Najbardziej w życiu lubię marzyć, podejmować wyzwania. To nie jest tak, że wszystko przychodzi ot tak, że wystarczy usiąść i się domagać. Niezwykle inspirują mnie ludzie, którzy biorą tą codzienność w garść, którzy dążą do zmian, do osiągnięcia celów, którzy nie boją się odmieniać swoją rzeczywistość. Tak często narzekamy, tak wiele rzeczy nas uwiera, ale nie robimy tak naprawdę nic, aby to przerwać, naprawić, naprostować, aby dać sobie szanse na spełnienie swoich snów.
To nie jest tak, że ja cała z optymizmu jestem zbudowana, tyle przecież razy w życiu mam chwile zwątpienia… Ale wiem też, że nie ma nic ważniejszego niż to, żeby doceniać to co się ma oraz głośno i odważnie wyznaczać kolejne cele. Wierzę w takie zjawisko, które w psychologii nazywane jest samospełniającym się proroctwem. Czyli, że kiedy w coś mocno wierzymy to robimy wszystko, aby to zrealizować i wtedy to się dzieje naprawdę. Bo to jest tak, że jeśli tylko narzekamy, tylko poddajemy się, denerwujemy na los i żądamy żeby sam się odmienił, natychmiast dał nam, co innego, to to nic nie da. Musimy włożyć swój trud, wysiłek. Nie mówię oczywiście o jakiś ciężkich sytuacjach, kiedy w grę wchodzą choroby, tragedie itd. Chodzi mi o zwykłą codzienność. Bo dla mnie to jest tak, że jeśli jesteśmy zdrowi, otoczeni ludźmi, których kochamy to reszta zależy już tylko wyłącznie od nas. Od motywacji, jaką w sobie znajdziemy.
Mieszkaliśmy kiedyś w maleńkiej kawalerce, 24 m2, urodziła się Majeczka, ciężko nawet było znaleźć tam miejsce na Jej łóżeczko, ale i tak udało nam się stworzyć dla Niej przytulny kąt. Marzyłam wtedy tak ogromnie o większym mieszkaniu, wyobrażałam sobie jak będzie wyglądać, a z drugiej strony doceniałam to, co mamy. Byliśmy młodzi, szczęśliwi, na samym starcie. Mieliśmy maleńkie, ale przytulne gniazdo, mieliśmy głowę pełną pragnień i tą cudowną świadomość, że jeszcze wszystko przed nami. Nie patrzyłam z zazdrością na innych, którzy mieli wielkie domy, mieszkania, na które zapracowali, albo dostali od rodziców. Skupiłam się na nas i na tym, co musimy zrobić, żeby osiągnąć swoje marzenie. I udało się. Mamy to nasze wyśnione M3, mamy ogródek, dwójkę zdrowych dzieci, szczęście po kieszeniach upchane. Teraz mam kolejne pragnienia. Marzę o domu, tak ogromnie, tak mocno. Właściwie w mojej głowie już jest cały urządzony, z wielką jadalnią, oknami do ziemi i osobnymi pokojami dla dzieciaków. I choć póki co nie jest to w tym momencie dla nas w żaden sposób osiągalne to nakręca mnie to niesamowicie, bo mam ten swój cel. I wiem, że kiedyś uda się go spełnić. A jakże pięknie będzie to smakować, w końcu to co wyczekane, zapracowane, wyśnione cieszy najmocniej.
Jest wiele takich rzeczy, które sprawiają, że nasze życia nie do końca wygląda tak jakbyśmy chcieli. Tkwimy czasami w nieudanych związkach, mamy nawyki, których się wstydzimy, brakuje pieniędzy, dzieci denerwują, praca uwiera. Ale często wszystko też zależy od naszego nastawienia i tego nie da rady zrobić w jeden dzień. Potrzeba tysięcy małych kroczków żeby zmienić swoje życie, albo jego postrzeganie. Miałam pracę, za którą niezbyt przepadałam, nie potrafiłam się w niej odnaleźć. Nie mogłam jednak ot tak jej zmienić, planowaliśmy drugie dziecko, musiałam w niej tkwić trochę na siłę. Byłam tym przygnębiona, sfrustrowana, ale to mój Mąż zmotywował mnie do tego żebym zastanowiła się nad rozwiązaniem, żebym poszukała czegoś, co mnie uszczęśliwi. Miałam przed sobą cały rok urlopu macierzyńskiego, był to idealny moment żeby wziąć to życie w garść. I udało się. Dziś robię coś co kocham, co mnie uszczęśliwia, co sprawia mi masę frajdy i udaje mi się na tym zarobić. I pewnie jakbym robiła wielką karierę w korporacji mogłabym zarabiać o wiele więcej, piastować ważne stanowiska, ale to nie jest do końca to, o co mi w życiu chodzi. Zastanowiłam się nad swoimi potrzebami, zrobiłam w głowie wyraźną listę moich pragnień, to jakbym chciała żeby to moje życie wyglądało i krok po kroku do tego dążę. Chciałam móc być z dziećmi, mieć tą codzienność spokojną, bez bieganiny, zbędnego stresu. Marzyłam też o tym, aby być panią własnego czasu, aby robić coś, w czym będę się spełniać, aby rozwijać pasje, aby wykonywać to, co dla mnie ważne. Chciałam mieć więcej wolnego czasu na podróże, na kontemplacje chwil. Okazuje się, że jeśli głośno określimy swoje potrzeby i cele, to dużo łatwiej je spełniać. Mogłabym siedzieć teraz w pracy, za którą nie przepadam, mogłabym się złościć i narzekać, a zamiast tego odważyłam się coś zmienić. Oczywiście jest w tym wielka zasługa mojej drugiej połowy, to, że potrafi zapewnić nam bezpieczeństwo, że pracuje tak ciężko, iż dzięki Niemu ja mogę spełniać swoje marzenia. Ale myślę, że jeśli tylko siły nas nie opuszczają to z prawie każdej sytuacji jest wyjście. Czasami wystarczy zrobić ten jeden krok do przodu, a potem sami się dziwimy, że tak długo z tym zwlekaliśmy.
Mieli piękny dom, duży, wymarzony. Pewną pracę w kraju miodem i mlekiem płynącym. Perspektywy. Mieli siebie i świetlaną przyszłość. Ale Ona bardzo tęskniła za swoim krajem, za bliskimi, za tym by mogła być w domu z dziećmi, żyć tak jak chcą, a nie tak jak pewne przepisy im dyktują. Wrócili i praktycznie zaczęli wszystko od początku. Zamiast wielkiego domu mają mieszkanie i polskie perspektywy. Ale są szczęśliwi, oboje założyli firmy, Ona oprócz tego zajmuje się w ciągu dnia dziećmi, Jej codzienność wygląda dokładnie tak jak sobie wymarzyła. I choć każdego mogłaby dziwić ich decyzja, to najważniejsze, że Oni sami wiedzieli, co dla nich jest najlepsze. Nie bali się zaryzykować, zrezygnować z pewnych dóbr, poprowadzić to życie tak jak to sobie wyznaczyli. Wybrać drogę, które jest dla nich i ich dzieci najlepsza.
W pewnym momencie życie Jej się skończyło. Ten, który był tym wyśnionym okazał się być kimś zupełnie innym. Cudowna bajka zakończyła się praktycznie po hucznym weselu, a każdy dzień okazywał się być coraz większą przepaścią. Marzenia o wspólnej rzeczywistości, o uśmiechu, szczęściu, o wychowywaniu dzieci w radości okazały się bańką mydlaną, która pękała pod wpływem coraz większych rys. Aż w końcu z dnia na dzień została sama. Sama z dwójką dzieci, którym trzeba było wytłumaczyć, że tatuś mieszka już z inną. Nie poddała się. Znalazła wymarzoną pracę, słoneczne mieszkanie, odświeżyła najróżniejsze znajomości, otoczyła się przyjaciółmi. Zaczęła żyć, oddychać pełną piersią. To, co na początku zdawało się być tragedią nie do udźwignięcia, ostatecznie uwolniło ją, pozwoliło żyć od nowa, na własnych warunkach. Poczuć szczęście, bez codziennej otchłani rozpaczy, obojętności. Mimo, że Jej małżeństwo się skończyło nagle przestała być samotna, od nowa wśród ludzi. Okazało się, że pewien zamknięty rozdział, pozwolił jej rozwinąć skrzydła i żyć tak jak naprawdę pragnie. A może tuż za rogiem zjawi się prawdziwa miłość?;) Czego z całego serca Jej życzę!
Znam też ludzi, którzy całe życie marzyli o własnym, lepszym mieszkaniu. Ale tak naprawdę nie robili nic, aby to marzenie spełnić. Było wiele różnych opcji, ale Oni żadnej z nich nie próbowali tylko po prostu czekali, bo im się należy. Czekali na zamianę, na to, że miasto da im większe. W tym czasie kupowali obrazy do wymarzonego gniazdka, nowe meble, całe życie byli przygotowani na przeprowadzkę. Lata mijały, dzieci rosły, nowe obrazy zbierały kurz, a Oni nadal czekali. Coraz bardziej sfrustrowani, z coraz większą złością, obrazą na cały świat. Mimo wszystko nigdy nie przyszło im do głowy, że aby to marzenie spełnić muszą mu wyjść naprzeciw, dać coś z siebie. Nie, oni czekali aż koś załatwi wszystko za nich, bo przecież się należy. Niestety na tym czekaniu się skończyło, dzieci się wyprowadziły, a w nich tylko narosła gorycz, której nic już nie jest w stanie odmienić.
Żyjemy uwikłani w różne schematy, historie. Z jednej strony marzymy o zmianach, ale obawiamy się wyciągnąć rękę. Najlepiej żeby los pokierował nas sam, żeby ktoś wszystko odmienił za nas. Ale tak się nie da! Trzeba odważnie sięgać po swoje marzenia, trzeba budować swoje szczęście cegła po cegle, a nawet jak przyjdzie huragan i zdmuchnie wszystko to, co z takim mozołem budowaliśmy, to trzeba przekląć siarczyście i po prostu zacząć od nowa. Nie ma innej rady, ale z drugiej strony jakże to pięknie smakuje, kiedy osiągamy to, o czym marzyliśmy, dzięki swoje ciężkiej pracy.
Ja wiem, że to takie banały, że są sytuacje w życiu, z których trudno się podnieść i oby omijały nas wszystkich szerokim łukiem, czego sobie i Wam z całego serca życzę. Ale tu chodzi o zwykłą codzienność, o te sprawy, na które mamy wpływ, o te drobiazgi, które możemy odmienić. O cele, które należy wyznaczać i do nich dążyć. Jeśli śnimy o dalekich podróżach już dziś zacznijmy na nie oszczędzać. Nawet jakby miało to trwać i pięć lat, to w końcu uda nam się być tam gdzie wyśniliśmy i jakaż to będzie piękna podróż, z jaką cudną drogą do niej. Tak jest ze wszystkim. Jeśli marzymy żeby wydać kiedyś książkę już dziś zacznijmy ją pisać, strona, po stronie. Dajmy sobie szansę na sukces, na spełnienie snów, na radość. Odnajdźmy motywację, ona nigdy nie leży na ulicy, nie wystarczy ta dana od drugiego człowieka, albo przeczytana w mądrym felietonie, ona musi wypływać z nas samych. Tylko wtedy będzie na tyle silna abyśmy mogli odmienić nią cały świat, albo chociaż kolejny dzień. Czuć, że mamy wpływ na swoje życie i na siebie samych. I nawet, jeśli nam się nie uda czegoś zmienić, to chociaż będziemy mogli powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. A to zawsze oznacza bardzo wiele, bo nieraz droga, jaką przechodzimy jest dużo ważniejsza niż ten cel, który gdzieś tam odhaczamy.
25 komentarzy