Nie dam rady!

Czasami bywa tak, że spełniają się nasze marzenia, a my przechodzimy obok tego obojętnie, nie zauważamy. Nie skupiamy się. Biegniemy już za czymś kolejnym, znów do czegoś dążymy, od celu do celu. Bądź w ogóle nie podejmujemy żadnej próby. Pozwalamy, aby szanse na te wszystkie spełnione marzenia przeciekały nam między palcami, jedna za drugą. Trwamy w przekonaniu, że i tak się nie uda. Nie wyjdzie. Nie damy rady.

Uczę się uważności. Odwagi. Ostatnio przekraczam też jakieś swoje granice, podejmuję wyzwania. Aby mogło tak się zadziać przez dłuższy czas musiałam pracować nad swoją pewnością siebie, nad sobą samą. Dostrzegać te szczegóły wszystkie, te maleńkie spełnione marzenia składające się na wielką całość. Pozwolić sobie na radość, dumę, na docenienie włożonej własnej pracy i wysiłku. Tak często pomijamy siebie samego, bagatelizujemy, umniejszamy. Tak często poddajemy się już na starcie, nieraz najtrudniej jest uwierzyć we własne siły i możliwości, skupiamy się na osiągnięciach innych a swoje pomijamy. Staram się codziennie wkładać do głowy moim dzieciom, że mogą wszystko, że mogą odważnie sięgać po marzenia, cieszyć się z każdego najmniejszego sukcesu, a jeśli nawet coś nie wyjdzie to najważniejsze jest to, aby spróbować. Czasami jednak jest łatwiej takie mądre słowa powtarzać innym niż samemu się do nich zastosować.

Jak często powtarzasz sobie w głowie nie dam rady? To nie dla mnie? Może jutro? Może On, Ona, ale nie ja? Mój Mąż ma w sobie niesamowity dar zdobywania świata. Podziwiam Go ogromnie. Ma w sobie duże dawki zdrowej pewności siebie i optymizmu. W każdą rzecz, którą robi wkłada mnóstwo pracy, ale On się tej pracy nie boi. Podejmuje wyzwania, nie chowa głowy w piasek, po prostu stara się zrealizować to,co jest do zrobienia najlepiej jak potrafi. Jeśli pojawiają się jakieś nowe szanse to po nie sięga, nie uganiając się za nimi na siłę, po prostu ich nie omija.

Ostatnio stanęłam przed pewnym dużym wyzwaniem. Chciałam spanikować, poddać się na starcie, ale ta moja druga polówka postawiła mnie do pionu. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz i będziesz żałować. I miał rację. Nie wiem czy z tego coś wyjdzie, ale nie ma to już wcale takiego dużego znaczenia, najważniejsze, że przekonałam się, że mogę, nauczyłam czegoś, przekroczyłam nowe granice.

Kiedy byłam dzieckiem, co tydzień odkrywałam w sobie nowe zainteresowania. Chodziłam na tysiące kółek. Raz chciałam się nauczyć  grać na gitarze, później w tenisa, jeździłam konno, chodziłam na tańce. Co chwilę coś nowego. Często w tych zainteresowaniach nie trwałam dłużej niż miesiąc, a nawet i krócej, bo już mi w głowie kiełkował nowy pomysł. Ale moi Rodzice nigdy mnie nie zniechęcali. Nie kazali abym w końcu na coś się zdecydowała, jak przybiegałam z nowym pomysłem, to nie wytykali, że przecież chciałam wcześniej to czy tamto i dawno zrezygnowałam, tylko brali za rękę i zapisywali na kolejne wymarzone zajęcia. Dawali mi szansę, szansę spróbowania, doświadczenia czegoś nowego, odnalezienia tego, co naprawdę pokocham. Nie było dla nich problemem mnie wspierać tak po prostu, nie denerwowali się, nie zniechęcali, zawsze powtarzali, że jeśli chcę to niech spróbuję. Dzięki temu wiem, że mogę odważnie sięgać po nowe doświadczenia, że nie muszę tkwić w czymś, co mnie nie satysfakcjonuje, nie boję próbować nowych rzeczy, bo nikt w życiu nie powiedział mi, że w próbowaniu jest coś złego.

