Macierzyństwo jest pełne kolorów, radości, uśmiechu ale również czasami i strachu…. Bywam mamą bardzo przewrażliwioną. Są chwile kiedy aż mnie paraliżuje i choć wiem, że tak nie wolno, to nie potrafię inaczej… Patrzę sobie na tą moją beztroską dwójkę i co chwilę gdzieś tam z tyłu głowy mam, że nie potrafiłabym już istnieć bez nich… A to momentalnie powoduje jakiś lęk, odganiam złe myśli ale ten lęk pozostaje na długo…
Nasiąkam rożnymi historiami. Płaczę kiedy słyszę o chorym dziecku, tak bardzo to niesprawiedliwe, tak bardzo złe. Takie kruszyny maleńkie nie powinny w żaden sposób cierpieć. Buntuje się we mnie wszystko, a potem jak zwykle gdzieś tam po cichu skrada się na palcach i zaczyna obezwładniać każdą moją myśl…strach oczywiście. Taki co to wiecie; ma wielkie oczy i niesie ze sobą tysiące panicznych obrazów, których za nic nie potrafię wyrzucić z głowy. Choć bardzo bym chciała, choć zamykam oczy i próbuję się skupić na czymś zupełnie innym, to ten strach zawsze gdzieś buzuje we mnie w środku…
Kiedy urodziła się Maja taka maleńka, delikatna, wymarzona, to co chwilę nachylałam się nad nią, słuchałam spokojnego oddechu, czułam ciepło wydychanego powietrza i wtedy mogłam być spokojna. Nim mijało kolejne dziesięć minut, a ja już znów sprawdzałam czy ten równy oddech nadal jest… Okrywałam, kładłam na boczku, nigdy na brzuszku, co by się przez sen nie zadusiła.
Myślałam, że jak zostanę mama po raz drugi, to będę potrafiła już tak na spokojnie, bez stresu, tak bardziej na luzie, bez niepotrzebnej paniki… Ale nic z tego. Kiedy Antoś śpi to ja nadal co chwilę biegam, sprawdzam czy wszystko w porządku. Oglądam centymetr po centymetrze, panikuję jak głośniej chrząknie, jak mocniej uleje… Na noc obowiązkowo zawsze chcę żeby spał w śpiworku, co by nie zakrył sobie główki kołderką. Tak jest bezpieczniej… Nieraz leżę i nasłuchuję. Budzi mnie najmniejszy szmer i tak już właściwie od trzech lat czyli od momentu kiedy pojawiła się Maja…
Niemowlęta są tak delikatne, tak kruche. Tak bezbronne… Dzieci to największe cuda tego świata, to moje osobiste niewyobrażalne szczęście….
Maja siedzi ogląda ulubioną bajkę, zaraz mój mąż ją do snu ułoży. Ja zaglądam do Antka, głaszczę te Jego miękkie włoski, nocna lampka rzuca na ścianie śmieszne cienie. Jest dobrze. Oboje cali, bezpieczni, moi. Tylko to ma znaczenie.
Codziennie za to dziękuję. To ogrom szczęścia móc słyszeć te spokojne oddechy.
Jeden, drugi…
Jest dobrze, powtarzam po raz kolejny…
Na zdjęciach mój
ulubiony śpiworek, który mogliście już nieraz na blogu zobaczyć, nie wyobrażam sobie w czymkolwiek innym kłaść Antka na noc do snu. Jest też nasza nowa nocna lampka która przybyła do nas z
Beaba, sprawdza się świetnie. Daje delikatne światło, mogę sobie w nocy bezkarnie wpatrywać się w tego mojego malucha ale i też wystarczająco oświetla by móc go na przykład przewinąć. Po naładowaniu świeci przez całą noc, więc wkładam ją do Antka łóżeczka, a On jak się budzi to wpatruje się w nią zafascynowany i idzie spać dalej;)
39 komentarzy
Może Cię to pocieszy, ale taż tak mam. Mam na myśli lęki.. Dlatego przestałam oglądać wiadomości. Po pracy etatowej skupiam się na pracy w domu, dzieciach, odnawiam meble, piekę, gotuję, piorę, uczę się szyć, piszę bloga, czytam bajki, potem książki i padam na nos. Byle mieć zajęcie..
Odnalazłam w sobie mnóstwo podobnych myśli i uczuć. Również jestem nadwrażliwą mamą i choć jedna z moich córek jest już pełnoletnia, to ten lęk nie słabnie...
Największym szczęściem jest, gdy dzieci są zdrowe.....i nie ma gorszej tragedii, niż choroba dziecka....
Twoje dzieciaczki są piękne, zdrowe i szczęśliwe, więc i Wy jesteście szczęśliwi.
Pozdrawiam serdecznie całą rodzinkę :)
piękne kadry:)
Stylówa łóżeczka cudna :).
Dzieci urocze <3.
że macie się o kogo lękać. Ktoś kiedyś powiedział, że miłość to ciągły lęk o tych których kochamy. Tak więc myślę,
że to chyba normalne uczucie.
Dzieci macie cudowne:-)
Pozdrawiam:-)
pozdrawiam serdecznie i jak samych tylko takich szczęśliwych chwil Wam życzę
Ania
Nasz Synek też spał w śpiworku i też byłam przez to o niebo spokojniejsza o niego.
Pozdrawiam ciepło
Przy Olusiu do miesiąca nocy nie przespałam tak sie bałam o niego, a przecież to mój drugi skarb.
Chyba nie robi różnicy pierwsze czy trzecie dziecko, bynajmniej dla mnie.
Masz piękne, cudowne dzieci, wspaniałą kochającą się rodzinę, tak jest teraz i teraz trzeba się z tego cieszyć!!! Życzę Ci z całego serca aby zawsze tak było:)))
Szkraby Kochane! Buziaki!
Mój Starszak ma 9 lat, Malizna jest w wieku Twojej Mai. Też nasluchuję, sprawdzam, obserwuję, czy wszystko w porządku. I wcale mi to z wiekiem - moim i ich - nie przechodzi. Kwoka taka, co poradzić...
Serdeczności dla wszystkich mam. :-)
Zawsze Oluś myśl pozytywnie o miłych chwilach i cudownych dniach :)
Ściskam!
Marta :)
Moje dzieci juz duże...córka prawie pełnoletni a,syn lat 12...a ja wciąż zlekniona...wciąż nasłuchuje ich oddechu...wciąż troszcze się i modle aby te moje maleństwa miały życie beztroskie..
Kochana jesteś mamą wiec strach będzie towarzyszył tobie każdego dnia :-)
Wszystkiego co najlepsze dla Was ...Pozdrawiam Jacqueline
Podpisuję się obiema łapkami pod tym co napisałaś.
Dzieci to małe cuda, a odkąd zostaje się mamą, brakuje czasem słów by wyrazić całe spektrum uczuć pojawiających się na ich widok lub na samą myśl o nich.
Pozdrawiam
Wielkie buziaki dla dzieci:)))
Nauczyłam się nie oglądać niczego, co spotęguje te odczucia, choć nie zawsze się udaje.
Ale nie wszystkie mamy tak mają, jedna chucha i dmucha i się martwi, a inna puści samopas i niech się dzieje co chce. Masakra!
sciskam Was mocno!!!!
Są cudne...
Pozdrawiam
ale jaki to cud, że serce matki tyle pomieści??
Najgorzej jak się słyszy o jakimś nieszczęściu...wtedy myśli same pchają sie do głowy... zawsze byłam wrażliwa, ale odkąd stałam się matką to już jest silniejsze ode mnie.