Mówili, że tak będzie…

by Home on the Hill
16 komentarzy

Miętoszę te emocje w sobie. Przeżywam bardziej, niż bym chciała, niż myślałam, że będę. W końcu nastał ten poranek spokojny. Parująca kawa w kubku, cisza wokół. Praca odłożona na bok czeka tylko na to, żebym znów mogła do niej wrócić. Nic już nie stoi na przeszkodzie. A we mnie tuman myśli, serce jakieś takie niespokojne. Powinnam się już do tego przyzwyczaić. Przestać udawać. Żadna ze mnie wyluzowana mama. Mogę oszukiwać Ją i wszystkich wokół, ale nie siebie samą. Jestem tu, ale każdą myślą z Nią. Każdą cząsteczką. Który to już raz w życiu?..

Mówili, że nie będzie łatwo. Nikt tak ciężko nie oddycha, jak matka. Wieczne balansowanie na krawędzi, emocje rozciągnięte do granic, we wszystkich możliwych kontrastach. Mówili, zobaczysz, zostaniesz mamą i wszystko się zmieni. Nie słuchałam, ręką machałam ze zniecierpliwieniem. Że oczywiście, że owszem, że odpowiedzialność, miłość ponad wszystko, że ten człowiek będzie najważniejszy. Ale, że wystarczy odpowiednie podejście, że przecież będzie jeszcze radośniej, pełniej, a życie nadal będzie toczyć się w swoim tempie.

Nie miałam pojęcia, o czym mówię. Patrząc na ten wielki brzuch, głaszcząc i szepcząc banialuki niebieskie, nie wiedziałam, jak bardzo ja sama się zmienię. Jak zmieni się cały świat. Nabierze zupełnie nowych rozmiarów, a momentami zupełnie przestanie istnieć. Centrum wszechświata w jednym miejscu. Wyostrzone wszystkie zmysły, uczucia, o których istnieniu nawet nie śniłam. Zjawiła się ponad siedem lat temu. I tak mieliście rację, zmieniło się wszystko.

Odkąd zostałam mamą, oddycham za dwoje, a tak naprawdę to za troje. Nawet jak mi tchu brakuje, nawet wtedy, gdy jest to kompletnie niepotrzebne. A czasem na odwrót, mam wrażenie, że wręcz na jakimś bezdechu przebywam. Jak ostatnio, gdy miał kleszcza, a potem dostał wysoką temperaturę. Przysięgam, tak zaczęłam myśleć o tym, co to oznacza, tak mnie strach obleciał, że przez chwilę naprawdę zapomniałam o tym żeby oddychać. Bo czym jest oddech, przy tym, że coś mojemu dziecku zagraża? Albo, gdy przybiegła z płaczem, że ktoś Jej powiedział przykre słowa. Te Jej oczy najsmutniejsze na świecie, ta bezradność, gdy wtulała się w moje ramiona. Bolało dużo bardziej niż gdyby mnie samą to spotkało, bolało nieprawdopodobnie. Ta Jej rozpacz i to, że żadne z moich słów nie mogło Jej w tym momencie pocieszyć. Odkąd zostałam mamą, odczuwam za dwoje. Ona już o tym zapomniała, a ja nadal przeżywam, już się boję, ile razy jeszcze będzie musiała rozczarowywać się drugim człowiekiem, mierzyć z niesprawiedliwością, cierpieć i płakać. A każde Jej rozczarowanie jest moim podwójnym. Nie mam żadnej możliwości tego rozdzielić.

Mieliśmy ten nasz sierpień, wspólny, leniwy, wypełniony prostą codziennością. Ostatni tydzień przebiegał dużo bardziej burzliwie. Już się nudzili, już mi cierpliwości brakowało, jak ja się tego września nie mogłam doczekać! Tej normalnej rutyny, cichych poranków, możliwości pracowania. Już za długo w tym domu, już spokoju mi trzeba było. Już dosyć miałam. Po dziurki. Tych kłótni, afer, mamooo, co pięć minut. Przestałam własne myśli słyszeć! Zmęczyłam się tym wiecznym skupieniem na nich, braku, choć chwili dla siebie. Niech już przyjdzie ten wrzesień, niech już znowu wszystko do normalności wróci. No już miałam ochotę dni w kalendarzu skreślać, tak zmęczona byłam. W tym moim oczekiwaniu zapomniałam nawet, że przecież nowy etap nas czeka. Ale obiecałam sobie, że teraz to już naprawdę na spokojnie. No bez przesady, nie ma co przeżywać. Tyle lat chodziła do przedszkola, zmieniamy tylko budynek, nie ma co robić z tego wielkiej sprawy. Każdy to przeżył, każde dziecko to czeka. Idzie otoczona Przyjaciółkami, wszystko jest świetnie zaplanowane, będzie dobrze. Nie ma w ogóle, o czym mówić.

W końcu nastał ten poranek spokojny. Parująca kawa w kubku, cisza wokół. Praca odłożona na bok czeka tylko na to, żebym znów mogła do niej wrócić. Nic już nie stoi na przeszkodzie. A we mnie tuman myśli, serce jakieś takie niespokojne. Jestem z Nią. Piszę do Was, siedzę na kanapie, jestem z Nią. Wczoraj mnie złapało. Nagle. Jak Jej tę elegancką sukienkę zapinałam i plotłam dwa warkocze. Moja mała Ona. Moja Maleńka. Moja wyśniona. Zaraz przekroczy próg szkoły. Kiedy to zleciało? Kiedy to się zdarzyło? I jak już ta myśl, tak cicho, tak podstępnie zakiełkowała, to pękłam jak zwykle. I cała fala mnie zalała, fala obaw, wizji, dumy, miłości, wszystkiego, co zwykle. Zwykłe to i niezwykłe. Mówili, że tak będzie. Nie mówili tylko, że to aż tak, tak mocno, tak wyraziście. Z tym podwójnym oddechem i bezdechem. Często naraz. I nawet przestaje mnie dziwić, jak to jest właściwie możliwe.

A dziś… Dziś już nawet nie udaję. Nie muszę. Jestem w tym pustym domu. Jestem sama. W końcu wyśniona cisza. A ja płaczę, płaczę jak głupia. Bo czy ona już dojrzała do tego wszystkiego? Taka mała z tym tornistrem na plecach, ach, żebyście Wy Ją widzieli! Z tym swoim uśmiechem najpiękniejszych, w emocjach wielkich, w radości, oczekiwaniu. Ciekawe czy codziennie tak chętnie będzie do tej szkoły wstawać… Pomachała mi, cała promieniejąc, zarzuciła tornister, zbyt duży, a przecież zamówiłam najlżejszy z możliwych! I pobiegła. Świat zdobywać. A ja jestem tu. Tak jakby. Bo tak naprawdę to siedzę z nią w tej drewnianej ławce, szepczę do koleżanki, wsłuchuję się w pierwszy dzwonek. Jestem tu. Piję kawę, odpisuję na maile. Czy na pewno potrafi tę śniadaniówkę otworzyć? Może bezsensu odlałam wody z tego bidonu? Ale ten plecak za ciężki był! Czy będzie pamiętać, który worek jest na wf? Czy się tam denerwuje? Czy dalej ma ten uśmiech?.. Tyle godzin jeszcze. Matko! Nawet się nie oszukuję. Będę pierwsza pod szkołą…

Trzy oddechy spokojne. Emocje wyciszone. Jestem wszystkim. Jestem mamą. Wiem, mówiliście, że tak będzie. Uczę się tego nieprzerwanie od siedmiu lat. Z czasem wcale nie jest łatwiej. Dochodzą inne problemy, stresujące sytuacje, nowe wyzwania. Nieprawdopodobne zdarzenia. Tyle razy odpowiednich słów brakuje, tej cholernej instrukcji obsługi. Tyle razy odsuwam siebie na bok.

Mówi się, że macierzyństwo uskrzydla. Mnie pomaga oddychać. Bo dopóki są, to będę zawsze to robić. Czasem na bezdechu, czasem za Nią, innym razem za Niego. Zmieniło się wszystko. Mogę się wypierać, zaprzeczać, ale prawda jest taka, że świat kręci się w zupełnie inną stronę. Mogę zapełniać go na tysiące sposobów, ale to Oni już zawsze będą w nim najważniejsi.

Moi Oni. Wszystko mi w całość poskładali. Udowodnili, że tak można, tak bez tchu. W dwóch miejscach naraz, w sercu i głowie. Poprzestawiali, na nowo zbudowali. A mówili, że tak będzie…

Teraz wiem. A jednak zawsze inaczej. Bo ile nas, tyle odcieni macierzyństwa. Niby tak samo, a każda po swojemu. Najdoskonalej jak się da, w całej tej codziennej nieidealności.

Zobacz również

16 komentarzy

Marta 3 września, 2019 - 12:10 pm

Jakbym czytała swoje myśli… Czasem wydaje mi się, że już nie da się bardziej kochać, jak sobie pomyślę, że za chwilę moje dziecko mam oddać do przedszkola to same łzy cisną nam się do oczu. Macierzyństwo z całymi jego urokami i ogromem miłości, ale jestem pewna, że żadna z nas nie chciałaby już wrócić do czasów sprzed 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:36 am

To prawda, ja już nawet nie pamiętam, jak to było przed…;) Mimo tych ciągłych emocji, upadków, to najcudowniejsza sprawa jaka mogła mi się w życiu zdarzyć.

Odpowiedz
Wiktoria Nowak 3 września, 2019 - 1:41 pm

Wielka zmiana u Was 🙂 my w przyszłym roku będziemy mieli przedszkolaczka – sama jestem ciekawa jak zareaguję 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:37 am

To też czekają was emocje:) Będzie dobrze! Buziaki wielkie:***

Odpowiedz
Marlena 3 września, 2019 - 8:16 pm

Piękne….I jakie znajome

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:38 am

Dziękuję Marlenko, cudownego dnia dla Ciebie!

Odpowiedz
Tysiek 3 września, 2019 - 8:22 pm

Boziu..czytam i płacze sama..bo też oddałam dziecko do szkoły..mimo, że szcześliwa, że Jej sie podoba..to jak ten czas szybko leci..przecież niedawno jako trzylatka do przedszkola szła a teraz dumna pierwszoklasistka. A łzy same płyna po twarzy..

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:39 am

To po prostu nie pojęte, jak czas przyśpieszył odkąd pojawiły się dzieci. Biegnie w zupełnie innym tempie, nawet na chwilę nie pozwala zwolnić. Mam nadzieję, że u Was nadal wszystko dobrze, Majka jest szkołą zachwycona:)))

Odpowiedz
Ania z Osobiedlamnie 3 września, 2019 - 10:08 pm

Ściskam Cię serdecznie! Dacie radę. Przeplatając to „dawanie” dniami, o jakich jeszcze nie śniłaś. W każdym tego słowa znaczeniu. Najważniejsze jednak jest to, co między Wami, Wy sami. Szkoła, nowe znajomości, coraz wyższe schody, to dodatki, których będzie przybywało naszym dzieciom w kolejnych latach. Najważniejsze jednak jest to, z czym na ten świat ich wypuszczamy.
Pamiętam bardzo dokładnie co czułam pierwszego września – 5 lat temu. Tą Jej buźkę, która – jak w zwolnionym tempie odwracała się z uśmiechem ode mnie w stronę murów szkoły i nowych wyzwań. Jak Jej dłoń z wolna wysuwała się z mojej… i już! Poszła. A z nią cała ja. .. Też siedziałam niemal z Nią w ławce. A wieczorami dla pewności temperowałam jeszcze raz wszystkie kredki. I te śniadaniówki! Mogłabym z nich napisać doktorat:)
Trzymam kciuki. Emocje nieproste, ale niesamowicie potrzebne. Takie nasze…

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:40 am

Pięknie Aniu to napisałaś, podsumowałaś, jak zwykle zresztą… Dziękuję za to, że jesteś, ze tu zaglądasz :***

Odpowiedz
Tysia 3 września, 2019 - 10:15 pm

Czuję tak samo..jeszcze niedawno przestraszony przedszkolak a dziś dumna pierwszoklasistka.. czytajac łzy same po twarzy lecą..

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:41 am

A zaraz będziemy patrzeć jak do liceum biegną… I znów będziemy pytać, kiedy to minęło;)))

Odpowiedz
Malgosia 25 września, 2019 - 9:37 pm

Ech Olu, zaraz na studia pojda! Moja mlodsza w tym roku zaczyna szkole wyzsza. A dla mnie to wciaz takie Malenstwo. Doskonale pamietam kazdy pierwszy dzien przy zmianie budynku…
Ale…mam z obiema doskonaly kontakt i to do mnie dzwonia, kiedy rozstana sie z chlopakiem i kiedy zakochaja sie w innym. I to jest urok macierzyzycia najpiekniejszy. Kiedy jestes pierwsza w wielkich i waznych chwilach ich zycia. ☺

Odpowiedz
kama 4 września, 2019 - 7:55 pm

Tylko matka moze zrozumiec co czujesz. Moje dziecko wlasnie rozpoczyna srednia szkole. Miala byc wymarzona, inna od podstawowki, pozwalac rozwinac skrzydla. Mija 3 dzien a ja juz widze ze raczej bedzie blizej tamtej zalosnej podstawowki. Widze jak moje dziecko zaczyna przygasac… Placze, wsciekam sie, przeklinam, bije sie z myslami co robic. I mecze sie z tym wszystkim bardziej niz moj Skarb…

Odpowiedz
Home on the Hill 5 września, 2019 - 8:42 am

Przykro mi bardzo… Mam nadzieję, że jeszcze wszystko się ułoży, naprostuje, może nie będzie tak źle? Trzymam za Was kciuki!:*

Odpowiedz
kama 5 września, 2019 - 3:00 pm

Dziekuje za slowa wsparcia Pani Aleksandro.
Bierzemy pod uwage wszystkie mozliwe scenariusze. Nawet zmiane szkoly …
Pani i Debiutantce zyczymy wszystkiego naj … naj… Oby jak najmniej rozczarowan na edukacyjnej, wyboistej drodze !

Odpowiedz

Zostaw komentarz