Nie przepadam za górnym oświetleniem, tak naprawdę bardzo rzadko z niego korzystamy. Za to uwielbiam wszelkie delikatne punkty świetlne, dające rozproszone światło, wprowadzające nastrój w domu. Niezwykle ważne jest to, by dobrze je sobie rozplanować, dostosować do swoich potrzeb.
Jakże ja nie znoszę, kiedy tak szybko ciemno się robi. Rano otwieram oczy i się zastanawiam czy to już dzień czy jeszcze może noc. A później nim się obejrzę znów ciemno jest i tak w kółko. Potykam się wiecznie, dobudzić nie mogę, jakoś kompletnie nie potrafię się przestawić na to, ze tak mało słońca teraz. Nigdy też nie rozmyślam tyle o oświetleniu ile w te długie jesienne wieczory. Mamy w domu masę dodatków, komplet mebli, a to, czego cały czas nam brakuje, to lampy właśnie. Jesteśmy niezwykle wybredni pod tym względem. Mieszkamy tu już dwa lata, a w niektórych pomieszczeniach nadal wisi goła żarówka. Lubię ciepłe światło, kocham zapalać mnóstwo świec, podobają się mi wszelkie lampiony, dlatego często nimi się otaczam. Nic lepiej nie wprowadza do domu miłego nastroju niż odpowiednie oświetlenie. Wieczory w blasku świec, wszędzie moje ukochane cottonsy itd. Lubię też lampy, które mają w sobie to coś, potrafią być niezwykłą ozdobą wnętrza. Ładne, przytulne, o ciekawym designie. Tak jak choćby ta Lumica, która niedawno wpadła w nasze ręce. Wzorowana na klasycznych lampkach ze Stanów Zjednoczonych z lat 50 i 60 XX wieku. Zdecydowanie jest bardzo interesująca. Wiadomo światło świec nie zawsze wystarcza, a na przykład przy takiej lampce świetnie czyta się książki bądź pracuje. I jeszcze ta żarówka, najpierw jakoś sceptycznie do niej podchodziłam, ale ostatecznie i ja dałam się uwieść;)
Ostatnio właśnie staram się wyszukiwać jakieś oryginalne przedmioty, odkrywam nowe firmy. Lubię, kiedy w domu jest tak klimatycznie, wszędzie migoczące światło. Ciepła herbata, koc i od razu te wieczory jakoś mniej straszne. Niejednokrotnie pisałam tu o tym, że urządzając dom warto mu dać czas, nie śpieszyć się, ale naprawdę tak jest. I choć denerwują mnie te dyndające żarówki, to po prostu mam zamiar zaczekać na coś, co mnie zachwyci, wyszukiwać różne perełki. Chcę żeby było u nas ciepło, przytulnie, chcę się tym oświetleniem ogrzewać. Ileż to razy wchodziłam gdzieś do pomieszczenia, dostawałam po oczach „szpitalnym” światłem i od razu chciało mi się uciekać. O nie, ze mnie zdecydowanie zbyt nastrojowa dziewczyna na to;) Nic nie tworzy wnętrza tak jak odpowiednie tekstylia, dodatki i oświetlenie właśnie. To moja wnętrzarska dewiza i zamierzam jej się trzymać;)
Póki co oswajam więc te wieczory, które co dzień zbyt szybko do nas się pchają, zapalam świece, wyszukuję lampowe cuda, otulam się kocem i jak tak się rozglądam wokół, to nawet mi się odechciewa w niedźwiedzi sen zapaść;) W końcu każda pora roku ma jakieś swoje uroki, ważne tylko chcieć je dostrzegać.
Pozdrawiam Was nastrojowo i masę ciepłego światła Wam przesyłam:)
44 komentarze
A nowy nabytek jest bardzo gustowny i oryginalny :)
Zdjęcia jak zwykle piękne i klimatyczne
Uściski
pozdrawiam!
Ale u Was nieziemsko klimatycznie:) cudnie!!!
ściskam cię kochana
Pozdrawiamy!
Zapraszam do siebie! Jeśli mnie znasz to z blogu Handmade with love by Klaudia ale niedawno zmieniłam nazwe
bloga na CREATIVE HOME :) wraz z jego wizerunkiem! zapraszam! czekam na twoją opinie ;)
Pozdrawiam
http://creative-home-handmade.blogspot.com/