Opowiedz mi jakąś historię cichutko poprosiłam. I opowiedział… O tym domu gdzie echo roznosi tupot małych nóżek, o porozrzucanych klockach, z których chwile wcześniej zbudowaliśmy całą rodziną najwyższą wieżę. Wspomniał o tych rysach na stole, które powstały przy licznych pracach plastycznych. O przypalonym garnku po kolejnych kulinarnych eksperymentach. I o pilocie, o którym słuch zaginął odkąd Antek porwał go w swoje małe rączki.
Mówił o czasie, który tak szybko przemija, jak mgnienie skrzydeł motyla, ale przecież to znaczy, że był pełny i intensywny. O małych sukcesach, które składają się na wielka całość, i o tej niewielkiej bliźnie na moim brzuchu, która jest pozostałością po tym jak pewien malec postanowił w nim zamieszkać. O zapachu morza i porankach kiedy tak bardzo wstawać się z łóżek nie chce, ale jest zawsze ktoś kto tak bardzo na to Twoje przebudzenie czeka. O tym wieczornym chaosie i wspólnych tańcach, o zepsutym laptopie, który jest zbyt mocno przez to moje pisanie eksploatowany. I o obiektywie, który prosi się już od tak długiego czasu o wymianę. A wszystko zaczęło się wtedy gdy po raz kolejny spadł nam wakacjach… A chwilę wcześniej pstryknął zdjęcie, zwykłe takie, Maja na nim lekko zapłakana, bo właśnie się przewróciła i ja naklejająca na te jej stłuczone kolanko maleńki plasterek.
O kłótniach, które kończą się zrozumieniem, choć nieraz trochę czasu na to potrzeba. O tym szepcie już na dobranoc i spokojnym oddechu dzieci, za nim jedno z nich znów po raz setny się w nocy przebudzi.
O bólu kręgosłupa po tym jak człowiek się tak porządnie napracował, i który zaraz przeminął, a efekty pracy pozostały. O katarze, z którego wyjść nie możemy, bo wiecznie zarażamy się nawzajem, ale to przecież dlatego, że właśnie jesteśmy razem. O codziennym uśmiechu nawet przez łzy, o maleńkich łapkach wczepiających się we mnie z tak wielką potrzebą. Złapanych chwilach, przyklejonych z etykietką najpiękniejsze.
Ale ta historia mogłaby przecież brzmieć zupełnie inaczej… Można by mówić o frustracjach i bałaganie wokół, o nieprzespanych nocach i zbyt wczesnych porankach. O kolejnej bezsensownej kłótni i wszystkich sprzętach do wymiany, które zawsze psują się w nieodpowiednim momencie. O cholernym przeziębieniu, które wykańcza i chaotycznych wieczorach, kiedy wszystkiego się odechciewa. O bólu kręgosłupa, który z łóżka wstać nie pozwolił, a wszystko przez to, że się mi kolejnego mebla zachciało.
Tylko od nas samych zależy jaką obierzemy perspektywę, jak spojrzymy na szczegóły i w którą stronę je obrócimy. Możemy przeżywać podobne historie, ale to my sami decydujemy jak zechcemy je opowiedzieć i jak wgłębi siebie na nie patrzymy… Na jedno i to samo zdarzenie może być tyle spojrzeń ile ludzi na tym świecie.
Szczęścia trzeba samemu się nauczyć i odnaleźć je w sobie. W każdej najdrobniejszej rzeczy. Nie jest to łatwe, nie zawsze realne, ale czym więcej próbujemy tym więcej razy się to udaje. Szczęście nie leży za siedmioma górami, nie zależy od specjalnych przywilejów i talentów. To nie tylko i wyłącznie odległe plany i marzenia, bo czasami to może być nawet pobudka o szóstej rano i ból kręgosłupa. Bo szczęście ma wiele imion i tylko Ty sam decydujesz czemu je nadasz.
21 komentarzy