Pisałam ostatnio o tym, że marzy nam się działka z docelowym drewnianym domem na weekendy i sezon letni. Chcieliśmy mieć miejsce, które moglibyśmy póki co wykorzystywać stricte rekreacyjnie, z możliwością w późniejszym czasie wybudowania się. Ja w życiu mam tak, że bardzo mocno ekscytuję się, łatwo zapalam do różnych pomysłów i chcę wszystko teraz, natychmiast! Mój mąż zaś bardziej twardo stąpa po ziemi, rozważniej podejmuje decyzje. I czym więcej jeździmy, szukamy wymarzonego miejsca, tym więcej budzi się w Nim wątpliwości. Za nami godziny gorączkowych dyskusji, przerzucania się argumentami, analizowania różnych opcji. I to jest tak, że jak kiełkuje pewien pomysł to za chwilę pokazują się różne inne możliwe furtki do wyboru.
Taka działka na wsi to cudowna sprawa. To cisza wokół, czyste powietrze, to trochę inny świat niż w mieście. Ale prawda jest taka, że takie miejsce wymaga wiele czasu i pieniędzy. Samo kupno działki, uzbrojenie jej itd. to już spore kwoty, a to dopiero początek. A żeby ją zagospodarować, wybudować nawet tymczasowy domek, stworzyć sobie prawdziwą oazę relaksu to już studnia bez dna. Nawet już nie wspominając o tym docelowym, wymarzonym domu. I jak tak realnie zaczęliśmy wszystko liczyć, analizować, to pojawiły się wahania. Nie jesteśmy w stanie przeprowadzić się na wieś na stałe, nie chcemy tego. Tu mamy pracę, rodzinę, przedszkola, szkoły. I teraz realizowanie projektu działka jest fantastyczną perspektywą, tylko czy na pewno chcemy ładować tyle pieniędzy, energii w coś, gdzie zapewne nigdy nie zamieszkamy na stałe, a już na pewno nie z dziećmi? Może czasem nie warto rzucać się z motyką na słońce tylko dobrze usiąść i przeanalizować wszystko. Oprócz sielankowych wizji zastanowić się, co tak naprawdę jest dla nas najlepsze? Tu oczywiście wychodzi na pierwszeństwo ta moja niecierpliwa natura, że ja chcę wszystko tak od razu, ale już! Ale może jednak warto w życiu trochę poczekać… Tak naprawdę mimo tego, że tak ogromnie ciągnie nas w stronę tej wsi, dla nas dużo odpowiedniejszy byłby maleńki domek w mieście. Nie jesteśmy jednak w stanie tego zrealizować ot tak. Ale zastanawiamy się nad tym czy nie lepiej zamiast inwestować w tą działkę, poczekać, oszczędzać i za kilka lat kupić domek w znacznie bliższej lokalizacji. Pewnie nie będziemy mieli wtedy tak olbrzymiego terenu, tej ciszy wokół, lasu za plecami. Ale będziemy mieli coś na stałe, miejsce, z którego będziemy korzystać, na co dzień. Mamy na tyle maleńkie dzieci, że nawet, jeśli miałoby się to zdarzyć za powiedzmy pięć – siedem lat, to one i tak z tego mocno skorzystają. Większa życiowa przestrzeń bardzo kusi. Teraz w naszym mieszkaniu jest nam wygodnie, ale co właśnie będzie za te kilka lat, kiedy dzieci będą chciały mieć osobne pokoje? No i taki własny dom zachęca ogromnie. Kiedy poprzeglądałam oferty okazało się, że jest wiele różnych opcji. Możemy kupić coś zaraz pod Gdańskiem, albo nawet w dzielnicach niedalekich tej, w której obecnie mieszkamy. Możemy też postawić na coś odrobinę dalej, ale jednak z możliwością bezproblemowego codziennego dojazdu do pracy i szkół. Mam straszny mętlik w głowie. Z jednej strony tak ogromnie marzy mi się ta realizacja marzenia z domkiem na wsi, z polami widocznymi przez okna, z bezkresem wokół. A z drugiej strony taki dom na stałe w mieście z ogródkiem, z większym metrażem, pięknym tarasem to coś, co również ogromnie kusi. Ta druga opcja pewnie też jest lepsza dla naszych dzieci, bo czy za dziesięć lat będą tak chętnie, co weekend jeździć z nami na działkę? To tu na miejscu będą mieli swoich przyjaciół, plany….
Sama nie wiem. Na pewno trzeba to wszystko dobrze przemyśleć, stwierdzić, co bardziej w duszy nam gra, jaka opcja jest dla nas wszystkich najlepsza. Może czasem lepiej jest trochę poczekać na spełnienie swoich marzeń. Przeglądam nałogowo teraz wszystkie te ogłoszenia, oglądam działki, malownicze pejzaże, a z drugiej strony podglądam domy w mieście, sprawdzamy też bliźniaki i szeregowce. Oglądamy również domy w odrobinę większej odległości, ale już z większym terenem wokół, zagospodarowanymi ogrodami i…Sąsiadami za płotem;) Jednak dom w mieście to wygoda i również moje wielkie marzenie, do którego do tej pory mój mąż dość sceptycznie podchodził. Ale ostatnio na szczęście zmienia pod tym względem zdanie…
Życie to ciągłe wybory. Jednak najważniejsze jest to, że istnieje tak wiele perspektyw, możliwości przeżycia go. Trochę mi żal tego domu na wsi, ale jak to mówią nie można mieć wszystkiego. Dom w mieście ma mnóstwo plusów. Swoja wybujałą wyobraźnią już go w głowie urządzam, choć nawet zielonego pojęcia nie mam jak będzie wyglądać;) A czy Wy stawaliście kiedyś przed podobnymi wyborami? Na co się zdecydowaliście? Opowiedzcie mi swoje historie, baaardzo ich potrzebuję. Albo po prostu szczerze napiszcie, co o tym wszystkim sądzicie;)
50 komentarzy