Grudniowa odsłona ganku i DIY świąteczna girlanda.

by Home on the Hill
9 komentarzy

Wszystko to się zawsze tak spontanicznie zaczyna. To znaczy człowiek wcześniej o tym myśli, planuje, ale zebrać się nie może, a potem jakiś impuls i bach wszystko idzie lawinowo. Zadzwoniła do mnie Jola, żebym wpadła do niej na kawę. Ale ja nie mogłam, bo w końcu dzień lekko luźniejszy, to jest szansa tysiąc spraw pozałatwiać i jeszcze do ogrodniczego podskoczyć, żeby wianek na drzwi zakupić. Oddzwania do mnie za pięć minut, no dobra, to podjedź po mnie, też do ogrodniczego zajrzę. No to się wybrałyśmy. Zresztą daleko nie mamy;) A tam pustka, wianki jakieś takie marne, małe i drogie. Żadnych stroików, tylko cały plac choinkami zapchany. W środku znalazłyśmy jakieś porzucone obręcze, takie do samodzielnego robienia wianków. W głowie już mi się lampka zapaliła, już porozumiewawczo na Jolkę zerkam, mistrzynię wszelakich dekoracji. Dopadłyśmy sprzedawczynię, ubłagałyśmy, żeby z magazynu jakieś największe rozmiary nam wygrzebała, zgarnęłyśmy dwa ostatnie plus specjalny drucik i woreczek z suszonymi owocami, i jazda do kasy. Ale przecież nie mamy na ten stroik gałęzi żadnych! To nic, pójdziemy sobie do lasu nazbierać, odparła lakonicznie moja koleżanka. No to se poszłyśmy.

Mogłabym ściemniać, że przedzierałyśmy się przez wielkie zaspy śnieżne, że mróz szczypał policzki, że wiatr utrudniał wędrówkę, że musiałyśmy cały czas pocierać dłonie, żeby nie zamarzły, że była to wyprawa zimna, trudna i przerażająca. Może i nawet byście mi uwierzyli. Dopóki nie spojrzelibyście za okno… A tam wiadomo, wiosna. No więc tak, odpowiedniej pogodowej oprawy rzeczywiście brakowało, za to ten, kto by nas obserwował z ukrycia i tak miałby ubaw totalny. Poszły se do lasu. Z worami wielkimi jak one, w ogrodniczych rękawiczkach, rozwianych włosach, ja z torebeczką, z czego ktoś nie omieszkał, aby wyszydzić, samochód porzucony przy drodze i dawaj, pakujemy te gałęzie do tych worów, przedzieramy się przez chaszcze, motywacja sięga zenitu, w końcu będziemy mieć najpiękniejsze świąteczne wianki!

Potem rozłożyłyśmy się z tym całym majdanem na podjeździe w bramie garażu i jak natchnione zaczęłyśmy działać. To znaczy Jola zaczęła, a ja grzecznie jej się słuchałam, wszystkie polecenia wykonywałam i powiem Wam, byłam najlepszym trzymaczem z możliwych! No mówię Wam! Takiego drugiego to ze świecą szukać. I tadam, gigantyczny wianek na drzwi gotowy.

Wpakowałam go do bagażnika i poleciałam dzieciaki odbierać. A potem, kiedy wróciłam do domu, powiesiłam go na drzwiach i moje zadowolenie sięgnęło zenitu. Kilka dni wcześniej Mąż na chybotliwej drabinie zawiesił lampki i zrobiło się całkiem przyjemnie. Ale, że umiar nie jest moją mocną stroną, to postanowiłam podziałać jeszcze trochę. A co! Męża po choinkę wysłałam, bo przecież jak ja postanowiłam działać, to On mi musi w tym towarzyszyć, małżeństwo zobowiązuje czyż nie? No wiec przytachał wielką choinę, ale taką na pniu, a że na dworze miała stać, to trzeba było do jakiejś donicy ją wsadzić. No to mi wstawił do wiadra, ogród jest, ziemi wokół mnóstwo, jest czym i wiadro wypełnić. Chłopak więc wziął łopatę i wykopał trochę czarnoziemu, czule opatulając nim choinkę. Nie zwrócił tylko uwagi na to, że akurat w tym jednym, jedynym miejscu, z którego postanowił kopać, miałam zasadzone jakieś milion cebulek tulipanów!!! Taaaa…. Choinka jest, kwiatów na wiosnę nie będzie. No cóż, życie to sztuka wyborów. A może potrzymam to drzewko do wiosny? Wtedy to spod niego cała łąka powinna wyrosnąć..? No jest to jakieś rozwiązanie.

Tak mi się w tym lesie spodobało, że postanowiłam do niego wrócić, żeby więcej iglastych gałęzi zdobyć. Pewnie słysząc słowo las, wyobrażacie sobie głęboki, trochę mroczny, ciemny… No cóż, tak naprawdę to taka polanka, która początkuje ten las dopiero, a tam milion samosiejek sosny, wiec te moje ciężkie wyprawy to jakieś maksymalnie dziesięć metrów od zaparkowanego samochodu, ale czuję, że w tej opowieści zbyt szczera się robię, więc wróćmy do historii. No więc ja znowu z tym worem, w tym, prawie że lesie, tylko głupia tym razem rękawiczek nie wzięłam, więc pokleiłam się cała żywicą jak miło. Cóż poświęcenie musi być, w końcu święta idą, a jak wiadomo, świąteczny duch od lat wymaga ofiarności.

No dobra, wróciłam. Zamknęłam się w garażu i zaczęłam girlandę pleść. Ha! Pomysł stulecia, banalnie proste do zrobienia, a jaki efekt. Zresztą poniżej zostawiam Wam krótkie DIY, bo naprawdę to super sprawa. A robiło się to bardzo prosto. Za to dumna jestem jak cholera, cud, że jeszcze na kominie nie wypisałam, że patrzcie państwo ta girlanda zielona, tak ta piękna, to moje dzieło, moje tylko i wyłącznie.

Potem powiesiliśmy to cudo stulecia, porozstawiałam wszędzie te gałęzi, co mi zostały, powyciągałam koce, poduszki i ustawiłam lampiony. Zamieszkały tu świąteczne skrzaty, we wrzos powrzucałam bombki, co by się bardziej klimatycznie prezentował i powiem Wam, że poczułam satysfakcję. Gdy zapaliłam świece, gdy półmrok spowił okolicę, gdy spojrzałam na to wszystko i mimo tej dziwnie wiosennej aury, poczułam prawdziwą magię świąt. Pięknie jest. Jak zwykle trochę na wariackich papierach, chaotycznie, ale po mojemu.

Bo wiecie, człowiek to się namęczy, nasprząta, nabiega, poprzeklina trochę… Będzie samego siebie przekonywać, że najważniejsze to potrafić odpuszczać, że te szafy czy czyste to nie ma wielkiego znaczenia. A potem i tak, jak co roku, będzie szaleć po tych kątach ze szmatą, siatki z zakupami dźwigać i choć pot po plecach spływa, to też ma to jakiś tam swój urok. Ale w tym pędzie całym, zapatrzyłam się właśnie na ten nasz dopiero, co udekorowany ganek. Na te lampki, co Jaś na chybotliwej drabinie wieszał, na ten wianek na drzwiach, co tylko dzięki Joli powstał, na tę czterometrową girlandę, co ją plotłam natchniona, na porozrzucane bombki, które dzieci skwapliwie tu przyniosły i na tego kota, który wiecznie się tu pałęta. Zapatrzyłam się uważnie, pozbierałam te ciepłe myśli jak okruszki i schowałam do kieszeni. Możemy szykować wszystko jak głupi, sprzątać, biegać, nawet i czasem narzekać, że zmęczeni, ale jeśli towarzyszą nam w tym bliskie osoby, jeśli mamy radość i dużo śmiechu, jeśli na widok tych wszystkich rzeczy, ciepło się w sercu robi, to chyba jest dobrze, czyż nie?.. Chyba właśnie oto w tym wszystkim chodzi.

DIY świąteczna girlanda

Zrobienie jej jest banalnie proste i każdy sobie z tym poradzi, a efekt jest naprawdę fajny, więc warto.

Potrzebujemy

  • Sznurek jutowy
  • Cienki drucik
  • Gałązki iglaste (duuużo, mi poszły dwa worki na 4m)

Wykonanie

Rozkładamy sznurek na taką długość, jaką chcemy, żeby miała nasza girlanda.

Następnie zahaczamy o sznurek drucik, oplatając go dookoła.

Bierzemy około trzy przycięte gałązki, kładziemy je na sznurek i oplatamy drucikiem. Dokładamy kolejne i mocujemy tym samym sposobem. Ważne, aby nakładać kolejne gałęzie na siebie, najlepiej w miejscu poprzedniego mocowania, wtedy nie będzie widoczne. Powtarzamy czynność na całej długości, aż girlanda będzie miała taki rozmiar, jaki chcemy. I gotowe!


Cudownych przygotowań dla Was Kochani, cieszcie się tym wszystkim, otaczajcie bliskimi osobami, nie przemęczajcie za mocno i czerpcie z tego wszystkiego uśmiech i satysfakcję. Do napisania!

Zobacz również

9 komentarzy

Dorota 19 grudnia, 2019 - 12:33 pm

Pięknie to wszystko wygląda, piękne przystrojony ganek 🙂

Odpowiedz
Ania 19 grudnia, 2019 - 12:58 pm

Pięknie, a na ostatnim zdjęciu to tak jakby właśnie śnieg zaczął padać… 🙂 albo to ja tak bardzo bym chciała widzieć śnieg.
Pozdrawiam z równie wiosennej Warszawy

Odpowiedz
Home on the Hill 19 grudnia, 2019 - 5:33 pm

Hahaha, bo to jest właśnie magia zdjęć:))) Niby śnieg, a tak naprawdę wiosna 😛

Odpowiedz
Malanuku 19 grudnia, 2019 - 7:53 pm

Świetnie to wyszło 😀

Odpowiedz
Decorre 20 grudnia, 2019 - 7:59 am

Pięknie i klimatycznie 🙂

Odpowiedz
Ola 20 grudnia, 2019 - 11:21 am

Pięknie 🙂 Z ciekawości – macie w planach obudowanie ganku deskami, tak samo jak zrobiliście to z tyłu domu?

Odpowiedz
Home on the Hill 22 grudnia, 2019 - 2:24 pm

Tak, bardzo mi się to marzy:)

Odpowiedz
puch ze słów 20 grudnia, 2019 - 2:41 pm

Jest klimat, u Ciebie to już norma że jest klimatycznie… 😉 Nie zaskoczyłaś mnie – znowu pięknie! Dziękuję za te pomysły i klimat. Dobrych Świąt kochana.

Odpowiedz
Sakramentowo 27 grudnia, 2019 - 4:39 pm

Super odsłona . MI się takie rzeczy podobają.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej