Znów ta chwila z dnia wyrwana by móc choć kilka zdań napisać. Tyle obrazów w głowie… Lubię jak mi w domu jedzeniem pachnie, jak ciepłą zupę do misek rozlewam…
Tańczymy, tańczymy do utraty tchu. Ja i On – mój syn. Następnie odbieram Maję z przedszkola, buzia Jej się nie zamyka. Opowiada o Paniach, o kółku graniastym, nowej zabawce, którą znalazła. Idziemy tak, trzymam Ją za rączkę, drugą ręką ściskam wózek z Antkiem. Idziemy powoli, nieśpiesznie. Przystajemy co chwila, bo tu coś rośnie, tu po krawężniku można chodzić, tu po murku się wspiąć, a na ziemi kolorowe liście. „Jest tak jak obiecałaś Mamusiu, poszłam do przedszkola wtedy, kiedy liście zaczęły z drzew spadać..”
Później w głowie jakieś słowa zaczynają mi się układać, gdzieś między jedną łyżką zupy a drugą. Między drzemką Antka i wspólnym układaniem puzzli z Mają. Mąż się ze mnie śmieje, że w końcu książkę powinnam napisać. Lubię w Nim to, że bardziej we mnie wierzy niż ja w siebie samą. Fajna jest ta miłość. Taka ciepła, bliska…
Liście na wietrze wirują, od rana deszcz mnie wita. Sąsiadka do drzwi puka, telefon bez przerwy dzwoni. A mi tak dobrze. Tak dobrze w tej codzienności z tych małych rzeczy utkanej. Czasami czuję się jak w takim bezpiecznym kokonie i choć człowiek zmęczony, niewyspany, i choć nieraz tęsknię za czymś odległym, to jednak kocham ten mój kokon nad życie… Choć z drugiej strony nie lubię tego sformułowania „nad życie”, bo przecież to właśnie życie jest najważniejsze. Życie z nimi tu i teraz, życie każdego z nas.
Film ostatnio z mężem oglądaliśmy. Za oknem deszcz dudnił, woda po tarasie spływała. W domu tak ciepło, bezpiecznie… I największe wrażenie w tym filmie poboczny wątek na mnie zrobił. Była rodzina. Był On, Ona, Dziewczynka piękna i Maleństwo w brzuchu. Była rodzina szczęśliwa, uśmiechnięta, z tysiącem małych trosk i jeszcze większą ilością radości. Tylko, że tej rodziny…mogło zaraz już nie być. On miał białaczkę. Takie to przecież nierealne, tacy młodzi, uśmiechnięci, dobrze, że to tylko film. Tylko, że w życiu częściej to się zdarza niż się nam wydaje. Ale zawsze gdzieś obok, zawsze nie u nas, zawsze nie my…
Ludzie sobie takie stwarzają problemy. Tak bardzo nie doceniają zwyczajności. A przecież… To możesz być Ty, ja i On. To może przyjść w najmniej oczekiwanym momencie. Dlatego warto się tą ciepłą zupą pozachwycać, co się ją mogło w spokoju myśli zjeść. Z dzieckiem potańczyć, z drugim porozmawiać. Do męża przytulić jakby ostatni raz, do przyjaciółki zadzwonić. Dostrzec w najdrobniejszej rzeczy szczęście zaklęte. Bo przecież…
Bo przecież mogę żyć. Bo w mojej rodzinie Jest On i ja, i maleńcy Oni i… I tylko to. Jakaż to magia.
Jesień przyszła. Tak czuję. Jesień przyszła, kup sobie kalosze, po kałużach pobiegaj.
Pomyśl sobie jak pięknie jest żyć… I już dzisiaj doceń wszystko, bo jutro…
Jutro może być zupełnie inne.
46 komentarzy
A potem jestem wdzięczna, że to wszystko mam. Męża kochającego, i Maleństwo w drodze, i proszę bardzo, żeby to trwało i żeby jakaś Dłoń nas ochraniała i pozwalała cieszyć się tą miłością.
Pięknie to napisałaś wszystko, jakby z mojej głowy wyciągnięte :)
A jesień, to powolne w nią wkraczanie, wprost uwielbiam. Znajomi patrzą na mnie z niedowierzaniem, bo "jak można jesień lubić???". A ja lubię. Już sweter, a jeszcze bose stopy, jak to kiedyś pisałam. Oj, czas coś u siebie napisać, bo się rozgadałam:) Pozdrawiam cieplutko:)
Prześliczne, nostalgiczne zdjęcia! Rewelacyjne kalosze!
buziaki posyłam:)
Przyznaję, że najcenniejsze co mam, to moja rodzina, mąż, dzieci. Oni to mój sens, pilnuje ich jak oka w głowie i modle się, by spokojnie i bezpiecznie dorastali, spokojnie żyli. Uwielbiam ten mój 'kokon". Każda z nas powinna go mieć. Dużo radości Olu:)
Wręcz poczułam ten zapach zupy.:) Jarzynowa chyba była? ;)
"Jesień przyszła, kup sobie kalosze, po kałużach pobiegaj.Pomyśl sobie jak pięknie jest żyć... "
No właśnie. Można narzekać, ze deszcz, okropna pogoda, a można pobiegać po kałużach. Wybór należy do nas. Pozdrawiam cieplutko. :)
nic do dodanie
Pozdrawiam
A na Polską Złotą Jesień...czekamy...oj czekamy niecierpliwie! :):) Buziaki Olu! ps. Kupiłam sobie kalosze! Pierwsze , nie licząc tych "za dzieciaka" ! :)
Daj znać jak się zastanowisz :)
Ogromne pokłady ciepła i miłości biją z twojego tekstu i zdjęć. Rączka dziecka na liściach..wiele osób nie zwróciłoby uwagi na taki szczegół a co dopiero robiło takie zdjęcie-bo niby po co fotografować rękę? Piękne zdjęcie! pozdrawiam cieplutko