Zmęczona jestem ostatnio jakaś. Dni między palcami mi uciekają. A ja tak lubię, kiedy energia mnie roznosi, kiedy ciągle coś się dzieje, a tu nie mogę do niczego się zmobilizować. Bycie w domu bywa trudne. Nie ma co się oszukiwać. Jasne, to magiczny czas, czas tu i teraz. Ale człowiek bywa sfrustrowany, bo to jest tak, że trzeba się w sobie mocno mobilizować, nie poddawać rutynie… Lubię tą codzienność z dzieciakami, kocham nasz wspólny czas. Uwielbiam nasz dom, prowadzenie bloga. Mam wrażenie, że to ostatnie mocno mnie rozwija. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że zaczynam tęsknić za „wielkim światem”.
Tak po prostu co rano wyjść, spędzić osiem godzin poza domem, robić różne projekty, mieć wyzwania, na przerwie plotkować z koleżanką. Wyrwać się. Och, doskonale wiem, ze to wszystko nie wygląda tak różowo. Jeszcze pamiętam ten wieczny bieg, zwłaszcza, kiedy już Maja była na świecie. Ale mimo wszystko gdzieś te myśli uciekają… Doceniam luksus bycia z nimi, ale nie zawsze jest łatwo… Ale która z nas mam tego nie wie?.. Odkurzanie z Antkiem na rękach bo panicznie boi się odkurzacza, odpisywanie na maile walcząc o klawiaturę z maluchem, sprzątanie tysiąc razy pięćset jakby to była najambitniejsza rzecz na świecie… Przygotowywanie postów zawsze w „międzyczasie”. A mi się marzy żeby móc, choć chwilę, tak na spokojnie. A tu się nie da, bo jak mam takiemu maluchowi wytłumaczyć, że musi poczekać, bo mama potrzebuję pięciu minut spokoju? No nie ma szans. I te frustracje gdzieś rosną, rosną…. Majka zakatarzona, ja poirytowana. Wiecznie tylko w głowie krzyczę stop! A i tak mnie nosi. Przekleństwa pod nosem mruczę i samej siebie wtedy nie lubię. No tylko trzasnąć drzwiami i uciec. Uciec choćby i do warzywniaka, byleby pobyć przez chwilę sama ze sobą;)
I zwykle tak jest, że mogę gdzieś wyjść, z kimś się spotkać, czy choćby z mężem do kina wyskoczyć. Ale czasami to bywa za mało i wtedy właśnie moje myśli ku tej pracy ciągną. Do jakiś większych wyzwań niż to, co na obiad ugotować, jak posprzątać dom z maluchem na rękach i w co znów się z Majką pobawić. No umówmy się, nieraz zwariować idzie… Mam te swoje rożne projekty, mam masę planów, ale to nie to samo, kiedy wychodzi się rano, zamyka drzwi za sobą. Kiedy trzeba mocniej oko umalować, bluzkę odprasowaną założyć, stać się kimś od kogo wymaga się wiedzy, kreatywności, elokwencji, kiedy trzeba podejmować intelektualne wyzwania. A w domu to jest w domu. Nawet jak pracuje, jak piszę, jak robię rzeczy wymagające większego wysiłku umysłowego niż to by w kółko powtarzać „jak robi krówka? – krówka robi muuuuu” (No Antek po prostu oszalał na tym punkcie;p) To jednak jest się w domu. I nie ma podzielonego czasu na dzieci i pracę. Tu zawsze dzieciaki przestrzeń wypełniają sobą i swoimi potrzebami, praca to wieczne łapanie chwil gdzieś w przelocie . Nikt nie wymaga odprasowanej koszuli i choćbym nawet dla siebie samej chciała, to umówmy się, że w garsonce trochę dziwnie byłoby po podłodze ganiać;) A z drugiej strony…
Z drugiej strony jest cała ta nasza codzienność. Codzienność nimi wypełniona… Dziś Antek po raz pierwszy powiedział MAMA. Powiedział to o trzynastej… Pewnie będąc w pracy miałabym wtedy tą wymarzoną przerwę na kawę z koleżanką… Może nawet na jakimś modnym lunchu bym była. A tu takie cuda…
I choć bywa ciężko i nie ma co sobie oczu mydlić, ani się wypierać, to świat pozdobywam sobie później. A póki co o trzynastej w środku dnia, posłucham tych magicznych słów Mama i zupę ugotuję. I wiem, że jak będę kiedyś miała powiedzieć kiedy w życiu czułam szczęście, to między innymi do tych chwil myślami powrócę.
37 komentarzy
Mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam :)
Pozdrawiam i wielu radości z bycia mamą!
A swoją drogą Ty nie wiesz jak sobie humor poprawić? Ty? Kup nową skorupę, a reszta sama przyjdzie ;)
Też tak mam, że jak jestem w domu, to ciągnie mnie do pracy, a będąc w pracy wolałabym tarzać się po podłodze z maluchami. Nie dogodzisz ;-)
Buziaki dla Was i zdrówka :)))
szukam plusów bo bym zwariowała. Masz rację z tym "umalowanym okiem" :). Bardzo się cieszę, że mogę to robić...
Ładnie się ubrać, wskoczyć w szpilki, z ludźmi się pośmiać, wiedzą wykazać.
Za to nigdy nie powiej, ze cos jest lepsze czy gorsze. Praca w domu czy praca w biurze. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Ja staram się w swojej sytuacji szukac plusów, bo inaczej bym zwariowała...
a i tak przyznam się bez bicia, iż czasem pędzę na skrzydłach do domu, mija pół godziny gdy w między czasie próbuje zrobić obiad, ogarnąć histerię stęsknionej córki, ogarnąć lekcje Syna i już mam ochotę...uciekać :PP
także tego...samo zycie :))
ściskam mocno!
Pozdrawiam ciepło
A na okres - tabliczka czekolady :D I dobra kawa.
Agnieszka
Slicznie mieszkasz, blog mnie zachwyca!
Mam nadzieje,ze moj kiedys dojdzie do takiej perfekcji:)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
Popracowałabym. Później pobrykałabym z Witkiem 3 godzinki i miałbym więcej siły i ochoty na życie. Mały też mi kopie w klawiaturę jak piszę :). Słodkie te dzieciaki ale bez żadnej pomocy 24h jest ... zapierdziel ;p.
Pozdrawiam
Ania
Ja z jednej strony nauczyłam się godzić z taką codziennością jaką mam, zbierać okruchy tych drobnych chwil szczęścia i nie obracać się za siebie, ale we wspomnieniach już zawsze będą te kiedy to większą część dnia spędzaliśmy oddzielnie, Ona w żłobku, my w pracy, te trudne dni - tygodnie, kiedy pogodzić trzeba było opiekę nad Nią chorą z obowiązkami zawodowymi, kiedy w mroźne, ciemne poranki musiałyśmy dreptać do żłobka. I pomimo tego, że to część naszego życia, naszej rzeczywistości, pomimo tego, że wiele plusów w tym wszystkim widzę, i wiele w tym chwil szczęścia, to gdy myślę o drugim dziecku to właśnie tym co mnie zniechęca jest to, że znowu ten żłobek, te choroby i z pracą godzenie. Nie wiem czy znów tak chcę, czy na to siłę mam a wiem, że inaczej być nie może.
A jeśli o frustrację chodzi, to dopadają nas niezależnie od tego gdzie jesteśmy i co robimy, w różnych momentach naszego życia i na różnych etapach. Grunt by bilans zawsze był na plus =)))
Pozdrawiam i ściskam.
Ja siedzę właśnie za biurkiem i próbuje myśli skupić na czymś ważnym ale co zrobić jak one w domu z nimi.I tak jest codziennie odkąd do pracy wróciłam.Jakbym nie była na swoim miejscu mimo,że wiem że tak musi teraz być.A mimo to te myśli wciąż z nimi .
Buziaki kochana.
Ps.Jaki to już duży chłopak,szok.