Pamiętam to wyczekiwanie na te dwie kreski, potem radość nie do opisania. Długie wizyty u lekarza, wieczny strach z tyłu głowy, żeby tylko to moje maleństwo było bezpieczne, zdrowe. Zastrzyki w brzuch, luteina pod język, wstrzymywanie oddechu na każdym usg, dopóki nie usłyszałam miarowego bicia serca. Serca najważniejszego na świecie, najukochańszego, bijącego w środku mnie. Serca mojego dziecka. Ciąża to nie jest prosty stan. To nie jest moment krótki, nic nieznaczący, to oprócz niesamowitego obciążenia organizmu jest wielka emocjonalna huśtawka. Jest radość, strach, wyczekiwanie, tysiąc pytań i scenariuszy, o których człowiek nie chce mówić na głos, ale gdzieś tam kołyszą się z tyłu głowy i aż momentalnie z rozpaczy zatyka na ich myśl. Nigdy nic nie jest czarno białe. Proste, jednoznaczne, do ogarnięcia przez kogokolwiek, kto tego na przeżył. Słyszałam mnóstwo historii, sama niejedno przeszłam. I wiem, że z rozpaczy nie sypia się po nocach, że można płakać tak, że łez nie starcza, bać się, tak ogromnie bać się, że ten strach aż zatyka od środka, odbiera oddech, zatyka uszy, zagłusza wszystkie myśli. Jest odczuwalny w każdym najmniejszym nerwie ciała. Potem przychodzi rozpacz. Podpełza wcale nie po cichu. Ona zalewa, rozrywa od środka, wydziera wszystko. Nic, cholera nic nie jest w tym strachu, w tej rozpaczy, w tych decyzjach nigdy proste. Nie ma dobrej drogi. Nie ma łatwych wyborów. Ale chociaż ten WYBÓR być powinien. To są tragedie nie do udźwignięcia, to są sytuacje, który każdy od siebie odsuwa. Ale to wszystko się zdarza, zdarza się częściej, niż nam się wydaje. To może dotknąć mnie, Ciebie, Przyjaciółkę, Siostrę, Córkę, każdą Kobietę. I wtedy nikt i nic nie może nikomu narzucać, ale też niczego odbierać. Bo tylko o ten WYBÓR w tym wszystkim chodzi.
Niebo szare, wiatr porusza liśćmi drzew. Długie, sztywne trawy szumią miarowo. Morze uderza o brzeg. W miastach Kobiety spacerują. Spacerują razem, z wysoko podniesionym czołem, a każdy ich gest krzyczy DOŚĆ!!! Ileż już takich pochodów musiałyśmy odbyć, ileż razy walczyć o swoje podstawowe prawa, o wybory, o równość. Moja córeczka ogłada z nami relacje, patrzy na te tłumy na ulicy, na pioruny, na tę wściekłość i pyta, po co to wszystko, co się dzieje? A ja po raz kolejny muszę jej tłumaczyć, że to dla Jej wolności, bezpieczeństwa, dlatego, żeby mogła sama o sobie decydować, a nie ktoś, kto nawet nie miał szans poznać jej najmniejszej myśli. To walka o lepsze jutro, o normalny kraj, o szacunek. My Kobiety jesteśmy cholernie silne, potrafimy udźwignąć to, co nie jednego by przygniotło. My Kobiety mamy prawo pracować, wypowiadać swoje poglądy, nie zastanawiać się nad swoją równością, dbać o swoje ciała i o nich decydować. Mamy prawo głaskać brzuchy wielkie, opiekować się dziećmi od pierwszej chwili i mierzyć się z największymi tragediami w wolności wyboru. Tragedia i tak zawsze pozostanie tragedią. To jest po prostu niezmuszanie do jej przeciągania, skalowania, sprawienia, że nabiera jeszcze większego wymiaru, choćby się wydawało, że już ten wcześniejszy był nie do udźwignięcia.
Wkurza mnie to wszystko. Wkurza mnie tak cholernie. Wieki mijają, a ja mam wrażenie, że kurwa nadal nic się nie zmienia. I ileż jeszcze razy będziemy szarpane, upokarzane, palone na stosie, bo ktoś miał ochotę po raz setny za nas zdecydować?
Jeden oddech, drugi, kolejny… Marzy mi się świat, gdzie każdy może żyć po swojemu, nie krzywdząc przy tym innych. Gdzie kolor skóry, płeć, Bóg i to, kogo kochamy, nie ma znaczenia, gdzie nikt nie narzuca swoich prawd, jako jednych i słusznych. Gdzie człowiek ma wolność wyboru bez osądzania, zakazywania, bez obelg. Gdzie każdy może żyć w spokoju, w radości, bez ukrywania się, przeżywania ostracyzmu, bez strachu. Tragedie, choroby będą się zdarzyć. Będą poronienia, ciążę bez szans, będą przedwczesne porody i to wszystko jest już wystarczająco straszne, nie ma potrzeby dokładać do tego kolejnych traum, które zgotujemy sobie na czyjeś życzenie.
Od pierwszej chwili kochałam moje dzieci nad życie. Byłam w trzech ciążach, mam dwójkę najwspanialszych dzieciaków. Walczyłam o nich, robiłam wszystko, aby mogli urodzić się zdrowi i bezpieczni. I codziennie dziękuję za to, że to się udało. Ale nie każdy ma tyle szczęścia.
Marzy mi się kraj, gdzie szanuje się wszystkich. Gdzie nie trzeba, co chwilę wychodzić na ulicę, walcząc o podstawowe prawa. Gdzie jest tolerancyjność i każdy może czuć się bezpiecznie. Gdzie nie dzieli się ludzi na gorszych i lepszych, gdzie kościół oddzielony jest od państwa, a ja mogę wierzyć w to, w co mam ochotę, a nie co narzucają mi inni, mówiąc, że jestem gorsza, jeśli nie wyznaję ich zasad. Marzy mi się kraj, gdzie liczy się człowiek, KAŻDY, gdzie opieką otoczeni są ci, którzy naprawdę jej potrzebują, gdzie matka niepełnosprawnego dziecka nie musi godzinami zastanawiać się, skąd ma wziąć pieniądze na rehabilitację i czemu została z tym wszystkim sama. Gdzie politycy zajmują się tym, co naprawdę jest ważne i potrzebne, a nie tym, co jeszcze bardziej upokorzy, skłóci, stworzy traumy.
Marzy mi się wolność, wybór, szacunek.
Niech już przestaną nas dzielić.
#strajkobiet
12 komentarzy