A gdyby tak Ciebie nie było…



Piąty raz zbieram wszystkie zabawki z podłogi, pieczołowicie odkładam na miejsce. Układam misie na bujanym krzesełku, lalki w drewnianym wózku, klocki w odpowiednie pojemniki. Za chwilę znów trafią na podłogę, bądź znajdą się pod kanapą w salonie. W kuchennej szafce odnajdę pluszowego smerfa… 

„Mamooo” – sto razy dziennie. Mamo to, Mamo tamto, chodź, pomóż, pobaw się ze mną, ukochaj, przytul, ubierz mi nowe skarpetki, sprawdź czy miś nie ma temperatury, narysuj mi pociąg… i tak w kółko… Od rana do wieczora. W między czasie sto razy woda się na podłogę wyleje, tysiące okruchów znajdę wciśnięte w fotel, piasek z piaskownicy będzie wyznaczał ścieżkę na mojej drewnianej podłodze.
Wieczny harmider. Śmiech przeplatający się z płaczem. Tupanie nóżką bo bajka się skończyła, tupanie nóżką bo Ona chce jeść albo, że już nie chce, choć wcale jeszcze nie zaczęła.
Ot zwyczajne życie, zwyczajnej Mamy. W naszym zwyczajnym domu i ulubionej, zwyczajnej codzienności.
Przychodzą wieczory po tych dniach długich, męczących, wesołych. Tych gdzie emocje wiecznie tańczą, gdzie dziecięca paplanina po każdym kącie domu się roznosi… W końca chwila ciszy, oddechu. Łobuziara śpi spokojnie, znów tysiącem misiów otoczona. My jeszcze z mężem siedzimy, czytamy książki, oglądamy jakiś film, rozmawiamy, tak normalnie, jak to pewnie bywa w prawie każdym domu, wieczorowa porą.
Później zasypiam. W tym moim wielkim łóżku, w ulubionej pościeli. Gdzieś między jedną myślą, a drugą po prostu odpływam…
Budzę się nagle. Tak po prostu. W środku ciemnej nocy. W domu cisza. Obok mąż oddycha miarowo. We mnie zaś jakieś resztki przerażającego snu huczą i nie od końca chcą się w całość sprecyzować, w wyraźnym obrazie ukazać. Ja czuję tylko irracjonalną panikę. Nie do końca zrozumiałą. I jakoś tak ciężko mi powietrze złapać, ręce drżą… Nagle sobie przypominam… Te zabawki rozrzucone po podłodze, te okruszki na fotelu, piasek na ziemi, misie w łóżeczku… Wszystko zniknęło.
W moim śnie nie było Ciebie. Nie było Ciebie przez chwilę, przez moment krótki. Nie pamiętam dlaczego, nie pamiętam żadnej scenerii, wiem tylko, że nie istniałaś.
Biegnę w panice do Twojego pokoju. Zapalam nocną lampkę. Głaszczę Twoje jasne włosy, poprawiam odkrytą kołderkę. Oddycham. W końcu czuję, że oddycham. Serce przestaje tak bić szaleńczo, moje tętno wraca do normalnego rytmu.
Jesteś córeczko. To był tylko zły sen.
Po brzuchu się głaszczę, Antek wesoło zaczyna kopać.
Już się rana nie mogę odczekać. Tego harmidru, dziecięcej paplaniny. Rozrzucanych zabawek. Obiecuję sobie, że narysuję Ci najpiękniejszy pociąg jaki potrafię, i że razem tego misia wyleczymy.
Moje dzieci są moim oddechem. 
Moim spokojem i snem łagodnym.
Marzeniem, które codziennie się ziszcza.
Jak dobrze, że jesteście….

Related posts

Jesteś.

Nie zabierajmy dzieciom wyobraźni.

Mówili, że tak będzie…

64 komentarze

IN MY CREATIVE LIFE 10 września, 2014 - 7:34 pm
Popłakałam się czytając Twój post. W piękny sposób to ujęłaś.
Czytając Twojego bloga nie mogę uwierzyć, że jestem aż tak podobna do Ciebie. Wszystko o czym piszesz bardzo mi się podoba :)
Ja marzę o takiej rodzince :) Mam nadzieję, że nie długo i ja będę tulić do siebie Moje Szczęście, moje dziecko.
pozdrawiam Cię cieplutko! :*
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:33 pm
Widać wszędzie można znaleźć pokrewne dusze:)) Miło mi bardzo i dziękuję:)) Życzę Ci w takim razie z całego serca takiego maleńkiego skarba, żeby pojawił się u Ciebie jak najprędzej, jestem pewna, że dasz mu ogrom miłości:***
Agata Murawska 10 września, 2014 - 7:45 pm
Pięknie napisane, w tych kliku zdaniach jest cała istota bycia matką, rodzicem...to ciągłe coś, te ciągłe obawy, a najgorsze, a zarazem najpiękniejsze, że tak już będzie zawsze...
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:34 pm
Właśnie tego "zawsze" boję się najbardziej, że już wiecznie o te moje dzieciaki martwić będę się musiała;)) Ale cóż takie życie każdej mamy:)))
Lifestyle Inspiracje 10 września, 2014 - 7:58 pm
Jak pięknie napisałaś przeczytałam od deski do deski. Dobranoc ;)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:35 pm
Cieszę się bardzo, że Ci się tekst spodobał:)) Uściski wielkie przesyłam:)))
Karolina Grabiec 10 września, 2014 - 8:07 pm
Uroczy tekst, zwykłe-niezwykłe chwile:) Twoje dzieci będą miały magiczne dzieciństwo,
tyle ciepła im dajesz... Życzę pięknych, spokojnych snów! Musimy się wysypiać, żeby mieć siłę cieszyć się tym wszystkim co mamy:)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:36 pm
Ależ dziękuję Ci pięknie, miło mi bardzo i aż tak ciepło na serduchu mi się zrobiło jak przeczytałam Twój komentarz:)) Z tym snem póki co jest całkiem nieźle, gorzej pewnie będzie jak Antek dojdzie;)))
Ola z Róża marzy 10 września, 2014 - 8:07 pm
Dreszcze miałam... Przecudowny tekst.
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:36 pm
Aż nie wiem co napisać.... Dziękuję:*****
Karolina Grabiec 10 września, 2014 - 8:08 pm
A kiedy patrzę na te śliczne misie i lalki, sama mam ochotę się pobawić:)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:39 pm
:)))) Zapraszamy;)))
Jagoda 10 września, 2014 - 8:16 pm
Wzruszyłam się i łzy stanęły mi w oczach... z różnych powodów. Pięknie napisałaś o istocie macierzyństwa, Olu. O strachu, który towarzyszy chyba każdego dnia, od zobaczenia dwóch kresem w mniejszym lub większym stopniu, czasem tylko gdzieś w podświadomości pewnie, ujawniając się takim właśnie złym snem.
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:42 pm
Och Jagódko to wszystko prawda co piszesz, taki strach wewnętrzny właśnie już od tych dwóch kresek się pojawia i tylko człowiek błaga i się modli żeby wszystko dobrze było.... Jagódko ja Ci życzę spełnienia marzeń i tego maleńkiego, najukochańszego człowieczka, będziesz cudowną mamą!:***
Ania 10 września, 2014 - 9:26 pm
U mnie też matczyne wzruszenie. Znany mi niepokój przepleciony z ogromnym szczęściem.
Pięknie to ujęłaś.
Ja nadal miewam chwile, kiedy nie mogę uwierzyć, że Oni są, tak niby po prostu. Z dwóch serc stworzeni. Pozdrawiam z życzeniami spokojnego snu:)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:44 pm
Ja też tak właśnie mam, że nieraz w to szczęście uwierzyć nie mogę i wiecznie się wzruszam na samą myśl o tym moim macierzyństwie. Tak bardzo dziękuje za to, że mogę być mamą....
Magda Allthingspretty 11 września, 2014 - 6:37 am
Amen!!
