Jestem mamą niewyspaną.
Zniecierpliwioną.
Krzyczącą często zbyt głośno. Denerwującą się błahostkami.
Jestem mamą, która czasami zamiast obiadu podaje frytki bądź jajecznicę.
Bywającą obok zamiast razem z nimi.
Czasami jestem mamą ogromnie niezadowoloną z siebie. Płaczącą do poduszki. Sfrustrowaną.
Kiedy indziej uśmiecham się od rana do wieczora, radość mnie roznosi, są dni, kiedy jestem z siebie tak mocno zadowolona, tak najbardziej na świecie.
Jestem mamą czytającą książki i rozmawiającą o marzeniach. Czeszę warkoczyki i rysuję domki. Przytulam sto razy dziennie, całuję skaleczone kolanka. Zapraszam tabun dzieci i piekę dla nich babeczki.
Włączam bajkę. Jedną. Potem następną. I jeszcze kolejną… Żeby mieć spokój i ciszę wokół.
Tańczę na środku pokoju, wiruję radośnie, po trawie biegam gołymi stopami i razem z Majką zakładam Jej osobistą kwiatową rabatę.
Mówię później, ciszej, nie teraz. Nie dam rady, nie chcę, nie mogę.
Rozumiem, że „sisi” to jadące auto, że „Atuś” to Antoś, „meko”- mleko. Rozumiem, że jak wchodzimy do domu to musi sam zdjąć buty, że nie wolno pomagać, i nie można przez próg go przenosić, bo On chce samodzielnie ten świat zdobywać. Rozumiem, więc kiedy się zapomnę a On zalewa się łzami, to szybko ubieramy z powrotem buty, co by je sam mógł zdjąć. Albo na nowo do mieszkania wchodzimy. Bo to są Jego zasady, takie jakie przystały na dwu i półlatka. Szanuję je, bo wiem, że szacunek to coś ogromnie cennego, coś co z łatwością mogę im podarować.
Odbieram Majkę jako jedną z pierwszych z przedszkola. Odbieram, bo mam taką możliwość. Bo wiem, że Ona na mnie tam czeka. Na złamanie karku zawsze tam pędzę, choćby i tysiąc spraw jeszcze było na głowie, choćbym z niczym miała się nie wyrobić, odbieram, nie spóźniając się nawet o minutę, bo wiem, że Ona tego potrzebuje.
Zakładam im na stopy dwie różne skarpetki, bo znów żadnej do pary nie mogłam znaleźć. Klnę pod nosem na bałagan jakby to on był najważniejszy na świecie. Czasami mam ochotę udawać, że mnie nie ma, wyłączyć się tak choć na minutę. Nie słyszeć tego gwaru, pisku, płaczu, tego mama co pół sekundy. Zamykam się w łazience. Puszczam wodę, ignoruję donośny płacz. Znikam tak po prostu.
Zawsze rano przychodzi do mnie do łózka. Z własną kołderką, którą ciągnie po podłodze. Tupie bosymi nóżkami. Przytula policzek do policzka. Wącham Jego włoski, miziam nosek, całuję. To jeden z najlepszych momentów dnia, to coś czego już wieczorem doczekać się nie mogę.
Jestem mamą, która rozróżnia tony płaczu. Wiem, kiedy ogłasza on zniecierpliwienie, a kiedy ból. Rozróżniam intonację głosu, rozróżniam mowę ciała. Wiem, kiedy się wstydzi, boi, kiedy jest czegoś niepewna. Wiem, że mogę wytłumaczyć Jej wszystko, że mogę oswoić każdą Jej niepewność, dodać odwagi, otuchy, sprawić, że zdarte kolanko mniej boli. Wiem, że ufa mi bezgranicznie, i że jestem dla Niej najważniejszą osobą na świecie.
Jestem mamą tak bardzo nieidealną, niepoukładana. Z wyrzutami sumienia i płaczem na końcu nosa. Taką, która przez cały dzień potrafi się ani chwili z dzieckiem nie pobawić i z westchnieniem zniecierpliwienia odpowiada na kolejne pytanie. Która krzyczy a później płacze roztkliwiając się nad sobą samą.
Jestem mamą kochającą najbardziej na świecie. Zapatrzoną w te swoje dzieci, opowiadającą o nich godzinami. Jestem mamą niesamowicie dumną, szczęśliwą.
Jestem mamą dwójki dzieci. Moich. Wyśnionych. Czasami pozwalam sobie na błędy, niekiedy zdarzają się za często. Ale wiem, że dla Nich mogłabym wszystko. Że cała z miłości do Nich jestem zbudowana. I to chyba jest najważniejsze….
Tak często my mamy zarzucamy sobie w głowie to czy tamto. Wymagamy od siebie więcej niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Tak często zdarzają się potknięcia, dni zwątpienia. Są wokół nasze niedoścignione ideały. Są wizje kobiet potrafiących mocniej, lepiej, właściwiej. Tylko czy tak naprawdę te nasze dzieci pragną ideałów? One chcą tylko obok siebie Mamę. Swoją. Jedyną. Niepowtarzalną. Tą która zna je najlepiej na świecie, która kocha najmocniej jak się da. Tylko to ma znaczenie.
Przejrzyjcie się czasami w odbiciu oczu swoich dzieci, uwierzcie mi, zdarzają się chwile kiedy można tam niebo zobaczyć…
21 komentarzy