Lubię te nasze powroty do domu. Nawet jeśli wyjeżdżamy tylko na tydzień, zawsze jakaś stęskniona wracam za tymi moimi czterema ścianami. Przekraczam próg, przeglądam każdy kąt zachłannie. Najbardziej o tej porze roku cieszy mnie nasz ogródek, matko jak nam przez te kilka dni wszystko zakwitło, jaki kolorowy busz nas przywitał! Pogoda również łaskawa, bardzo zbliżona do tej jaką mieliśmy na Korfu, wiec pierwsze co zaczęliśmy napełniać wodą dziecięcy basenik. Dobrze jest tak po domowemu. Podróże chyba najbardziej cieszą wtedy, gdy jest do czego wracać.
Dziś niosę Wam garść w przelocie złapanych kadrów, nasz weekend i wczorajszy dzień. Takie domowe migawki, nasza prosta codzienność, która tak mocno cieszy. Tak wiele radości można odnaleźć w uśmiechach dzieci, w spotkaniach z przyjaciółmi i rodziną, a nawet szczęście może być zaklęte w zwykłej czekoladowo – malinowej tarcie. Najważniejsze to tylko chcieć je poczuć. Na bosaka po trawie pobiegać, dobrą książkę przeczytać, zmęczyć się czasem porządnie, a później pełną piersią na świeżym powietrzu oddychać. Takie niby nic, a tak ważne, tak wiele znaczy. A kiedy słońce tak mocno przygrzewa, kiedy tak ciepło to już nie sposób o zły humor. Lubię ten upał, te dzieci po tarasie w strojach kąpielowych biegające, te rozkwitnięte róże i lemoniady wszelakie pite w hektolitrach, lody po małych bródka spływające… Teraz zaś już się tu nie rozpisuję tylko biorę się za pisanie relacji z Korfu, a Was zostawiam z garścią obiecanych zdjęć. Kolorowej codzienności Kochani!
24 komentarze