Tylko tyle, bo przy tak pieknych słowach nic więcej nie trzeba:-)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:44 pm
Dziękuję Ci Magda bardzo i wielkie uściski przesyłam:***
Slonka 11 września, 2014 - 6:44 am
Nic dodać nic ująć :) To właśnie matczyna miłość, opisałaś pięknie to co również czuję i nie zamieniła bym tego za nic na świecie :)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:46 pm
Tak bardzo cieszę się, że mnie rozumiesz, cudownie jest być mamą prawda? Uściski dla Ciebie wielkie:))
My love shabby 11 września, 2014 - 6:49 am
Ot cała prawda! Dla nich żyjemy :) Jakiś czas temu kiedy obie córeczki poszły spać do dziadków uświadomiliśmy sobie, że nam głucho i nieswojo w domu ... nawet jak jedna idzie to już inaczej i miejsca sobie znaleźć nie możemy ;) U nas wygląda to wszystko trochę inaczej, mało jest czasu dla nas, ciągle obowiązki, dziewczynki chodzą spać dość późno i na czytanie czy rozmowy brakuje już chwil, bo jesteśmy tak zmęczeni, a to bardzo często powoduje frustrację i brak cierpliwości ... Tak bym chciała mieć więcej czasu i mniej obowiązków ;) może to się zmieni jak tylko młodsza córeczka zaklimatyzuje się w przedszkolu i nie będzie chorować, wtedy na pewno będzie chodzić spać wcześniej ;) Pozdrawiam ciepło!
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:50 pm
U nas tak samo, kiedy Maja jest u dziadków to w domu momentalnie tak pusto i dziwnie się robi... Aż się ostatnio z mężem śmialiśmy, że już naprawdę nie pamiętamy jak to było bez niej, i że nie umiem sobie tego w ogóle wyobrazić. Dużo wolnego czasu Wam życzę i odpoczynku:)) Uściski:)))
Ola Zebra 11 września, 2014 - 7:22 am
Ryczę...rozkleiłam się....Moje niewypowiedziane myśli to Twoje słowa...dziękuję
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:52 pm
To ja Ci Olu dziękuję....bardzo...:*****
kaoruaki An 11 września, 2014 - 7:28 am
Wzruszające, chyba każda matka się pod tym podpisze.Mamy takie same puzzle.Rozalia uwielbia się nimi bawić, a ja znajduje je gdzie się tylko da, w rozmaitych miejscach w domu.Nie zliczę ile razy zrobiłam sobie kuku w stopy, stając na jakimś klocku, magnesiku czy innej zabawce klnąc w duchu jak ja nie znoszę tych małych zabaweczek, ale wystarczy że spojrzę na córkę jak ładnie się nimi bawi, i w mgnieniu oka zapominam, co to ja przed chwilą myślałam:)Jak byłam w ciąży to wdeptywanie w zabawki córki było dla mnie już normalne, bo brzuch przysłaniał,nie było siły sprzątnąć, a w nocy i tak nie było widać co to w kuchni na podłodze zostało:D Dzieci nasze kochane.Jak dobrze że są!Pozdrawiam
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:07 pm
Tez właśnie jestem na tym etapie wiecznego wdeptywania, a podnoszenie to wyższa filozofia i wyczyn nad wyczynami;)) Mój brzuch jest olbrzymi:))) I cudownie, że te nasze dzieci są, ileż to szczęścia, zgadzam się z każdym Twoim słowem:)) Uściski:))
Aga s 11 września, 2014 - 7:47 am
Super Napisane One sa calym swiatem az sie nie chce by byly dorosle:).P.S skad kuchenka?
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:05 pm
Kuchenka firmy Janod, jest świetna, Majka ja uwielbia:)) Uściski wielkie:))
Anonimowy 11 września, 2014 - 7:57 am
bardzo się wzruszyłam... piękne słowa.
Ewucza
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:03 pm
Dziękuję Ci bardzo:*****
Anonimowy 11 września, 2014 - 7:58 am
Bardzo się wzruszyłam... piękne słowa
Ewucza
Emma 11 września, 2014 - 8:02 am
U mnie jest teraz jeszcze ciężej, do Wojtka chyba dotarło, że Ola to tak u nas na stałe i że zmiany też go dotykają... I człowiek się wkurza po sto razy dziennie. Ale i tak nie wyobrażam sobie życia bez niego :) Kocham z całego serca tego mojego Łobuza :)
