Zawsze na koniec roku robi się jakieś podsumowania, dziękuję za to, co było i z ciekawością zerka na to, co ma nadejść. Jestem wdzięczna za wszystko, co się zdarzyło, ostatni rok był naprawdę cudownym czasem. Blog się rozwinął, udało mi się nawiązać współpracę z różnymi wydawnictwami, zostałam współautorką książki, byliśmy na fantastycznych wakacjach, a moja Siostra się zaręczyła. Nie chorowaliśmy za dużo, dni były przeważnie wypełnione uśmiechem, dzieci pięknie się rozwijają. Ale już z niecierpliwością przekładam kartki kalendarza, już z radości nie mogę wytrzymać na to, co ma się wkrótce wydarzyć. Wchodzę w ten nowy rok z tak wielką ekscytacją, lekką ręką żegnając poprzedni. Bowiem…
2018 rok będzie wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, będzie tym rokiem, kiedy rozpoczniemy nowy rozdział, w naszym wymarzonym miejscu na ziemi…w nowym domu! Tak bardzo nie mogłam doczekać się tego, kiedy będę mogła oficjalnie o tym wszystkim zacząć pisać, kiedy będę mogła podzielić się tym z Wami! Ostatnie trzy miesiące to był prawdziwy emocjonalny rollercoaster, nieprzespane noce, stres, przeplatający się z marzeniami, ale w końcu chyba mogę zacząć w to wszystko wierzyć, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że będziemy mieć nowy dom! Sama jeszcze do końca nie mogę w to uwierzyć, za ramię się wiecznie oglądam, jakby to był jakiś nierealny sen.
Postawiliśmy całe życie na głowie. Przewróciliśmy wszystko do góry nogami, pożegnaliśmy bezpieczne progi komfortu i odważnie wyszliśmy marzeniom naprzeciw, wierząc po prostu, że jakoś się uda… I chyba tak jest;) Oczywiście marzyliśmy od dawna, snuliśmy plany i wizje, ale to wszystko tak odległe, w żaden sposób na daną chwilę nieosiągalne.
Jakiś czas temu pisałam Wam, że kilka kilometrów dalej od naszego obecnego mieszkania powstaje na typowych przedmieściach osiedle bliźniaków. Pięknych takich w otulinie lasu i pól. Byliśmy tam kilka razy, wzdychaliśmy mocno. Ale to wszystko było nie dla nas. Po pierwsze za drogo, nie na ten czas, po drugie wszystkie wyprzedały się jak świeże bułeczki. No, ale w sumie to i co z tego, przecież i tak nie stać nas, dopiero co kupiliśmy mieszkanie, ledwo cztery lata w nim mieszkamy, dopiero właściwie skończyliśmy się urządzać.
Potem minęło lato, zapomniałam o tych domach, mówiąc sobie po cichu, że może kiedyś, może za kilka lat będzie podobna inwestycja, może wtedy nam się uda. W październiku właśnie kończyłam pewien artykuł, kiedy mąż wysłał mi z pracy maila. „Patrz te domy, które kiedyś oglądaliśmy, to postanowili jeszcze jeden obok wybudować” i link. Spojrzałam na zdjęcia, przypomniałam sobie to miejsce magiczne i poczułam, ze to jakiś znak. Zadzwoniłam cała zaaferowana do Męża, że kupujemy! On tylko roześmiał się, że niby jak, że co ja znowu sobie wymyśliłam, że przecież nie ma szans i tak dalej. W końcu żeby chyba mieć mnie z głowy, powiedział żebym zadzwoniła do dewelopera, bo znając życie to już też nieaktualne. Dwa razy nie trzeba było mi powtarzać;) Okazało się, że aktualne jak najbardziej. Jeszcze tego samego dnia zaciągnęłam Męża na oględziny.
