Wróciłam z wakacji. W dodatku spędzonych tu u siebie, na miejscu, w domu i dobrze znanych okolicach. Wróciłam naładowana pozytywną energią, wypoczęta. Czasami naprawdę tak niewiele potrzeba. Wystarczy dostrzec, że to „niewiele” potrafi być czymś najlepszym. Nieraz ludzie tak bardzo narzekają, że nie stać ich na wakacje, że na miejscu to nie ma jak wypocząć, że żeby się móc zresetować trzeba przebyć setki kilometrów. A wszystko jak zwykle zaczyna się w naszej głowie. I jeśli tylko zapragniemy to możemy najlepsze wakacje życia przeżyć tuż obok swojego domu. Naładować się pięknymi chwilami, pobyć razem, przeżywać uśmiechnięte emocje.
Nie byłam nigdzie daleko. Nie pakowałam walizek, nie kupowałam biletów lotniczych, spałam we własnym łóżku. Za to przez te cztery dni zjadłam tyle lodów, że sama nie wiem jak zdołałam je pomieścić. Obserwowałam ganiające się dzieci, które bawiły się na plaży i przesiadywały w tipi zrobionym ze zwykłych patyków. Majka szykująca pokaz artystyczny ze swoją Przyjaciółką i mój Mąż tańczący z nimi balet. Siedziałam na leżaku i czytałam wciągającą powieść. Promienie słońca rozpieszczały moją skórę niedbale. Gołymi stopami chodziłam po rozgrzanym piasku. Śmiałam się z Przyjaciółmi, śmiałam się całą sobą. Wraz z dziećmi gościłam w naszym maleńkim ogródku jeża. Pływałam w jeziorze do utraty tchu. Jadłam pyszne rzeczy, nosiłam zwiewne sukienki, i byłam tak po prostu, byłam na sto procent.
Przez te cztery dni nie zaglądałam do komputera, najczęściej nie nosiłam komórki, rozładowana wiecznie w domu zostawała. Nie robiliśmy zdjęć, a po prostu garściami czerpaliśmy z tych beztroskich chwil przeżywając je dogłębnie. Z dzieciakami przeskakiwaliśmy przez fale, z Antkiem udawaliśmy motorówkę w jeziorze, w piasku zakopywaliśmy nogi. Jedliśmy pyszne jedzenie, nie w żadnych drogich knajpach i wykwintnych restauracjach, ale w ulubionym domu, gdzie przy trzydziestu stopniach Celsjusza ktoś specjalnie dla nas rozpalał grilla, aby nas nakarmić najlepszymi rzeczami na świecie. Dzieci biegały po pięknym ogrodzie, taplały się w baseniku, który dawał im tyle samo radości, co te w Grecji czy na Kanarach. Skakały na trampolinie, puszczały bańki mydlane i śmiały się cały czas, najpiękniej jak się tylko da, a my im wtórowaliśmy.
Kocham podróżować, odkrywać nowe miejsca, ale żeby odpocząć, poczuć się jak na wakacjach wcale nie musimy nigdzie wyjeżdżać. Wystarczy tylko docenić to, co się ma wokół, każdą chwilę wykorzystać, otoczyć się pozytywnymi ludźmi, cieszyć się pogodą, urządzać pikniki pod gołym niebem i z radością każdą wspólną chwilę przyjmować. I naprawdę nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
Piękne były te moje czterodniowe wakacje. Pełne emocji, uśmiechu i piasku upchanego po kieszeniach. I tylko różnica jest taka, że teraz nie muszę żadnych walizek rozpakowywać.
Zdjęć z naszego długiego weekendu mam dwa. Jedno w dodatku całkowicie nie nadaje się do publikacji, a drugie jest całe rozmazane. Ale tym bardziej wiem, że to był wspaniały czas, bo nikt nie miał nawet chwili by pomyśleć o tym, aby za aparat łapać, po prostu odpoczywaliśmy i zapisywaliśmy piękne obrazki tam, gdzie przetrwają najdłużej – w sercu.
7 komentarzy