Kiedy patrzę na tę moją Dziewczynkę nie mogę uwierzyć, że właśnie kończy pięć lat. Przeleciało to tak szybko, w oka mgnieniu. Taka jest już duża, mądra i zaradna. A pamiętam jak dopiero co przyniosłam ze szpitala maleńkie zawiniątko z burzą włosów. Upływający czas najlepiej widać po dzieciach. Kiedy jeszcze ich nie miałam, każdy wokół powtarzał mi, że zobaczysz, jak będziesz miała własne maluchy to dopiero wtedy odkryjesz jak szybko lata potrafią lecieć. I coś w tym jest. Życie przyspieszyło ze zdwojoną siłą, dni pędzą jeden za drugim. W ostatni weekend urządzaliśmy urodzinowe przyjęcie Mai dla Jej przyjaciół. Było tak głośno, gwarno, wesoło. Moja Maleńka taka szczęśliwa. Pięć świeczek na torcie… Nie do uwierzenia.
Dziś niosę Wam garść kadrów, pastelowych migawek. Takie dziecięce imprezy rozczulają mnie bardzo. Te wszystkie biegające maluchy wokół, uśmiechy, radość z najprostszych rzeczy. Były konkursy, malowanie buziek, nieprzyzwoita wręcz ilość słodyczy, czyli wszystko to, co dzieci kochają najbardziej. Sama pamiętam z dzieciństwa takie imprezy, jakie wtedy moi Rodzice urządzali dla mnie i mojej Siostry. Zawszy przychodziła masa dzieciaków, moja Mama organizowała nam przeróżne zabawy, były nagrody do wygrania i tysiące balonów dla każdego. A dziś role się odmieniają i to ja zawiązuję dzieciom oczy i przyczepiamy ogon osiołkowi, dekoruję babeczki, zawieszam kolorowe chorągiewki, dziś to ja obserwuję tą radość, ja spełniam małe, ale jak ważne dziecięce marzenia. I tak jak wtedy moja Mama, tak teraz ja, staram się dbać o te rożne szczegóły, tworzyć niezapomniane wspomnienia. Bo przecież takie beztroskie chwile są obowiązkową składową różowego dzieciństwa. Jakże łatwo jest tworzyć ten kolorowy świat, jakże pięknie jest w tym móc uczestniczyć.
Te ostatnie pięć lat, były najlepsze w moim życiu. Bo w całości wypełnione Nią i Nim. I ileż razy bym ręce nie załamywała, ileż razy potu bym z czoła nie ocierała i głowy zamartwianiem się nie wypełniała, to to jest najpiękniejsze, co w życiu mogło mnie spotkać. Do znudzenia będę to powtarzać. Podobno bardzo niemodne jest teraz lukrowanie tego macierzyństwa, ale cóż mam począć skoro inaczej nie potrafię. Bo kiedy patrzę na te ich uśmiechnięte buźki, kiedy dom tym harmidrem jest zapełniony, kiedy wokół tyle przyjaznych dusz, to czy naprawdę warto narzekać? Zostawię sobie to na jutro, a dziś będę się tak po prostu cieszyć tą codziennością. Bo zdecydowanie mam czym i jakże mi dobrze z tą świadomością…
16 komentarzy