Zakochałam się po raz drugi. Tak na zawsze, na amen i te sprawy. Zjeżdżasz z głównej drogi, gdzie są szkoły, sklepy, centra handlowe i pięć minut później znajdujesz się na wsi. Wśród stawów, pól i lasów. Nasz bliźniak jest na samym końcu inwestycji, dalej droga zamienia się w mały lasek. Co najlepsze jest to wzgórze, te pagórki chyba są nam w życiu pisane;) Obok nic się na pewno nie wybuduje, jedynie może naprzeciwko, ale póki co jest tam piękne pole i rosną owocowe drzewka.
Nie jest to samodzielny budynek, ale za to działka jest spora, bo będziemy mieć do dyspozycji 600m2, więc patrząc na standardy innych inwestycji to naprawdę sporo, już się boję kto to będzie wszystko kosił;) No jest idealnie, w dodatku blisko miasta, obwodnicy, do centrum jakieś piętnaście minut. Niedaleko mieszkają nasi przyjaciele, nawet do Siostry będę miała bliżej. Jednym słowem jesteśmy zakochani, przeszczęśliwi i na etapie różowych okularów:))
Ale wróćmy do historii. Pojechaliśmy więc, obejrzeliśmy i ja już wiedziałam, że to nasze wymarzone miejsce, mój wyśniony dom. Z tym ogrodem wielkim, poddaszem pięknym, no i wszystko dokładnie takie, jakie miało być. W tym samym tygodniu podpisaliśmy umowę rezerwacyjną, co mojego Męża prawie zawał kosztowało, no, bo jak my niby mamy to wszystko zrobić? No szaleństwo totalne. Chyba najbardziej spontaniczna decyzja w naszym życiu. Zaczęliśmy nakreślać plan, który miał tyle niewiadomych, że aż od tego mogło się w głowie zakręcić. Ale trudno, kto nie ryzykuje ten nie ma. Krok po kroku, więc zaczęliśmy go realizować. Wystawiliśmy mieszkanie, zaczęliśmy starać się o kredyt, negocjować z deweloperem i mocno zaciskać kciuki, żeby to szaleństwo się udało.
Nawet nie umiem opisać tego stresu, tych wszystkich niewiadomych, strachu żeby w końcu nie okazało się, że zostaniemy z niczym. Ale chyba w końcu mogę odetchnąć, chyba w końcu po tym całym wariactwie przyszedł czas na radość. Udało nam się pozałatwiać wszystkie formalności i wychodzi na to, ze ten dom naprawdę jest już nasz:))
Nadal nie potrafię w to uwierzyć. Nadal nie sypiam po nocach. Przecież to czyste szaleństwo. A jednak… Marzenia się spełniają, trzeba tylko mocno tego chcieć.
Teraz przed nami okres czekania, planowania. Dom odbieramy na przełomie maja/czerwca będzie więc czas na to żeby wszystko dobrze rozplanować. Choć ja już mam całą gotową wizję w głowie:) Oczywiście przez to, że to wszystko dzieje się tak nagle, nawet nie łudzę się, że uda nam się od razu wszystko wykończyć, pewnie minie kilka dobrych lat, zanim ten dom będzie wyglądać dokładnie tak jak pragnę. Ale cóż, przecież zawsze twierdziłam, że uwielbiam być w stanie permanentnego remontu;)) Mamy po dwie zdrowe ręce, mamy przyjaciół, mamy mojego kochanego Tatę, który jest złotą rączka i remontowym mistrzem, w końcu jest mój Mąż, który potrafi wszystko, więc jakoś to będzie. Najważniejsze, że jest to wymarzone miejsce, ten dom, o którym już od dzieciństwa śniłam.
Niedługo opowiem Wam o wszystkich szczegółach, teraz jesteśmy na etapie, kiedy musimy przedstawić plan ścian działowych, więc też poproszę Was na pewno o rady, ale dziś tylko chciałam móc w końcu podzielić się tym z Wami. Tą radością, co aż mnie rozpiera, tym szczęściem wielkim. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy mam, nie zapeszaj, ale cóż, będzie dobrze, czuję to całą sobą. Najważniejsze już zrobiliśmy, odważyliśmy się wyjść marzeniom i okazji naprzeciw. I choć to było czyste szaleństwo, to zdecydowanie było warto. Jestem tego pewna.
33 komentarze