Siedzę w moim ulubionym miejscu, piję kawę, wokół drewno, czystość i kwiaty. Pod stopami bielone deski… Jest idealnie. Ten taras to było jedno z moich większych wnętrzarskich marzeń. Dziś więc z wielką przyjemnością zaprezentuję go Wam w pełnej krasie i trochę o nim opowiem. Ostatnio pisałam o jego technicznych aspektach, dziś zaś skupimy się na tych wizualnych, bo w końcu to jest najważniejsze dla mnie:)
Kiedy zdecydowaliśmy się na taras długo wahałam się jak ma wyglądać, z czego ma być zrobiony. W końcu jak dobrze wiecie, postawiliśmy na deski, modrzew syberyjski. Kiedy przyjechały do nas takie piękne, pachnące z Gdańskich Składów Drzewnych (jeszcze raz gorąco polecam to miejsce!), cały czas zastanawialiśmy się, jaki nadać im kolor. Modrzew syberyjski jest ładny sam w sobie. Jest również mocno żywiczny i jak to drewno potrafi mieć przebarwienia. Ale za to właśnie kocham ten materiał, za tą niepowtarzalność, za te sęki, za naturalność. Długo jednak nie miałam pomysłu jak go wykończyć. Nasz ogródek jest naprawdę niewielki, zewsząd otoczony drewnianymi pergolami. Bałam się, że jeśli położę deski w jakimś naturalnym odcieniu drewna, to zrobi się wizualnie tak ciasno, bez oddechu. Mój mąż stawiał na szarość, ale z uwagi na to, że to południowo -wschodnia wystawa słońca, mamy je tylko do czternastej jak i nie krócej. Bałam się więc że ta szarość będzie mi salon zaciemniać. Koniecznie marzyło mi się właśnie żeby ten taras był takim przedłużeniem naszego domu, żeby to wszystko stanowiło spójną całość. W końcu pomyślałam sobie, że skoro w domu mam wszędzie zestawienie dębu z bielą, to czemu i na dworze miałoby to nie zagrać?… Płot jest już dębowy, więc taras niech będzie mocno pobielany.
Nie powiem stres miałam olbrzymi. Bałam się jak to będzie wyglądać, czy uda nam się równo pomalować, czy nie wyjdą jakieś tandetne smugi itd. Wiadomo przy białym kolorze wszystko bardziej widać. Nasze deski są ryflowane, więc bałam się również, że będzie więcej oleju w tych rowkach się zbierać. Na szczęście nasze drewno było świetnie wysuszone, pięknie piło i przyjmowało olej, więc z równym pokryciem nie było żadnego problemu.
Następnie nastała jasność;)) Nawet nie macie pojęcia jak ten taras jeszcze mocniej rozświetlił mi salon. Jestem zachwycona i zakochana. Zbudowaliśmy sobie też duży stopień, na którym można przysiąść. Na nim poustawiałam kwiaty, stoją przy samym oknie, więc naturalnie wchodzą mi do domu. Uwielbiam to miejsca. Spędzamy tu całe dnie. Lubię czuć pod bosą stopą drewno, Antek może sobie bezpiecznie raczkować, jest bosko.
Niby to tylko taras, nic wielkiego, a ja cieszę się jak głupia i napatrzeć na niego nie mogę. Ale dość już tych przydługich wstępów, jak zwykle zresztą;)) Ta dam, ta dam, nasz taras w wielkiej odsłonie:)
_________________________________________________________________________________________________
58 komentarzy
Pozdrawiam serdecznie
Twój jest śliczny. Pięknie wyglądają te bielone dechy, w połączeniu z brązem drewna mebli i ogrodzenia :) Nie jest nudno, ale niezwykle ciepło, przytulnie i klimatycznie. Podoba mi się bardzo :)))
A myśleliscie po tej jasnej podłodze, żeby te zabudowy ścienne w ogrodzie też na jasno zrobić?
Ściskam Was! <3
Pozdrawiam, Marta
I urocza Pani domu:)
cudnego nowego tygodnia!:)
szalenstwa-panny-matki.blogspot.com
Pozdrawiam Cię serdecznie i wielu wspaniałych chwil na tym tarasie Wam życzę:)
kolor ciekawy, ja mam naturalny taki, ale ten wygląda też superowo, może kiedyś też przemaluje, póki co uwielbiam mój
bardzo fajnie miejsce się zrobiło na relaks....czy ty masz tam szafirki czy mi się wydawało :P?
buuziaki!!