Smak ciszy.

by Home on the Hill
4 komentarze

Otulam się ciszą. W tle ulubiona muzyka, obok śpi kot. Zastanawiam się, jak długo będę się tym jeszcze cieszyć, kiedy ten spokój znienacka zacznie się przeciągać, dłużyć, kiedy tygodnie zwolnią. Kiedy cisza być może zacznie być udręką i tęsknotą. Gdy nie będę wyrywać pojedynczych chwil dla siebie, gdy godziny przestaną pędzić jak oszalałe, a wokół wieczna kakofonia dźwięków ustanie. Życie zwolni. Być może przyśpieszy w innych kierunkach, przyniesie nowe wyzwania, ale jednak ta codzienność pewnie nie będzie już tak szybka, chaotyczna i radosna zarazem. Wypełniona wiecznym śmiechem przeplatającym się z płaczem, codziennie wstawianą pralką, górą rzeczy do składania, wiecznym poszukiwaniem dwóch skarpetek do pary. Moja Mama ostatnio z westchnieniem stwierdziła, że Ona to jedną pralkę tygodniowo ładuje. I w tym jej stwierdzeniu jakaś dziwna tęsknota zabrzmiała… Pewnie nie za tym, żeby wiecznie przy tej maszynie tkwić, ale za czasami, które przecież były dopiero co, a dziś tak odległe się wydają.

Moje dzieci dorośleją. Oczywiście obiektywnie rzecz ujmując są nadal małe, ale jednak dużo większe niż były. Samodzielniejsze, mniej potrzebujące, z mnóstwem przyjaciół i swoich spraw. Z marzeniami po kieszeniach upchanymi, sekretami, które dopiero po dwóch dniach zdradzają, z tysiącem pytań w głowie, z potrzebą nowych doznań, wyzwań, a czasem i własnej przestrzeni. Ich świat z dnia na dzień się rozbudowuje. I pewnie szybciej niż później nadejdzie dzień, kiedy nie będę najważniejsza w tym ich osobistym układzie słonecznym. Choć nadal doba w głównej mierze jest nimi wypełniona, to jednak tworzą się w niej coraz większe luźne przestrzenie. Bywają chwile, gdy zamknięci w pokojach zajmują się tylko sobie znanymi sprawami. Dni, gdy od rana do nocy po dworze biegają i tylko siłą zaciągam ich do domu na posiłek. Gdy wcale z przedszkola nie chcą wracać i z weekendu u babci. Nagminnie wyrastają z ubrań. Coraz wyraźniej ubierają się we własne przeżycia. Otaczają przyjaciółmi, z którymi szepczą po kątach. Dojrzewają, dojrzewają z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień.

Nadal potrzebują wiecznej uwagi, troski. Ciągle rozstrzygam spory, przytulam, opatruję zranione kolanka, daję buziaki w czoło. Nadal marzę o ciszy i chwili oddechu. Tylko, że one mimo wszystko zdarzają się coraz częściej. I pewnie z biegiem lat ten proces będzie się tylko wydłużał, ten spokój przychodził coraz częściej, bieganina zamieni się w szybki chód, a potem w zwyczajny spacer po codzienności. Ot, zwykłe koleje losu.

Mam wrażanie, że właśnie przez to, że ten czas tak pędzi odkąd się pojawili, to wszystko mija jakoś tak za szybko. Wszystkie te kolejne etapy. Już nie ma pobudek w nocy i bujania w ramionach, nie ma pierwszych kroczków i chowania się za moimi nogami na widok obcej osoby. Wszystko, co pierwsze przeminęło bezpowrotnie, zostało wykonane po raz milionowy. I choć jeszcze tacy mali, potrzebujący, rozśmieszający i denerwujący na każdym kroku, to jednak bogatsi o setki doświadczeń, przeżyć budowanych co chwilę. Rozszerzają swoje granice, przeżywają wszystko świadomie, zdobywają dzień po dniu, ładują kolejny worek wspomnień. Maja we wrześniu idzie do szkoły. Dopiero co przeżywałam jej pierwszy dzień w przedszkolu. Ba! Dopiero, co to przecież tuliłam ją po raz pierwszy, wdychając zapach zmierzwionych włosków. A teraz wspólnie tornister wybieramy… A nim się odwrócę, to Ona będzie kolejne ścieżki zdobywać. Odhaczam z listy następną rzecz, która była jeszcze przed nami.

Chwila, moment, dzień pędzi jak szalony. Oddech za oddechem, tysiące spraw na głowie. Tylko noce jakieś bardziej przespane, coraz częściej ciepłą kawę wypijam, a wieczorem udaje się bez problemu obejrzeć film i kolejną książkę przeczytać. Nadal za szybkie poranki, nadal tysiące obowiązków, nadal ich wieczna prośba o uwagę, ale to wszystko jakby już trochę mniej. A za pięć, dziesięć, piętnaście lat? Ileż ja tych pralek będę wstawiać? Ileż chwil ciszy i spokoju będę miała?…

Ich dorastanie daje różne możliwości. Tyle razy sobie obiecywaliśmy, że gdy choć trochę podrosną zrobimy to, czy tamto. Kuszące opcje jak sieć się rozwijają, tworzą pajęczynę wyborów z roku na rok się rozrastającą. Już nie tylko my dla nich, ale też dla siebie. Częstsze randki we dwoje, przeżycia nie z nimi związane, możliwości zawodowe. Pewnie z roku na rok będzie jeszcze łatwiej, będzie można jeszcze więcej tych rzeczy realizować, rozwijać się, wypełniać codzienność swoimi sprawami. Przesuwać proporcje, rozciągać możliwości, znów po swojemu świat zdobywać, niekoniecznie wszystko im porządkując. I to jest tak cholernie potrzebne. Po to, żeby za te dwadzieścia lat nie budzić się z przejmującą pustką, w cichym domu, bez żadnych celów do zrobienia. Tylko, że jakoś tak… Szybko, za szybko to się dzieje. Znów bym tak, choć przez jeden cały dzień w ramionach potuliła, banialuki na ucho poszeptała, pierwsze kroczki aplauzem przywitała. Już mi tęskno. Choć nadal tacy mali, to jednak więksi niż byli. Z ubranek wyrastają, w swoje sprawy się ubierają.

Przeżywam dzień po dniu. Ciągle na nowo uczę się ich i odkrywam. Czasem przewijam w tył, czasem myślą idę naprzód. Zatapiam się w ich uśmiechach, oczach, radości. Cieszę ciszą i spokojem. Rozwijam własną pajęczynę możliwości. Każdy etap przynosi coś innego i pięknego. Tylko czemu to wszystko tak szybko, tak już? Bez możliwości pauzy, choć na moment. A ja bym chciała tak chwilę dłużej, nawet i bez spokoju. Tak jeszcze przez czas krótki. Tak cofnąć, przewinąć. Choć znając życie pewnie zaraz bym chętnie wróciła do czasu tu i teraz, bo cholernie cenię sobie te przespane noce;)

I znów odkrywać kolejny dzień za dzień, patrząc jak teraz cisza i spokój smakuje.

Zobacz również

4 komentarze

Dorota 15 lipca, 2019 - 10:52 am

Spokój jest bardzo ważny, chociaż kiedy jest go dużo może sprawiać wrażenie nudy. Mi się jednak nie nudzi, dni mijają coraz szybciej 🙂

Reply
Home on the Hill 17 lipca, 2019 - 10:03 am

To prawda, łatwo spokój zmienić na nudę, najważniejsze to odnaleźć równowagę w tej codzienności.

Reply
Kasia 17 lipca, 2019 - 10:01 am

Popłakałam sie, pięknie napisane.

Reply
Home on the Hill 17 lipca, 2019 - 10:02 am

Nawet nie wiesz jak mi miło, ogromnie dziękuję za ciepłe słowa :*

Reply

Zostaw komentarz