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:03 pm
Ciekawa jestem bardzo jak to będzie u nas, strasznie boję się zazdrości, tego, że Maja poczuje się gorzej, ech niełatwe to... Uściski dla Was:***
Zielonkowy Domek 11 września, 2014 - 9:37 am
Tak pięknie to napisałaś ! wszystko to co mamy w sercu przelałaś tak jakby na papier .. bez nich nasze serce byłoby puste.... Pozdrawiam Cię serdecznie :) Dorota
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:01 pm
Dziękuję Ci Dorotko, te słowa, Twój komentarz tak niezwykle ważny dla mnie, skrzydeł mi dodałaś...Dziękuję:***
eve label 11 września, 2014 - 10:06 am
ile tu miłości...
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:00 pm
U Was będzie tak samo:****
Ala i Mania z Krainy Czarów 11 września, 2014 - 11:38 am
Tym razem Ty mnie wzruszyłaś, tak mocno, że liter na klawiaturze dostrzec nie mogę.
Jak często mam podobnie.
Teraz gdy Ala w przedszkolu i gdy tych zabawek na podłodze mniej, mi tęskno do bałaganu i tego jej krzyku radosnego.
Home on the Hill 11 września, 2014 - 8:00 pm
Ty mnie zawsze rozumiesz:**** Uściski Kochana:)))
Gosia Dąbrówka 11 września, 2014 - 1:06 pm
Och, to pewnie mała będzie się braciszkiem opiekować :)
Pozdrawiam
zrealizowacmarzenia.blogspot.com
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:59 pm
Póki co cieszy się bardzo i wiecznie do brzuszka gada i już się zastanawia co Mikołaj Antkowi przyniesie;)))
Avrea 11 września, 2014 - 1:06 pm
o tak bez dzieci zycie by było smutne...
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:57 pm
I to jeszcze jak! Buziaki dla Ciebie:))
Capsella 11 września, 2014 - 2:54 pm
Też się czasami wkurzam na moich bliskich: że znowu coś nie odłożone na miejsce, że okruszki zostawione na blacie itd. irytujące drobiazgi. Chciałabym wszystko zastać w takim stanie, w jakim zostawiłam. I wtedy szybko uświadamiam sobie: czy chciałabym, żeby tych okruszków nie było i moich bliskich nie było? Macham ręką, nic mi się nie stanie, jak pozbieram po nich. Ważne, że są ze mną. Moi najbliżsi.....
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:55 pm
Mam dokładnie tak samo. Czasami nie ma już siły ciągle wszystkiego podnosić, poprawiać, sprzątać, a zaraz potem sobie uświadamiam, hej zwariowałabym bez tego, bez nich, przecież Oni to całe moje życie... Uściski:)))
caramelandwhite 11 września, 2014 - 2:59 pm
Siedze,czytam i łzy mi płyną. Obok bawi się Antoś i pyta z przerażeniem co się stało... "Nic...kocham Cię najbardziej na świecie" odpowiadam.Dziękuję Kochana za kolejne piękne wzruszenie:*
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:57 pm
:**** To ja Ci dziękuję, cudownie, że obie możemy doceniać i doświadczać tego cudu macierzyństwa, to jest po prostu magia:****
Simply About Home 11 września, 2014 - 4:44 pm
Pięknie napisane... macierzyństwo to niesamowite przeżycie:))
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:53 pm
Dziękuję Ci bardzo mocno i tak to prawda, macierzyństwo to prawdziwa magia i cud.
Agnieszka F. 11 września, 2014 - 6:06 pm
Marzę, żeby wiedzieć... co czujesz....
Home on the Hill 11 września, 2014 - 7:53 pm
Agnieszka Kochana to ja Ci życzę tak mocno, z całego serca żeby to Twoje marzenie jak najprędzej się spełniło, koniecznie...:****
Agnieszka F. 14 września, 2014 - 8:17 pm
:) :***
Ola Wiecha 11 września, 2014 - 8:09 pm
Chyba wczoraj musiałam jednak źle nacisnąć, wiec napiszę jeszcze raz ;)
Olu, Twoja miłość do Maji jest piękna..

Chciałam Cie jeszcze zapytać, czy nie znasz fajnych blogów, na których znajdę, ciekawe firanki, zasłonki? Jestem w trakcie remontu ;)
Home on the Hill 12 września, 2014 - 6:20 am
Dziękuję Ci ślicznie Olu:*** Jeżeli chodzi o firanki to na blogach nie, ale znam fajna stronę gdzie jest ich naprawdę duży wybór i szyja na wymiar, o tu: http://www.dekoria.pl/
Uściski;)))
Ola Wiecha 12 września, 2014 - 9:52 pm
Dziękuję Ci, zaraz sobie pooglądam ;)
Latte House 11 września, 2014 - 9:52 pm
Wzruszający post. Pięknie!
Pozdrawiam ciepło
Home on the Hill 12 września, 2014 - 6:21 am
Dziękuję bardzo!:))) Uściski:***
Shabby Shop 12 września, 2014 - 8:25 am
Powiem krótko: wzruszyłam się...
Anonimowy 12 września, 2014 - 12:53 pm
Strach o dziecko...Największy z możliwych strachów.
Taka sytuacja:
Mąż ogląda wiadomości, ja w kuchni przygotowuję kolację, chłopcy bawią się w salonie klockami. Nagle słyszę - sepsa w jednym z przedszkoli w Warszawie. Siadam na podłodze. Biorę głębszy oddech. Kręci mi się w głowie. Nic to, że do Warszawy mam bagatela 280 km. Idę do dużego pokoju. Staję przy framudze. Są. Cali zdrowi. Bawią się. Boże, chroń ich. Boję się. Każdego dnia się o nich boję. Są moim największym szczęściem. Kocham ich.

Kinga :)
Natalia D 12 września, 2014 - 12:56 pm
oj i oczy mi się spociły. Mam dokładnie tak samo!Nie wyobrażam sobie co by było gdyby L z nami nie było,co bym robiła,gdzie była. To moje największe marzenie,które się spełniło!
ściskam Cię mocno!!!!
Josephine Kociara 12 września, 2014 - 1:18 pm
Pełen miłości tekst, taki dotykający duszy :). Myślę, że strach jest nieodłącznym elementem naszego życia, tym bardziej o nasze dzieci, ale miłość jest znacznie silniejsza :). Maja i Antek mają wielkie szczęście. Pozdrawiam serdecznie.
Świerkowa Dolina 12 września, 2014 - 10:32 pm
Oj poczułam się jakbym na chwile czytała o swoim życiu.. Dziękuje za posta Miłego weekendu..
My dream Home 15 września, 2014 - 12:27 pm
Wzruszające i szczere. :*
Kassia 27 września, 2014 - 12:04 pm
Wzruszyłam się czytając... Cudowny tekst o tym co tkwi w głębi serca każdej matki :) Pozdrawiam cieplutko :)
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej