Na pierwszy rzut oka nasz dom wydaje się skończony. Niejednokrotnie dostawałam od Was wiadomości, że podziwiacie, jak sprawnie i szybko udało nam się przebrnąć przez remont, zwłaszcza że wszystko robiliśmy sami. No więc Kochani, pozory mogą mylić;) Rzeczywiście mieszka nam się tu całkiem wygodnie, ostatnio pisałam Wam o wszystkich rozwiązaniach, z których jesteśmy najbardziej zadowoleni, ale do całkowicie skończonego domu jeszcze daleka droga. Wykończenie mieszkania a domu to zupełnie inna bajka. Przed przeprowadzką chyba nie do końca uświadamialiśmy sobie, jak wiele pracy nas jeszcze czeka i przede wszystkim jak wysokie są koszty związane z całym tym wykończeniem. Dziś opowiem Wam o tym, co jeszcze przed nami, o naszych planach i kolejnych inwestycjach.
Koszty wykończenia domu są naprawdę spore. Po pierwsze wynika to z faktu dużo większego metrażu, ale też dodatkowych rzeczy, które odchodzą przy mieszkaniu. Choćby ogród. Cieszy nas ten zakątek zieleni ogromnie, uwielbiam go i nie wyobrażam już sobie mieszkać bez tego własnego kawałka ziemi, ale każda najmniejsza praca przy jego założeniu, wiąże się z naprawdę sporymi pieniędzmi. Dom to nie tylko wnętrza, ale to też cała przestrzeń na zewnątrz. I tu już nawet nie chodzi o rośliny, rabaty, o te wszystkie wizualne przyjemności. Ale to też utwardzenie terenu, zrobienie komfortowego podjazdu, ogrodzenia, nawiezienie ziemi. Do tego mniejsze zabudowy takie jak domek narzędziowy, wiata śmietnikowa i drewutnia. Takie niby podstawy, a jak się wszystko zliczy to wychodzi spora suma. Oczywiście nie trzeba wszystkiego robić od razu, można też pokombinować, ale planując kupno domu musimy mieć to wszystko na uwadze. My kupowaliśmy dom od dewelopera, wiele rzeczy mieliśmy w pakiecie, a i tak ogarnięcie terenu wokół, nieźle uszczupliło nasz budżet i już nawet nie wliczam w to tarasu. A ileż jeszcze przed nami! Z drugiej strony jakże to wszystko cieszy. Cudownie się z tego korzysta. Ale jakby nie było, to planów remontowych spokojnie starczy nam na kilka dobrych lat. Dziś opowiem Wam o tym, co czeka nas w najbliższym czasie, a co odkładamy na później. Jesteście ciekawi naszych remontowych wyzwań? Zapraszam na wpis.
Remontowe plany i koszty związane z wykończeniem domu
Przedpokój
Przedpokój, czy też wiatrołap to moja zmora. Matko najmniejsze pomieszczenie w domu, a całkowicie niewykończone. Teoretycznie powinna to być taka wizytówka, zaproszenie do środka, a u nas hmmmm… Delikatnie mówiąc wygląda słabo, albo raczej pusto. Bo nic tam nie ma, nie licząc mojej ulubionej prowizorki. Mamy tam kafelki, pomalowane ściany, skrzynię i jakiś stary, naprędce znaleziony wieszak. Buty wiecznie walają się na środku i nic dziwnego, bo nie ma gdzie ich schować. Latem zaczęliśmy mocno działać w ogrodzie i to na nim skupiliśmy całą swoją uwagę i siły, ale na jesień wracamy do środka i przedpokój to będzie jedna z pierwszych rzeczy, którą zrobimy. Przede wszystkim muszę kupić szafkę na buty. We wnęce planujemy zbudować siedzisko z szufladami, nad nim porządne wieszaki i wiszącą szafkę. Do tego duże lustro w drewnianej ramie i w końcu zacznie to jakoś wyglądać.
Klatka schodowa
No dobra, jeśli twierdziłam, że źle jest w przedsionku, to musiałam na chwilę zapomnieć o klatce schodowej. No tu jest prawdziwy dramat. Dramat, który wiecznie z premedytacją ignoruję. Tu najbardziej dobitnie widać ile ciągną się rzeczy zostawione na później. Najważniejsza robota skończona, a to już tylko drobiazgi, za chwilę się dokończy. I tak minął rok, a jak było źle tak jest tylko gorzej. Klatka schodowa została na szybko pomalowana, a raczej tylko pobielona najtańszą białą farbą, bo bezsensu porządnie ją malować, no bo przecież trzeba dokończyć schody i wtedy znów wszystko się pobrudzi. I tak schody są nadal na tym samym etapie, co były tuż po przeprowadzce, a tylko ściany każdego dnia robią się coraz bardziej czarne, brudne, okropne! I zobaczcie, niby tu nic nie ma do roboty, tylko pomalować, dodać barierkę, listwy maskujące, a jak to się wszystko podliczy to i tak trochę wychodzi. I to tak ze wszystkim właśnie. Tu kilkaset złotych na klatkę schodową, kolejne pieniądze na przedpokój, jeszcze w toalecie na dole trzeba listwy zamontować, dodajmy do tych trzech pomieszczeń oświetlenie i na coś, co właściwie już miało być drobną pracą, prawie bez kosztów, znów ładną sumkę trzeba odłożyć. Zresztą, co ja będę Wam pisać, każdy doskonale zdaje sobie sprawę, jak to wygląda z tymi remontami. Właśnie te wszystkie drobne sprawy, niewliczone koszty sprawiają najwięcej kłopotu i najtrudniej na nie odłożyć. Jak planujemy jakąś większą inwestycję, tak jak ostatnio taras, to zakładamy budżet, robimy i już. A te drobiazgi ciągną się i ciągną…. Znacie to?:)
Garderoba
Kolejna z takich niekończonych spraw to moja ukochana garderoba. Pomieszczenie totalnie niewykorzystane. Mamy tam trzy szafy, kartony i okno. A wiecie, mi się marzy porządna zabudowa, odpowiednie wyposażenie tych szaf, jakaś ładna komoda, no tak, żeby to wszystko było zrobione na wymiar, porządnie, żeby szafy okalały dookoła całe pomieszczenie. Musimy zrobić nadbudówkę, dodać jeszcze jedną szafę na wymiar i ustawić ją przy skosie. Potencjał jest, trzeba tylko w końcu się za to wziąć. To kolejna priorytetowa rzecz na mojej liście.
Ciągnące się drobiazgi
Ech, z tym to najgorzej. Niby nauczona po ostatnim mieszkaniu, że nic nie można zostawiać na później, postanowiłam tu nie popełnić tego samego błędu i…wyszło jak zawsze. Mam na przedpokoju na górze taką piękną wnękę gospodarczą na odkurzacz, mopa i tego typu rzeczy. Wnęka miała być zabudowana ażurowymi drzwiczkami, miały być też tam półki. No i „miały” to najlepsze słowa opisujące aktualną sytuację. To samo z szafą w łazience. Tu już są drzwi, stoi w środku pralka i tak…Na tym kończą się sukcesy. Brakuje półek, jakiejś organizacji, za drzwiami ukrywa się po prostu wnęka i pusta przestrzeń.
Większe inwestycje
Kominek
Salon niby piękny, niby skończony, a w rogu smętnie wiszą rury. Rury od naszego przyszłego, wymarzonego kominka. Miał już stać od zeszłej zimy i jakoś nam to nie wyszło. Ciągle zastanawiamy się, na jaki się zdecydować, trochę boimy się zawęzić przestrzeń, jest problem, bo musi być spora zabudowa. Nie wiem czy ostatecznie nie machniemy ręką i nie zdecydujemy się na kozę. Ale tu dyskusja jest nadal aktualna. Jak będą środki to pomyślimy, czyli jak zwykle;)
Zadaszenie tarasu
Taras to moja duma, miłość i szczęście wielkie. No uwielbiam. Jest duży, wygodny i dokładnie taki jaki miał być. Do całkowitego szczęścia brakuje tylko jednej drobnej rzeczy, a mianowicie zadaszenia. Zadaszenia porządnego, do połowy tarasu, takiego, które będzie chronić przed deszczem. Tradycyjnie koszty są znacznie większe niż nam się wydawało, ale szczerze mówiąc, w ogóle mnie to już nie dziwi. W końcu uwielbiam być w permanentnym remoncie, kiedyś się zrobi, jak całą resztę;)
Strych
I największa inwestycja, jaka jeszcze przed nami. Ją na pewno odłożymy w czasie i zrobimy dopiero za kilka lat. Mamy spore, fajne 35m2 poddasze. Wysokie, można tam spokojnie stanąć, z cudnymi dachowymi oknami i widokiem na sad. Mamy tam też belki, wełnę i brak podłogi;))) Za to miliony planów z nim związanych. Przede wszystkim musimy wstawić porządne schody, bo na razie wchodzi się tam po drabinie. Docelowo ma być tam pokój gościny i druga, spora łazienka, która na pewno będzie potrzebna, gdy dzieci podrosną. Są tam też fajne wnęki, chciałabym więc w nich zrobić duże szafy, może garderobę, bo nie mamy piwnicy i potrzebujemy miejsca na przechowywanie rzeczy. Będzie fajnie, ale to na pewno nie jest nasz priorytet. Tym zajmiemy się wtedy, kiedy skończymy całą resztę. Mam nadzieję, że do tego czasu nasze dzieci będą nadal z nami mieszkały;)))
Jak sami widzicie, dużo rzeczy przed nami. Rok starczył nam na to, żeby jako tako się tu ogarnąć, ale remont w żadnym stopniu nie jest już za nami. Nie ma miesiąca, żebyśmy czegoś kolejnego tu nie robili. Staramy się nie używać żadnych półśrodków, wolę chwilę poczekać, ale zrobić to porządnie, tak jak mi się naprawdę marzy. Co oczywiście najczęściej kończy się większymi kwotami. Z drugiej strony to, co wyczekane cieszy najmocniej. Uwielbiam planować, wykańczać to nasze gniazdko, cieszę się ogromnie z każdej nowej rzeczy, mebla, a nawet pomalowanej ściany. W naszym przypadku wykończeniu domu to inwestycja rozłożona na kilka dobrych lat. Szczerze mówiąc nie martwi mnie to jednak zbyt mocno. Ja tam lubię jak ciągle coś się dzieje i zmienia. A jak to wygląda u Was? Czy Wasze remonty też nie mają końca? Ściskam ciepło i do napisania!
9 komentarzy