Na pewno znacie to powiedzenie, że tak naprawdę dopiero trzeci dom jest idealny, że uczymy się na wszystkich swoich wcześniejszych pomyłkach. Choć kocham nasze mieszkanie ogromnie to jednak i u nas nie obyło się bez większych błędów, dlatego dziś postanowiłam Wam o nich opowiedzieć. Być może komuś pomoże to, aby nie powielać ich u siebie. Nie są to żadne straszne rzeczy, ale drugi raz na pewno bym tak nie zrobiła, są to takie zdecydowane nauczki na przyszłość. Jesteście ciekawi, co najbardziej nas w naszym domu uwiera? Zapraszam na post!
Urządzanie wnętrza nie jest prostą sprawą, a tym bardziej wybranie i kupienie swojego wymarzonego mieszkania. U nas błędy pojawiły się już właśnie w momencie kupna naszego gniazdka. Uwielbiam je, ale są rzeczy, które bardzo mnie uwierają. Być może gdybym lepiej poszukała, dała sobie czas, udałoby się ich uniknąć. To samo dotyczy wykończenia, pospiechu, braku wiedzy. Choć i tak uważam, że jak na nasze pierwsze własne mieszkanie, nie jest źle;)
Pierwszy dom dla wroga, drugi dla przyjaciela… – Czyli błędy, których już więcej nie popełnię!
Strony świata
Kupując mieszkanie trzeba dobrze przemyśleć stronę świata, na jaką jest usytuowane. Od samego początku głownie nastawialiśmy się na mieszkanie na parterze z ogródkiem, ogromnie nam się marzył. Dziś nawet nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli go nie mieć. Jednakże, kiedy szukaliśmy naszego wymarzonego gniazdka na rynku niewiele było inwestycji, które spełniałyby nasze wymagania. Niektóre z ogródków były pozbawione jakiejkolwiek intymności, dostępne nieruchomości znajdowały się na osiedlach, które od razu wykluczaliśmy ze względu na to, że wizualnie kompletnie nam się nie podobały, takie wielkie blokowiska bez charakteru. Koniecznie też chcieliśmy, aby było to mieszkanie deweloperskie, choć oczywiście oglądaliśmy również te z rynku wtórnego. W końcu trafiliśmy tutaj gdzie mieszkamy. Zachwyciło nas, że jest tu niezwykle spokojnie, brak ruchliwych ulic wokół, pięknie zagospodarowana przestrzeń, ogródek całkiem spory jak na wokół panujące standardy. Jedyny problem, jaki nas spotkał to to, że było to już ostatnie dostępne mieszkanie na parterze, stąd nie mogliśmy wybrać interesujących nas stron świata. Na początku nie przejęliśmy się tym za bardzo, okna są usytuowane od strony południowo – wschodniej, wiedzieliśmy więc, że będzie jasno. A to, że w ogródku będzie świecić tylko do czternastej? No cóż, chociaż będziemy mogli codziennie zjadać śniadania w blasku promieni. Dziś wiem, że to myślenie było błędne. Kolokwialnie mówiąc, napaliliśmy się i nic nie było nas w stanie zniechęcić;) Dziś ten brak słońca ogromnie mnie irytuje! W mieszkaniu nie jest to jakoś mocno odczuwalne, mamy wiele dużych okien, jest więc naprawdę jasno, mimo, że popołudniu słońce w nie bezpośrednio nie świeci. Ale z tym ogródkiem to przeżyć tego nie mogę! Mam tak, że rano lubię wszystko ogarnąć to, co mam do ogarnięcia, zająć się pracą, która coraz bardziej się rozwija, oprócz tego obowiązki domowe itd, a dopiero później mogę sobie odpoczywać. Ale wtedy nie ma już u nas słońca!
Inni sąsiedzi wygrzewają się popołudniami, a u nas już wtedy całkowity cień. Kiedy są bardzo upalne dni, jest to całkiem przyjemne, ale powiedzmy sobie szczerze ile jest takich dni w roku? Zdecydowanie, jeśli kiedykolwiek znów będziemy kupować jakąś nieruchomość, zwłaszcza nasz wymarzony domek to tylko od strony południowo- zachodniej. Zastanawiam się czasami czy nie trzeba było trochę jednak poczekać, lepiej poszukać… No ale cóż, jest jak jest i już nic na to nie poradzę.
Pośpiech
Nie ma nic gorszego niż pośpiech, ależ my wszyscy dobrze o tym wiemy, a jak przyjdzie co do czego, to i tak dajemy mu się ponieść. Kiedy remontowaliśmy nasze mieszkanie mój Tata od razu zaproponował, aby pogrubić ścianę pomiędzy sypialnią a pokojem dzieci. Wiecie jak to jest w bloku, ściany są jak papier zwłaszcza te w środku pomiędzy pomieszczeniami. Ale nam w ogóle nie było to w głowie, po co, bezsensu, będziemy tylko czas tracić. Dziś bardzo tego żałuję, to, co wtedy można byłoby zrobić bez problemu teraz wiążę się z wielkim brudem, remontem i rozwalaniem połowy mieszkania. Warto jednak takie rzeczy dobrze przemyśleć w momencie, kiedy jest to łatwe do poprawienia, zrealizowania.
Ściana dzieląca te dwa pomieszczenia naprawdę nic nie wygłusza, powoduje, że jest zero intymności. Nasze wieczorne rozmowy są w stanie obudzić dzieciaki. Zastanawiam się jak to będzie później, kiedy będą starsze i nawet sobie nie chcę wyobrażać, co to będzie, jak będą chciały u siebie włączać na cały regulator muzykę;)) Słychać każdy szept, kichnięcie i przewrócenie się na materacu na bok. Słychać wszystko. A tak prosto można było temu zaradzić…
Kompromisy
Kompromis, moje znienawidzone słowo, jeśli chodzi o urządzanie mieszkania. W naszej łazience były jakieś wystające rury, mój Mąż z Tatą stwierdzili, że najłatwiej będzie je obudować i wstawić kabinę prysznicową. Mnie osobiście marzyła się wanna, kocham długie kąpiele. Ale, że naciskali, wmawiali, że się nie da, uwierzyłam, machnęłam ręką i pozwoliłam na prysznic. Jaka była moja wściekłość, gdy okazało się, że większość moich sąsiadów z taką samą łazienką, z tym samym układem rur, mają u siebie…wanny! Tak czułam, że to bardziej wizja mojego współmałżonka, aniżeli faktyczny problem. Nawet nie wiecie jak ja za tą wanną teraz tęsknię… Za jakiś czas na pewno ją zrobimy. Warto więc nie odpuszczać, nie iść na żadne kompromisy, gdybym wtedy bardziej się uparła, na pewno nie potrzebowalibyśmy żadnego remontu, a tak ja niezadowolona, kolejne koszty na horyzoncie i niepotrzebna robota, która na pewno drogi Mężu za jakiś czas nas czeka!
Zostawianie rzeczy na później
To już remontowy klasyk! Na pewno to znacie; to się zrobi kiedy indziej, to wykończymy za tydzień, to czy tamto może poczekać itd. A potem jakoś motywacja siada a prowizorka przestaje rzucać się w oczy i tylko gdzieś z tyłu głowy męczy myśl, że naprawdę musimy kiedyś to zrobić. I u nas znajdzie się kilka takich kwiatków. Na same listwy przypodłogowe musiałam czekać dwa lata! Brakuje też maskownicy nad piekarnikiem, którą „kiedyś”, przy okazji mieliśmy przyciąć, listew łączących pomieszczenia i jeszcze by się trochę znalazło. Naprawdę nie warto niczego odkładać, trzeba robić wszystko od początku do końca. Bo później żyje się z tym wszystkim przez długie miesiące jak i nie lata.
To by były tak naprawdę nasze największe mieszkaniowo – remontowe porażki. Oczywiście znalazłoby się jeszcze trochę rzeczy typu jasna podłoga w łazience, ale zdecydowanie te sprawy, które wymieniłam najbardziej mnie uwierają. Wiem już na przyszłość, że potrzebuję mieć słońce najlepiej cały dzień, żeby unikać kompromisów w rzeczach, na których naprawdę mi zależy, aby się nie śpieszyć i dobrze wszystko przemyśleć, bo w końcu mieszkanie ma służyć na lata, no i przede wszystkim nie zostawiać nic na później. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś dorobimy się tego wymarzonego domu, to uda mi się tych wszystkich błędów uniknąć. A jak jest u Was? Co Was najbardziej drażni? Co było Waszą najgorszą decyzją? Co uwiera Was w Waszych domach? Koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami, ku przestrodze!:)
37 komentarzy