Wczesnym lipcowym wieczorem.

by Home on the Hill
5 komentarzy

Idziemy. Idziemy powoli, nieśpiesznie. Na pobliskich drzewach rosną czereśnie. Choć tak naprawdę po większości zostały smętnie zwisające pestki, ale dzielnie przeszukujemy gałąź po gałęzi, bo nasz syn łaskawie zaczął je akceptować, a to czwarty owoc na jego krótkiej liście, który je, więc nie możemy przegapić takiej okazji. Droga się kurzy pod naszymi stopami, piasek wzbija się do góry od najlżejszego podmuchu wiatru. Mijamy dorodne jabłonie, kolorowe malwy, co swoje główki wystawiają wprost do słońca, wita nas szczekanie wielkiego pasa, który jeszcze szybciej niż szczeka, to macha puszystym ogonem. Słońce muska twarz, mijamy drewniane płoty, z ciekawością podglądamy ogrody. W końcu kiedyś ktoś nas pogoni, bo wręcz z fantazmatem zaglądamy na każdą posesję w poszukiwaniu inspiracji. Na palcach podglądamy, skradamy się niczym wytrawni rabusie, a to buta wiążemy, a to przez przypadek właśnie tu na rozmowę się zatrzymamy, chłoniemy widoki i inspiracje. Nawet nie przeraża nas tabliczka „Tu mieszka pies i jego groźny właściciel”. W jednym miejscu zachwycił nas dorodny winobluszcz oplatający całe ogrodzenie, gdzie indziej piękne krzewy, tu podziwiamy, jak wielkie rozmiary może osiągnąć budleja po kilku latach. Idziemy powoli, nieśpiesznie. Byłoby całkiem sielsko i pięknie, gdyby nie to, że zaraz jednego nóżki rozbolały, a druga biega wokół tak szybko, że wiecznie tylko musimy nawoływać, bo z oczu znika. Potem jeszcze standardowy płacz o to, że te czereśnie się skończyły, i że spacery to naprawdę marna rozrywka. Ignorujemy to. Ignorujemy z premedytacją, rozkoszując się tym ciepłem i widokami.

Znów się przewrócił, automatycznym gestem te jego spodnie otrzepuję, kolanka przecieram. Na drodze zobaczyli kolorowego motyla i już te najświeższe rany nieważne, już biegną, próbując jego lot odtworzyć, już uśmiechy znów wpełzają na buzie. W dłoniach patyki dzierżą, bo przecież bez tych patyków, to żaden spacer odbyć się nie może, w końcu to łup najcenniejszy. Mąż otacza mnie ramieniem, uśmiechamy się do siebie, wsłuchujemy w śpiew ptaków. Co prawda uczciwie mówiąc, ciężko cokolwiek dosłyszeć, bo Maja tradycyjnie słowotok prezentuje, co chwilę upewniając się, czy na pewno z należytą uwagą słuchamy. Ona tak potrafi godzinami, ale podobno mam zakaz wypowiadania się na ten temat, bo niektórzy (no właściwie wszyscy) twierdzą, że to po mnie. Młody za to bywa dość oszczędny w słowach, za to w płaczu — nigdy. Cóż, każdy ma swoją ekspresję, co poradzisz.

Droga prowadzi w górę, mijamy nowo budowane domy, oglądamy działki, podchodzimy do prywatnego sadu. Drzewa równo posadzone, czarują swoimi darami. Uginają się od owoców, malują najpiękniejszy pejzaż. Towarzyszą im ptaki, które sprytnie uwiły sobie tam gniazda i śpiewają na cały głos. Śmiać mi się chce, bo zawsze, gdy się włącza muzykę z dźwiękami natury, to jest taka jednolita, spójna, kojąca. A tu zero synchronizacji, każdy pierzasty przyjaciel próbuje się przekrzyczeć, linia melodyczna wiecznie zakłócona, a żeby było mało, to jeszcze bażanty pochowane w wysokiej trawie, wciąż od siebie coś dorzucają. I tak wychodzą im te pieśni krzykliwe z kilkunastoma solistami, nikt nie chce za chórki robić. No może nie licząc moich dzieci, bo Oni przyłączają się ochoczo.

Skręcamy w zakręt i w końcu naszym oczom ukazuje się zwieńczenie drogi. Pole jak z obrazka malowane, z użyciem tysiąca barw i odcieni. Bele siana gdzieniegdzie porozrzucane, w oddali stawy, na niebie leniwie sunące chmury. Wysoka trawa drapie w kostki, widok wprawia w radość, słońce powoli zmierza za horyzont. Wokół te ptaki i bzyczące owady, a my biegniemy. Biegniemy beztrosko, bez tchu, wdychając zapach polnych kwiatów, siana, po prostu lata. Na wsi pachnie ono najpiękniej.

Szczęście ma wiele imion. Dziś odnaleźliśmy je na prostym spacerze, na tym długim polu, wczesnym lipcowym wieczorem.

Zobacz również

5 komentarzy

Dorota 22 lipca, 2019 - 8:41 pm

Uwielbiam śpiew ptaków i zapach łąk . Śliczne mas, dzieci 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 22 lipca, 2019 - 10:47 pm

Dziękuję Ci Dorotko:** A zapach łąk, lasów, przyrody, to mój ulubiony 🙂

Odpowiedz
Iza 23 lipca, 2019 - 8:55 am

Uwielbiam tu zaglądać, Twoje wpisy powodują że przez chwilę w mojej nudnej biurowej pracy czuję zapach tych łąk. Dziękuję i pozdrawiam:)

Odpowiedz
Home on the Hill 24 lipca, 2019 - 8:58 am

Nawet nie wiesz jak wiele takie słowa dla mnie znaczą, dziękuję :** Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło…

Odpowiedz
bajeczka 28 lipca, 2019 - 4:49 pm

niezłe wykonane zdiecia:) idealnie pokazujące piękno na wsi !:P

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej