Mam takie jedno wspomnienie z dzieciństwa… Kiedy byłam mała mówiłam, że w przyszłości zostanę kierowcą autobusu i będę wszędzie wozić całą swoją rodzinę. Będą tam miejsca dla wszystkich Babć, Dziadka, Rodziców, Siostry, że będą ze mną zawsze wszyscy Ci, których kocham. Do dziś czuję się czasem jak w takim wyimaginowanym autobusie, gdzie mam ich wszystkich zawsze na wyciągniecie ręki. Są moim oparciem, moją stałą w życiu, bezpieczeństwem. Są zawsze. Cudownie przechodzić przez życie z taką świadomością, że ma się tych swoich bliskich, na których można liczyć, że choćby nie wiem co, nigdy nie będę czuć się samotnie. Że mam na tym świecie kilka domów. Takich, w których nigdy nie będę gościem, a zawsze na prawach domownika. Takich domów najprawdziwszych, najpiękniejszych na świecie. Ten, który stworzyłam ze swoim Mężem, ten Rodziców z tym moim poddaszem ukochanym, co w ścianie są zamurowane moje wiersze, Dziadków z wielką, jasną kuchnią, drugiej Babci, co u niej to zawsze ciepły obiad na stole czeka i mojej Siostry, co to go jeszcze nie stworzyła, ale wiem, że jak coś, to to będzie taki mój, kolejny stały punkt w życiu. Są to miejsca, do których zawsze chce się wracać i zawsze można. To niezwykle człowieka buduje, sprawia, że żyje się o wiele łatwiej.
Postanowiłam wyjechać z chłopakiem do Irlandii. Siedzieliśmy na przystanku w brzydki, deszczowy dzień i czekaliśmy na autokar, który miał nas zawieść na prom do Francji. Dwa wielkie plecaki u stóp, moja pleciona torebka na ramieniu… Obok inni czekający, niektórzy w parach, inni samotnie rozmawiający przez komórkę, co by zabić nudę. Siedzieliśmy tak na ławeczce, a wokół nas największy harmider… Oczywiście odprowadzała mnie cała moja rodzina. Nawet nie było, co z tym dyskutować. Dziadek rozmawiający zawile z moim Tatą, Babcia wiecznie upewniająca się czy nic nie zapomniałam, moja Mama ze szklanymi oczami, no, bo jak tak, że Jej córeczka w wielki świat i nieważne, że to tylko na trzy miesiące, no i oczywiście moja Siostra, która cały czas z czegoś żartowała.
Czekaliśmy długo… Okazało się, że autokar miał jakąś awarię, którą musieli naprawić. Mijała godzina, druga, trzecia, kolejna… Deszcz coraz mocniej siorbał, byliśmy przemoczeni, a Oni wszyscy stali tam niewzruszeni, wytrwali. Za nic w świecie nie chcieli pójść do domu, w końcu muszą przecież pomachać do mnie na pożegnanie, no bo jak inaczej?… No nie da rady!
Moja Siostra w dzieciństwie wiele chorowała. Nie mogłam się ostatnio doliczyć w tych Jej pobytach w szpitalach, a właśnie opowiadałam o tym Mężowi. Dzwonię więc do Niej z pytaniem jak to było dokładnie, A Ona na to wielce zdziwiona, „no, ale dlaczego mnie o to pytasz? Ja nie pamiętam. Przecież wiadomo, że z takimi rzeczami to do Mamy…”
No właśnie do Mamy. Bo przecież Ona zawsze wszystko pamięta, te wspomnienia jak z rękawa wyciąga. Często pewnie zna nas lepiej, niż my siebie same… Ileż razy w tygodniu po ten telefon do Niej sięgam. Kiedy nie wiem jak racuchy zrobić, albo, bo Antek właśnie gorączkować zaczął, bo mi się słabo zrobiło, albo po prostu się zdenerwowałam i wygadać musiałam. Pytam o tysiące pierdół, opowiadam o kolejnym zabawnym tekście, jaki powiedziała Maja, a Ona zawsze jest tym wszystkim tak ogromnie zainteresowana, tak uważna i tak często zna prawidłową odpowiedź na te wszystkie rzeczy nieistotne i przede wszystkim te najważniejsze na świecie.
Nie zawsze się rozumiemy. Kłócimy zawzięcie. Może zbyt podobne do siebie pod tak wieloma względami jesteśmy, że aż ciężko czasem przez to się zrozumieć?.. Ale to Mama… Mama przez duże M. Przez cale życie najbliższa, taka jedna ze stałych osi w życiu, bez których świat nie mógłby istnieć.
Staram się tak ogromie żeby tym moim dzieciom dobrze było., Żeby to dzieciństwo takie różowe mieli. Ale to, co najważniejsze to to, że z każdej strony miłością są otuleni. I to wcale nie żadna moja zasługa, ale tych wszystkich bliskich, którzy są z nami. To Oni również tak wielki wpływ na ten ich świat mają, na to poczucie bezpieczeństwa, beztroskę. Te Babcie ukochane, Dziadkowie, te wszystkie cudowne chwilę, które im fundują. Te weekendy, kiedy mogę ich spokojnie im powierzyć i nawet przez moment nie muszę się denerwować, że coś jest nie tak. Bo wiem, ze są w najbezpieczniejszych ramionach na świecie. Cali moją rodziną otoczeni.
Kiedy Maja było niemowlęciem uspokajała się tylko w moich ramionach. Wystarczało, ze wyszłam do łazienki, a Ona już zanosiła się płaczem. Nikt nie potrafił Jej uspokoić, zawsze musiała mieć mnie w zasięgu wzroku. Były tylko jedne takie ramiona, które myliła z moimi, z których wychodzić nie chciała, jeśli była nimi otulona, nie potrzebowała mnie zupełnie. Ramiona mojej Siostry. Tej mojej najbliższej, najukochańszej, tej, bez której…świat w życiu nie byłby taki sam. Po prostu nie mógłby się kręcić.
Każdy z tej mojej rodziny daje mi coś zupełnie innego, wnosi inną wartość, inną potrzebę i ukojenie. Każdy jest najważniejszy i najbardziej potrzebny. Nie ma takich słów, którymi mogłabym opisać ciepłe ręce mojej Babci, która jest zawsze pomocna, zawsze na wyciągniecie ręki, na każde zawołanie. Mojego zwariowanego Dziadka z tysiącem pomysłów na minutę, Tatę, które wie wszystko, który rozśmiesza, który też wszystko potrafi, Mamę najpiękniejszą taką, uważną, dbającą o nas i Siostrę, tą moją jedną, wariatkę, przyjaciółkę, najlepszą ze wszystkich sióstr świata. Nie ma opcji żebym była tym samym człowiekiem bez nich. To Oni mnie kształtowali i robią to nadal. To dzięki nim zawsze miałam w sobie pewność siebie, poczucie wartości, bezpieczeństwa, wielkiego ciepła i świadomości, ze nigdy w życiu nie muszę z niczym sama się mierzyć.
Cudownie mieć bliskich. Zwłaszcza takich jak moi.
Każdemu życzę żeby mógł być otoczony takimi ludźmi, żeby mógł poczuć co to znaczy prawdziwa rodzina.
Szczęściara ze mnie bez granic.
14 komentarzy