Czasami bywa tak, że spełniają się nasze marzenia, a my przechodzimy obok tego obojętnie, nie zauważamy. Nie skupiamy się. Biegniemy już za czymś kolejnym, znów do czegoś dążymy, od celu do celu. Bądź w ogóle nie podejmujemy żadnej próby. Pozwalamy, aby szanse na te wszystkie spełnione marzenia przeciekały nam między palcami, jedna za drugą. Trwamy w przekonaniu, że i tak się nie uda. Nie wyjdzie. Nie damy rady.
Uczę się uważności. Odwagi. Ostatnio przekraczam też jakieś swoje granice, podejmuję wyzwania. Aby mogło tak się zadziać przez dłuższy czas musiałam pracować nad swoją pewnością siebie, nad sobą samą. Dostrzegać te szczegóły wszystkie, te maleńkie spełnione marzenia składające się na wielką całość. Pozwolić sobie na radość, dumę, na docenienie włożonej własnej pracy i wysiłku. Tak często pomijamy siebie samego, bagatelizujemy, umniejszamy. Tak często poddajemy się już na starcie, nieraz najtrudniej jest uwierzyć we własne siły i możliwości, skupiamy się na osiągnięciach innych a swoje pomijamy. Staram się codziennie wkładać do głowy moim dzieciom, że mogą wszystko, że mogą odważnie sięgać po marzenia, cieszyć się z każdego najmniejszego sukcesu, a jeśli nawet coś nie wyjdzie to najważniejsze jest to, aby spróbować. Czasami jednak jest łatwiej takie mądre słowa powtarzać innym niż samemu się do nich zastosować.
Jak często powtarzasz sobie w głowie nie dam rady? To nie dla mnie? Może jutro? Może On, Ona, ale nie ja? Mój Mąż ma w sobie niesamowity dar zdobywania świata. Podziwiam Go ogromnie. Ma w sobie duże dawki zdrowej pewności siebie i optymizmu. W każdą rzecz, którą robi wkłada mnóstwo pracy, ale On się tej pracy nie boi. Podejmuje wyzwania, nie chowa głowy w piasek, po prostu stara się zrealizować to,co jest do zrobienia najlepiej jak potrafi. Jeśli pojawiają się jakieś nowe szanse to po nie sięga, nie uganiając się za nimi na siłę, po prostu ich nie omija.
Ostatnio stanęłam przed pewnym dużym wyzwaniem. Chciałam spanikować, poddać się na starcie, ale ta moja druga polówka postawiła mnie do pionu. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz i będziesz żałować. I miał rację. Nie wiem czy z tego coś wyjdzie, ale nie ma to już wcale takiego dużego znaczenia, najważniejsze, że przekonałam się, że mogę, nauczyłam czegoś, przekroczyłam nowe granice.
Kiedy byłam dzieckiem, co tydzień odkrywałam w sobie nowe zainteresowania. Chodziłam na tysiące kółek. Raz chciałam się nauczyć grać na gitarze, później w tenisa, jeździłam konno, chodziłam na tańce. Co chwilę coś nowego. Często w tych zainteresowaniach nie trwałam dłużej niż miesiąc, a nawet i krócej, bo już mi w głowie kiełkował nowy pomysł. Ale moi Rodzice nigdy mnie nie zniechęcali. Nie kazali abym w końcu na coś się zdecydowała, jak przybiegałam z nowym pomysłem, to nie wytykali, że przecież chciałam wcześniej to czy tamto i dawno zrezygnowałam, tylko brali za rękę i zapisywali na kolejne wymarzone zajęcia. Dawali mi szansę, szansę spróbowania, doświadczenia czegoś nowego, odnalezienia tego, co naprawdę pokocham. Nie było dla nich problemem mnie wspierać tak po prostu, nie denerwowali się, nie zniechęcali, zawsze powtarzali, że jeśli chcę to niech spróbuję. Dzięki temu wiem, że mogę odważnie sięgać po nowe doświadczenia, że nie muszę tkwić w czymś, co mnie nie satysfakcjonuje, nie boję próbować nowych rzeczy, bo nikt w życiu nie powiedział mi, że w próbowaniu jest coś złego.
Tak przykro mi czasem, kiedy słyszę jak ludzie źle o sobie myślą, jak ktoś tak mocno nie zadbał o ich pewność siebie, jak pozwolił by uwierzyli, że się nie nadają. Tak naprawdę wszystkie nasze granice mieszkają w głowie, wyznaczają je myśli. Możemy tak wiele, jeśli tylko się odważymy. Mamy ten luksus bycia dorosłym, samodzielnego decydowania, dania sobie możliwości spełniania marzeń, a potem ich doceniania. Obracania delikatnie miedzy palcami, do układania ich pięknie na półce z etykietą nasz sukces.
Ludzie boja się mówić o sukcesach, osiągnięciach, o byciu dumnym z samego siebie. Zawsze trzeba umniejszać, i tak umniejszamy wiecznie nawet przed sobą samym, a później ciężko nam się z tego wydostać, odważyć na coś nowego, podjąć wyzwanie, bo kiedy brakuje w głowie tego zaplecza spełnionych marzeń, świadomości własnej pracy i umiejętności to ciężko jest zdobywać coś więcej. A potem okazuje się, że to co było dla mnie, moje się nie stało. Bo po to nie sięgnęłam, bo nie wiedziałam, nie przekonałam się. Nie ma nic gorszego niż taka droga utraconych szans, rozpamiętywania, że gdybym się odważyła to może…
Podobno nie ma ludzi bez talentu, są tylko tacy, którzy go jeszcze nie odkryli.
Nie dam rady mogę powiedzieć sobie dopiero wtedy, kiedy czegoś spróbuję. A może okaże się, że się całkowicie myliliśmy i odkryjemy coś, co pokochamy całym sercem? Nigdy nic nie wiadomo…
18 komentarzy