Nasz dom, pewnie jak u większości, powstaje etapami. Nie porównuję go do poprzedniego mieszkania, bo jest to zupełnie nowa, inna przestrzeń i wiem też, że aby wnętrze nabrało takiego ostatecznego charakteru trzeba w nim trochę pożyć, pomieszkać. Co chwilę będą dochodzić nowe elementy, będę je ulepszać, modyfikować, ale to wszystko, co jest tu już teraz, cieszy mnie ogromnie. Wiele jeszcze przed nami, są rzeczy, które zostawiamy na później, jak choćby kominek czy taras na zewnątrz. Ale to wszystko nic, bo kiedy rozglądam się wokół, kiedy ogarniam wzrokiem to nasze nowe miejsce, to czuję się tu dobrze, tak po prostu. Nie widzę tych braków, ale to ile serca i pracy w te cztery kąty już włożyliśmy. Dziś zapraszam Was do naszego cały czas powstającego salonu, do miejsca, gdzie spędzamy zdecydowanie najwięcej czasu.
Ostatnio moja Przyjaciółka usiadła tu u mnie na kanapie, wzrokiem objęła przestrzeń i zapytała, jakie to jest uczucie, kiedy spełnia się Twoje wielkie marzenie. Bo rzeczywiście tak jest… Odkąd pamiętam każdemu wkoło mówiłam, że pragnę mieć dom; nieduży, własny, z ogrodem i pięknym widokiem za oknami. I kiedy w końcu to się urzeczywistniło, to aż ciężko w to wszystko uwierzyć. Nadal przechodząc przez próg buzia mi się cała śmieje, nadal nacieszyć się każdym tym moim nowym kątem nie mogę. Wiecznie okna na szerokość otwieram, biegam boso po trawie, wystawiam twarz do słońca i tak ogromnie cieszę się, że ten mały mikrokosmos należy właśnie do nas. Doceniam to wszystko, obracam w dłoniach, oddycham głęboko i tak, to cholernie dobre uczucie, to coś co uskrzydla – te spełniające się marzenia.
Nasz salon jest spory, jasny, przestronny. Jest też jadalnią, łączy się z kuchnią oraz ogrodem. Przez wielkie okna wchodzi mi zieleń do środka i to jest jego największą ozdobą, tym co ma tu grać pierwsze skrzypce. Nie ma dnia żebym nie dodawała tu jakiegoś kolejnego elementu, nie przestawiała wszystkiego wokół i pewnie jeszcze ten stan trochę potrwa, a znając mnie i moje zamiłowanie do zmian, to i nigdy nie minie;) Najbardziej cieszy mnie to, że w końcu wszystko jest tu już poukładane, brak narzędzi na środku, listwy podłogowe poprzyczepiane, nie ma niedomalowanych ścian i listy rzeczy, których brakuje, aby móc stwierdzić, że remont tu dobiegł końca.
Zależało mi, żeby tu było tak jasno, przytulnie, z oddechem. Ciężko mi właściwie określić w jakim to miejsce jest stylu, bo panuje tu taki trochę misz-masz, jest tak po prostu po mojemu. Są więc jakieś boho elementy, trochę też skandynawskiego nurtu, ale także dość rustykalne klimaty. Jest wszystko co kocham, co lubię i co miałam ochotę ze sobą połączyć. Uwielbiam naszą nową podłogę, dodaje wnętrzu ogrom ciepła, przytulności, ale też światła i oddechu. To deska laminowana Sosna naturalna firmy Quick Step. Cieszę się bardzo, że się na nią tu zdecydowaliśmy, tworzy idealne tło do takiej przestrzeni o jakiej zawsze marzyłam. Jest piękna, delikatna, a zarazem wyrazista i nie wyobrażam sobie tu już żadnej innej.
