Kiedyś potrafiłam bardzo mocno zazdrościć ludziom naprawdę wielu rzeczy. Ciągle wydawało mi się, że moje życie jest jakieś niepełne, gorsze. Zazdrościłam sukcesów zawodowych, pięknych domów, dzieci, kiedy ja sama nie mogłam zajść w ciążę. Zerkałam na innych i wiecznie się porównywałam, a tama niepewności we mnie narastała. Każdy wokół miał lepiej, potrafił jakoś mocniej, bardziej. Mieli fajne pomysły na te swoje życie, cudowne pasje, wszystko im się układało, głowa tryskała od pozytywnych pomysłów. Tylko ja jakaś taka niemrawa, taka szara, taka mało warta i wszystko pod górkę. I kiedy tak zerkałam na wszystkich wokół, to nie wpadłam na jedną prostą rzecz, a mianowicie, że wystarczy to swoje życie odważnie wziąć w ręce i krok po kroku budować je tak, aby było dla nas idealne.
Nic nie przychodzi samo. A już na pewno nic nie polepszy się od tego, że wiecznie będziemy patrzeć na innych i się porównywać. Jak to mówią – trawa jest zawsze bardziej zielona u sąsiada. I też nic nie przychodzi w jeden dzień. Ale naprawdę bardzo wiele rzeczy zależy od naszego nastawienia. I kiedy przestałam się skupiać na innych, a zaczęłam na sobie samej, swoich celach, marzeniach, wszystko jakby się odwróciło. Zaczęłam w końcu doceniać. Drobiazgi, zwykłe takie. Składać je wszystkie do worka z napisem szczęście i sukces. Zaczęłam coraz odważniej mierzyć i wychodzić tym celom na spotkanie. Dążyć do ich spełnienia.
Bardzo wierzę w siłę przyciągania. W to, że jeśli czegoś naprawdę mocno pragniemy to prędzej czy później to się zdarzy. Bo kiedy kierujemy wokół tego nasze myśli to też łapiemy okazje, wychodzimy tym naszym marzeniom naprzód, działamy. Najważniejsza w życiu jest właśnie odwaga do działania. A kiedy wyjdzie nam już jedna rzecz, to później jest dużo łatwiej, prościej. Z większą pewnością siebie zaczynamy mierzyć dalej. Zaczynamy się nakręcać w tym swoim pozytywnym myśleniu, przestajemy wyszukiwać dziur w całym.
Dla mnie osobiście najważniejsza jest moja rodzina. To ona dodaje mi sił, wiary, to ona sprawia, że życie jest łatwiejsze. Zamiast patrzeć na innych, zaczęłam też otwierać się na możliwości jakie moje własne życie mi daje. Dziś już wiem, że szczęście w dużej mierze opiera się na tym co mamy w głowie. I jeśli tam sobie wszystkiego odpowiednio nie poukładamy, to obojętnie jakie sukcesy byśmy mieli na koncie, nic nie będzie wystarczające dobre.
Dla każdego z nas co innego jest najważniejsze, co innego wytacza nam ścieżki i cele, daje uczucie spełnienia. Ale wszystko zaczyna się od naszego umysły, myśli, postrzegania świata. Pewnej pokory a zarazem wiary w swoje możliwości. Odwagi. Odwagi do tego, aby spełniać marzenia. Aby czasem iść pod prąd, aby na chwilę wyjść ze swojej strefy komfortu. A nawet jeśli nam coś nie wyjdzie, to machnąć ręką i iść dalej. Ot tak po prostu.
To co ostatnio się dzieje w moim życiu jest nie do pomyślenia. Jeszcze sześć lat temu jakby mi ktoś powiedział, jak będzie wyglądać to moje życie dzisiaj to bym nie uwierzyła. W tamtym czasie biegałam od szkolenia do szkolenia, wolne chwile spędzałam na fotelu ginekologa, wynajmowałam małą kawalerkę i jedyne co miałam to Jego, tego mojego najważniejszego.
A dziś, dziś co dzień spełnia się jakieś moje marzenie. Mam dwójkę najwspanialszych dzieci na świecie, żyję z pisania, urządzania wnętrz i tworzenia fajnych projektów. Moje teksty drukują w gazetach, współtworzę książkę i realizuję właśnie różne projekty, o których wcześniej nawet mi się nie śniło. Praktycznie na wyciągniecie ręki jestem też od spełnienia jednego z moich największych marzeń, aż nie mogę uwierzyć w to, że właśnie je realizujemy, ale o tym jeszcze nie teraz, nie będziemy zapeszać;) Choć nadal to do mnie nie do końca dochodzi, a radość już rozpiera każdy mój nerw, koniuszek palca, każda myśl wypełniona jest tym mniej bądź bardziej. W dodatku to wszystko dzieje się tak szybko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. A może jednak nie? Może jednak dzięki jakieś tam odwadze i naszej wspólnej pracy?… Mam Was, mam tę stronę moją ukochaną i głowę pełną pomysłów. Mam cudownych ludzi wokół, Przyjaciół, na których polegać mogę w dzień i w nocy.
Dziś nie patrzę z zazdrością na innych, a ewentualnie z podziwem, z każdego czyjegoś sukcesu próbuję wynieść coś dla siebie, jakąś lekcję, to mnie tylko i wyłącznie motywuje i dodaje nadziei. Ale przede wszystkim wiem już, że naprawdę wiele rzeczy jest możliwych, jeśli tylko mocno tego chcemy i dzień w dzień na to pracujemy.
Wiem, że często o tym piszę jakbym co najmniej tysiąc rozumów pozjadała… Ale to tylko po to, żeby pokazać, że da się. I że też tysiące razy w życiu wątpiłam, byłam niepewna, zazdrosna i wszystko szło mi do dupy. Ale można to odwrócić, można to szczęście złapać. Można sobie wszystko w głowie poukładać. Trzeba tylko zaprzyjaźnić się ze sobą samym i pracować nad tym, na czym nam zależy. Podoceniać siebie trochę, pochwalić. Może dla kogoś z boku to wszystko będzie takie nic. Zawsze znajdziecie się ktoś kto ma więcej, lepiej, bardziej. Ale jakie to ma znaczenie? W końcu to nasze życie, to nasz spektakl i jeżeli my sami czujemy się spełnieni, szczęśliwi to tylko to się liczy.
16 komentarzy