Nie ma co ukrywać, ostatnio utknęłam w sypialni. Utknęłam na dobre z marną wizją szybkiego jej opuszczenia. Utknęłam w czterech ścianach, przykryta toną kołder i użalając się nad sobą samą ile wlezie. Od początku roku walczę z zapaleniem gardła i póki co przegrywam z kretesem. Ani antybiotyk, ani tysiące płukanek, genialnych tabletek i tony witaminy c, nic nie pomaga. Była chwila poprawy i od nowa. Siedzę więc sobie w tych czterech ścianach i z nudy jak zwykle dekoruję. Herbatę w odpowiedniej aranżacji ustawiam. Toną książek się otaczam. Obiecałam sobie, że w tym roku nie będę w styczniu wiosny przywoływać, że już dam sobie z tym spokój, no, bo ileż można. Kto czyta nas od dawna ten wie, że zawsze od początku roku za tym ciepłem jęczeć zaczynam… Więc tym razem nie, tym razem wszystko zgodnie z kalendarzem, nic się o tęsknocie nie zająknę, twarda będę, a co! No, ALE wiosną to ja tak nigdy nie choruję! A ta wstrętna zima, co nawet prawdziwej zimy nie przypomina, tylko zarazki mi niesie. Tym słowem wstępu wyżaliłam się odpowiednio, bo jak nie Wam to komu, a teraz zapraszam Was na domowe migawki i garść styczniowych umilaczy.
Ten styczeń coś leniwo-chorobowy się zaczął. Myślę, że to kwestia tych wszystkich kumulujących się emocji z ostatnich miesięcy. Mimo, że ostatecznie bardziej niż pozytywne się być okazały, to jednak organizm się przemęczył, osłabił i całą rodziną łapiemy każde przeziębienie jak popadnie. Mnie jakoś energia opuściła, to gardło dokucza niemiłosiernie, co sprawiło, że naturalnie musiałam w ostatnich dniach zwolnić, odpuścić trochę, w tym łóżku się wygrzać. Ale mam nadzieję, że zaraz to minie, bo szczerze mówiąc mam już powoli dosyć. Póki co więc żeby sobie choć trochę czas umilić, dekoruję przestrzeń wokół.
Głowę głównie zaprząta mi nowy dom, ale to nie znaczy, że i w naszym mieszkaniu nic się nie dzieje. Teraz na pewno nie będzie już w nim jakiś wielkich metamorfoz, remontów, no, bo za kilka miesięcy się wyprowadzamy, ale to nie przeszkadza w tym, żebym sobie je nadal dodatkami odmieniała. Zaczynam powoli też zbierać rzeczy do nowego lokum, wykorzystując je póki co w starym. W ten oto sposób w łazience zawisła lampa od britoplighting.pl w takim bardziej loftowym, betonowym stylu. Ogromnie ostatnio podoba mi się taki klimat, pewnie tego typu elementów nie zabraknie w naszym wymarzonym gniazdku.
Oprócz tego standardowo przestawiam sobie na kuchennej półce, ulubione kubki w rzędzie ustawiam. Muszę uczciwie przyznać, że powoli się z tymi moimi skorupami mieścić przestaję… A i tak wiecznie mi mało;) No cóż, każdy ma jakieś swoje zboczenia, u mnie zdecydowanie najbardziej objawiają się we wszelkim zbieractwie.
W sypialni zaś zawisła…gałąź. Dzieciaki ze spaceru ją przytachały i tak mi się tu powieszona spodobała, że aż żałuję, że wcześniej na to nie wpadłam. Drobiazg taki, a jak fajnie na całą przestrzeń wpływa. Lubię takie naturalne dekoracje, nic nie kosztują, a potrafią wprowadzić naprawdę fajny klimat.
Przez tę moją chorobę piję herbatę w hektolitrach sięgając po największe kubki, jakie mam w posiadania. W mniejszych nawet mi się nie opłaca jej parzyć. Jaką najbardziej lubicie? Ja niezmiennie od lat sięgam po zieloną. Lubię ją we wszelkich wariacjach, pysznie smakuje z pomarańczą, albo na przykład z białą czekoladą.
Książki zdecydowanie sprzyjają chorowaniu, to jedyny pozytywny jej efekt, że w końcu mogę się bezkarnie powylegiwać i oddać jakże przyjemnej czynności, jakim jest czytanie. Teraz pochłaniam Początek Browna, uwielbiam jego książki. A w kolejce od dłuższego czasu czeka Widnokrąg Myśliwskiego. Już kilka razy robiłam do tej pozycji podejście i jakoś tak zawsze chyba miałam nieodpowiedni nastrój, bo skupić się nie mogłam. No, ale muszę w końcu nadrobić.
Korzystając z wyprzedaży uzupełniam też swoją garderobę. Jak zwykle zapełniając ją kolejnymi swetrami;) Taki biały od dawna po głowie mi chodził. No i w końcu mam moje wymarzone trampki, chociaż one zdecydowanie muszą zaczekać na wiosenny sezon.
Seriale na styczniowe wieczory
A na styczniowe wieczory polecam Wam garść seriali. W tym leniwym dla nas teraz okresie codziennie z Mężem sobie seanse urządzamy. Właśnie skończyliśmy kolejny, więc koniecznie polećcie, co fajnego ostatnio oglądaliście, bo szukamy jakiegoś następnego do odkrycia;)
Manhunt unabomber – Od dawna trwają poszukiwania bardzo groźnego terrorysty, który podkłada w różne miejsca materiały wybuchowe, najczęściej przesyłając je do celu pocztą. Trwa akcja powstrzymania go. Co nim motywuje, czy za tymi atakami stoi coś więcej niż tylko zwykłe akta przemocy? I jaki wpływ ta sprawa będzie mieć na tego, który w końcu ją rozwiąże? Serial trzyma w napięciu, wciąga od pierwszej minuty, bardzo polecam.
Dom z papieru – Super serial, cały czas trzyma w napięciu. Czy można zorganizować napad idealny? Grupa śmiałków postanawia okraść mennicę. Mają przygotowany plan genialny, opracowany w każdym najmniejszym szczególe. Ale w takim przypadku nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent… Akcja zmienia się z minuty na minutę, koniecznie obejrzyjcie!
Stranger things – Pewnie nie ma osoby, która by o tym serialu nie słyszała. Byłam przekonana, że to nie dla mnie. Jakaś tam fantastyka i to jeszcze o dzieciakach, kompletnie nie mój klimat… W końcu obejrzałam jeden odcinek, drugi i wciągnęłam się całkowicie! To jest genialne. W miasteczku zaginął chłopiec, jego poszukiwania przynoszą, co chwilę jakaś niepokojącą tajemnicę, zagadkę, którą trudno logicznie wytłumaczyć.
I tak nam ten styczeń mija. Na czytaniu, oglądaniu, chorowaniu i spędzaniu czasu w czterech ścianach. A co tam u Was słychać? Koniecznie polećcie jakiś fajny serial, który ostatnio oglądaliście. Może macie też jakieś sprawdzone, domowe sposoby na rozprawienie się z zapaleniem gardła? Dajcie znać, bo obawiam się, że naprawdę z tym przeziębieniem będę męczyć się do wiosny…
26 komentarzy