Po domowemu jest wtedy gdy zbieram brudne naczynia ze stołu po rodzinnym obiedzie.
I wtedy gdy przy wejściu do ogródka stoją rozrzucone kalosze Mai, co je w pośpiechu ściągała by na bajkę zdążyć.
Po domowemu jest gdy rano wygrzebuję się z ciepłej, rozkopanej kołdry i idę na kanapę w koc się zawinąć.
I zawsze wtedy gdy kluczy nie mogę znaleźć, albo po raz setny szczotki do włosów. Wtedy gdy cień do powiek po całej łazience mi się rozsypie i gdy piekąc ciasto pół kuchni jest mąką wysmarowane.
Po domowemu jest wtedy gdy znajduję odciśniętą tłustą łapkę Mai na ścianie i gdy noga od stolika jest ubrudzona kolorową farbką po szale twórczym.
Gdy na stoliku stoją dwa parujące kubki z cudowną zieloną herbatą i rozłożona książka leży obok, by tylko w wolnej chwili znów po nią sięgnąć.
Po domowemu jest wtedy gdy znajduję w skrzynce rachunek za prąd i kładę go gdzieś na wierzchu by zaraz przejrzeć, a potem znaleźć go nie mogę.
Zdecydowanie też wtedy gdy wieczorem świeczki pięknie pachnące palimy, gdy w ciągu dnia aromat świeżego ciasta unosi się w powietrzu.
I gdy mleko rozleje mi się po stole…
Nie mieszkamy katalogowo, ani jak w muzeum. Nie sprzątamy dziesięć godzin dziennie. Można u nas znaleźć i okruszki i często pełny kosz na pranie.
Lubię te różne rysy naszego domu co właśnie powstają. Jak żłobienia na stole co to na nim jadamy i z Mają na nim cudne rysunki malujemy, ciastoliną się bawimy, a wieczorem grę planszową rozkładamy.
Lubię pod kanapą misia znaleźć. I czasem nawet podnieść ten mokry ręcznik z podłogi. Po całym domu szukać drugiej skarpetki Mai co to nigdy nie wiadomo gdzie ją właśnie porzuciła.
To wszystko właśnie prawdziwy dom tworzy. Gdzie mieszkają i żyją ludzie. Gdzie jest pełno śmiechu i pracy. Gdzie zmywarka co najmniej raz dziennie chodzi.
Czasami chciałabym żeby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zawsze wszystko było idealnie odkładane na swoje miejsce. Żeby nigdy żadne okruszki po stole nie tańczyły i żeby mi się wiecznie małe łapki naszego kota na podłodze nie odbijały kiedy właśnie tą podłogę myję.
Tylko, że to wszystko sprawia, że ten nasz dom cały czas żyje. Pokazuje, że jest w nim i małe dziecko i kot łobuziak .Jestem w nim ja i mój mąż. Jest więc i wiecznie artystyczny nieład, i ciągłe próby zapanowania nad nim;)
Jest dom.
Są cztery ściany.
Wewnątrz jesteśmy i my.
Czasem zbyt chaotyczni, zbyt mało poukładani.
Za to szczęśliwi aż do utraty tchu……
…..i oby już tak pozostało…..
39 komentarzy
a zdjęcia mają w sobie to coś .
Pozdrawiam i będę zaglądać częściej
mama-julii.blogspot.com
Pozdrawiam
Marzę o swoim domu...
pozdrawiam!
Pięknie:*
Cudownie to ujęłaś, aż łezka się trochę kręci w oku... ;)
Miłego dnia! :)
pozdrawiam:)
Piękne zdjęcia, oddają klimat domu. Pozdrawiam.