Tak przykro mi czasem, kiedy słyszę jak ludzie źle o sobie myślą, jak ktoś tak mocno nie zadbał o ich pewność siebie, jak pozwolił by uwierzyli, że się nie nadają. Tak naprawdę wszystkie nasze granice mieszkają w głowie, wyznaczają je myśli. Możemy tak wiele, jeśli tylko się odważymy. Mamy ten luksus bycia dorosłym, samodzielnego decydowania, dania sobie możliwości spełniania marzeń, a potem ich doceniania. Obracania delikatnie miedzy palcami, do układania ich pięknie na półce z etykietą nasz sukces.

Ludzie boja się mówić o sukcesach, osiągnięciach, o byciu dumnym z samego siebie. Zawsze trzeba umniejszać, i tak umniejszamy wiecznie nawet przed sobą samym, a później ciężko nam się z tego wydostać, odważyć na coś nowego, podjąć wyzwanie, bo kiedy brakuje w głowie tego zaplecza spełnionych marzeń, świadomości własnej pracy i umiejętności to ciężko jest zdobywać coś więcej. A potem okazuje się, że to co było dla mnie, moje się nie stało. Bo po to nie sięgnęłam, bo nie wiedziałam, nie przekonałam się. Nie ma nic gorszego niż taka droga utraconych szans, rozpamiętywania, że gdybym się odważyła to może…

Podobno nie ma ludzi bez talentu, są tylko tacy, którzy go jeszcze nie odkryli.

Nie dam rady mogę powiedzieć sobie dopiero wtedy, kiedy czegoś spróbuję. A może okaże się, że się całkowicie myliliśmy i odkryjemy coś, co pokochamy całym sercem? Nigdy nic nie wiadomo…

Related posts

Kilka słów o tym dlaczego prawie przeoczyłam, że lato zamieniło się w jesień…

Projekt ogród – sezon 2021 czas start!

Domowe migawki i listopadowe umilacze.

