Dziś znów będzie post ogrodowy… Wiem, wiem monotematyczna się robię. Ale cóż poradzę skoro to moja nowa, wielka miłość i w dodatku w pierwszej fazie zakochania czyli totalnej fascynacji i czasu „różowych okularów”.
Uwielbiam ten nasz ogródek. Maleństwo przesłodkie. Ma on jedynie 60 metrów, a ja mam plany godne na hektary;) Póki co w końcu dorobiliśmy się wymarzonej, drewnianej huśtawki. Chyba nie muszę mówić, że spędzam na niej godziny?;)
Posadziliśmy też maliny, truskawki i mnóstwo cudnych roślin. Za Waszą radą rozsadziłam lawendę, choć my chyba wszystko za gęsto sadzimy i na jesień czeka nas wielkie rozsadzanie, bo już te krzewy przestają się mieścić, a to dopiero sadzonki;) Mamy też cudne powojniki i pnące róże. Wszystko zaczyna kwitnąć i pachnąć obłędnie, a ja ciągle chcę więcej i więcej. Uczymy się wszystkiego pilnie. Czytamy, oglądamy i zamęczamy tysiącem pytań biednych ogrodników z pobliskiej szkółki. Matko, jakie oni tam cuda mają!
Wracając zaś na nasze podwórko, to w donicy prezentują się dumnie pelargonie, a w drugiej pomidorki, które już odważnie przeniosłam na stałe do ogródka. Rośnie u nas też piękna lilia, łubina (iluż ja się nowych nazw nauczę!;)) a wokół pnącej róży posadziliśmy bodziszki, Co ja będę Wam mówić, po prostu jest pięknie! Tylko mojego biednego męża od tego dosadzania, rozsadzania w krzyżu łupie. Ale cóż dla piękna trzeba trochę pocierpieć;))
27 komentarzy
A jaki cudny ten jezdzik :-):-)
Pozdrawiam znad pieknego morza :-)