Zanim jeszcze zamieszkaliśmy w naszym wymarzonym mieszkaniu, bardzo chciałam mieć kredens. Najlepiej biały, prosty, koniecznie z mnóstwem szufladek. Z przeszklona górą i oryginalnymi klameczkami. Taki, w którym jak coś się postawi to będzie automatycznie wydawać się piękniejsze. Miał być po prostu zachwycający w swojej prostocie. Długo naszukałam się takiego, o odpowiednim rozmiarze i żeby jeszcze cena mnie nie przerastała, a z tym to niestety różnie bywało.
Następnie zaś zaczęłam odkrywać fantastyczne firmy. W ten sposób natrafiłam na marki Green Gate, IB laursen, Bloomingville… i się zakochałam. Całkowicie, na zabój. Oglądam te cuda z przyśpieszonym biciem serca. Podziwiam wzory, kolory, filiżanki wyglądające jak cukiereczki, wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Uwielbiam. Do każdej kolekcji rzęsami trzepoczę i wszystko to nagle wydaje mi się NIEZBĘDNE. I tak sobie powoli, powolutku ten mój kredens zapełniam. Ciągle wzdycham z zachwytu, i marzę o kolejnych cudach. Dawkuję sobie tę przyjemność. Ciągle wybieram i przebieram. Nowe kolekcje podziwiam. Ech, chyba się uzależniłam;p
A jak to jest u Was, też macie takiego hopla na punkcie pięknej zastawy?:)
32 komentarze
Pozdrawiam!
A co do "skorup" - też przepadłam .. IB i GG - mogę patrzeć , dotykać i ustawiać bez końca :-))
Piękne 'skorupy' i kredens z lawendą.
Pozdrawiam