18 komentarzy

Ania z Osobiedlamnie 28 czerwca, 2017 - 9:27 am
Pięknie napisane. Zgadzam się z tym umniejszaniem nawet własnych osiągnięć i sukcesów. W biegu robimy tak wiele, że nawet nie dajemy szansy prawdziwie się z tego cieszyć. Sobie samemu. Moja koleżanka i sąsiadka, ucząca w przedszkolu, niesamowicie kreatywna, oddana dzieciom (a przy tym ma dwoje małych swoich), ale pod presją robienia więcej i więcej, odkryła, ile naprawdę robi, gdy zrobiła listę akcji, przedstawień, wycieczek, pogadanek, zabaw i działań z ostatnich dwóch lat. I okazało się, że zabrakło jej miejsca w rubryce (przygotowuje się do awansu zawodowego), a lista jeszcze nie skończona. Dopiero wtedy uzmysłowiła sobie - przede wszystkim sobie samej! - ile ona tak naprawdę robi, ile z siebie daje, ile potrafi, że jest cudowną, bardzo pracowitą dziewczyną, z wielkim sercem i zaangażowaniem, że ani ona, ani nikt inny nie może jej zarzucić, że robi coś nie tak, że za mało, że nieciekawie. Że daje radę! Że trudno byłoby ją zastąpić, że jest po prostu super! Lepiej późno, niż później...:)
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 8:59 pm
Tak bywa właśnie bardzo często... Też znam takie osoby, które robią ogromnie dużo, które wkładają w rożne rzeczy masę serca a nie dostrzegają tego. Nie widzą swojej ciężkiej pracy, zapału, sił, pozwalają siebie innym umniejszać, a na jakąkolwiek pochwałę reagują nerwowym uśmiechem i machnięciem ręką.... I to nie chodzi oto żebyśmy wszyscy byli w siebie samych zapatrzeni jak w obrazek, tylko żeby znać swoje możliwości, żeby nie oceniać się zbyt surowo. Dlatego ja zawsze staram się mocno bliskie osoby motywować, dodać otuchy i dobre słowo. To tak proste a ile moze sprawić radości innym.
Anett 28 czerwca, 2017 - 9:37 am
Kocham motywacyjne teksty u Ciebie:) od razu mam siłę do życia. Dziękuję:)
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 8:59 pm
:))))
Sabina Kobus-Śmietanka 28 czerwca, 2017 - 10:00 am
Ty nie dasz rady! Jeju ile w Tobie ....mnie. Rozumiem Cię bardzo. Tylko, że ja się chyba już poddałam. Poddałam się zawalczyć o marzenia. Przegrałam. Tobie z całego śmietankowego serducha, życzę wytrwałosci i siły bo podbijać świat. Buziaki
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 9:01 pm
Sabinko Kochana wiem, że to tak łatwo mówić, ale nie poddawaj się!!! Tworzysz cuda, masz w sobie wielkie dawki kreatywności, artystyczną duszę, masę genialnego potencjału. Czasami droga do sukcesu jest długa, ciężka i powolna, ale i tak warto wytrwać, bo potem satysfakcja i szczęście olbrzymie:***
Kasia 28 czerwca, 2017 - 3:20 pm
Właśnie dlatego trzeba uczyć nasze dzieci pewności siebie, wiary w swoje możliwości, chwalić na każdym kroku. Ja przez wiele lat uczyłam się tego, będąc dorosłą już kobietą. Strach ma wielkie, oczy ale warto się przełamywać i dążyć do celu. A umniejszanie swoich zdolności i umiejętności bierze się chyba z mentalności Polaków. Nie umiemy prawić komplementów, chwalić czyjejś pracy. Ostatecznie sami też wstydzimy się przyznać do tego, że w czymś jesteśmy dobrzy. To chyba też swego rodzaju skromność a może kompleksy. Myślę, że z roku na rok jest coraz lepiej i zaczynamy poznawać i doceniać swoją wartość :) Więcej wiary w samych siebie życzę wszystkim !!! :)))
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 9:04 pm
Masz rację Kasiu, to my często nawzajem sobie podcinamy skrzydła, nie pomagamy budować tej pewności siebie, a przecież tak niewiele trzeba... Wystarczy dojrzeć tego drugiego człowieka, jego pracę, serce, pochwalić szczerze to skrzydeł dodaje. Sama wiem u siebie jak to działa. Ileż razy jestem niepewna, ile razy dodaję kolejny tekst i zastanawiam się czy to ma sens, a potem lawina pozytywnych komentarzy, słów wsparcia i od razu wiem, ze mogę świat zwojować:)
Biała Sowa 28 czerwca, 2017 - 6:08 pm
Ponoć chcieć to móc :) Ale zgadzam się, że najważniejsze to podjąć wyzwanie. Pozdrawiam serdecznie.
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 9:04 pm
O tak podejmowanie wyzwań to połowa drogi do sukcesu, w końcu sam nie przyjdzie;)
Aneta 29 czerwca, 2017 - 1:26 am
Czy mogłabyś dokładniej napisać w jaki sposób to robiłaś - "dłuższy czas musiałam pracować nad swoją pewnością siebie, nad sobą samą"? Też chcę zmienić pewne rzeczy w sobie ( często nie podejmuję wyzwań, bo chciałabym być do wszystkiego super przygotowana, a na to nie mam czasu), ale nie wiem od czego zacząć. Poza tym świetny tekst :) Pozdrawiam i dziękuję :)
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 11:42 am
Wiesz to były małe kroki, po prostu przełamywałam się i podejmowałam jakieś nowe próby, wyzwania. Najwięcej dała mi chyba moja poprzednia praca jako trener wewnętrzny, kiedy się zgłaszałam byłam pewna, że nie będę się nadawać, że zje mnie stres, ale że zawsze o tym marzyłam, to postanowiłam spróbować, ot tak (licząc bardziej na to, że mnie nie wezmą;)) A kiedy już to wszystko się zadziało, zaczęłam przeprowadzać szkolenia, stojąc na środku sali przed pięćdziesięcioma osobami i okazywało się, że daję radę, że jest to coś co pokochałam. Ważna jest właśnie ta świadomość jakiś swoich sukcesów, tego, że mogę, powtarzanie sobie głośno i wyraźnie, że jeśli nie spróbuję to się nie przekonam, i jeśli nawet mi z tego nic nie wyjdzie, to co tak naprawdę złego się stanie? Ogromnie ważne jest wsparcie bliskich osób, ich wiara w nasze możliwości, mi mój mąż ogromnie pomogą rozwijać skrzydła, wierzy we mnie, na każdy mój nowy pomysł entuzjastycznie przyklaskuje, to buduje ogromną pewność siebie, to daje niezwykłe oparcie. I ta krok po kroku dojrzewało to gdzieś we mnie, ta pewność siebie rozbudzała się,choć nadal muszę nad tym pracować, pokonywać jakieś kroki milowe,zmuszać się do podejmowania wyzwań, ale kiedy "lawina" ruszy jest łatwiej, najważniejszy ten pierwszy krok. Na to wszystko duży wpływ miał także ten blog, cudowni czytelnicy, niesamowite wsparcie i pozytywny odbiór, to takie maleńkie części składające się na wielką całość. Życzę samych sukcesów :***
Miekszanka 29 czerwca, 2017 - 1:30 pm
Fajny tekst motywujący do zmian, mam nadzieję że komuś pomoże bo ja już nie dam rady... Oczywiście żartuje :P
Home on the Hill 29 czerwca, 2017 - 9:05 pm
I całe szczęście, że żartujesz;)))
Aga 1 lipca, 2017 - 7:02 pm
Ech, to prawda, to czego doświadczymy w dzieciństwie jest tak ważne. Czasami wystarczy, że jeden rodzic nas, to co próbujemy robić ciągle neguje, krytykuje, a potem ciężko jest się dźwignąć i uwierzyć w siebie, swoje możliwości, trudno to poprzestawiać w głowie....
Basia 1 lipca, 2017 - 8:33 pm
Nic dodać nic ująć. W punkt Oleńko! B :*
Anua 5 lipca, 2017 - 9:58 pm
Bardzo mądre słowa :) Twoje dzieci mają szczęście, że mają tak mądrą Mamę, która dba o przekazanie im poczucia "sprawczości" i odwagę w sięganiu po marzenia. Nie wiem, czy to kwestia zbiorowej mentalności naszego polskiego społeczeństwa, czy po prostu natura ludzka, ale niestety, często brak nam odwagi, a jeszcze częściej pewności siebie, w sięganiu po marzenia, cele, wyzwania.. Deprecjonujemy samych siebie, swoje osiągnięcia, szkicujemy czarne scenariusze (w czym często pomaga nam najbliższe otoczenie, tkwiące samo po uszy w niepewności, braku wiary w swoje możliwości, pozbawione poczucia kontroli nad własnym życiem). :)
Cacofonia Milano 17 lipca, 2017 - 6:09 pm
Kolejny inspirujący wpis, który czytaliśmy z coraz większym uśmiechem na ustach. Zdrowa dawka pewności siebie jest nam wszystkim bardzo potrzebna. :) Wywołałaś masę wspomnień opowieścią o swoim dzieciństwie - my chyba mieliśmy podobnie. :)
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej