Matka niepracująca.

Ledwo zdążył mi się ostatni przelew z wynagrodzeniem zaksięgować, jeszcze się dobrze z tym urlopem wychowawczym nie oswoiłam, a już tuman myśli. Dziwne mamy teraz czasy… I to nawet nie chodzi o jakąś szczególną presję, o społeczne wymagania, bo ja niczego tego typu nie odczuwam. Może czasem gdzieś mi tylko jakiś psychologiczny artykuł śmignie w modnym czasopiśmie, których i tak nie czytam, bo  mi czasu szkoda, wolę sięgnąć po dobrą książkę… To nie to. Po prostu teraz takie czasy, że jest mnóstwo możliwości, tysiące wyborów, że dużo łatwiej i więcej można osiągać, jeśli tylko chce się. Można świat zwiedzać i zdobywać, jest doba internetu, jest prosty przepływ wiedzy, informacji, tysiące dróg, które można obrać… I ja w tym wszystkim zagubiona trochę taka, co niby w jedną stronę mnie ciągnie, a i w drugą tęsknie zerkam.

Jakoś mi tak dziwnie bez tej oficjalnej pracy, kiedy ktoś pyta, co robię, mówić, że obecnie z dziećmi jestem. Z jednej strony chciałabym znów żyć w tym pędzie, ołówkową spódnicę założyć, kolejne szczeble zdobywać, stawać przed wyzwaniami. Być panią ważną i wiedzą błyszczeć. A z drugiej strony marzył mi się dom i czas. Czas pełny, niedzielony, być z tymi maluchami cały okres podczas tych chwil, kiedy najmniejsze, kolejne ich szczyty razem przemierzać. Na spokojnie codzienność po swojemu celebrować, bez biegu, z oddechem. I jakoś łatwiej to wszystko ogarnąć, kiedy oni ciągle chorzy i nie ma problemu, kto teraz na zwolnienie lekarskie pójdzie i Majkę móc zawsze przed piętnastą odebrać, a jak ładna pogada i do lasu chcemy pójść, to nawet i o dwunastej. Antka nikomu nie oddawać, kiedy jeszcze taki maleńki i we mnie zakochany. Chciałam, chciałam tak móc bardzo. I tylko te czasy takie dziwne i fajne zarazem, bo teraz można wszystko po swojemu. Są różne możliwości, wyjścia. Można być genialnie zorganizowaną mamą, a przy tym spełnioną zawodowo, można też najlepiej na świecie o domowe ognisko dbać i spełniać się tym w nadmiarze, można pasje realizować. Nikt od kobiet nie wymaga, że mają „siedzieć” w domu, jeśli nie chcą, a jeśli chcą i jest taka możliwość, to otoczenie też wspiera. A ja wiecznie jakoś w tym wszystkim sama przed sobą się tłumaczę… I bloga co sił rozwijam, za projekty się różne biorę, żeby tak, choć trochę to moje bycie w domu usprawiedliwić… Choć może to złe słowo, po prostu, żeby czuć namiastkę pracy, że ja dalej, mimo dzieci, mimo ciągłego tańczenia z odkurzaczem, tylu chwil w tych czterech ścianach zamkniętych, na swój sposób się rozwijam i coś robię.

Kocham tą codzienność, te leniwe poranki, drzemki Antka, kiedy mogę nieraz i w spokoju w środku dnia poczytać, lubię wycieczki na place zabaw przedpołudniem i poranną kawę wypitą na tarasie. Lubię o czternastej wiedzieć, że i w domu ogarnięte i kolejny tekst napisany, a właściwie cały dzień przede mną z możliwością przeżycia go jak tylko zapragnę. Kiedy nie mam sił nie muszę nikomu się tłumaczyć, zrywać się na dźwięk budzika. A człowiek głupi taki i zawsze rozdarty. Bo nawet jak dobrze, jak wygodnie, to czasem te myśli uciekają, że może jednak tak nie powinnam, że może coś tracę? I dziwnie mi tak, kiedy ktoś o tą pracę pyta, kiedy wszyscy wokół zaraz z macierzyńskiego wracają, a ja nadal w domu… Taka ze mnie matka niepracująca, z tysiącem myśli i planów. Z codziennymi marzeniami i obowiązkami. Z czymś, co pracą nie jest, a zajmuje tyle ile, co najmniej trzy czwarte etatu. I uśmiech Antka o każdej porze i zapach trawy, kiedy tylko zapragnę…

Dobrze mi. Tak po prostu. I tylko w głowie dziwne schematy. I te możliwości wszystkie, co się aż piętrzą, te dziwne czasy, że można wszystko i tylko samemu trzeba zdecydować, co jest dla nas najlepsze.

Jak to mówią, takiemu nigdy nie dogodzisz. Idę więc sobie tą codzienność docenić, popracować trochę jak to na matkę niepracującą przystało i popatrzeć na te moje dwa szczęścia, co z nimi mogę wszystko i dla nich. Jak to ciężko czasem kowalem własnego losu być…

Related posts

Jesteś.

Kilka słów o tym dlaczego prawie przeoczyłam, że lato zamieniło się w jesień…

Bo jutro może przynieść wszystko.

37 komentarzy

Beata 1 kwietnia, 2016 - 9:36 am
Kocham Cię Kobieto za Twoje teksty... !!! Siedzę w pracy "na etacie" i broda mi się trzęsie i płakać mi się chce jak to czytam.... A moje dziecię w przedszkolu do 16....
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 6:48 pm
Beatko nie płacz mi tu, ale już! :) Przesyłam tysiąc pozytywnych myśli i ściskam najserdeczniej :*
Aga 1 kwietnia, 2016 - 9:43 am
Skąd ja to znam Olu! Od 8 lat z małą przerwą jestem w domu z moimi dziećmi, jednak nie zawsze spotykam się ze zrozumieniem...i żeby samą się usprawiedliwić, jak to pięknie piszesz i ja poszłam za ciosem i od niedawna piszę bloga...raczkuję dopiero, nie to co Ty ;) Cudowna jesteś i rób to dalej, bo jesteś natchnieniem dla tych mam "niepracujących"...Pozdrawiam i zapraszam do mnie! :* Aga/ hamptonsandmore.pl
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 8:07 pm
Aga cudownie z tym blogiem, zobaczysz to niesamowicie wciąga ;) Ściskam Cię serdecznie i życzę wszystkiego dobrego :*
Simply About Home 1 kwietnia, 2016 - 11:33 am
Ola, my to powinnyśmy się kiedyś na kawę spotkać i tak sobie pogadać od serca, oj tematów miałybyśmy mnóstwo bo widzę, że i podejście do życia, dzieci, do świata to samo... ;) Buziaki, mama "niepracująca"/pracująca/ matko sama czasem nie wiem!
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 8:07 pm
Koniecznie na tą kawę, bardzo bym chciała :) Fajnie tak bratnie dusze spotykać, ściskam serdecznie :)
Mama z Dużego Domu 1 kwietnia, 2016 - 11:51 am
Mamy domowe łączmy się :0)
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 8:08 pm
No ba :D
Małgosia 1 kwietnia, 2016 - 11:51 am
Ja po drugiej stronie barykady, wciąż obcasy na dyżurze ale jak piszesz - chce mi się w domu i chce mi się więcej czasu dla bloga... rozdarcie jest cały czas, też boję się utraty zawodowego dorobku i rzucenia na głęboką wodę, samodzielnych sterów. Wierzę jednak że wszystko w swoim czasie, Twój czas jest właśnie teraz - na dom, na bloga, na dzieci, a przyszłość jest jasna i ekscytująca - tak trzeba myśleć!
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 8:09 pm
Małgosiu wszystkie widzisz takie rozdarte jesteśmy nie zależnie od sytuacji, ach te baby jak to mój mąż skomentował ;) Masz rację najważniejsze to z uśmiechem w przyszłość i na teraźniejszość spoglądać :)
Cinnamon Home 1 kwietnia, 2016 - 12:30 pm
Oj, jak ja Cię rozumiem! Jestem przeszczęśliwa mogąc być w domu z synem, a jednak... zawsze jest jakieś jakieś "ale". I nawet sama poczyniłam tekścik podobny, o podobnych rozterkach. Bo niby szczęśliwa, a jednak czuję się trochę "mało ważna". Wiem, głupie to. Dlatego cieszmy się chwilą, dziećmi, które jeszcze nas chcą, które pragną z nami przebywać, przytulać się... pozdrawiam!
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:42 pm
Masz racje te chwile teraz są takie piękne, takie jedyne... Codziennie budują się nowe wspomnienia. Pozdrawiam słonecznie :)
Aginka 1 kwietnia, 2016 - 12:51 pm
Hmmm jest dokładnie tak ,jak napisałaś, te codzienne wybory, możliwości, miotanie......A ja mam takie myśli czasem,żeby zostać z nimi,żeby chwilkę dłużej w łóżku poleżeć, na wycieczkę w środku tygodnia pojechać. Jednak lubię swoją pracę i na szczęście pozwala mi dużo czasu spędzać z dzieciakami, czasem niestety tylko ciałem, bo myśli zaprzątnięte nowym projektem , ale jednak. Pozdrawiam Olu i ściskam Cie matko bardzo solidnie pracująca w domu. :*
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:41 pm
Ach no widzisz, bo to własnie tak jest, że nikomu nie do godzisz ;) Jak pracowałam to marzyłam o tym by być w domu, jak jestem w domu marzę o pracy na etat i tak w kółko :P Ech, najważniejsze słuchać tego co serce nam podpowiada. Uściski wielkie!
caranel and white 1 kwietnia, 2016 - 12:55 pm
No to ja tak od konca macierzynsiego mam..A Antek 5 skonczyl...I wiecznie sie tlumacze... Przed soba...przed innymi..I po blisko 5 latach chyba zaczyna mi przechodzic ta wieczna wewnetrzna walka...Bo wiem jedno-moje dziecko ma mamę,tak jak ja i moi bracia mielismy.Moja Mama z pracy zrezygnowala..Pewnie zalowala nie raz,bo kiedys roznie bylo..Wychowala nas na wrazliwych rodzinnie ludzi.Łza mi sie kreci ile musiała wyrzeczen dokonac.Teraz NICZEGO nie żaluje.Zrobilaby tak samo.Teraz my dbamy o Nia,a wczesniej o Tate-mimo ze kazdy z nas ma swoja rodzine..I ja wierze,ze to te lata z nami..Nie wiemy co znaczy klucz na szyi..Podrzucanie babci,sasiadce czy komu tam jeszcze...nie wiemy co to swietlica i obiady w szkole..Nie wiemy co znaczy choroba w samotnosci- bez namy..I to mnie buduje.Tej wartosci ZADNE pieniadze nie kupią.Gdy Antrkvskonczylvrok-wrocilam do pracy.Po roku z nsjwieksza na swiecie ulga zrezygnowalam.Nie dalam rady.Płakalam kazdego dnia..doswiadczona ksiegowa,a na najprostrzej rzecxy nie umialam sie skupic...Jestem tu gdzie byc powinnam.Glowa do gory.Twoje serce sterem.:*
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:39 pm
Masz racje serce sterem, najważniejsze żyć po swojemu, szczęśliwie, wiedzieć na czym nam zależy i jak to swoje życie pragniemy przeżyć. Uściski wielkie Kochana :*
Gaba- Turlu Tutu 1 kwietnia, 2016 - 3:37 pm
A ja nie miałam takich rozterek. Ja czułam, że w domu gasnę i nie doceniam macierzyństwa w sposób jaki bym chciała...w domu z 3 dzieci spędziłam ciągiem ponad 6 lat. I tak naprawdę dopiero w zeszłym roku poczułam, że ja zwy czajnik tracę siebie, że moje życie to życie moich dzieci. Znam kobiety dziś dojrzałe, które tkwił w takiej sytuacji duzo dłużej niz ja i dziś nie mają swoje życia, mimo że dzieci mają własne rodziny. I nie powiedziałbym, że są szczęśliwe. A może gdyby 20 lat temu zrobiły ten krok do samodzielności własnej? Nie sądzę by dzieci na tym straciły, B objął długo będziemy musiały je tuli do snu? Jak długo będziemy z nimi odrabiać zadania domowe? Czy jak osiągną wiek nastoletni to dalej będę potrzeba wachlarz naszej bezwzględnej matczunej opieki na każdym kroku, jak niemowlęta? Czy nie lepsza będzie dla nich Mama, która się rozwija, ma pasję, hobby, jest ciekawa zyci poza domem z ogródkiem? Nie krytykuje tu nikogo, bo każdy jest inny, ma inne potrzeby. Ja miałam potrzebę odzyskania siebie! Choć nierealny w mojej sytuacji był powrót na etat...zalozylamcwlasns dzialnosi. Pracuje s domu, głównie wieczorami gdy dzinni śpią. I jestem szczęśliwa, bo niczego mi nie brakuje (no może czasu mam ociupinkę za mało). A dzieci? Potwierdziły zasadę szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Dziś jesteśmy dla siebie lepsi...
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:34 pm
No widzisz, bo najważniejsze to ten złoty środek dla siebie samemu znaleźć. Cudownie, że jesteś szczęśliwa i się spełniasz, nie ma nic ważniejszego w życiu. U mnie to jest tak, że ta praca w domu nie zawsze mi wystarcza, że gdzieś mnie w środku do ludzi gna, mimo, że dzieci moje jeszcze maleńkie, Antoś dopiero szesnaście miesięcy skończył. Ale ta potrzeba bycia z nimi tu i teraz jest ważniejsza niż chęć powrotu do pracy na etat. To bardziej mnie uszczęśliwia, a co będzie dalej przyszłość pokaże ;)
Magdalena 1 kwietnia, 2016 - 4:34 pm
Uwielbiam takie zdjęcia :) Miło popatrzeć :)
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:31 pm
Dziękuję :)
Ali 1 kwietnia, 2016 - 5:55 pm
Cudnie w samo sedno trafiłaś KOchana !!! Oj nie raz ja planów miałam mnóstwo aby rozwijać się zawodowo ale jak pomyślę, kto Milenke na zajęcia na czas zawiezie, kto Miśka z przedszkola wcześniej odbierze, kto do ortodonty pojedzie, kto w domu w czasie choroby zostanie, bez wyrzutów , bez liczenia dni straconych, bez zegarka w ręku na niańkę czekając. I masz rację, coś w tym jest , że to blogowanie i ciągle jakies wyzwania traktujemy jak usprawiedliwienie, że przecież nie leniami jesteśmy, że nie leżymy i pachniemy, że robimy, nawet więcej ale ze spokojniejszym sercem , ze nasze dzieci dopatrzone, szczęśliwe i my szczęśliwsze, ze sa niedaleko nas , ściskam
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:30 pm
No właśnie okazuje się, że wiele z nas ma podobnie... Tak to już jest, że człowiek zawsze gdzieś tam rozdarty i tysiące myśli niepotrzebnych... Życze Wam samych uśmiechniętych chwil i pozdrawiam ciepło :)
domek za lasem 1 kwietnia, 2016 - 8:26 pm
Bo to się tak jakoś dziwnie przyjęło , że kobieta w domu siedzi , nic nie robi . I my tak ze sobą się męczymy , bo głupie jakoś tak trochę w to wierzymy . Mało nam , że dziećmi zająć się trzeba , ugotować ,posprzątać 10 razy dziennie , uprać , dzieci odebrać itp . Praca to przecież , a jednak tyle satysfakcji nie daje . Cały czas czegoś brakuję , blog przecież czasu nie mało ci zajmuje ,a i tak jak ktoś Cię spyta " co robisz , pracujesz?" wstydzisz się po cichu , zamiast powiedzieć '' Tak pracuję , w domu pracuje i wyobraź sobie że na L 4 przy dzieciach nie dostanę " Cieszmy się więc z tego że możemy w domu z dziećmi być , spokojnie bez pośpiechu czas spędzać !!! Bez żadnych głupich wyrzutów ... I Twój blog to ciężka praca , dodam że świetna !!! Pozdrawiam :)
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:29 pm
Masz rację... To chyba jest tak gdzieś głęboko w nas zakorzenione... Czasami człowieka aż ze szczęścia rozpiera, a i tak przed sobą i innymi się tłumaczy... Dziękuje Ci bardzo za ten komentarz i ściskam z całych sił :*
Marta 2 kwietnia, 2016 - 10:55 pm
Znam to rozdarcie. Tak sobie myślę, fajnie wrócić do pracy, zająć się zawodem. Tym bardziej jak patrzę na koleżanki, które z kursu na szkolenie, z jednej uczelni do drugiej pracy i tylko zdobywają wiedzę. A ja "stoję" w miejscu. Z drugiej strony jednak tak bardzo chciałabym móc tak jak najdłużej. Żeby nie oddawać tego mojego Maleństwa nigdzie i nikomu, bo chyba serce by mi pękło z rozpaczy. I nie wierzę, po prostu nie wierzę, że Antek jest już takim wielkim chłopakiem!!
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:27 pm
Wielkim jest niesamowicie rośnie jak na drożdżach :) Czuję, że z Niego będzie prawdziwy drągal :D Dobrze czasami podzielić się swoimi myślami i wiedzieć, że inni mają podobnie... Ściskam najserdeczniej :*
Tigressa 4 kwietnia, 2016 - 7:39 am
Dla mnie tez ten temat jest bardzo aktualny, tylko ze z mężem dopiero staramy się o dzieci ale juz nie mogę się doczekać urlopu macierzyńskiego! Nie mam pracy lubianej przez co na prawdę mecze się każdego dnia żeby tylko jak najszybciej przyszedł weekend czując ze odkładam życie na pózniej. Tez mamy z mężem plan ze po ciąży do pracy juz nie wracam. Budujemy teraz swój domek z bali na wsi z duuuuzym ogrodem i planujemy trójkę-czwórkę dzieci. Czekam na to jak na zbawienie....
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 3:25 pm
Taki dom drewniany na wsi to moje wielkie marzenie... Ależ będziecie mieć pięknie! :) Mam nadzieję, że i nam się uda taki w przyszłości wybudować. Życzę Wam samych szczęśliwych chwil :)
refreszing 4 kwietnia, 2016 - 6:32 pm
Czy ja mogę zadać pytanie z innej beczki? Masz taki charakterny styl w fotografowaniu. Szukam czegoś takiego, na sesję narzeczeńską, nie wiem, jak to nazwać. Tzn. wiem absolutnie iż to Twój styl, a powiedz mi czy on nosi znajomi HDR? Pracujesz przy krawędziach ? Bo nie umiem się dogadać ze specami :)
Home on the Hill 4 kwietnia, 2016 - 6:53 pm
Hmmm... Problem polega na tym, że ten nasze zdjęcia to my robimy baaardzo intuicyjnie ;) Nie umiem Ci do końca pomóc, bo nawet nie wiem co to znaczy "przy krawędziach" :P Po prostu pstrykamy je z najróżniejszych perspektyw, często z dużym przybliżeniem i później lekko obrabiamy. Nieraz nasycamy tylko kolory, czasem nakładamy jakiś filtr typu HDR. I tak się z tym moim mężem bawimy :P Ja kompletnie na teorii się nie znam, a On tez uczył się wszystkiego samemu, więcej pstrykając aniżeli czytając książki ;)
refreszing 5 kwietnia, 2016 - 9:56 am
Dziękuję, czyli w kierunku HDR idziemy, już teraz przynajmniej to wiem :) Dzięki!
Monia I Mamainspiruje 6 kwietnia, 2016 - 12:06 am
Z mojej perspektywy powiem, że strasznie Ci zazdroszczę, że możesz sobie pozwolić na wychowawczy. Korzystaj i wyciskaj z tych pierwszych wspólnych lat z maluszkami ile się tylko da :D
Marta 6 kwietnia, 2016 - 4:14 pm
Trafiłam tu zupełnie przypadkiem z jakiegoś bloga o wnętrzach, przeczytałam Twój artykuł i beczę. Jestem w ostatnim miesiącu ciąży. Mam swoją szkołę językową, w której uczę francuskiego. Kocham to, co robię. Jest ciężko, jak to na swoim, ale nie zamieniłabym się z nikim. Trzy tygodnie temu mój ginekolog oznajmił, że czas się położyć, bo mój syn nie rośnie. Poczułam się okropnie, ale posłuchałam rad mądrych ludzi i zdrowego rozsądku. Myślałam jak to będzie - co prawda mam zastępstwo i udało mi się przekazać wszystkie zajęcia płynnie i bez strat, ale poczucie że to już, że teraz tylko dom i stres czy dam radę dać dziecku to czego ode mnie potrzebuje, było okropne... czułam się fatalnie. Teraz jestem w domu. Odpoczęłam. Młody przyspieszył, jest szansa, że donoszę ciążę. Przy łóżku stosik książek i pyszna herbata. Rano spacer po bułki do osiedlowej piekarni. Pąki na drzewach w ogródkach za moją kamienicą. Wieczory z mężem, bez telewizora, niespiesznie, bez gonitwy, że trzeba iść natychmiast spać, bo rano do komputera planować dzień i od ósmej do ósmej na czterech łapach z wywieszonym językiem. Cisza... Towarzyszą mi dokładnie takie emocje, o jakich wspomina Twój tekst - z jednej strony polatałabym jeszcze, bo to lubię i nudzi mi się w domu. Z drugiej - cudownie jest, czemu mam mieć wyrzuty sumienia, denerwować się na siebie i na rzeczy stan. Może tak ma być? I tylko pytanie - czy będzie mi się chciało wrócić... bo nie stać mnie na urlop wychowawczy, w październiku ponownie wskoczę w szpilki i pójdę zarażać ludzi zamiłowaniem do francuszczyzny. Na razie o tym bloguję, wyszukuję ciekawe materiały poza mainstreamem, bo mam na to wreszcie C Z A S. Cieszę się na powrót do pracy, ale co jeśli miłość do mojego dziecka zwali mnie z nóg i nie będę umiała znaleźć równowagi? Nikt mi nie odpowie na to pytanie, ale Twój tekst pozwolił mi je wreszcie sobie zadać. Dziękuję. Idę Cię czytać dalej :)
Dorota na przedmiesciach 7 kwietnia, 2016 - 2:31 pm
Po swojemu to najważniejsze i w zgodzie ze sobą Pozdrawiam serdecznie :-) ja matka...
Happy Place 7 kwietnia, 2016 - 9:52 pm
Rozumiem Olu tę Twoją potrzebę "usprawiedliwienia się". Sama dobrze pamiętam, gdy akurat w przerwie między porzuceniem etatu a założeniem własnej działalności poszłam zapisać się do biblioteki i na pytanie, gdzie pracuję, odpowiedziałam, że nigdzie. Poczułam się malutkim człowieczkiem, choć chyba nikt poza mną mnie nie oceniał. Nie ma idealnych rozwiązań, tak jak nie ma recepty dobrej dla wszystkich. Myślę, że kobiety aktywne zawodowo mogą czasem spojrzeć na domowe mamy z zazdrością, bo tak naprawdę i jedne, i drugie, mają te same rzeczy do ogarnięcia w domu, z tym że te pierwsze mają na to zdecydowanie mniej czasu. Przy czym w byciu mamą na etat wcale nie chodzi o te obiady i czyste podłogi, ale o czas, dostępność i pewien kojący rytm. Tak mi się przynajmniej wydaje. Trzymam za Was kciuki, niech Wam się dobrze wiedzie :-)
GosiaSkrajna 22 kwietnia, 2016 - 12:19 pm
Kochana...głupio pisać, ze ja matka "pracująca", czyli od 7.30 do 16.30 poza domem i taka rozdarta, że dla dzieci, domu, męża czasu jak na lekarstwo i że Ci cholernie zazdroszczę i.... A prawda jest taka że sami kreujemy naszą rzeczywistość. Oczywiście wiele czynników ma wpływ na nasze wybory. Więc kochana nie ma co się usprawiedliwiać. Bo najsurowiej oceniamy same siebie, a prawda jest taka, że wybieramy optymalne rozwiązanie dla naszej rodziny. Przynajmniej się staramy. Szukanie dziury w całym w niczym nie pomaga, a wręcz przeciwnie powoduje dziwne niepokoje, lęki, rozdarcia... Po co nam to? Olu, cudownie że masz możliwość spędzania czasu z dziećmi, korzystaj z tego. Nikomu nie musisz udowadniać, że super babka z Ciebie i mama. Bo na pewno jesteś najlepsza mama dla swoich dzieci i żoną dla ... męża :))
Monika 19 maja, 2017 - 10:04 pm
Jejku, dzięki Ci za ten wpis. Super ujęłaś sprawę. Tez jestem w domu z dwoma dziewczynkami i tak sie trochę zmagam. Ale małej nikomu nie oddam do opieki mimo ze ma 21 miesięcy. Jakoś nie chce i nie mogę.. Dobrze wiedzieć, że nie zwariowałam , że lubię ten mój dom i rodzinkę. Ale czasem jest ciężko i takie teksty na blogu mocno wspierają. Pozdrawiam serdecznie.
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej