Sfrustrowana matka polka…



Zmęczona jestem ostatnio jakaś. Dni między palcami mi uciekają. A ja tak lubię, kiedy energia mnie roznosi, kiedy ciągle coś się dzieje, a tu nie mogę do niczego się zmobilizować. Bycie w domu bywa trudne. Nie ma co się oszukiwać. Jasne, to magiczny czas, czas tu i teraz. Ale człowiek bywa sfrustrowany, bo to jest tak, że trzeba się w sobie mocno mobilizować, nie poddawać rutynie… Lubię tą codzienność z dzieciakami, kocham nasz wspólny czas. Uwielbiam nasz dom, prowadzenie bloga. Mam wrażenie, że to ostatnie mocno mnie rozwija. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że zaczynam tęsknić za „wielkim światem”. 


Tak po prostu co rano wyjść, spędzić osiem godzin poza domem, robić różne projekty, mieć wyzwania, na przerwie plotkować z koleżanką. Wyrwać się. Och, doskonale wiem, ze to wszystko nie wygląda tak różowo. Jeszcze pamiętam ten wieczny bieg, zwłaszcza, kiedy już Maja była na świecie. Ale mimo wszystko gdzieś te myśli uciekają… Doceniam luksus bycia z nimi, ale nie zawsze jest łatwo… Ale która z nas mam tego nie wie?.. Odkurzanie z Antkiem na rękach bo panicznie boi się odkurzacza, odpisywanie na maile walcząc o klawiaturę z maluchem, sprzątanie tysiąc razy pięćset jakby to była najambitniejsza rzecz na świecie… Przygotowywanie postów zawsze w „międzyczasie”. A mi się marzy żeby móc, choć chwilę, tak na spokojnie. A tu się nie da, bo jak mam takiemu maluchowi wytłumaczyć, że musi poczekać, bo mama potrzebuję pięciu minut spokoju? No nie ma szans. I te frustracje gdzieś rosną, rosną…. Majka zakatarzona, ja poirytowana. Wiecznie tylko w głowie krzyczę stop! A i tak mnie nosi. Przekleństwa pod nosem mruczę i samej siebie wtedy nie lubię. No tylko trzasnąć drzwiami i uciec. Uciec choćby i do warzywniaka, byleby pobyć przez chwilę sama ze sobą;)

I zwykle tak jest, że mogę gdzieś wyjść, z kimś się spotkać, czy choćby z mężem do kina wyskoczyć. Ale czasami to bywa za mało i wtedy właśnie moje myśli ku tej pracy ciągną. Do jakiś większych wyzwań niż to, co na obiad ugotować, jak posprzątać dom z maluchem na rękach i w co znów się z Majką pobawić. No umówmy się, nieraz zwariować idzie… Mam te swoje rożne projekty, mam masę planów, ale to nie to samo, kiedy wychodzi się rano, zamyka drzwi za sobą. Kiedy trzeba mocniej oko umalować, bluzkę odprasowaną założyć, stać się kimś od kogo wymaga się wiedzy, kreatywności, elokwencji, kiedy trzeba podejmować intelektualne wyzwania. A w domu to jest w domu. Nawet jak pracuje, jak piszę, jak robię rzeczy wymagające większego wysiłku umysłowego niż to by w kółko powtarzać „jak robi krówka? – krówka robi muuuuu” (No Antek po prostu oszalał na tym punkcie;p) To jednak jest się w domu. I nie ma podzielonego czasu na dzieci i pracę. Tu zawsze dzieciaki przestrzeń wypełniają sobą i swoimi potrzebami,  praca to wieczne łapanie chwil gdzieś w przelocie . Nikt nie wymaga odprasowanej koszuli i choćbym nawet dla siebie samej chciała, to umówmy się, że w garsonce trochę dziwnie byłoby po podłodze ganiać;)  A z drugiej strony…

Z drugiej strony jest cała ta nasza codzienność. Codzienność nimi wypełniona… Dziś Antek po raz pierwszy powiedział MAMA. Powiedział to o trzynastej… Pewnie będąc w pracy miałabym wtedy tą wymarzoną przerwę na kawę z koleżanką… Może nawet na jakimś modnym lunchu bym była. A tu takie cuda…

I choć bywa ciężko i nie ma co sobie oczu mydlić, ani się wypierać, to świat pozdobywam sobie później. A póki co o trzynastej w środku dnia, posłucham tych magicznych słów Mama i zupę ugotuję.  I wiem, że jak będę kiedyś miała powiedzieć kiedy w życiu czułam szczęście, to między innymi do tych chwil myślami powrócę.




Related posts

Jesteś.

Pokoje dziecięce – to nam się udało! Rozwiązania, z których jestem najbardziej zadowolona.

Uśmiech proszę!

37 komentarzy

Ania z osobiedlamnie 9 października, 2015 - 7:25 am
Ja dla takich chwil właśnie zaczęłam pisać swojego pierwszego bloga, nosi nazwę "Chwile bezcenne":) Mnóstwo w nim było frustracji zmieszanej z euforią, szczęście nieopisane. A opisane noce ażurowe, tkane ze snu, karmienia, tulenia, noszenia i nucenia kołysanek. Wtedy chciałam, żeby czas upłynął, teraz, gdy płyniemy z nurtem kolejnych etapów życia, wolałabym ten czas zatrzymać, żeby co najmniej zwolnił, bo One tak szybko stają się jednak samodzielne:) Wiem, wiem, brzmi to dziwnie, ale tak naprawdę jest:) Życzę Ci dużo świadomych chwil szczęścia:)
Dorabiaj Teraz 9 października, 2015 - 7:28 am
Śliczną bluzę ma Twój syn na ostatnim zdj. :) Pozdrawiam
Anonimowy 9 października, 2015 - 7:33 am
Jakie Ty masz śliczne dzieci! Możesz robić na zamówienie. ;) Kamila
Home on the Hill 9 października, 2015 - 7:38 am
Hahahahahaha no padłam po prostu:))) Kamila okres dostałam, Majka chora w domu, jeszcze dziesiątej nie ma, a ja już mam dosyć.... Aż tu Twój komentarz i od razu humor podskoczył mi o 150%;))))
Anonimowy 9 października, 2015 - 2:46 pm
To się ciesze, że poprawiłam humor... :D Pozdrowienia!
Unknown 9 października, 2015 - 7:39 am
Antek juz zaczyna maszerowac? A dopiero co się urodził... Maja śliczna dziewczynka... W pracy fajnie ale bezcenne chwile z dziećmi....
Home on the Hill 9 października, 2015 - 7:42 am
Tak już chodzi i to od dobrych trzech tygodni:))) Silny jest bardzo i teraz do każdego kąta mi zagląda;p
Beti House 9 października, 2015 - 7:39 am
I tak źle i tak niedobrze. Doskonale rozumiem twoją frustrację, bycie mamą na cały etat to niełatwe zadanie i bywa męczące, czasem aż nadto. Tak sobie myślę, że nam, kobietom ciężko też dogodzić, bo jak mamy jedno marzymy za drugim a jak mamy to drugie chce nam się pierwszego, jeśli wiesz co mam na myśli. Długo czekałam na tydzień, mojego wymarzonego urlopu, takiego w ciszy, w domu, bez tego całego stresu ale doszłam wczoraj do wniosku, że w domu się po prostu nudzę i nie wiem czy świadomie to przemyślałam ale cieszę się, że w poniedziałek idę do pracy :)) Wracając do Ciebie...ciesz się każdą wolną chwilą z dzieciakami, bo one tak szybko rosną, dorastają i już nie są takie przytulaśne, uzależnione od nas. Moja córka ma 13 lat i zawsze była taką moją przytulanką, teraz już nie chce się do matki tak przytulać, bo to obciach? Widzę jak rośnie mi nastolatka, mająca własne zdanie, oczekiwania i chyba teraz bardziej myśli o przytulaniu się do jakiegoś chłopaka niż do mnie ;P
Mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam :)
Pozdrawiam i wielu radości z bycia mamą!
Anonimowy 9 października, 2015 - 7:42 am
Bądź dzielna:))Jak ja Ci zazdroszczę mądrości której nie miałam wiele wiele lat temu jako młoda mama...:)))Trzymaj się i nie dawaj jesiennym chłodom...i powtarzaj sobie--najważniejsze żeby były zdrowe...(a śliczne są doprawdy)
eve label 9 października, 2015 - 8:10 am
Wczoraj moja bratowa zapytała, czy ja przez ten rok gdzieś wyszłam bez Antka. Otóż nie. Cały rok nie byliśmy nawet w kinie. trochę dlatego, że nie mam z kim go zostawić, ale pewnie jakbym się bardzo postarała to by się chętni znaleźli. Tylko mi strasznie trudno wyjść i nie myśleć. Nawet siedząc u fryzjera zastanawiam się co moje chłopaki robią i jak sobie radzą... Owszem, bywają dni kiedy mam coś zaplanowane i chciałabym na spokojnie, bez ciągłego "brrrrrum, brrrum" i "rzuć balonika", ale Antek wczoraj skończył rok. Przygotowując dekoracje urodzinowe przeglądałam zdjęcia... Był taki maleńki jak się urodził, a zaraz będę musiała go oddać komuś obcemu pod opiekę. I ta praca... super, wrócę do ludzi, znajomych, czegoś co zawsze chciałam robić. Ale ona pochłonie tyle czasu... Dobrze wiesz, że to nie tylko te 8 godzin, że to poranne przygotowanie w biegu, dojazdy, zakupy, stanie w korkach. Wracasz późnym popołudniem, a dziecko zaraz idzie spać i w konsekwencji stajesz się weekendowym rodzicem, któremu umyka to, co najważniejsze. Bardzo się tego boję... Gdyby tak można było pracować 3dni, a resztę spędzać z rodziną ;)

A swoją drogą Ty nie wiesz jak sobie humor poprawić? Ty? Kup nową skorupę, a reszta sama przyjdzie ;)
red artist 9 października, 2015 - 8:15 am
Jeju jaki on już kawaler!!! Dzieci zdecydowanie za szybko rosną ;-)
Też tak mam, że jak jestem w domu, to ciągnie mnie do pracy, a będąc w pracy wolałabym tarzać się po podłodze z maluchami. Nie dogodzisz ;-)
W biegu pisane... 9 października, 2015 - 8:24 am
Olu ja chyba nie wiem o czym mówisz więc nie będę się mądrzyć. Po urodzeniu Hani wróciłam do pracy zanim mała skończyła 4 miesiące. Stanęłam przed sporą szansą zawodową i choć okupiłam to wtedy morzem łez, to wspólnie daliśmy radę i dziś mogę powiedzieć, że to była wtedy jedyna, właściwa decyzja, bo gdybym podjęła inną, to pewnie dziś nie pracowałabym w tym miejscu, w którym jestem. Teraz jestem na zwolnieniu, bo spodziewamy się drugiej córki i delektuję się czasem spędzonym w domu. Zdaję sobie sprawę, że po urodzeniu maleństwa wszystko znów stanie na głowie ale cieszę się na myśl, że tym razem będę mogła zostać dłużej w domu z dziećmi. Mam nadzieję, że docenię te wspólne chwile, których zabrakło gdy na świat przyszła Hania. A Tobie Kochana się nie dziwię, bo rozpiera Cię energia i potrzebujesz żeby coś się działo, to naturalne. Trzymam kciuki za Twój dalszy rozwój nie tylko jako mamy i żony ale także kobiety sukcesu zawodowego :)
Mama Sokole Oko 9 października, 2015 - 8:29 am
Oluś, ja w domu już 5 lat jestem... Takich myśli miałam już wiele. I też do pracy bym chciała, do ludzi. A potem wracam do rzeczywistości, do Braci i wiem, że ten czas zaraz się skończy. Więc jestem tu, gdzie jestem. Do pracy jeszcze wrócę, a dzieci małe już nigdy więcej nie będą. I dla tego 'mama', pierwszych kroków i opowieści z przedszkola jestem w domu. Dla kataru, kaszlu i innych wiruchów też. Chociaż czasami wyję już z bezsilności i zmęczenia. Ale warto. Ten czas już nie wróci.
Buziaki dla Was i zdrówka :)))
Moaa 9 października, 2015 - 8:32 am
Robisz rzecz wspaniałą. I może chciałabym teraz napisać jakiś elaborat to... chyba to zbędne jest. Tym maluchom należy się nasz czas by potem się nim cieszyć we wspomnieniach i żeby owocował piękną relacją :)
Adriana Szweda 9 października, 2015 - 8:33 am
Człowiek jest taki dziwny że zawsze coś mu nie pasuje.Taka nasza natura chyba.A ja w pracy siedzę od 10.00 do 18 tej i na nic czazu nie mam .I chciałabym tak jak Ty zamieszczać tyle postów.To nawet na fotki czasu nie mam, a jak przyjdę przed 19 stą to już ciemnawo i do d...y.A tu trzeba pogotować na jutro , bo bez obiadu ani rusz.Naczynia pomyć (czasem zrobi to mąż lub córka) Odkurzanie , bo przy psiaku to trzeba codziennie.Jakieś szybkie pranie nastawic.A tu córka chce usiąść i poopowiadać, bo teraz to już studentka i zdać relację musi.Także wieczny bieg.Nawet czasu paznokci pomalować nie mam (teraz sobie zdałam z tego sprawe);)
