Okno na świat.

by Home on the Hill
4 komentarze

Buduję swój spokój. Mozolnie z uporem. Tak, by od środka wiecznie nie płonąć. Z oddechem. Wdech, wydech. Powtarzam sobie. Powtarzam po raz setny. Wpatruję się w błękitne niebo, chmury suną po nim niedbale, przecina je krzyk czapli, nawet i on jakiś nerwowy mi się zdaje. A ja dalej z tych wdechem i wydechem, z tym liczeniem do dziesięciu. Na spokojnie. Na spokojnie od dziś, od jutra i od wczoraj. Więcej uważności, mniej pośpiechu. Bez tej nerwowości, co się łokciami we mnie rozpycha, tak często jakby poza mną wybucha. A ja chce tylko tak na lekko. Z różowym porankiem. Z jasnymi myślami. Z Tobą i z Nimi. W uśmiechu tonąć. Pomiędzy palcami szczęście przesypywać jak złocisty piasek na plaży. Patrzeć jak ziarnko za ziarenkiem mnoży się w dłoniach. Ze skrzydłami iść przez świat. Z głową w chmurach. Z marzeniami upchanymi po kieszeniach. Z dziecięcymi snami. Im więcej lat przybywa, tym mniej ich ubywa. I to już jest pewna radość. Tylko tę nerwowość ze środka wyrzucić. Tylko w ramionach samą siebie ukołysać. Dać się ponieść wiosennemu wiatru. Poczuć jak plącze moje włosy. Zamiast na niego klnąc, po prostu z nim sunąć. Na wschód i na zachód. W końcu nie każdy podmuch musi zamieniać się w huragan.

Mam w domu okno. Duże. A za nim cały świat. Cały bez wyjątku.

Wpada mi przez nie ptasi śpiew. Prawdziwy koncert jakby tylko dla mnie.

Następnie słyszę dziecięcy śmiech, co jak echo po całym domu się niesie. Od ścian odbija. Aż w końcu trafia prosto do serca, tam pozostaje najdłużej.

Przez okno widzę drzewa. Uwielbiam tę ich cykliczność. Te kolorowe liście, które tuż przed zimą gubią, aby na wiosnę odrodzić się na nowo w pełnej krasie. Czarować zielenią. Tak intensywną, że aż czasem trzeba przymrużyć oczy.

Deszcz rytmicznie o szyby stuka. Świat płacze, ale tylko na chwilę. Tylko na moment krótki. Ty razem zamiast rozpaczy niesie obietnicę tęczy.

On patrzy na mnie. Jakbym co najmniej cała się z tej tęczy utkała. Patrzy intensywnie. Już mu się te oczy śmieją. Matko…tyle lat…. Czasem nawet zapominam, a później znów wpadam jak w otchłań, w te niekończące się tony błękitu… Wpadam całą sobą… Tyle lat. Zapominam. Zapominam ile mam. A potem się zatracam. Zatracam dzień po dniu. Znów znajduję drogę. W tym błękitnym odbiciu nieba. Dopóki je tam widzę, jest dobrze.

Przez te moje okno czasem widzę bociany. Innym razem żurawie. Nad ranem sarny. W południe żaby. Kota, co się wygrzewa na tarasie. Dziecko, co płacze, bo zraniło kolano. Tyle tych kolanach w życiu opatrzyłam. Tyle pocałunkiem uleczyłam. Magia w najczystszej formie. Dalej rozczula mnie bez granic. Zbieram te plasterki przyklejone jak zdjęcia. Zapisuję je sobie w głowie. Te z krainą lodu i te z Kubusiem Puchatkiem. Błękitne i różowe. Stereotypowe. Leczące rany najlepiej na świecie. Ale zawsze matczyną ręką muszą być przyklejone, inaczej się nie liczą. Jak taki synonim dzieciństwa. Pozdzierane łokcie, obtarte nogi, umorusane twarze. Ból pocałunkiem zaleczony. Plastrem, który sklei wszystko. Czasem rozbite czoło, a innym razem dziecięce serce.

Przez to okno nieraz i tę swoją nerwowość dostrzegam. Tę burzę. Jak sztorm na morzu, co gwałtownie się zaczyna i kończy. Ciemnieje niebo, woda przybiera odcień głębokiego grantu i to aż nie do uwierzenia, że jeszcze chwilę wcześniej czarowała najczystszym na świecie błękitem. Po burzy można najwięcej bursztynów znaleźć na brzegu. A na moim osobistym brzegu?.. Przepraszam, co najwyżej i pięć oddechów. Kiedyś będzie ten dzień, gdy przejdzie bokiem. Gdy wiatr rozwieje chmury, nim się w zbyt gęstą masę zbiją. Rozwieje na boki, miejsce na tęcze zrobi. Na uśmiech. Pracuję nad tym, pracuję dzień po dniu… Tylko jakoś z trudem to idzie.

Pięć oddechów.

Spojrzeń na świat.

Bagaż marzeń i wspomnień.

Błękitne niebo i ulubione oczy.

Dziecięcy śmiech.

Plaster.

Jest dobrze…

Świat nieskończenie mi sprzyja.

Tylko to dostrzec. Docenić. Kolorową kredką znów coś naszkicować.

Zakręt w prostą drogę obrócić.

Na błękitnym niebie słońce.

Jakby specjalnie dla mnie wymalowane. Przez to okno wygląda najpiękniej.

Bo grunt to z odpowiedniej perspektywy na nie zerkać.

Zobacz również

4 komentarze

Dorota 29 kwietnia, 2020 - 12:49 pm

Pięknie to wszystko opisałaś 🙂 Mam bardzo podobne odczucia, brak mi tylko śmiechu dzieci na co dzień 🙂

Odpowiedz
Monika 29 kwietnia, 2020 - 5:38 pm

Dzień dobry można się dowiedzieć skąd jest lampa wisząca?

Odpowiedz
Home on the Hill 30 kwietnia, 2020 - 12:28 pm

z Ikea

Odpowiedz
Ewa 1 maja, 2020 - 9:02 pm

Prosto z serca ❤

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej