Przeczytałam dziś piękny post. O domu, o bliskości i przestrzeni. O tym co ważne. Uwielbiam ten nasz dom, te wszystkie wygodne i przytulne rzeczy. Lubię zbierać przeróżne dodatki i urządzać go po swojemu. Ale tak naprawdę w tym naszym domu to najbardziej lubię nas – rodzinę jaką tworzymy. Miłość co się z każdego kąta wylewa, czasem mocniej, czasem słabiej, ale zawsze czuć mimo wszystko, że w tym domu mieszka.
Z kolorowej cegły…
Pierwsze mieszkanie jakie wynajmowaliśmy z mężem było w średniej dzielnicy, o bardzo średnim, wręcz małym metrażu. Ale były tam dwa pokoje. O ten jeden pokój zdecydowanie za dużo. Byliśmy bardzo młodzi, podekscytowani pierwszą wyprowadzką z rodzinnych domów i niesamowicie zakochani. W tym jednym pokoju kaloryfer tak stukał, hałasował, że się spać tam nie dało, więc spaliśmy w tzw. salonie. Tam też przesiadywaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas, oglądaliśmy do nocy filmy, razem się uczyliśmy bo jeszcze wtedy studiowaliśmy i wspólnie przyjmowaliśmy znajomych. Nawet jak się kłóciliśmy to jakoś nikomu nie przyszło do głowy żeby do tego drugiego pokoju wyjść. Stał sobie taki zapomniany, służył głównie za przechowywalnie naszych rzeczy. Mimo, że cale mieszkanie było dość ciasne, my zacieśniliśmy je jeszcze bardziej bo dla miłości nie potrzeba wielkiego metrażu.
Wygodnie nam się teraz żyje w tym naszym ukochanym mieszkaniu. Gdzie jest miejsce na duży pokój dla Majki, gdzie bez problemu mogę stworzyć kącik dla Antka, a w przyszłości wybudować mu samodzielny pokój. Jest salon co wiem, że na święta zmieści się tu cała rodzina i kto będzie miał ochotę może przyjść, bo tylko krzesła będzie się dosuwać.
Mamy wygodną sypialnię gdzie można wieczorem położyć się w ciepłym łóżku z książką, odpocząć po całym dniu…
Ale to wszystko nie zmienia faktu, że jest nadal tak jak w tym pierwszym mieszkaniu, że my właściwie cały czas razem. Jakby nam się ten metraż w życiu nie powiększał, to nigdy nie stało się nagle tak, że my osobno, że każdy w innym pomieszczeniu. Nadal wieczorami przytuleni, razem pijąc herbatę oglądamy ulubione filmy i najczęściej razem do tego łóżka udajemy się te książki poczytać. Majka bawi się przy nas, a jak idzie do siebie to zaraz dołączamy do niej i budujemy razem z klocków albo bawimy się w chowanego.
Można mieć wielki dom z widokiem na piękny ogród. Można mieć pieniędzy w brut i wszystko na wyciągniecie ręki. Ale żeby naprawdę być w tym życiu szczęśliwym to najważniejsze aby mieć rodzinę, bliskich. Aby zbudować wspólną „ciasnotę”, w której razem nam najlepiej. Aby mając kilka pokoi do dyspozycji większość czasu spędzać w jednym razem.
Aby zbudować w życiu miłość z kolorowej cegły.
Miłość, którą każdy dom i każdy metraż uda się zapełnić.
26 komentarzy
Aktualnie w naszym domu we dwoje bywamy okresowo, ponieważ czasowo podzieliliśmy los migracji zawodowej. Dom jest domem wtedy kiedy jesteśmy w nim oboje a rodzina jest w komplecie. Bez mojego T, jakoś wartość i sens ucieka :(
Pociągając nosem pozdrawiam.
http://mysweetdreaminghome.blogspot.com/
Pozdrawiam cieplutko!
Marta
pięknie ...
Ach te wasze zdjęcia.
Pozdrawiam Cie cieplutko.
Buzia
ściskam