Wieczorem nagle nastaje taka cisza, tak niepodobna do tego, co można zastać tu w ciągu dnia. Z drugiego pokoju słychać tylko te równe oddechy dzieci, w tle najczęściej gra u nas muzyka. Wieczorem jest czas na rożne myśli i refleksje. Otulam się ulubionym kocem, w głowie robię kolejne plany, czasami podsumowuje dzień. Wieczorami mam w sobie rożne emocje, nieraz jest to jedyna możliwa pora na wyciszenie, na złapanie oddechu. Bywam tak cholernie zmęczona, tak bardzo obrażona na cały świat. Znów tyle niepotrzebnych rzeczy mnie zdenerwowało, kolejny raz powiedziałam coś zanim pomyślałam. Matko, jakie to u mnie typowe! Ile razy bym sobie nie obiecywała, że będę lepiej ważyć słowa, to nigdy nie wychodzi mi to na dłużej niż pięć minut.
Potem wieczorem siedzę i analizuję, że można było inaczej, tak na spokojniej, że może później nie musiałabym siedzieć i się w głowę pukać… A przecież słowa bywają w życiu tak ogromnie ważne i potrafią tak wiele odmieniać.
I ta cisza wokół tak mnie nastraja. Kot obok leniwie się przeciąga, ja znów obiecuję sobie, że od jutra to już naprawdę wszystko na spokojniej i te nerwy na wodzy bardziej będę trzymać, że postaram się bardziej. Ileż to można sobie w tej ciszy naobiecywać! Ileż planów na kolejny poranek porobić, pod tym kocem przykryta, z kubkiem herbaty w ręku, wsłuchując się w oddechy dzieci.
Cicho tak, błogo, spokojnie.
I żeby tak choć raz na tych obietnicach nie kończyć… Gdzieś we mnie cały czas pewne słowa się kołaczą. Te, co przeczytałam ot, tak przypadkiem. Gdzieś tam w biegu dnia, bodajże jak właśnie skończyłam pieluchę Antkowi zmieniać, mąż mi wywiad do przeczytania podsunął. „Zobacz On opowiada jakoś tak zwyczajnie, a tak ciepło, tak mądrze. Jak rzadko można taką spokojną mądrość poczytać.” I zaczytałam się. Te kilka zdań, co mi teraz cały czas w tej głowie krzyczą, które jeszcze wyraźniej podkreślają, jakie to ważne by nad sobą pracować. Co się odczepić ode mnie nie chcą… ‚ Przyzwoitość polega na tym, że trzeba robić więcej. To, że kochasz swoje dzieci, że ich nie bijesz, nie krzywdzisz – to żadna zasługa, to wychodzenie na zero. Zadaj pytanie sobie – co zrobię więcej?’
Myślę więc jak mogę…. Myślę bez wiecznego wybielania, bo przecież zmęczona, bo głowa boli, bo On mnie zdenerwował. Myślę o tym, że całe to nasze życie składa się z tych nowych poranków, kiedy mamy kolejną szansę, z tego chaosu w ciągu dnia gdzie tak ciężko myśli zebrać i z tych wieczorów, kiedy możemy być z siebie mocno zadowoleni, albo znów żałować. O ile łatwiej się żyje, kiedy dajemy z siebie to więcej, kiedy staramy się bardziej, mocniej. I wcale a wcale nie jest tak prościej, ale na pewno pełniej.
Oczywiście, że można cały czas wychodzić na zero i mówić, że jest dobrze. Można nie szukać szczęścia i mówić, że właściwie to jest się szczęśliwym, można wieczorem nie słuchać myśli, machnąć ręką, no trudna zdarzyło się. Można skupiać się na sobie, rozprawiać o zmęczeniu, o tym, że nam ciężko, ale można też.. Można też postarać się trochę mocniej. I zobaczyć jak to jest. Można żyć i rozpocząć kolejny poranek, ot tak. Codziennie każdy z nas dostaje go jak najcenniejszy prezent, czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakie to piękne?…
Tak po prostu.
Tak też dla siebie.
Dla nich.
Tak, choć raz zrobić coś więcej… I w dodatku można tak codziennie.
Właśnie to jest najważniejsze.
30 komentarzy
Wspaniały klimat i świetne zdjęcia
Wszystkiego co fajne i uśmiechnięte w roku 2016 !
Dominika
:***
Iwona