Było tak bardzo tradycyjnie, klasycznie… Biały welon, zbyt sztywno upięty kok, strogonow po północy… Teraz najlepiej miałabym na głowie wianek, w ręce złapała bukiet z polnych kwiatów, na nogi założyła różowe trampki. Dziś zrobiłabym to wszystko trochę inaczej. Pewnie zamiast w eleganckiej sali bankietowej, bawilibyśmy się w stodole, tańcząc na stole do rana. Dziś nie przejmowałabym się konwenansami, nie patrzyła na to, co wypada a co nie. Nie denerwowałabym się z powodu pierwszego tańca i tego czy wszyscy dotrą. W końcu Ci, co najważniejsi zawsze są przy mnie. Dziś najpierw pobiegałabym po plaży, zamiast nerwowo czekać na swoją kolej u fryzjera. I porobilibyśmy zdjęcia po swojemu, a nie tak jak Pani fotograf sobie wymyśliła. Dziś byłoby trochę inaczej… Ale jedno, czego bym w życiu nie zmieniła, dziś jestem nawet tego dużo bardziej pewna niż siedem lat temu, to to, żeby to przeżyć wszystko z Nim. Żeby zapatrzeć się w te oczy błękitne, z uśmiechem na twarzy szepnąć tak, a potem nad ranem tańczyć w męskiej marynarce opatulona Jego ramionami jakby nie istniał wokół cały świat. Dziś nawet mocniej niż wczoraj, dziś z większą świadomością mówiłabym słowa przysięgi. Dziś pełna doświadczeń i wspomnień jeszcze bardziej te słowa rozumiem, już wiem, jaką niosą ze sobą odpowiedzialność.
Dziś mam w sobie szarą codzienność i różowe poranki. Tyle wspólnych chwil poskładanych z marzeń. Z lepszych i gorszych momentów. Tyle dni, kiedy czasami nawet nie mogłam patrzeć w Jego stronę i przede wszystkim tych, kiedy wypatrywałam go z niecierpliwością. Tyle zamienionych zdań, tyle wspólnych opowieści. Był w każdym najważniejszym momencie, trzymał za ręce, budował wraz ze mną, uczestniczył we wszystkim. Tyle wspólnych dni przez te siedem lat, tyle dróg, smaków, podróży. Wspólnie przeczytanych książek, obejrzanych filmów, kłótni w środku nocy i pikników w ciągu dnia. Spacerów za ręce, otartych kolan i łez. Tyle stop klatek mam w głowie. Znam na pamięć Jego dłonie i serce. A wszystko to jak jedna chwila, jak trzepot skrzydeł motyla.
Pamiętam go, kiedy siedział na tej ławce, na nikogo nie patrzył. Wokół chaos, wszyscy się poznawali, każdy z kimś rozmawiał, przekrzykiwał, ja cała zaaferowana podskakiwałam wokół, a On jeden taki niewzruszony. Pamiętam te wszystkie wspólne studenckie chwile. To, kiedy profesor za drzwi mnie z zajęć wyrzucił, bo się odwróciłam żeby Mu awanturę zrobić, bo mi naszyjnik z szyi odczepiał. Pamiętam pokój pełen świec w naszym pierwszym wynajmowanym mieszkaniu i kaloryfer, co tak stukał, że spać się nie dało. Te Jego pobrzękiwanie na gitarze przy ogniskach i za zimny domek na Kaszubach, co dogrzewaliśmy średnio działającą farelką. Pamiętam słony zapach wszystkich odwiedzonych wspólnie plaż i ten dzień, kiedy przyjechał do mojego domu u rodziców i w tym kościółku w środku lasu wzięliśmy ślub.
A od tego dnia minęło równo siedem lat. I każdy moment z tych siedmiu lat pamiętam, te wszystkie chwile radości ten Jego wzrok, kiedy znów cos wymyśliłam. Tą Jego rękę na moim brzuchu i uśmiech szeroki na widok ekranu USG. Też te chwile niepewne, które przez te siedem lat się zdarzyły i dzień, który nigdy nie powinien się wydarzyć. Pamiętam wszystkie przeziębienia, kiedy podawał mi gorącą herbatę i to jak siedzieliśmy na pogotowiu czekając aż zrobią Mu prześwietlenie po Jego pierwszej w życiu stłuczce samochodowej. Zamykam oczy i tyle wspomnień mi balansuje, tyle słów, tyle uśmiechu, tyle magii w tej zwyczajnej codzienności, którą razem wyczarowaliśmy.
Z tych nas dwoje zrobiło się czworo. I tylko, dlatego, że pewnego dnia nasze drogi skrzyżowały się i postanowiliśmy, że będziemy od tej pory tylko jedną wspólną podążać. I były przez ten czas chwile zawahania, były gorsze słowa i godziny ciszą wypełnione. Był bunt i rozczarowania. Ale najwięcej było miłości, takiej, którą można po kieszeniach upychać i góry nią przenosić, a przede wszystkim zbudować z niej codzienność i rodzinę. Taką, z której jestem dumna i której w najpiękniejszych snach bym sobie nie wymyśliła.
A przecież to dopiero początek. Jeszcze tyle mamy do zrobienia i wspomnień do zbudowania, tyle ścieżek do przebycia. Tyle dni do zapisania. I jak wczoraj tak dziś, z głową w chmurach chcę iść naprzód, bo przy Tobie tak mogę. Bo nic mnie tak nie uskrzydla, i choćbym czasami zapominała Ci o tym opowiedzieć, to przecież za najbliższy róg i na koniec świata tylko z Tobą ramię w ramię, bo jaki inaczej miałoby to sens?..
A na dwóch dłoniach po jednym złotym krążku. A na nich trzy słowa… Czule, czulej, najczulej…
Tak samo jak wczoraj, tak dziś i jutro. Wiem, że możemy wszystko, bo nie ma większego szczęścia niż pewność, że jest ktoś, kto zawsze uściśnie wyciągniętą rękę, złapie mocno i nie wypuści, choćby nie wiem co. Tylko wtedy to życie smakuje najlepiej i pełnie.
21 komentarzy