Na pewno ważnym elementem jest też ta nasza drewniana ściana, co to trochę chatkę z gór mi przypomina:) Tak jak ostatnio pisałam, właściwie to jest wynikiem przypadku. Miała być pomalowana na biało, przykręciliśmy do ściany te dechy na ponad trzysta pięćdziesiąt wkrętów, a kiedy na to wszystko spojrzałam, w takim jeszcze surowym, niepomalowanym stanie, zakochałam się w niej całkowicie, w tej jej nieidealności, w tym klimacie jaki tu stwarza i stwierdziłam, że za nic w świecie nie zniszczę tych desek żadną farbą. Musimy jeszcze zabezpieczyć ją jakimś lakierem albo olejem, może znacie coś, co sprawi, że ta nasza sosna nie zżółknie za mocno? Ale na pewno deski pozostaną naturalne, w kolorze drewna. Nie ma osoby, która by tu do nas nie przyszła i nie zachwyciła się nią, ona chyba stwarza cały klimat tego naszego salonu, dodaje mu przytulności i charakteru. A mój Mąż jak to On, popatrzył na nią, pokombinował, zniknął na dziesięć minut i wrócił z tą ławeczką, na której stoi monstera. Zbił ją naprędce, wykorzystując starą dechę, którą kiedyś znaleźliśmy nad morzem, bo stwierdził, że idealnie będzie mi tu do tej mojej nowej ściany pasować:)
Kolejny moi małym marzeniem był dywan. Lubię to ciepło pod stopami, podoba mi się, jak ładnie się tu wybija, to kolejny taki element, który dodaje uroku temu pomieszczeniu. Szukałam koniecznie jakiegoś tkanego, w naturalnych barwach, który będzie pasować do całości, i oczywiście znalazłam go w sklepie KOMFORT, to dywan INDY NATURAL. Jest idealny, chociaż szczerze mówiąc chętnie bym połowę ich asortymentu wyniosła, więc możliwe, że będę miała później jakiś tu kolejny na zmianę:) Ten świetnie wpasował mi się tu do całości, był takim brakującym elementem, kropką nad i. W dodatku naprawdę łatwo utrzymać w go w czystości, no bardzo jestem z niego zadowolona:)
Większość mebli jakie się tu znalazła, jak pewnie sami możecie zauważyć, są z naszego poprzedniego mieszkania. Moja szafka RTV idealnie komponuje się na tle drewnianej ściany. Nie mogłam się oczywiście rozstać również z moim ulubionym stołem, pięknie się tu wpasował, choć przy tym naszym obecnym metrażu, marzy mi się trochę większy:) O oba te meble bardzo często pytacie, są one z Meblarni, to taka firma, którą polecam przy każdej okazji, bo naprawdę ich jakość jest fenomenalna. Te meble są solidne, ciężkie, a każdy detal jest w nich dopracowany. Niedługo pokażę Wam kolejną nowość jaką mam od nich, ale to dopiero jak będę miała drzwi, bo stoi blisko miejsca, gdzie być powinny;)
Moi nowym ulubionym elementem jest oczywiście ten podwieszany fotel, całą rodziną się o niego wiecznie kłócimy, bo każdy chce się ciągle na nim bujać. Uwielbiam go, często siedząc na nim podziwiam ogród, zapatruję się na tę zieleń dookoła i to ostatnio mój najlepszy sposób na wyciszenie się, na taki szybki relaks.
Mam tu też oczywiście dużo zielonych roślin, drewnianych dodatków i pięknych ręcznie robionych elementów. Moim ukochanym jest ta ozdoba, która zawisła nad stołem, kilka łapaczy snów połączonych w jeden panel. To oczywiście dzieło Izy z Magii Książki, no nie ma rzeczy, za którą by się nie zabrała i która nie wyszłaby idealnie. Na drewnianej ścianie wisi też robiona przez nią cudna makatka, a na kanapie zielona poduszka z falbanką, która teoretycznie jest do pokoju Antosia, ale póki co bezczelnie ją sobie przywłaszczyłam;)
Nie ma dnia ostatnio, żeby nie było tu u nas jakiś gości, wiecznie w tym salonie z bliskimi ludźmi przesiadujemy, dzieciaki ganiają do ogrodu w tę i z powrotem, i to nasze życie, ta radość codziennie wtłacza się w te nowe ściany. Jeszcze dojdą tu kolejne dodatki i rysy, każdy dzień, każdy śmiech odmienia to wnętrze, ale już dziś kocham je całym sercem i za nic bym tego naszego domku nie oddała.
Ten nasz salon to miejsce spotkań, odpoczynku, filmowych wieczorów, powolnych poranków. To miejsce pełne nas, rozmów, śmiechu i marzeń. Dobrze się tu czujemy – w końcu nie ma jak u siebie. Okazuje się, że realizacja marzeń jest równie piękna jak droga, która do ich spełnienia prowadzi. Wszystkiego dobrego dla Was Kochani, do napisania!
42 komentarze