W weekend w Trójmieście padał śnieg! Niestety, ale temperatury już coraz niższe i czuć w powietrzu, że zima zbliża się wielkimi krokami. Pozostaje zakopać się w domowych pieleszach i korzystać z pełnej gamy różnych umilaczy. Czasami ciężko o dobry nastrój, kiedy od rana do wieczora tak szaro na dworze, energii jakoś o wiele mniej. Ale cóż, jakoś trzeba przetrwać ten okres, prawda? Pokażę Wam dzisiaj garść moich patentów poprawiających humor. Zapraszam na domowe migawki, ciepłą herbatę i garść przyjemności.
Niosę Wam tradycyjnie trochę książek, filmów, dobrej muzyki i urywków codzienności. Nasz dom w takiej leniwej, listopadowej oprawie, ale w takiej wersji też go lubię.
Najważniejsze to odpowiednia oprawa. Ciepły koc, gorąca herbata z miodem i od razu robi się przyjemniej. Nie wyobrażam sobie przeżyć listopada bez grubego swetra i tych wszystkich miękkich tekstyliów tuż na wyciągnięcie ręki. Zdecydowanie taką późną jesień najbardziej lubię spędzać w tych moich czterech ścianach;) Jest też więcej czasu na jakieś drobne przyjemności, chociażby zrobienie domowego peelingu z miodu, na który przepis już kiedyś Wam podawałam.
Jak zwykle zabezpieczyłam się kolejną toną książek. Właśnie czytam naprawdę fajnie napisany kryminał Ałbeny Grabowskiej, a w kolejce czekają felietony Anny Janko i rozmowa rzeka z Joanną Kos-Krauze. Zawsze zadziwiają mnie te statystyki na temat czytelnictwa w Polsce, że niby tylko 37% z nas czyta, a powyżej siedmiu książek rocznie tylko 10% społeczeństwa. Jakoś mi się w to kompletnie wierzyć nie chce… Nie znam osoby wokół, która by nie czytała, wraz z Przyjaciółmi czy Rodziną wiecznie się tylko tymi wszystkimi lekturami wymieniamy. Zresztą i na blogu widzę duże zainteresowanie, kiedy polecam Wam jakieś pozycje, więc może wcale nie jest tak źle? Albo w drugą stronę, skoro ja minimum czytam po co najmniej trzy, cztery książki miesięcznie, to jak ta średnia musi być zawyżona wobec tych, którzy po nie w ogóle nie sięgają… Trochę przerażające. A przecież to takie przyjemne!
Polecam Wam też taką lekką książkę, bardzo wciągającą, idealną na jesienne wieczory – „Światło które utraciliśmy”. Smutna historia miłosna, książka mocno refleksyjna, czyta się w moment. A z bardziej ambitnych lektur, jeszcze raz polecam Wam „Dżentelmena w Moskwie”, naprawdę niezwykła powieść.
Oprócz książek uwielbiam też wszelkie magazyny. Bardzo cenię sobie wszystkie felietony w Wysokich Obcasach, lubię też zaczytywać się w ELLE DECORATION, masa inspiracji. A Wy po jakie najchętniej sięgacie? U nas tych magazynów to na równi z książkami, wszędzie gdzieś jakieś leżą. I nawet jak nie mam czasu, to sobie chociaż w przelocie przeglądam, coś tam zawsze przeczytam. W ciągu dnia praktycznie nigdy nie włączamy telewizora, chyba, że dzieciaki chcą jakąś bajkę obejrzeć, dopiero wieczorem ewentualnie, rozpoczynamy prywatny seans filmowy;)
Mamy herbatę, ciepłe koce, wciągające książki to jeszcze przydałaby się jakaś klimatyczna muzyka. Ostatnio w naszym domu najczęściej rozbrzmiewają dźwięki jazzu, uwielbiam, idealnie pasują mi do obecnej pory roku. Ta muzyka pozytywnie mnie nastraja, poprawia humor i pomaga się zrelaksować. Dobrze mi się przy niej pracuje i odpoczywa.
Jak zwykle otaczam się tymi wszystkimi dodatkami, kadruję sobie otoczenie, wiecznie coś przestawiam, zmieniam, takie tworzenia aranżacji to też fajny pomysł na listopadowe popołudnia. W ogóle mam wrażenie, że ostatnio żyję jakoś tak wolniej, spokojniej, ale zdecydowanie dobrze mi z tym.
Acha, no dobra miał być koniec, ale jeszcze koniecznie muszę polecić Wam bardzo fajny serial, nasze kolejne najnowsze odkrycie – Mindhunter. Dwóch agentów FBI przeprowadza wywiady z seryjnymi zabójcami, chcąc poznać ich motywy, sekwencję działań, tak aby stworzyć odpowiednie profile psychologiczne, które w przyszłości pomogą złapać innych morderców i rozwiązać kryminalne zagadki. Bardzo polecam.
I od razu ten cały listopad robi się bardziej przyjemny. A jeszcze chwila i będzie można ruszyć z produkcją świątecznych ozdób i listą prezentów. Czasem nawet lubię tę cykliczność, te zmieniające się pory roku. A jakie są Wasze ulubione umilacze? Jak spędzacie wolny czas? Dajcie znać, uściski wielkie!
16 komentarzy