Gosia Skrajna 9 października, 2015 - 8:53 am
No właśnie t jest to rozdarcie. Bo ja z drugiej strony macierzyńskiej barykady. Wychodze do pracy i już tęsknię.
szukam plusów bo bym zwariowała. Masz rację z tym "umalowanym okiem" :). Bardzo się cieszę, że mogę to robić...
Ładnie się ubrać, wskoczyć w szpilki, z ludźmi się pośmiać, wiedzą wykazać.
Za to nigdy nie powiej, ze cos jest lepsze czy gorsze. Praca w domu czy praca w biurze. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Ja staram się w swojej sytuacji szukac plusów, bo inaczej bym zwariowała...
a i tak przyznam się bez bicia, iż czasem pędzę na skrzydłach do domu, mija pół godziny gdy w między czasie próbuje zrobić obiad, ogarnąć histerię stęsknionej córki, ogarnąć lekcje Syna i już mam ochotę...uciekać :PP
także tego...samo zycie :))
Beti G 9 października, 2015 - 9:07 am
Tak się ułożyło, że i ja w domu z dziećmi jestem. I choć starsze bo już w szkole to niejednokrotnie mam najnormalniej wszystkiego dość. Zawieźć do szkoły, odebrać, odebrać drugie, starsze na angielski, młodsze za dwie godziny na trening, obiad, zadanie, co na śniadanie, co na drugie śniadanie, on tego nie zje, ona znowu wody nie wypije, a po co ja się mam uczyć, mamo ja już zrobiłem zadanie, mamo okazało się, że zadania zapomniałem.... Uwierz mi z czasem zatęsknisz za chwilami, które niesie Ci dzisiejszy dzień. Ja już tęsknię za tym co było i wiem, że wkrótce zatęsknię za tym co jest.
Sylwia 9 października, 2015 - 9:35 am
Niebawem i ja zostanę mamą - zdaję sobie sprawę z tego, że będzie niezwykle ciężko, ale jednak uśmiech dziecka i jego postępy w rozwoju rekompensują wszystko. :)
Anna D. 9 października, 2015 - 9:55 am
Wszystkie dziewczyny mają rację. Gdy byłam w domu z Natalką to najpierw skakałam z radości a po pewnym czasie pojawiało się uczucie, że czegoś mi brakuje, że potrzebuje szerszego kontaktu z ludźmi. Po Zuzi szybko wróciłam do pracy i znów brakuje mi tych chwil z maluchem, obserwowania jej dorastania i bycia z nią właśnie w tej ważnej chwili. I tak jak o tym wszystkim myślę, to nasza natura, nasze potrzeby są zmienne, ruchome i dlatego i emocje, umysł i serce szaleje raz w jedną a raz w drugą stronę ;) wytrwałość kochana życzę :)
Monika M. 9 października, 2015 - 10:31 am
Pięknie napisane Olu. Ja też tak miałam, teraz tęsknię do chwil kiedy beztrosko mogłam iść na spacer dzieciakami, pojeździć z nimi na rowerze, na spokojnie razem zjeść obiad. Tęsknię bardzo do odbierania córci z przedszkola, ta radość w jej oczach kiedy widziała mnie w drzwiach przedszkola. Ciesz się więc każdą chwilą:)
ściskam mocno!
Dorota na przedmieściach 9 października, 2015 - 12:41 pm
Trzeba cieszyć się tym czasem wspólnym Ja nie miałam takiej możliwości i z każdej wspólnej chwili czerpałam na lata Chłonęłam je. Bo dzieciaki szybko rosną i to nie tylko cudze ;-)

aldia arcadia 9 października, 2015 - 1:54 pm
Tak to jest właśnie z kobietami :). Ciesz się chwilą i każdym dniem, bo czas szybko leci ;-). Mój świat niedługo stanie na głowie i wiem, że pewnie nie raz będę miała ochotę "zwiać", to bardzo się cieszę, że w końcu... ;-) Pozdrawiam.
Aginka 9 października, 2015 - 2:19 pm
czyli idealnym rozwiązaniem jest praca na pól etatu, wyjść, ale nie na długo :) A tak na poważnie to praca w dzisiejszych czasach wciąga tak bardzo, że mało pozostawia czasu na dom, rodzinę i pasję. Zgadzam się z Tobą,ze wspominać to będziesz właśnie te chwile z dziećmi, a nie jak szef ci pogratulował kolejnego dobrze zrealizowanego projektu. Miłego weekendu!
lavinka 9 października, 2015 - 3:45 pm
A wiesz, właśnie takich chwil się bałam. Że zacznę się wyładowywać na dziecku, bo mi czegoś w życiu zabraknie. Dlatego od początku tak ustawiłam rodzinę, że odstawiam dziecko na boczny tor i raz na jakiś czas znikam. Ponieważ tak było od samego początku, dziecko jest przyzwyczajone i zupełnie nie przejmuje się rozłąką. A ja gdzieś tam zdobywam szczyty, by móc wrócić do domu uskrzydlona i pełna sił witalnych. Czasami śmieję się, że przy dziecku odpoczywam, tak jestem aktywna w przedziale czasu, który przeznaczam na podróżniczo-turystyczne hobby. Ostatnio powiedziałam do Niemałża na wycieczce, że nigdy nie dogadam się ze zwyczajną matką. Pchałam wtedy pod górę ciężki rower z ciężkimi sakwami po wysokiej trawie dysząc jak pies po gonitwie. A trzeba było jeszcze z tej górki wrócić do domu. 108km na rowerze to nie sielanka. ;)
Latte House 9 października, 2015 - 6:51 pm
Oj tak, dla takich chwil jak ta o trzynastej warto żyć:-) To zawsze tak jest, że człowiek tęskni za tym czego nie ma. A potem często żałuje:-) Ja teraz np. chętnie wróciłabym do tych domowych chwil z naszym Synkiem, a tu już przedszkole, praca i dzień umyka jak szalony.
Pozdrawiam ciepło
LEVEL UP! studio 9 października, 2015 - 7:20 pm
Czasami potrzebujemy sobie ponarzekać, pojęczeć, wściec się na ten dom, w którym w zasadzie to samo codziennie: pranie, gotowanie, prasowanie i dzieci. Z Zu wróciłam do pracy po 6 miesiącach, bo się urlop macierzyński skończył a kasa sama się nie zarobi. Teraz czeka mnie rok macierzyńskiego i prawdę powiedziawszy nie wiem jak to zniosę :D Czy nie ucieknę znowu po pół roku do ludzi, do pracy, a z drugiej strony bardzo żałowałam, że z Zu tak krótko byłam.

A na okres - tabliczka czekolady :D I dobra kawa.
Agnieszka
Dirty Little Angel 9 października, 2015 - 8:18 pm
Siedziałam w domu z Malizną niemal dwa lata, chętnie posiedziałabym jeszcze kolejne. U mnie cała frustracja zogniskowała się na tym, że nienawidziłam jeść tego, co sama ugotowałam. No fobia jakaś! Byle zdechły hot - dog budził moje większe pożądanie niż cokolwiek we własnym wykonaniu. Mimo to do pracy wracać nie miałam ochoty i uważam, że to był najfajniejszy okres w moim życiu.
Anita M 9 października, 2015 - 9:14 pm
Właśnie dlatego w życiu codziennym powinno być wszystko wypośrodkowane i powinna panować równowaga we wszystkim. Tylko, że taki komfort ma mało kto. A więc nasze dusze jak widać po powyższych wpisach są rozdarte. Moja też. Jednak bardzo się cieszę, że jestem w domu z moją córeczką tak jak zawsze marzyłam i nie umiałabym jej oddać do żłobka ani nigdzie indziej jak na razie.
Justyna Majewska 9 października, 2015 - 9:35 pm
Jakie prawdziwe sa Twoje slowa... Oj tez bylam z dwojka dlugo w domu i dzieciaki z mala roznica wieku do tego... Dzialo sie wiadoma sprawa, nie raz wychodzialam z siebie i wyrzucalam sobie wieczorem ze taka zla jestem, ale tak mamy-tak to jest i nic tego nie zmieni wkoncu tez mozna miec chwile slabosci:) dzisiaj dodalam wlasnie post, w ktorym wspomnialam o szczesciu bycia mamą !
Slicznie mieszkasz, blog mnie zachwyca!
Mam nadzieje,ze moj kiedys dojdzie do takiej perfekcji:)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
Monika P 10 października, 2015 - 7:55 am
i tak źle i tak niedobrze. Ja mam jednego malucha 20 - miesięcznego ale energii ma za trzech a ja mam 40 lat i problemy z kręgosłupem na dodatek mieszkam za granicą i to wysoko w górach. Koleżanki na skypie albo FB, zresztą też gdzieś w świecie.
Popracowałabym. Później pobrykałabym z Witkiem 3 godzinki i miałbym więcej siły i ochoty na życie. Mały też mi kopie w klawiaturę jak piszę :). Słodkie te dzieciaki ale bez żadnej pomocy 24h jest ... zapierdziel ;p.
Anonimowy 10 października, 2015 - 9:46 am
Piękne zdjęcia robisz i świetnie piszesz. Miło tu u Ciebie:) Podoba mi się, że szczerze piszesz i o radościach i o problemach czy życiowych dylematach.
Pozdrawiam
Ania
Little Hope 10 października, 2015 - 10:37 am
Chyba tak to już jest, że zawsze nas ciągnie tam gdzie nas nie ma, a jak już uda nam się tam znaleźć to okazuje się, że nie zawsze jest tak jak to sobie wymarzyliśmy.
Ja z jednej strony nauczyłam się godzić z taką codziennością jaką mam, zbierać okruchy tych drobnych chwil szczęścia i nie obracać się za siebie, ale we wspomnieniach już zawsze będą te kiedy to większą część dnia spędzaliśmy oddzielnie, Ona w żłobku, my w pracy, te trudne dni - tygodnie, kiedy pogodzić trzeba było opiekę nad Nią chorą z obowiązkami zawodowymi, kiedy w mroźne, ciemne poranki musiałyśmy dreptać do żłobka. I pomimo tego, że to część naszego życia, naszej rzeczywistości, pomimo tego, że wiele plusów w tym wszystkim widzę, i wiele w tym chwil szczęścia, to gdy myślę o drugim dziecku to właśnie tym co mnie zniechęca jest to, że znowu ten żłobek, te choroby i z pracą godzenie. Nie wiem czy znów tak chcę, czy na to siłę mam a wiem, że inaczej być nie może.
A jeśli o frustrację chodzi, to dopadają nas niezależnie od tego gdzie jesteśmy i co robimy, w różnych momentach naszego życia i na różnych etapach. Grunt by bilans zawsze był na plus =)))
Pozdrawiam i ściskam.
wkawiarence .pl 10 października, 2015 - 11:50 pm
fajnie, że macie tak siebie nawzajem, że nie tęsknicie. Ale ten pęd życia dotyczy chyba nas wszystkich i tych pracujących gdzieś i tych pracujących w domu. Ale fajnie w tym pędzie jest, jak tak toczy się życie, a my w nim , mimo że szybko mimo że za szybko.
Julia Orzech 11 października, 2015 - 8:43 pm
Dobrze, że o tym piszesz wiesz? Tak otwarcie i szczerze. Nie udajesz, że w domu jest tak wspaniale, że dzieciaki grzeczniutkie, czyściutkie, ty wyspana, umalowana i pełna energii w każdej minucie życia. Kiedy czytam ten tekst wiem, że nie jestem z tymi frustracjami sama, że nie mam nie po kolei w głowie, kiedy czasem mam ochotę odetchnąć od tej codzienności i być sama ze sobą. Z drugiej strony prawie cały ostatni rok przepracowałam na pełnym etacie+ częste nadgodziny i nie chciałabym już nigdy. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila i wpadnę w depresję. Syna widziałam może godzinę dziennie, a i często musiał lądować u znajomych, kiedy nagle wyskoczyły mi jakieś nadgodziny. Pewnego dnia, kiedy w zimny, szary i ciemny jeszcze poranek ciągnęłam na siłę jeszcze nie rozbudzone dziecko do przedszkola, a on prosił, żebym szła wolniej... powiedziałam dość. Teraz, kiedy mam takie momenty jak ty teraz przypominam sobie ten poranek i wszystko mi zaraz przechodzi :) Dużo siły i uśmiechu :)
www.fashionable.com.pl 11 października, 2015 - 10:06 pm
Muszę przyznać, że przeboskie zdjęcia!
Ala i Mania z Krainy Czarów 19 października, 2015 - 3:23 pm
Wiesz co Olu ja to jestem pewna ze Ty właśnie tą chwilę o 13 będziesz wspominać żadną inną.
Ja siedzę właśnie za biurkiem i próbuje myśli skupić na czymś ważnym ale co zrobić jak one w domu z nimi.I tak jest codziennie odkąd do pracy wróciłam.Jakbym nie była na swoim miejscu mimo,że wiem że tak musi teraz być.A mimo to te myśli wciąż z nimi .
Buziaki kochana.
Ps.Jaki to już duży chłopak,szok.
Anonimowy 20 października, 2015 - 2:46 pm
Zwykle tęsknimy za czymś czego nie mamy, wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Ale to bywa złudne. Jesli mogę coś poradzić, chwytaj chwile, są bezcenne i nigdy nie wrócą. Ja wróciłam do pracy1,5 roku temu, jak moje dziewczynki miały 2 latka (mam trójkę dzieci). I nic nie jest już takie jak dawniej. Jestem w ciąglym niedoczasie. Wieczorem będąc w domu z dziećmi nie byłam nigdy aż tak zmęczona jak po pracy. Wieczorami w tej chwili "odpadam" , zasypiam z dziećmi, nie pamietam, kiedy siłą woli wstałam, aby choć poczytac książkę. Aby wstać rano o 6.30 i ogarnąć dzieci do szkoły i przedzkola, muszę wieczorem położyc się o 22/max 23. A dzieci usypiają późno - koło 21/21.30. Nadchodzi weekend a tu zaległości z tygodnia w sprzątaniu, zakupach. Prawda jest taka, że powrót mamy, która ma 2 lub więcej dzieci do pracy jest cholernie trudny. I nikt mi nie powie , że jest inaczej. No chyba, że ktoś ma jako background cały sztab ludzi do pomocy, typu babcia, pani sprzątająca, niania. Wtedy można robić karierę a opiekunki "wychowują" nam dzieci. Praca na pełny etat jest trudna. Idealne rozwiązanie to praca w bardziej elastycznych godzinach, ale tego nawet czasem nie da własna firma (często własna firma oznacza pracę 8h + niestety). Szukam rozwiązań na moją przyszłość, ale nie ukrywam, że odkąd wróciłam do pracy, wegetuję , a nie zyję pełnią naprawdę. Nie chcę cię zniechęcać, ale "umalowane oko", przerwa na kawkę czy garsonka, to tylko fasada. Praca na etacie to całe długie godziny w biurze w pozycji siedzącej, poza domem (czesto 10h jeśli mieszkasz w Warszawie i musisz dojechać). Liczenie czasu do popołudnia, do weekendu do urlopu i ogromna tęsknota za dziećmi. Chwytaj te chwile , które masz! To bezcenne i dane tylko raz w życiu.
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej