Nie pamiętam już, kiedy jakikolwiek miesiąc minął mi tak szybko jak kwiecień. Przeleciał niepostrzeżenie, szybko i intensywnie. Minął pod znakiem remontowych dylematów, słonecznej pogody, rodzinnych spotkań i szumu morza. Był piękny, radosny i pełen ekscytacji. Pozbierałam sobie te różne umilacze, proste radości i przebierając nogami jak małe dziecko, już się nie mogę doczekać, co przyniesie mi kolejny miesiąc.
Uzależniłam się od tej wiosny, kocham się w niej nieprzerwanie. Tyle słońca, radości, każdy dzień dobrej pogody witam jak najpiękniejszy prezent, a było ich naprawdę wiele w ciągu ostatniego miesiąca. W ubiegłym roku ta pora średnio rozpieszczała, ale tym razem wynagradza wszystko. Mam już przyrumienioną skórę, czerwony nos, mam kwiaty w wazonie z własnego ogródka, a większość dnia, jeśli tylko mój harmonogram na to pozwala, spędzam na zewnątrz. Dzieciaki biegają w krótkich spodenkach, czerpią z tej wiosny garściami, ludzie jacyś bardziej uśmiechnięci i wszyscy tacy wyluzowani. Zdecydowanie moim największym kwietniowym umilaczem było to słońce, te piękne temperatury. Jesteście ciekawi, co jeszcze wypełniało mi czas i przywoływało uśmiech na twarzy? Zapraszam na kwietniowe umilacze.
W naszym obecnym mieszkaniu z każdego kąta wystają jakieś kartony, przesyłki, rzeczy z etykietą „do nowego domu”. Każdy drobiazg tak cieszy, każdy przedmiot jest pieczołowicie przeze mnie wybrany i już się nie mogę doczekać, kiedy w końcu znajdzie się w docelowym miejscu.
Jedna z cudniejszych przesyłek to ta od Little Lights. Odkąd tylko zobaczyłam te lampki zamarzyły mi się ogromnie, ale muszę przyznać, że zdjęcia nawet w połowie nie są w stanie oddać ich uroku. Jakaż to misterna robota, jakie one są cudowne, to sobie nawet nie wyobrażacie! Wszystkim moim Przyjaciółkom już je pokazałam i każda bez wyjątku planuje zakupić takie same swoim dzieciakom. Te lampy to potężny kawał drewna, to dbałość o najmniejszy detal, to cała dziecięca magia w tych przedmiotach zaklęta.
Kolejnym moim wielkim kwietniowym umilaczem były wycieczki na plażę. Jak robi się ciepło to zawsze bardzo doceniam to, że mieszkamy w okolicach morza. Wykorzystujemy to maksymalnie, każdy weekend kwietnia praktycznie tam spędzaliśmy. Dzieciaki ganiały się po piasku, budowały wielkie zamki, szukały skarbów, a ja wystawiałam tą twarz do słońca bezkarnie i ładowałam akumulatory ile wlezie.
W kwietniu znów przypomniałam sobie o książkach Chmielewskiej. Przez całe swoje życie cyklicznie do nich wracam i to nic, że każdą znam praktycznie na pamięć. To moja najlepsza recepta na gorszy humor, dzień, na wywołanie u siebie salw niepowstrzymanego śmiechu, ja te książki wręcz na wyrywki mogę czytać zaśmiewając się dziko. No uwielbiam! To idealne lektury na słoneczne popołudnia spędzane na plaży, w ogródku, wiosna z Chmielewską jest zdecydowanie jeszcze weselsza.
O moją skórę jak zwykle dba Yope, przez ostatni miesiąc testowałam nową linię kwiat lipy. Te ich balsamy, mydła są u mnie już tak sprawdzone, że właściwie nie wyobrażam sobie przerzucać się na cokolwiek innego. Są naturalne, delikatne, nie podrażniają i jak obłędnie pachną! Każdą z ich linii uwielbiam, ta nowa też jest fantastyczna, na wiosnę i lato jak znalazł.
W kwietniu pochłonęły nas również najróżniejsze filmy i seriale. Przede wszystkim ukazał się już drugi sezon Dom z papieru to najlepszy serial z możliwych! Nadal trzyma poziom, każdy odcinek zaskakuje, sprawia się, że chce się więcej i więcej. Ta cała akcja, genialnie zbudowane charaktery, klimat, no aż przykro, że nie ma żadnych więcej odcinków przed nami.
Kolejnym moim kwietniowym ulubieńcem jest serial This is us – nie wiem czy jeszcze jest ktoś, kto o tym serialu nie słyszał, ale jeśli tak, to musicie to czym prędzej nadrobić. To obraz niezwykle ciepły, pokazujący ludzkie losy, historie fantastycznej rodziny, różne jej wymiary, emocje, wspomnienia przeplatają się z obecnym czasem, są małe tragedie i wielkie radości. Takie prawdziwe życie w najczystszej, wzruszającej formie. Na każdym odcinku uroniłam kilka łez, no nie było opcji inaczej.
Polecam Wam też ogromnie film Palmy w śniegu, niezwykła opowieść dziejąca się w Afryce, pokazująca ogromną miłość, ale też cierpienie, niesprawiedliwość, dawną historię, która ma wpływ również na obecne czasy. Niezwykle poruszający i wzruszający obraz.
I tak nam ten kwiecień minął migiem, a teraz proszę trzymajcie kciuki, bo jeśli nic na budowie się nie obsunie to za dwa tygodnie ruszamy z remontem!:)) Dużo uśmiechu i prostych radości dla Was!
4 komentarze