Nowy świat.

by Home on the Hill
13 komentarzy

Zaczynam się oswajać z tym naszym miejscem, tak powoli, po swojemu. Uczę się nowych kątów na pamięć. Próbuję sobie wyobrażać jak tu za chwilę będzie wszystko wyglądać. Pomieszkując na budowie człowiek nagle odkrywa jak niewiele do szczęścia potrzeba. A każdy dodatkowy luksus typu podłączona lodówka, czy podłoga na dole zamiast gołego betonu, cieszy podwójnie. Kiełkująca trawa, osobista jabłoń własnoręcznie zasadzona, dziecięcy basenik na czarnoziemiu to takie nasze codzienne uśmiechy. Dobrze tu nam, mimo tej całej pracy jaka jeszcze przed nami, już wiem, że pokocham to miejsce całą sobą, że to taki dom, do którego zawsze będzie chciało się wracać.

Tak naprawdę kupując tego naszego bliźniaka, chyba nie do końca uświadamiałam sobie, że to przeprowadzka na wieś. Zachwycały mnie te pola, widoki, ale ta obwodnica niedaleko i miasto za zakrętem sprawiało, że dla mnie osobiście były to takie typowe przedmieścia. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Pewnie zimą nieraz na to przeklnę, kiedy śnieg nas zasypie, bądź będzie przerwa w dostępie prądu, co okazuje się tu dość częstym zjawiskiem, ale póki co, chłonę to wszystko. Te ptaki, które rano mnie budzą, tuż po tym, gdy zapieje kogut, te szumiące pola, wiśnie, czereśnie, jabłonie tuż na wyciągnięcie ręki. Ta swoboda i zwyczajność wokół. Nikt się tu nie napina, wszyscy jacyś tacy swojscy, otwarci, biegamy w tych kolorowych kaloszach, poznajemy się wzajemnie. Moje dzieci odkrywają nowy świat. Moje małe mieszczuchy nagle godzinami taplają się w błocie, obserwują mrowisko, liczą ptaki, które przyfrunęły do ogrodu wyskubać nam, co do jednego ziarnka kiełkującej trawy. Towarzystwa mają masę. I wszyscy jak oni – równie brudni i uśmiechnięci. Z koszykiem chodzą do sadu zbierać owoce, ganiają się po polach, obserwują motyle, po czarnym piasku biegają ciągle rozchlapując wodę z basenika. Skaczą u sąsiadów na trampolinie do utraty tchu, nagle mucha ich nie przeraża, za to z wielką fascynacją obserwują ul.

A właściwie mieszkamy tu od tygodnia. Dopiero wsiąkamy w okolicę, w to życie. Bałam się samotności, a okazało się, że tych wszystkich nowo poznanych ludzi i dzieciaków to nie wiem czy w całym domu bym zmieściła. W sklepiku wiejskim dostaję już drożdżówki z zaplecza, jako „ta swoja” i najpyszniejszy chleb. Z zakupów w drodze powrotnej cały czas towarzyszył mi bocian latając nad głową wysoko, rozpościerając skrzydła do nieba.

Przestaję przejmować się zakurzonymi autami, brudnymi butami, kolejnymi skarpetkami dzieci zostawionymi u sąsiadów. Oddycham za to pełną piersią, sadzę w ogrodzie pierwsze drzewa, powojniki zaczynają plątać się po płocie, trawa pewnie kiedyś w końcu wyrośnie. Pięknie jest tu u nas. Niby tak blisko miasta, a jednak to zupełnie inny świat.

I choć są rzeczy, do których trzeba się przyzwyczaić, jak choćby dziurawe drogi, milion piasku wszędzie, dziesiątki much i owadów przesiadujące na moich białych ścianach, wstawianie prania najlepiej codziennie, pomijając to, że jeszcze nie mam podłączonej pralki, to mimo wszystko, za nic bym nie wróciła w poprzednie miejsce.

Chodzę po tych niewykończonych, betonowych schodach, patrzę na rozgardiasz na dole, wyglądam przez kuchenne okno i cieszę się jak głupia. Do ludzi, świata, drzew. Do wszystkiego, na co można patrzeć przez różowe okulary.

Taka moja wieś. Moja przestrzeń, nowy życiowy kosmos. Ależ mi tu dobrze!

Ps. A kiedy właśnie kończyłam pisać te słowa, ktoś zapukał do drzwi. Okazuje się, że moja Czytelniczka mieszka tu niedaleko i postanowiła obdarować mnie obłędnie pachnącymi wypiekami ze swojej piekarni. Chleby na zakwasie, rumiane bułeczki, a wszystko to tak piękne, że aż ślinka cieknie. Nawet nie wiem czym sobie na taką uprzejmość zasłużyłam! W każdym razie jeszcze raz ogromnie dziękuję, a gdyby ktoś z Was miał ochotę na lokalny, świeżutki chlebek to koniecznie zajrzyjcie do Dobrze Wypieczone.

Zobacz również

13 komentarzy

Aga 16 lipca, 2018 - 9:30 pm

witajcie na wolności :)))))))))))) wszystko to wspólodczuwam od dawna ,odkąd mój syn był mały …wszystko to jest nie do wycenienia to po prostu trzeba przeżyć …żadne meble na wysoki połysk i wyszorowane paznokcie nie są warte smaku tych bułek ,a potem jabłek z własnego drzewa ,widoku motyli zlatujących się do budlei …..to była najlepsza życiowa decyzja …zobaczycie!!!!

Odpowiedz
Ewa 16 lipca, 2018 - 10:15 pm

Pięknie u Was, aż zazdroszczę ❤️

Odpowiedz
Iza PH 16 lipca, 2018 - 11:42 pm

Ola radość bije z twyxh slow. Niech Wam się dobrze mieszka i tego prądu niech wam często nie wyłączają

Odpowiedz
Bel 17 lipca, 2018 - 1:53 am

Znam to, znam. Tak to właśnie jest. I jeżeli to już pokochałaś, to już nie zechcesz wrócić do mieszkania w dużym mieście. Przyjad z miasta do takiego domu np.po pracy lub większych zakupach, to jak wkroczenie do innego świata, oazy spokoju. I nie zależnie od biegających wkoło dzieci, czy innego rozgardiaszu. Chodzi mi o zostawienie zgiełku i pędu miasta. Ogród Ci urośnie i będziesz tam miała ,,swoje” ptaki, może wiewiórki, czy inne swojskie zwierzątka, szum drzew i spokojny błękit nieba. Piękna ta Twoja okolica! Życzę powodzenia we wszystkim i w dalszym przyzwyczajaniu się, bo to też nowe obowiązki. Nie tylko dbanie o to co wewnątrz domu, ale i zewnątrz oraz ogród. To nowość dla mieszczucha.

Odpowiedz
Biała Sowa 17 lipca, 2018 - 8:54 am

Zapowiada się sielsko 🙂
Nic tylko czerpać z tego garściami.
Pozdrawiam serdecznie.

Odpowiedz
Kamilka 17 lipca, 2018 - 9:08 am

Super zdjęcia 🙂 I piękny dom , ja niestety murze jeszcze się kisić w bloku przez kilka lat 🙁

Odpowiedz
Ministerstwo Gadżetów 17 lipca, 2018 - 9:58 am

Piękny wpis oraz zdjęcia. Zmiany zawsze wychodzą na dobre. Powodzenia!

Odpowiedz
Mama w Dużym Domu 17 lipca, 2018 - 10:08 pm

Powodzenia we wszystkim, dużo cierpliwości, pogody ducha i dystansu do rzeczywistości, kiedy już siermiężność codzienności, zwłaszcza w lutym, zacznie przesłaniać sielskość. Oby jej się to nie udało! Dom zapowiada się pięknie!

Odpowiedz
Sandra 20 lipca, 2018 - 10:09 am

Piękne zdjęcia natury. Pozdrów rodzinkę.

Odpowiedz
Kamila 23 lipca, 2018 - 10:16 am

Na pewno bardzo przyjemnie mieszkać w takiej ciszy, z daleka od miasta!

Odpowiedz
Dotty81 23 lipca, 2018 - 11:40 am

Yyy…to gdzie Ty teraz mieszkasz? Bo „Dobrze wypieczone” to na Kowalach w Gdańsku jest, czyli jeszcze w mieście 😉 Chyba, że u mnie w Jankowie zamieszkałaś na wsi 😀

Odpowiedz
Home on the Hill 23 lipca, 2018 - 12:24 pm

Dokładnie, dobrze wypieczone na kowalach, a my…trochę dalej, ewidentnie za granicą gdańska 😛

Odpowiedz
Kasia Dudziak 17 sierpnia, 2018 - 9:42 pm

Tak niewątpliwie życie na wsi ma swój urok 🙂 śpiew ptaków o poaranku, drzewa, żywa przyroda zamiast asfaltu i bloków w koło i odgłosow z ulicy. To jest to. Nowa Huta bardzo zmieniła się ale nie na dobre. Zabytkowy pas startowy już prawie nie istnieje. Wszystko zabudowane, drzew coraz mniej i zieleni. Aż się płakać chce na myśl ile tu kiedyś było zieleni. Ja mieszkam na Albertyńskim, dawne XX lecia, niedaleko osiedle Kościuszkowskie i II go Pułku Lotniczego. Kiedys mieliśmy piękną działkę w okolicy pasa startowego… To zabrali ja… wybudowali jakies budynki. Masakra 🙁

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej