Bo pozory mogą mylić…czyli jak wygląda rzeczywistość, o wątpliwościach słów więcej niż kilka oraz przepis na truskawkową tartę.

Ostatnio mam jakiś ewidentny spadek formy i wszystko widzę w czarniejszych barwach. Zaczynam zastanawiać się nad tym czy znów nie stoję na jakimś rozdrożu dróg. Co chwilę łapię się na tym, że myślę co właściwie powinnam, bądź inaczej, co chciałabym robić dalej. Mam jakieś chyba chwilowe wypalenie, do tego Antoś przechodzi typowy bunt dwulatka i wszystko razem lekko odbiera mi optymizmu. Często piszecie mi, że motywuję Was do zmian, do podjęcia jakiś prób, cieszenia się codziennością. Skrzydeł mi to dodaje, ale  czasami rozglądam się wokół, patrzę na wszystko co mi nie wyszło i myślę sobie, że to nie do końca tak. Bardzo, ale to bardzo wierzę w to, że chcieć to móc, że połowa drogi to podjęcie nowych wyzwań, ale z drugiej strony i ja mam jakieś zawahania, upadki. To nie jest tak, że nasza rzeczywistość jest tylko i wyłącznie różowa, że nie mamy żadnych problemów, chwil zwątpienia. Czasami wydaje mi się, że wiele osób bardzo mocno idealizuje naszą rzeczywistości, piszecie, że zazdrościcie, ostatnio też dostałam maila, w którym ktoś pisał, że ogromnie chciałby być na moim miejscu. A nasze życie jest najzwyczajniej na świecie normalne. To nie jest tak, że dzielę się tu wszystkim, są pewne moje granice, w końcu ten blog miał być miejscem pewnych inspiracji, motywacji do zmian, ale uwierzcie mi, mam wszystko tak samo jak i Wy. Też czasami cały dzień najchętniej nie schodziłabym z kanapy, też czasem wypłakuję oczy w poduszkę, klnę z bezsilności, tracę wiarę w to co robię, mam ochotę schować się do jakiejś małej dziurki i przeczekać do lepszego dnia.

I u nas pod kanapą tysiąc zabawek, na podłodze okruszki, w pokoju dzieci armagedon. I u nas problem, co zrobić dziś na obiad i czemu ten rachunek za prąd przyszedł tak cholernie wysoki! Czasami drę się jak wariatka, czasami odwracam głowę żeby tylko dzieci ode mnie nic nie chciały, nieraz usychają mi rośliny, bo zapomniałam je podleć, a nowe projekty, za które się biorę okazują się jedną, wielką porażką.

Mam dni, kiedy jedyne co trzyma mnie przy życiu to ciasto czekoladowe. I takie, kiedy myślę sobie, że sama nie wiem jak mogłabym siebie zadowolić żebym w końcu była szczęśliwa. Mam w sobie frustracje i tysiące lęków, jak choćby przed wszelkimi chorobami, co z moją naturą hipochondryczki jest bardziej niż uciążliwe. Jesteśmy normalni, z pełnym wachlarzem uczuć, emocji, sukcesów i porażek. Nie ma na świecie ludzi idealnych i w żaden sposób nie chciałabym żebyście Wy mnie tak odbierali. Zresztą już kiedyś Wam o tym pisałam. Myślę sobie, że każdy ma wystarczająco własnych problemów i nie ma potrzeby żebym jeszcze o swoich na blogu pisała, zresztą nie o tym jest ta strona.

I tak teraz dopadł mnie właśnie ten spadek formy, ten gorszy okres, ten czas, kiedy w głowie zaczęły budzić mi się jakieś wątpliwości. Marzą mi się jakieś zmiany zarówno te blogowe jak i te życiowe. A dziś mam w ogóle taki dzień, że najchętniej rzuciłabym wszystko w cholerę… Ale wiem też, że zaraz mi przejdzie i znów będę łapać te wszystkie chwile, w dłoniach szczęście obracać, dążyć do swoich celów i cieszyć się drobiazgami. Dlatego też dziś bez żadnej konkretnej konkluzji i puenty, podrzucam Wam jeszcze jedynie przepis na najlepsze ciasto z truskawkami, które śmiało można by opatentować, jako lek na chandrę…

Tarta z truskawkami i musem czekoladowym

Ta tarta jest genialna, prawdziwe niebo w gębie! Mogłabym się nią zajadać codziennie, choć na sto procent groziłoby to cukrzycą. Ale jeśli dopadły Was jakiekolwiek czarniejsze myśli, to koniecznie musicie ją sobie zaserwować, poprawa humoru gwarantowana! Oryginalny przepis pochodzi z Kwestii Smaku, mojej osobistej kopalni kulinarnych inspiracji:)

Składniki

Spód:

  • 250 g mąki
  • 125 g masła
  • 1 jajko
  • 20 ml wody
  • 1 łyżka cukru
  • szczypta soli

Krem:

  • 500 g serka mascarpone (pół schłodzone, pół w temp. pokojowej)
  • 250 ml śmietanki kremowej 30%
  • 5 łyżek cukru pudru
  • 100 g mlecznej czekolady

Plus ok pół kilo truskawek

Wykonanie

Masło kroimy na małe kawałki, sypiamy mąkę, sól, cukier, dodajmy wodę, jajko i zagniatamy. Następnie ciasto rozwałkowujemy i przekładamy do uprzednio posmarowanego masłem naczynia na tartę. Ciasto w wielu miejscach nakłuwamy widelcem i  zapiekamy przez ok 30 min 180 stopniach

W rondelku rozpuszczamy czekoladę, kiedy przestygnie dodajemy do niej pół mascarpone te w temp pokojowej i mieszamy na gładką masę. Następnie rozprowadzamy na kruchym spodzie.

Śmietankę wraz z drugą połową mascarpone i cukrem pudrem ubijamy na sztywno. Przekładamy na czekoladowy krem, na wierzchu układamy truskawki.

I gotowe!:)

Related posts

Kilka słów o tym dlaczego prawie przeoczyłam, że lato zamieniło się w jesień…

Ciasto jogurtowe z truskawkami.

Bo jutro może przynieść wszystko.

18 komentarzy

Kasia 5 lipca, 2017 - 4:28 pm
Tak, często oceniamy i zazdrościmy zamiast zająć się własnym życiem. Ale na blogu nic nie zmieniaj, to mój ulubiony :)
Home on the Hill 10 lipca, 2017 - 8:44 am
Dziękuję:***
Asia 5 lipca, 2017 - 5:30 pm
Matko jedyna jaką Ty masz lekkość pisania.Uwielbiam to chyba mało powiedziane.
Home on the Hill 10 lipca, 2017 - 8:50 am
A ja mam zawsze wrażenie, ze jakoś tak nieskładnie, że mi te słowa tylko tak wylatują i czasem wirują bezsensu...;) Dziękuję kochana, aż mi się ciepło na serduchu zrobiło:**
Cienka 5 lipca, 2017 - 7:05 pm
Ola masz teraz prawojazdy zabierz dzieciaki i marchewkę i wbija do mnie pójdziemy do Jankowa pokarmić alpaki. Ja też mam spadek formy.
Home on the Hill 10 lipca, 2017 - 8:51 am
Karola to w Jankowie są alpaki?! Nie miałam pojęcia! Przyjadę, przyjadę kochana, dziękuję:**
Cienka 10 lipca, 2017 - 8:58 pm
Tak są , jeden taki czarny jest bardzo towarzyski, uwielbia drapanie za uchem :) tylko marchewki potrzebne
Merely Susan 5 lipca, 2017 - 7:40 pm
Kochana tarta wygląda cudownie! Myślę, że jest to przepis, który wypróbuje w ten weekend. Tarta z serkiem mascarpone to coś, co od dawna planuje zrobić, ale zawsze brakowało motywacji. We wpisie odnalazłam kawałek mojego życia. Podobnie jak ty jestem hipochondryczką, która martwi się każdym mocniejszym bólem głowy i spadkiem formy. Z drugiej strony wiem, że jak w coś się zaangażuje to nie ma przeszkody, która by mnie powstrzymała. Ostatnio miałam podobny okres. Czułam totalną niemoc i bezradność. Z jednej strony wszystko szło do przodu, sukcesy zawodowe i finansowe, a z drugiej...jakoś tak nic mnie nie cieszyło. Miałam ochotę schować się pod kocem i udawać, że ten świat mnie nie dotyczy. Odkąd zaangażowałam się w dwa nowe projekty wszystko wróciło do normy. Znowu chce mi się tworzyć i wojować. Myślę, że nasze okresy spadku formy, nerwowości i apatyczności są zupełnie normalne. Czasem chodzimy jak po chmurkach, a innym razem zastanawiamy się, czy mamy siłę w ogóle ruszyć dziś nogą. Życzę Ci, żebyś szybko znalazła coś, co się uskrzydli. Robisz przepiękne rzeczy, a twoją twórczość wnętrzarską śledzę pełna podziwu. Ja pod koniec lipca wyjeżdżam w Bieszczady i to mnie podtrzymuje na duchu. Myślę, że potrzebuje trochę odpoczynku, kontaktu z naturą i zatęsknienia za codziennością. Uściski, Zuza.
Home on the Hill 10 lipca, 2017 - 8:56 am
Zawsze to tak o niebo łatwiej usłyszeć, że ktoś ma tak samo;)) Dziękuję, Twój komentarz naprawdę wiele mi dał i masz zdecydowaną rację, taki odpoczynek od codzienności baaardzo b y mi się przydał;) Ale już ogólnie jest lepiej i znowu działam. Uściski wielkie!
Anua 5 lipca, 2017 - 10:07 pm
Aż mi się zanuciło "Mam tak samo jak Tyyy" :D Myślę, że czasem musimy zaakceptować po prostu nasze "smutne dni", poobserwować emocje, pozwolić sobie na "gorsze" chwile - taką taktykę sobie obrałam i kiedy zgodzę się ze swoim "stanem", jest trochę lżej :) Zwłaszcza, że wiem, że to wszystko przeminie. :) A tarta wygląda pyysznie, uwielbiam tarty. Tylko dziś zerwałam ostatnie prawie truskawki z krzaczków :(
Tynka 6 lipca, 2017 - 1:13 am
u nas też dziś tarta i poszła prawie w całości! :) z serkiem mascarpone, truskawkami,malinami,jagodami i miętą. mniam
arleta 6 lipca, 2017 - 8:34 am
Nie wiem czy czy Cię pocieszę, ale ja Cię za ideał nie uważam ;) Na pewno jesteś najlepszą mamą dla swoich dzieciaczków :) I tego się trzymajmy :) KAżdy ma gorszy dzień, gorszy okres, a potem znowu wychodzi słońce :) Każdy lubi troszkę ponarzekać, pomarudzić ;) Ja z chęcią oglądam te przyjemne chwile z Twojego życia - bo po to zapewne był blog, jak wspomniałaś dzielić się tym co dobre, motywować, pobudzać do działania :) I tak jest :)
Chrabąszczyk_to_ja 6 lipca, 2017 - 11:09 am
Mi tez czasem usychają rośliny i mój Mąż śmieje się zawsze, że napisze post na moim blogu jak często podlewam kwiaty w domu :D Byle do przodu!
Projekt Dom 6 lipca, 2017 - 8:33 pm
Tarta wygląda wspaniale! Uwielbiam truskawki :) Wygląda na to, że nie tylko mi kwiaty usychają... właśnie toczę akcję ratunkową bluszczu. Głowa do góry! Po spadku formy może być już tylko lepiej :) Pozdrawiam
Daga 8 lipca, 2017 - 1:09 pm
Widzę że nie tylko ja tak mam ;) Tarty uwielbiam a przepis mi się spodobał więc wypróbuję :)
Lady Raspberry 9 lipca, 2017 - 6:06 pm
Doskonale cię rozumiem. Też czasami mam coś takiego. My mamy czasami potrzebujemy urlopu od życia codziennego. Ja właśnie też zrobiłam sobie mini urlop. Mąż do pracy, dzieci na półkolonię a ja do godzin popołudniowych w piżamie, maseczki, dobra książka :) Dasz radę! Naładuj akumulatory i do przodu! A z przepisu na tartę chętnie skorzystam.
maria 9 lipca, 2017 - 11:10 pm
Olu, bardzo fajny post, jak zwykle czuć lekkość pióra! Tarta wygląda przepysznie latem truskawki w słodkościach dla mnie obowiązkowe. Jeżeli chodzi o Twoje wątpliwości to całkiem normalne, wiele ludzi przechodzi przez takie etapy, ale nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, szczególnie jeśli są w ciągłym begu. Z zajęć psychologii pamiętam, że te mikro-zawały/kryzysy/dołki są całkiem naturalne; są czasem na zatrzymanie się i zweryfikowanie (jeśli konieczne) naszej drogi, planów, aspiracji. Ostanio rozmawiałam z właścicielem hiszpańskiej firmy i wlaśnie o takich mikro-zawałach i dołkach mówiliśmy, a według niego są one również elementem rozwoju w biznesie, czasem nawet momentami zwrotnymi. Muszą zaistnieć, nie są niczym negatywnym i pomagają w przejściu do kolejnych etapów. Tak się rozpisałam ;) Pozdrawiam serdecznie
Home on the Hill 10 lipca, 2017 - 8:59 am
Rzeczywiście jak tak czytam to co napisałaś to to ma ogromny sens.. W końcu czasem musimy sobie jakoś tą rzeczywistość podsumować, zastanowić się nad kolejnymi krokami, poszukać nowych wyzwań, a zanim nie zacznie nas coś uwierać to często wcześniej trudno o zmianę. Dziękuje Ci Marysiu i uściski ślę:***
Dodaj komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Czytaj więcej