojego „centrum zarządzania”;) Nie muszę być w zamknięciu, znikać na długie chwile, zmuszać Majki by siedziała ze mną w ciasnej, gorącej kuchni.
Siedząc zaś na kanapie też nie muszę wcale podziwiać względnie estetycznych garów bo postawiliśmy postawić kawałek ścianki, której rolą jest lekkie odgradzanie nas od aneksu kuchennego. Dzięki temu są jasno zarysowane strefy, tak że mimo, iż jest to jedno duże pomieszczenie, nie zlewa się całkowicie ze sobą i ewidentnie jest wyodrębniona kuchnia i salon. Odpoczywając na fotelu nie musimy podziwiać lodówki.
Lubie też tą przestrzeń, którą udało się uzyskać poprzez połączenie tych zwykle osobnych pomieszczeń. Lubię czuć w mieszkaniu oddech. Źle się czuje w zbyt małych powierzchniach.
Taki aneks jest też niezwykle wygodny kiedy przychodzą do nas goście. Kiedy rozkładamy stoły i nie musimy przez pól mieszkania nosić pełnych półmisków i co chwile znikać samotnie w kuchni. Możemy podtrzymywać konwersację i szykować dla wszystkich kawę. I od razu jest tak swojsko, swobodnie. Wygoda ponad wszystko.
Nie ma też co ukrywać, że taki aneks sprawia, iż musimy się mocniej kontrolować i mobilizuje do częstszego sprzątania, w naszym przypadku to tylko na plus, chociaż nie rozleniwiamy się zbyt mocno;)
Kuchnia to podobno serce domu. Nasze serce jest połączone z cała resztą i dla nas osobiście jest to niezwykle wygodne. Za nic na świecie nie wróciłabym już do układu z poprzedniego mieszkania.
32 komentarze
Pozdrawiam Cię serdecznie.
P.S. Mój nowy adres strony: http://takpoprostudom.blogspot.com
A odnośnie tego co napisałaś - zgadzam się w 100% . Ja mam kuchnie osobno , kawałek od salonu .. i Oliśka będąc młodszym dzieciakiem była zmuszona bawić się w kuchni , podczas , gdy ja gotowałam :-) Na szczęście mam tam na tyle miejsca ,że była bezpieczna . Teraz , gdy jest już starsza bawi się bądź ogląda bajki " samodzielnie " , co nie znaczy ,że średnio co 15 minut idę zapuścić matczyne oko ,czy żadne rewelacyjne pomysły nie przyszły jej do głowy ;-))
Uściski !
Jeśli chodzi o aneks, to od 10 już lat moje kuchnie są właśnie aneksem. Zawsze mi się to podobało, przede wszystkim dlatego, że otwiera przestrzeń. Masz rację, człowiek musi sie zdyscyplinować, nie piętrzyć garów, nie ma lekko:-) Przy małych dzieciach to też z pewnością duuuuży plus. W mieszkaniu, w którym mieszkamy w DE mam dużą kuchnię jako osobne pomieszczenie, do którego wchodzi się z jadalni. bardzo sobie chwalę do rozwiązanie i wiem, że kiedy wrócimy do PL do mojego małego aneksu kuchennego (który stylowo i układem podobny jest do Twojego) będzie mi trudno przyzwyczaić się do kuchni otwartej. Najwiekszy minus to chyba odgłosy czajnika, zmywarki, okapu, które czasami przeszkadzają gdy się siedzi na sofie obok i ogląda film :-) Ale się rozpisałam!!! Buziaki!!! Jeszcze raz - kuchnię masz piękną, z resztą całe mieszkanie jest super!!!
BTW piękne kafle, o takich własnie marzę w kuchni, choć jak sobie pomyślę o ich myciu, to mi się robi słabo. Niemałż strasznie chlapie jedzeniem podczas gotowanie, a niestety sprzątanie po gotowaniu spadło na mnie. Mimo wszystko wolę sprzątać niż gotować ;)
używam do tego tescowego środka do tłuszczu Deisy czy jakoś tak, w sprayu. rewelacyjnie działa, kafle błyszczą.
co do tematu głównego, to jednak wolałabym ciasną i/lub ślepą kuchnię zamkniętą.
nie lubię, gdy w salonei widać naczynia po śniadaniu, gdy zapach gotowango obiau roznosi się po domu :)
Lavinka - ja też mam takie kafle. Czyści się je dosyć łatwo :) Po gotowaniu przecieram i delikatnie poleruję i jest ok.
Kinga
Ja w moim mieszkanku w Czechach mialam kuchnie otwarta.. ale bardziej z koniecznosci niz z wyboru, gdyz w tej czesci pomieszczenia gdzie sie ona znajduje nie ma okna :-/ Przyzwyczailam sie jednak szybko do tego rozwiazania i tak jak napisalas.. mialo to wiele plusow..(moglam miec caly czas na oku bawiacego sie, w czesci ala pokoj dzienny, synka) ale i minusow - zapach obiadu w calym mieszkaniu :p czy sluchanie wlaczonej zmywarki, czy odsawacza pary siedzac na kanapie..
Teraz w (nie)moim domku w Irlandii.. mam kuchnie osobno.. Samo pomieszczenie jest stosunkowo duze.. albo moze wydaje sie byc takie bo szafek kuchennych w nim malo :p W kazdym badz razie.. oprocz stolu kuchennego zmiescil sie nam ostatnio tez w niej stolik dla synka, przy ktorym chetnie sie bawi (rysuje, maluje itp) kiedy mama gotuje obiadek :-)
Sama teraz nie wiem, ktory wariant wybiore dla siebie (jesli bede miala mozliwosc wyboru :p ) w moim domu w przyszlosci (mam nadzieje, ze bedzie :p ) Obie opcje maja swoje za i przeciw :-)
Pozdrawiam cieplo :-D
Marzy mi się taka, jak w Rodzince.pl ;)
Wasza piękna i dopracowana w każdym detalu:)
pozdrawiam
Kuchnia jest świetna? Gdzie ją kupowaliście?
Zapraszam również do siebie :) http://www.zrealizowacmarzenia,blogspot.com
http://my-homeonthehill.blogspot.com/2014/05/dom-w-szerszym-kadrze-i-wyniki-mini.html
Kuchnie kupowaliśmy w Ikei i jesteśmy z niej baaardzo zadowoleni:) Pozdrawiam Cię słonecznie!:))
zacznę od tego, że śledzę od jakiegoś czasu tego bloga, a dokładnie od momentu, kiedy postanowiłam mieć białą kuchnię i drewniane blaty. no i te kafle.... :D zdradzi Pani jakiej to firmy? czy może z paradyż? Kupilsmy mieszkanie, okazało się, że też bedzie aneks, co mnie bardzo cieszy, a jak mężowi pokazywałam jakie kuchnie mi sie podobały otworzyłam właśnie tego bloga i...i mąż ze mną się zgodził, że nic, tylko ukraść tą kuchnię i przenieść ją do naszego mieszkanka :D zzartuje oczywiście, ale Pani blog jest dla mnie inspiracją, ponieważ to jest właśnie mój styl...nasz styl, bo na szczęście mąż się ze mną zgadza :)
Piękne wnętrza:) pozdrawiam z Kopernikowego Grodu :)